Bachmura: Czy doczekamy się drugiego Budapesztu?

Wraz z przejęciem władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość stale, choć nie zawsze na pierwszym planie, towarzyszyło tej partii hasło Warszawy jako drugiego Budapesztu. Węgry Viktora Orbana miały być politycznym wzorem wyznaczającym szlak, którym powinna podążyć Polska. Jednakże wiele reform została przeprowadzonych w sposób zbyt szybki, radykalny i niedopracowany, inne z kolei nie zostały w ogóle rozpoczęte lub wycofano się z nich. Wydaje się jednak, że również węgierskie rządy Fideszu nie musiałyby być tak mocno ukierunkowane na centro-prawicę, gdyby partia nie czuła się do tego zmuszona.

 Nie bez znaczenia dla węgierskiej sceny politycznej pozostaje fakt, że Fidesz nie znajduje się ściśle na prawej stronie, lecz od przysłowiowego muru partię Orbana oddziela jeszcze jedna siła, narodowo-konserwatywny Jobbik, który de facto wymusza na Orbanie działania zorientowane na elektorat prawicowy, który z łatwością może przekierować swoje poparcie na partię, która będzie sprawiała lepsze i bardziej autentyczne wrażenie, jako reprezentant ich środowiska.

 Mając na uwadze początki kampanii wyborczej do europarlamentu można się spodziewać, że pojawia się szansa na zastosowanie takiego rozwiązania również na polskiej scenie politycznej. Nie wróżę koalicji Ruchu Narodowego, Wolności oraz Pobudki Grzegorza Brauna wielkiego sukcesu wyborczego, jednakże wybory europarlamentarne mają tę wyjątkową specyfikę, że znacznie łatwiej o wprowadzenie swoich przedstawicieli do Brukseli, niż na Wiejską. Zwyczajowo niższa frekwencja sprawia, że 2-3%  silnie zmobilizowanego elektoratu może odegrać znacznie większą rolę niż 6-7% poparcia w wyborach parlamentarnych, które to poparcie powinno w teorii gwarantować reprezentację sejmową.

 Zatem, o ile potencjalny wyborca będzie miał większą szanse na usłyszenie konkretnych postulatów niż na wykład o hitlerowskim systemie podatkowym, to można będzie spodziewać się uzyskania w wyborach niezbędnego minimum. To z kolei oznacza, że koalicja uzyska platformę, z której będzie miała szansę wybić się wyżej, jeśli tylko otrzymanej szansy nie postanowi roztrwonić na wewnętrzne spory, czy storpedowanie uzyskanego wyniku nieprzemyślanymi wypowiedziami.

 Choć scenariusz ten traktuję osobiście jako wciąż niezbyt pewną hipotezę, to jego realizacja spowoduje dwie ważne konsekwencje. Jedną z nich będzie pierwsza od lat reprezentacja prawicy w Sejmie, a przeciętny obywatel będzie miał, mimo bezsprzecznie stosowanej cenzury medialnej, łatwiejszy dostęp do postulatów nieistniejących ani w świadomości większości Polaków, ani w ogóle w obecnym dyskursie politycznym, a co za tym idzie, koalicja zyska istotne narzędzie propagandowe. Jednakże drugi skutek jest w tej chwili o wiele istotniejszy i zaistnieje niezależnie od tego, czy koalicja będzie zdolna poszerzyć swój elektorat, czy też jedynie będzie desperacko walczyć o utrzymanie już posiadanego poparcia.

 Konsekwencją takiego wyniku wyborczego, będzie nacisk jaki ze strony prawicowego elektoratu odczuje partia rządząca – nie będzie można już dłużej uciekać i zwodzić, ale powstanie konieczność realnych, a nie tylko deklarowanych działań w sferze zmian przeprowadzanych w duchu narodowym i konserwatywnym. Oczywiście nie spodziewam, się, że nastąpi jakiś gwałtowny zwrot Prawa i Sprawiedliwości w prawo, niemniej jednak pewne deklaracje nie będą mogły już pozostawać jedynie pustymi słowami.

 Jedno jest w tym wszystkim pewne – to, że już sama deklaracja powstania tej koalicji i udziału w wyborach może jedynie poprawić sytuację. Najbliższy rok zweryfikuje, czy jest to poważna inicjatywa, czy też kolejna efemeryda, która niczego nie osiągnie, a jeszcze szybciej się rozpadnie przez brak zdolności koalicjantów do osiągnięcia kompromisu dla realizacji wspólnych celów.

Sebastian Bachmura

[Głosów:9    Średnia:3.9/5]
Facebook

2 thoughts on “Bachmura: Czy doczekamy się drugiego Budapesztu?”

  1. Orban stawia się nawet Stanom Zjednoczonym a PISowi brakuje jakiejkolwiek samodzielności w stosunkach międzynarodowych. To niesłychane jak państwo naszej wielkości upadło na arenie międzynarodowej. Projekt Trójmorza lub międzymorza mający zapewnić Polsce mocarstwowość to czysta fikcja. Przecież jest on wymierzony w Rosję a większość państw regionu nie pójdzie na konfrontację z Rosją. Nie będzie nigdy Budapesztu w Warszawie.

  2. Też nie ukrywam, że mam nadzieję na powstanie realnej prawicy, która z kolei podsypie pisowcom nieco soli pod ogony… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *