Åke Edwardson, “Ostatnia zima”

Åke Edwardson, Ostatnia zima, Warszawa 2013, ss. 493

            Kolejny, trzymający w napięciu tom kryminalnej serii o komisarzu Eriku Winterze pod tytułem „Ostatnia zima” udowadnia, że miejsce jego autora – Åke Edwardsona – w panteonie najlepszych współczesnych pisarzy kryminałów jest w pełni zasłużone. Jest w nim wszakże wszystko to, do czego wielbiciele jego powieści są przyzwyczajeni: wiarygodne, doskonale zarysowane, skomplikowane, ale spójne i dobrze umotywowane postacie, niepowtarzalna fabuła, świetnie zarysowana sceneria, trzymająca w napięciu akcja oraz mistrzowski klimat.

            W tym gorąco polecanym tomie na pierwszy plan wysuwają się jednak zdecydowanie mocno zaakcentowane emocje. Zarówno te wynikające z ekspresywnej mowy, jak i te zasygnalizowane za sprawą zachowań niewerbalnych, wyrażające się w geście, mimice, spojrzeniu. Dosłownie dzieją się one przed oczyma czytelników, budując atmosferę grozy. Odsłaniają przerażenie, wątpliwości, odczucia i uczucia bohaterów. Bardzo dobrze oddają tragizm pewnych sytuacji, kluczowych dla zrozumienia sytuacji człowieka pozostawionego sobie samemu, bez wyjścia i alternatywy ucieczki.

            Warto powiedzieć kilka słów o fabule, ale tylko kilka, aby nie zabijać u czytelnika radości płynącej z odkrywania przebiegu i kulisów zbrodni. Mianowicie tym razem akcja toczy się w ekskluzywnej, eleganckiej dzielnicy dużego miasta. Mamy tam do czynienia z seryjnym mordercą, kierującym się – z początku wydaje się – najniższymi pobudkami, jakimi może kierować się człowiek w cywilizowanym świecie czy wręcz można by rzec brutalnie – zwierzęcym instynktem. Zabija on według schematu – kiedy przyjeżdża policja, aby wykonać oględziny, zastaje ciało leżącej na łóżku, zamordowanej kobiety, a w tym samym pokoju, dokładnie nad nim żywego partnera czy męża denatki, pogrążonego w szoku, rozpaczy i smutku. Każdy z nich twierdzi, że to nie on zabił. Obdukcja wykazuje, że nie było żadnych przyczyn wewnętrznych, które mogłyby wywołać zgony tych kobiet. Umarły we śnie, uduszone. Nie stawiały oporu, bo spały zbyt mocno. Ale dlaczego, skoro nie podano im żadnych środków nasennych ani narkotyków? Niemniej głównymi podejrzanymi – za sprawą wykazanych faktów – są oczywiście mężczyźni. Bardzo szybko jednak okazuje się, że przypuszczenia te były całkowicie błędne. Pozostałe ścieżki rozumowania są kolejno odrzucane. Po pewnym czasie jeden z asystentów policyjnej zauważa pewien szczegół, który burzy dotychczasowe hipotezy śledczych. Wtedy rozpoczyna się gra…

            Wielbiciele twórczości Åke Edwardsona cenią u niego to, że jego thrillery dzieją się jednocześnie na wielu płaszczyznach. Przy tym jednak autor nie uzyskuje tego efektu za sprawą balansowania pomiędzy światami czy poprzez zastosowanie skomplikowanych środków artystycznego wyrazu. Osiągnął wszakże ten poziom dojrzałości twórczej, który pozwala mu swobodnie operować metaforą oraz mówić o kwestiach niezwykle przyziemnych, a w istocie dających przesłanki głębokich przemyśleń nad prawidłami rządzącymi ludzkim życiem od zarania dziejów. Nie inaczej jest w tym przypadku. Stanowić one będą wartościową podbudowę, wskazanej gry.

            Szwedzkiego pisarza odznacza również niebagatelna zdolność do tworzenia paraleli, dających spojrzenie w meandry duszy ludzi wciąż poszukujących w życiu sensu. W konsekwencji dzieło pod tytułem „Ostatnia zima” nie dostarcza jedynie solidnej rozrywki na długie godziny, ale także podsuwa wątki warte refleksji w trudnych czasach, kiedy pewne wzorce, którym nie wolno się sprzeniewierzyć ulegają gwałtownemu przewartościowaniu. Jest to więc doskonały, klasyczny kryminał, który bez wątpienia spełni oczekiwania najbardziej wybrednych koneserów gatunku oraz materiał do namysłu, obok którego trudno przejść obojętnie. Dlatego właśnie gorąco poleca się tę książkę.

Krzysztof Wróblewski

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *