Z deszczu pod rynnę

We wszystkich mediach rozentuzjazmowani dziennikarze podają informacje o masowych protestach w całej Rosji. Jak informują popularne portale internetowe, w Moskwie zgromadziło się od 25 do 40 tysięcy demonstrantów, co jak na metropolię około 7 razy większą od Warszawy daje marny wynik i w zasadzie świadczy to albo o niskim poparciu opozycji, zarówno tej prawdziwej, jak i finansowanej z Zachodu, albo o niskich zdolnościach organizacyjnych i mobilizacyjnych, a to, biorąc pod uwagę powagę oskarżenia, jakie wysuwa się pod adresem Putina i jego partii, jest wręcz dziwne. Sądzę, że wybory faktycznie są w Rosji fałszowane. Nie mam też wątpliwości, że rejestrowanie opozycyjnych partii politycznych i sam start w wyborach spotyka się na każdym kroku z utrudnieniami i przeszkodami formalnymi. Te kwestie należałoby również rozpatrywać pod kątem tego, że podobne wydarzenia w Polsce obejmowane są zmową milczenia, kiedy o tym samym krzyczy się na cały świat, gdy tylko ma to miejsce w tej dzikiej, barbarzyńskiej i niedemokratycznej Rosji. Hipokryzja i niekonsekwencja w walce o „wolność i demokrację” zasługuje na poświęcenie osobnego tekstu, a na pewno szkoda na to tracić czas pisząc o aktualnej sytuacji w Federacji Rosyjskiej.

Pytanie, jakie automatycznie mi się nasuwa po przeczytaniu internetowych wiadomości i obejrzeniu urywków materiałów telewizyjnych serwisów informacyjnych jest jedno – co takiego wspaniałego oferują obywatelom Federacji protestujący? Zachód zapewne sądzi, że wszyscy oni walczą o niezwykle cenione w światłej Unii antywartości. Jednak w doniesieniach portali takich jak onet.pl czy interia.pl dostrzega się obecność zwolenników ideologii o szerokim zakresie, poczynając od skrajnej lewicy na skrajnej prawicy kończąc. Centrum tego kolorowego tłumu z pewnością stanowią demokraci, jednak na obu skrzydłach znajdują się zapewne zwolennicy zarówno totalitaryzmu jak i różnych odmian autorytaryzmu. Jakie możliwości niosą ze sobą oferowane przez demonstrantów alternatywy?

Demokracja. Marzenie każdego europosła i euroentuzjasty (jak tę grupę tytułuje unijna nowomowa), wybawienie dla każdego kraju i narodu świata, jedyna słuszna droga nawrócenia Rosji. Rządy ludu to rządy głupoty, to w zasadzie nie ulega wątpliwości – jak pisał Terry Prachett w „Maskaradzie”: „iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników.” Wyobraźmy sobie kraj, który jeszcze 20 lat temu był Związkiem Radzieckim, potężnym imperium, które rozpadło się tracąc sporą część terytorium. Teraz zdajmy sobie sprawę z tego, że rozpad tego imperium wcale się nie zakończył. Wciąć istnieją regiony, które z największą przyjemnością ogłosiłyby secesję tworząc niezależne państwa. Wprowadzenie w Rosji demokracji, jeśli nie zakończyłoby się po pierwszych wyborach zwycięstwem partii antydemokratycznej, to doprowadziłoby do chaosu w państwie, który również sprawiłby, że demokracja szybko by się skończyła, kiedy jakiś sfrustrowany rozkładem państwa generał dokonał puczu i zaprowadził porządek. Obojętnie w jaki sposób byśmy nie rozpatrywali możliwości dla Rosji, to ostatecznie i tak możemy spodziewać się braku demokracji albo kresu rosyjskiej państwowości. Jeśli istnieje naród, którym można rządzić bez użycia przymusu i silnej ręki, to na pewno nie jest to żaden naród słowiański. Rosjanom pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że będą to rządy dobrego i sprawiedliwego pana, a nie rewolucyjna tyrania.

Gdyby jednak nie bardzo im się demokracja spodobała w gotowości czekają komuniści, których umysły odporne są na informacje o porażce ich idei stosowanych w praktyce. Oddanie władzy takim ludziom oznacza nieuchronną odbudowę Związku Radzieckiego, a można nawet przypuszczać, że ogarnięci kolejną falą rewolucyjnego zapału zechcą ponownie podpalić Europę niosąc czerwone sztandary ku wyzwoleniu mas pracujących spod jarzma kapitalizmu. Taki scenariusz jest całkowicie niekorzystny nie tylko dla Rosjan, ale również dla nas, którzy obecnie nie musimy się obawiać żadnej ekspansji ze wschodu.
Po przeciwnej stronie barykady stoją prawicowe koncepcje polityczne. Gotowi zmieniać Rosję są nacjonaliści i monarchiści. O ile do nacjonalizmu należałoby podchodzić z pewną rezerwą, bo różne rozwiązania mogą się kryć pod tą nazwą, to monarchiści wydają się dobrym wyborem. Imperium Rosyjskie byłoby, po niemal stu latach, powrotem do naturalnego dla tego państwa ustroju. Jednak w kraju dotkniętym niemal setką lat rządów bolszewików i postbolszewików karkołomnym zadaniem byłoby wprowadzenie jakichkolwiek prawicowych rządów, tym bardziej, że nie wydaje się to możliwe w Polsce, która ma na koncie kilkadziesiąt lat indoktrynacji mniej. Choć z drugiej strony raczej trudno uśpić tendencje imperialistyczne w narodzie rosyjskim, biorąc pod uwagę, że ZSRR również był państwem ekspansywnym.

Mamy więc do czynienia z sytuacją w zasadzie analogiczną do polskiej. Obecnie jakikolwiek zwrot na prawo od Tuska nie jest możliwy, choć pracować nad tym należy nieustannie i wytrwale. Ten sam Tusk ze swą rządzą władzy powstrzymuje jednak mniej lub bardziej skrajną lewicę w postaci Palikota i jego cyrku. Nie sądzę, by komukolwiek pasowały takie rządy, jednak każdy musi przyznać, że lepsze to niż alternatywa, jaka nam grozi. Podobnie jak my, Rosjanie muszą przecierpieć rządy Putina jednocześnie budując zaplecze do przemian na lepsze. Tymczasem manifestowanie ramię w ramię z komunistami i demokratami jest zagrożeniem nie tylko dla samej rosyjskiej prawicy, ale dla całej Rosji. Najpierw należy merytorycznie i fizycznie wyeliminować opozycję lewicową z dyskursu politycznego i sukcesywnie zdobywać poparcie w różnych kręgach. Dopiero wtedy można poważnie myśleć nie tylko o demonstracjach, ale i o jakimkolwiek innym działaniu politycznym o szerszej skali oddziaływania.

Do restauracji monarchii Romanowów prędko nie dojdzie, jeśli dojdzie kiedykolwiek, nikt inny również specjalnie się nie kwapi by ogłosić się Samodzierżawcą i Cesarzem Wszechrusi, a przynajmniej nie ma na to realnych szans. Reasumując, jaki pożytek mogą przynieść protesty, skoro manifestanci nie przedstawiają żadnej rozsądnej alternatywy, która jednocześnie miałaby szanse realizacji?

Sebastian Bachmura
aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Z deszczu pod rynnę”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *