Zmieniać Polskę czy pogadać?

Sukces ten ma zaś polegać na wprowadzeniu na Wiejską najmniejszej nawet grupki, a przynajmniej samego JKM, który zyska kolejną trybunę, by nauczać społeczeństwo i rządzących. I o ile w przypadku samego lidera KNP dążenie to ma swoje uzasadnienie – wszak Korwin nic innego nie czyni od lat 70-tych, o tyle czegóż to niby chce nauczać towarzysząca mu dzieciarnia – doprawdy nie sposób zgadnąć.

Bezużyteczność Sejmu

Partie ideologiczne, czy chociaż ideowe – mają pewien problem z ogarnięciem systemu polityczno-ekonomicznego Polski i świata. Wynika to z kierowania się przez nie wizjami oczekiwanego ładu, z wyznawania „typów idealnych”, a także świadomej opozycji wobec skrajnego pragmatyzmu typowych partii władzy. W ostatniej kampanii rozmawiałem m.in. z prominentnymi „Kolibrami”, ortodoksyjną młodzieżą KNP-owską, tworzącą się kadrą RN. Wszyscy oni przyznawali uczciwie, że nie mają bladego pojęcia co właściwie robi się w samorządach, w istocie nikt z nich nie miał ochoty zasiadać w radach i sejmikach, a spora część traktowała je co najwyżej jako etap przejściowy w drodze do upragnionego Sejmu. Tam bowiem można będzie dopiero dyskutować o wymarzonym obniżeniu podatków w przypadku jednych, a polityce historycznej i odzyskaniu suwerenność w wizjach drugich.

Oczywiście takie widzenie pracy parlamentarnej jest – łagodnie mówiąc – utopijne. To spostrzeżenia banalne, ale po pierwsze – zakres zadań Sejmu rozprasza się w seriach mało czytelnych dupereli, wynikających z permanentnej sraczki legislacyjnej rządzącej nami biurokracji. Po drugie – „organ najwyższej władzy ustawodawczej” w naszym kraju wcale przecież nie rządzi – ważniejsze pozostają bowiem tak tutejszy aparat urzędniczy, jak i przede wszystkim właściwy formalnie suweren, czyli Komisja Europejska z przyległościami. Dalej – siedzenie w Sejmie jest przerażająco nudne, o ile nie siedzi się w pierwszych rzędach i to głównych partii, to w zasadzie miało się tę tylko frajdę, że na dożynkach w rodzinnej wsi witali cię pierwszego. Już bowiem nawet funkcja biura podróży została parlamentowi ukrócona, a pieniądze za zasiadanie w nim – pozostają w zakresie marzeń prowincjonalnego nauczyciela albo chłopaka z programu Pierwsza Praca. Ani więc głos posła czy senatora nie jest specjalnie słyszalny, ani jego wpływ znaczący.

Wizja idealnie selektywna

Fani JKM mają na to kontrargument – a więc analogię z upadkiem rządu Suchockiej, którą ówcześni posłowie UPR mogli powstrzymać w zamian za konkretne zmiany gospodarcze zażądane przez Korwina. Jasne, coś takiego może się zdarzyć (podobnie jak i pozytywne następne działań kółeczka Prawicy Rzeczypospolitej w Sejmie V kadencji) w przypadku narastającej niestabilności politycznej, ale tylko może i trudno całą działalność danego ugrupowania ograniczać do oczekiwania na szczęśliwe zrządzenie losu.

Jasne, że JKM wie co robi. On sam ma bowiem wizję nie tyle bieżących zmian w Polsce, co nieustannego zarażania kolejnych pokoleń swych zwolenników programem nierealizowalnym w dającej się określić perspektywie. Korwin to zresztą mówi przecież wprost, choćby przyznając, że np. nie da się jednym ruchem znieść VAT, ale należy taki postulat wysuwać, bo „przecież jest słuszny” (czyli pasuje do modelu idealnego). W tym sensie Korwin mógłby w zasadzie w Sejmie znaleźć się sam i całość zadań parlamentarnych KNP zostałaby spełniona. Gdyby bowiem posłami zostali inni działacze Nowej Prawicy – mogłoby pojawić się parcie na wejście do koalicji rządzącej. A przecież JKM również od lat głosi, że posłowie ministrami być nie powinni. Tego zalecenia niektórzy jego zwolennicy (np. spod znaku pos. Wiplera) też jakoś słyszeń nie chcą.

„Te wybory po prostu nie były dla nas. Na szczeblu powiatu czy województwa nie można zmienić Polski – a to jest naszym celem. ” – bagatelizował JKM złe wyniki wyborów samorządowych. Niestety, ale nie ma racji, choć zrozumiałe, że starał się w ten sposób uspokoić i tak napiętą sytuację w partii. Ugrupowanie takie jak Nowa Prawica (ale także RN) może bowiem korzystnie wpływać na działania samorządów (zwłaszcza gminnych), może też kształcić kadry i zachowywać wiarygodność opozycyjną mimo sprawowania władzy w terenie – natomiast możliwości te są niemal całkowicie ograniczone na poziomie parlamentarnym. Do znudzenia należy powtarzać, że kiedyś zostawało się wójtem, żeby zostać posłem – a teraz zostaje się posłem, aby zostać wójtem.

Jaka zmiana?

Źle się więc stało, że siły deklarujące zainteresowane zmianami w Polsce (nie tylko zresztą dwie wspomniane wyżej, ale także szeroki zakres środowisk autentycznie antysystemowych) błędnie określiły możliwe do osiągnięcia cele gry politycznej. Wizja 15 młodych chłopców co posiedzenie opowiadających w Sejmie o konieczności obniżki podatków – to bowiem utopia, podobnie jak i 10 kolejnych chłopców machających na Wiejskiej flagami NSZ. Takie myślenie o polityce mi osobiście przypomina zalecenia Leppera, który zaskoczony skalą sukcesu Samoobrony w sejmikach w roku 2002 miał początkowo tylko dwa zalecenia: robić możliwie często debaty o kryzysie w rolnictwie i demonstracyjnie wychodzić z sali obrad. Coś podobnego chcą chyba robić w swoich branżach koledzy z KNP i RN i pozostaje mieć nadzieję, że może wpadną im do głowy jeszcze jakieś pomysły – bo inaczej nie będą mieli nawet okazji do realizacji tych naiwnych wizji.

Na razie mleko się rozlało, samorządówka przeszła, najbliższe wybory prezydenckie nie sprzyjają integracji opozycji (czy „opozycji”), a pomysłów na elekcję sejmową brak. KNP liczy, że tym razem elektorat zorganizuje się i zdyscyplinuje lepiej, niż jesienią „i jakoś to będzie”, na 5 proc. i kilu posłów starczy. Maszerujący będą dalej maszerować, a Marian Kowalski kontynuować udawanie Leppera centroprawicy, zatem oba środowiska nadal wydzierać sobie będą promile elektoratu, powtarzając taktykę post-solidarności z 1993 r. (czyli może mnie się uda, a konkurent polegnie). O Rydzyk po staremu będzie straszyć i kusić PiS, a zwolennicy antysystemowej „Zmiany” trwać będą w wahaniach czy starczy im siły, czy nadal skrzykiwać drobne, a bardzo zideologizowane, a przeto niekoncyliacyjne grupki. Na razie więc ku nowemu (nawet, gdyby to miało być przebrane stare) nie idzie.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *