Babicz: Łukaszenka: zyskał miesiąc – stracił przyszłość?

Aresztowanie przez służby specjalne Łukaszenki w sanatorium pod Mińskiem Rosjan – to cios w plecy dla Rosji, który nie pozostanie bez odpowiedzi. Tym niemniej dzięki tej operacji Łukaszenka zabezpieczył się przed ciosem Zachodu po wyborach.

Łukaszenka na próżno mataczy: doskonale przecież wiedział, że 33 Rosjan, aresztowanych przez jego służby w sanatorium „Białorusinka” («Белорусочка») pod Mińskiem, nie miało w planach obalenia go, czy też w jakikolwiek inny sposób wpływać na białoruskie realia. Oczywiste jest też to, że zatrzymani obywatele rosyjscy udawali się do kraju trzeciego dla wykonania misji specjalnej. Nie będziemy tu dociekać, jaki był jej cel. Wydaje się oczywiste, że prawdziwi sojusznicy (a Łukaszenka nazywa siebie sojusznikiem Rosji) w takich wypadkach nie zadają zbędnych pytań. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o wymagające dyskrecji misje zagraniczne.

Najemnicy” i „zielone ludziki

Niemniej, Łukaszenka zdecydował się na skandal, doskonale przy tym rozumiejąc, jak będzie to interpretowane na Zachodzie: publikacje w USA, Unii Europejskiej, nawet w Kanadzie i Australii (a więc we wszystkich stolicach powstałego antyrosyjskiego sojuszu) upstrzyły się tytułami ze wskazaniem na „zielone ludziki” z Moskwy, które chcą z Białorusi zrobić Rosję. „Białoruś zarzuca rosyjskiej grupie najemników planowanie masowych protestów” – głosi nagłówek w opiniotwórczym niemieckim tygodniku „Der Spiegel”. Wychodzi więc na to, że Rosja chce zagarnąć Białoruś, obaliwszy przedtem Łukaszenkę (no bo przeciwko komu rosyjscy dywersanci mogli planować „masowe protesty”?) A o taką właśnie interpretację wydarzeń przez Zachód chodzi Łukaszence. W opinii prodziekana wydziału gospodarki światowej Wyższej Szkoły Ekonomii Andrieja Suzdalcewa: Wszystkie te bzdury o zielonych ludzikach potrzebne są Łukaszence po to, żeby utrzymać władzę także po 9 sierpnia 2020 roku. Zachowuje się w stosunku do Rosji nieprzyzwoicie, ale wszystko dobrze oszacował”.

Rzeczywiście, wygląda na to, że Łukaszenka zabezpiecza się na wypadek najgorszego dla niego scenariusza wydarzeń: masowe protesty po wyborach na Białorusi 9 sierpnia – poparcie dla tych protestów Zachodu – zdrada białoruskiej elity – utrata władzy.

Antyputinowski algorytm Zachodu

Teraz, kiedy sam Zachód wbija sobie do głowy, że Putin chce obalenia Łukaszenki i nawet wysłał w tym celu do Mińska „jednostkę szturmową” – jak Zachód będzie mógł owe obalenie popierać? Przecież cała polityka USA i UE na poradzieckiej przestrzeni już od dawna zaprogramowana jest na podstawie jednego algorytmu: robić wszystko na przekór Putinowi, szkodzić wszelkim jego planom. Tak więc teraz – uważa Łukaszenka – Zachód będzie zmuszony postępować według schematu Lisa z bajek o Dziadku Remusie, autorstwa Joela Chandlera Harrisa: skoro Królik prosi, by nie rzucać go w cierniowy gąszcz, znaczy to, że Królik się tego boi, i dlatego właśnie tam trzeba go rzucić. Jeśli Putin wysłał do Mińska przeciwko Łukaszence jakichś agentów – znaczy to, że obawia się zachowania przez Łukaszenkę władzy. Z tego zaś wynika, że Zachód powinien Łukaszenkę u władzy zachować – na przekór Putinowi. Albo też choćby nie przeszkadzać Łukaszence w rozprawieniu się z protestującymi. Takie stanowisko Zachodu pozwoli Łukaszence (kosztem nieuchronnego pogorszenia stosunków z Rosją) uniknąć aktualnego i realnego zagrożenia: poparcia Zachodu dla masowych protestów po wyborach. A protesty te są coraz bardziej realne: w ostatnim czasie poparcie dla kandydatury Swiatłany Cichanouskiej demonstrowało 34 tysiące osób, to zaś jak na Białoruś całkiem sporo.

Sztuczka się udała?

Najzabawniejsze, że jak wszystko wskazuje, ten sprytny wybieg Łukaszence się udał. Oto dlaczego Łukaszenka zapraszał do siebie przez ostatnie dwa lata na spotkania Amerykanów z centrum analiz Atlantic Council, nie wykluczając przy tym zagorzałych rusofobów, którzy brali bezpośredni udział w obaleniu Janukowycza w Kijowie w 2014 roku. Amerykanie sądzili, że „wymacają” Łukaszenkę, tymczasem to on ich „wymacał”. Przypomnę, że od schyłku 2018 roku Łukaszenka zdążył spotkać się w przyjaznej atmosferze z byłym ambasadorem USA w Kijowie Johnem Herbstem (człowiek ten publicznie konsultował USA w kwestii poparcia dla Majdanu w 2014 r.). Wśród innych zachodnich rozmówców Łukaszenki znaleźli się: były ambasador USA w Rosji i przedstawiciel USA przy NATO Alexander Russell Vershbow (oficjalny specjalista Atlantic Council do spraw przewrotów – zmian systemów), a także były dowódca wojsk USA w Europie Ben Hodges (w charakterze doradcy wojskowego konsultował Poroszenkę w sprawie tłumienia powstania w Donbasie w latach 2015-2016).

USA na „chłopski rozum”

Jaką naukę wyniósł Łukaszenka z tych rozmów z ludźmi, którzy (on to wie) specjalizują się w likwidacji takich politycznych przywódców, jak on? (W USA i UE Łukaszenkę otwarcie stawiają w jednym szeregu z Kaddafim, Miloszewiciem itp.) Do Łukaszenki pasuje charakterystyka, jaką Zinaida Gippius, jedna z najmądrzejszych kobiet Rosji początku dwudziestego wieku, dała Grigorijowi Rasputinowi: „Po pierwsze, jest to wręcz niewyobrażalny i nieodwracalny ignorant… Po drugie, jest mądry. W połączeniu powstaje to, co nazywa się „chłopskim rozumem”, jakaś genialna rezolutność, szczególna zręczność i spryt”. Czym jest „chłopski rozum” w polityce? To zdolność do błyskawicznego odkrycia motywacji człowieka, jego słabości i ograniczeń. Do zrozumienia „intuicyjnego”, bez politologicznych terminów i powoływania się na autorytety i przykłady. Tak właśnie Łukaszenka rozgryzł słabości Zachodu w czasie spotkań ze swoimi wrogami (on wie, że to jego wrogowie) z Atlantic Council.

Zachód w roli zakładnika ideologii

Łukaszenka zrozumiał, że nawet najbardziej wpływowi Amerykanie i oficjele z UE nie mogą przekroczyć ram własnej propagandy na temat tego, że Putin jest strasznie potężny i rozsyła wszędzie swoje „zielone ludziki”, by te zdobywały nowe ziemie, a nawet decyduje o wyniku wyborów w USA i krajach UE poprzez jakichś tam agentów w sieciach społecznościowych (to brednie, ale nie wierzyć w nie ludziom poważnym na Zachodzie nie wolno). A jeśli tak jest – postanowił Łukaszenka – trzeba posłużyć się tą słabością Zachodu i podrzucić „jeleniom” w Waszyngtonie i Brukseli wersję wydarzeń, której po prostu nie będą mogli zaprzeczyć. Oto ta wersja: Podobno Putin właśnie teraz, w chwili nasilenia się nastrojów protestu w Mińsku i w wielkich miastach, jest skłonny ingerować w przebieg wyborów na Białorusi i obrócić je na swoją korzyść. A jeszcze lepiej – zmusić Zachód do uwierzenia w mit, że Putin najzwyczajniej zamierza napaść na Białoruś. Przyjmując te wersje Zachód będzie zmuszony podtrzymać Łukaszenkę, czy też choćby nie przeszkadzać mu w zachowaniu władzy.

Mówiąc niezrozumiałym dla Łukaszenki językiem nauki, białoruski przywódca wykorzystał to, że jego „partnerzy” na Zachodzie są zakładnikami własnej twardej ideologii; niewolnikami propagandowej „narracji” (wersji wydarzeń), którą sami sobie wymyślili. Wszelkie odstępstwo od tej „narracji” w dzisiejszych USA, W. Brytanii czy RFN uznawane jest za przejaw „pracy dla Putina”, lub też w najlepszym wypadku dowodem na to, że wątpiący w słuszność wspomnianej narracji to człowiek naiwny, „pożyteczny idiota Putina” (Putin’s useful idiot). Tak więc wybieg Łukaszenki z aresztowaniem „zielonych ludzików od Putina” się powiódł. Zachodnie środki masowego przekazu piszą bez końca o „rosyjskich najemnikach” i biednym Łukaszence, który cudem ich zdemaskował.

Zapowiedzi upadku Rosji

Śledząc publikacje zachodnich mass mediów można dostrzec, jak łykały one jedną przynętę za drugą. Jeszcze w 2019 roku w mediach zachodnich pojawiła się szalona wersja, jakoby Putin planuje najazd na Białoruś. A celem Putina miałoby być Państwo Związkowe Rosji i Białorusi (PZRiB). Potem zaś, zostawszy prezydentem takiego tworu, Putin jakoby zdoła rozwiązać problem zachowania swej władzy po roku 2024. Z nienawiści do Putina wersję tę podtrzymywali także rosyjscy „emigranci”, którzy wyjechali do USA czy krajów bałtyckich i stamtąd wzbogacali departament Stanu USA swoją wielce wątpliwą „analityką”.

Nie bacząc na to, że lipcowe ogólnonarodowe głosowanie nad poprawkami do konstytucji rozwiązało dla Putina problem roku 2024, bezmyślne publikacje na temat najazdu Putina na Mińsk (i wiara w te teksty) na Zachodzie nie przestawały się ukazywać. Tak więc amerykański „specjalista” od Rosji Janusz Bugajski (Polak, który uciekł na Zachód w 1986 roku, były współpracownik radia „Swoboda”) na łamach niegdyś poważnego czasopisma „The Hill” przepowiadał 23 lipca 2020 roku (a więc całkiem niedawno), że „kontrowersyjne wybory prezydenckie z budzącym wątpliwości wynikiem, zaplanowane na 9 sierpnia, Putin może wykorzystać jako pretekst i zaprezentować się w roli wyzwoliciela kraju od jedynowładztwa Aleksandra Łukaszenki”. Jak wykorzystać? Oczywiście, wprowadzając na teren Białorusi wojska rosyjskie – oto fragment tejże publikacji: „Rosja zgromadziła u swoich zachodnich granic 150 tysięcy żołnierzy i ponad 100 okrętów wojennych, które są w stanie podniesionej gotowości bojowej, i prowadzi serię manewrów, ćwicząc działania zaczepne”. Autor nie dodaje, że Rosja jest sojusznikiem Białorusi, że Białoruś nie posiada granic morskich, że obok rozlokowane są znacznie liczniejsze siły NATO, i właśnie dla obrony przed nimi, a nie dla ataku na Mińsk, Rosja utrzymuje swoje siły na zachodnich rubieżach itd. Wszystkie te argumenty są przez Bugajskiego ignorowane, co najważniejsze zaś – ignorowane są przez tych, którzy płacą mu za takie artykuły.

Wiara z obowiązku

Głupie to nieskończenie, ale eksperci w USA i UE są wręcz ZOBOWIĄZANI do wiary w takie artykuły, a jeśli w swoich z kolei wypowiedziach dają wyraz wątpliwościom – to zawsze poprzedzają je mnóstwem zastrzeżeń i przeprosin. Oto typowy tego rodzaju tekstów wypowiedź Amerykanina Kirka Benneta – dobrze zorientowanego byłego pracownika ambasad USA w Europie Wschodniej, dobrze też znającego sytuację w Białorusi. Nawet on, jak się okazuje, jest ZOBOWIĄZANY nadać swemu tekstowi w dwumiesięczniku „American Interest” prowokacyjny nagłówek: „Maleńkie zielone ludziki – czy Zachód nie powinien się zaniepokoić losem Białorusi?” Po zdemaskowaniu szeregu rzeczywiście głupich stereotypów Zachodu na temat jakoby biernych i bezwolnych mieszkańców Białorusi, autor na koniec budzi widmo tejże samej „rosyjskiej agresji”: „Pożądane dla Zachodu powstania przeciwko Łukaszence na Białorusi może wykorzystać Rosja dla podważenia niepodległości kraju”. Wniosek: w przeciwieństwie do Bugajskiego, Bennet nie wierzy we wtargnięcie wielkiej rosyjskiej armii, ale o sławetnych mitycznych „zielonych ludzikach” musi wspomnieć po prostu z obowiązku – w przeciwnym wypadku ani honorarium, ani stopnia naukowego…

Sukces Łukaszenki – recepta upadku

Jakie wnioski wyciąga Zachód z publikacji własnych propagandystów? Słuszne: nie trzeba wspierać protestów w Mińsku, bo może to być na rękę Putinowi! I o to właśnie chodziło Łukaszence. Na to też nakierowana jest aktywność ministra spraw zagranicznych Białorusi Uładzimira Makieja, który omówił zatrzymanie (!) Rosjan z ukraińskim dyplomatą w Mińsku, Petrem Wróblewskim. Oczywiście, kijowski reżim od razu „rozpoznał” w zatrzymanych swoich wrogów. A dokładnie – uczestników walk w Donbasie. I Kijów zapragnął ich wydania, a Mińsk odpowiedział życzliwym milczeniem…

Uładzimir Makiej ma zasłużenie reputację zwolennika przyłączenia się Białorusi do Zachodu. To właśnie Oleg Krawczenko – zastępca Makieja – zapraszał Atlantic Council do Mińska, a teraz po raz pierwszy od lat 90. Białoruś ma ambasadora w USA – tegoż Krawczenkę. Rosja nie ma do nich pytań – nie z nimi podpisywała Umowę o konfederacji dwóch państw – Związku Białorusi i Rosji.

A Łukaszenka będzie musiał odpowiedzieć. Postępując tak podle Aleksander Grigoriewicz może wygrać w krótkiej perspektywie, ale przegrać strategicznie. Bardzo możliwe, że Łukaszenka przetrwa i wybory 9 sierpnia, i powyborcze protesty (przy pożądanej przezeń bierności Zachodu protesty te pozostaną bezsilne w konfrontacji z białoruskim państwem). Rosja protestów tych wspierać nie będzie – nie ingeruje w sprawy innych państw i szanuje suwerenność Białorusi. Ale zdrady panu Łukaszence Rosja nie wybaczy. Może jeszcze nie dziś, ale już wkrótce Łukaszenka zrozumie: zdradziwszy swojego sojusznika na tak wrażliwym obszarze, jak bezpieczeństwo i operacje zagraniczne, popełnił wielki błąd. Kiedy po raz kolejny Łukaszenka będzie potrzebował pomocy, nie będzie mógł liczyć na Moskwę. A pomoc ta potrzebna będzie już wkrótce. Na wyborach 9 sierpnia życie się nie kończy. A Łukaszence potrzebna będzie ropa naftowa, gaz, a także miejsce, gdzie mógłby spędzić życia. I teraz Rosja z pewnością nie zechce być takim miejscem. Łukaszenka wygrał miesiąc wyborczy – przegrał życie.

Dymitr Babicz

Autor jest rosyjskim dziennikarzem.

[Głosów: 23   Average: 4.4/5]
Facebook

3 thoughts on “Babicz: Łukaszenka: zyskał miesiąc – stracił przyszłość?”

  1. Rosja pierwsza rozpoczęła ostry spór z Białorusią gdy zażądała ograniczenia niezależności tego państwa a potem zaczęła jeszcze szantażować ropą i gazem gdy Łukaszenka odmówił spełnienia kremlowskich żądań.

  2. Jest też inna, popularna w Rosji interpretacja tych wydarzeń. Jacyśtam “najemnicy” nie chodzą sobie ot tak w mundurach po sanatorium i zatrzymanie 30 na raz przez białoruskie KGB jest czymś mało prawdopodobnym. Ale Łukaszenko i Putin, wiedząc jak sprawa wygląda i jak łatwo jest zachodnich doktrynerów nabrać na antyputinizm, zorganizowali propagandową ustawkę, na której żadna ze stron nie straciła. Białoruś żyje z eksportu do Rosji, wystarczy kiwnięcie palcem Putina i Białoruś leży. Rosja sobie bez białoruskich traktorów i ziemniaków poradzi, kupując chińskie, zachodni wielki kapitał zaś nigdy nie dopuści do tego żeby Niemiec jadł białoruskie ziemniaki i obrabiał pole ciągnikiem MTZ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *