Bachmura: Na kresach rzeczpospolitej

W przededniu wyborów parlamentarnych nie trudno nie odnieść wrażenia, że historycznie znajdujemy się u progu przełomu. Jeśli partii rządzącej uda się zdobyć niezbędną ilość miejsc w obu izbach parlamentu możemy mieć do czynienia z całkowitym zakończeniem nieudanego projektu „III RP”, a rozpoczęcia projektu „IV RP”, którego powodzenie niepokoi mnie osobiście co najmniej tak samo jak obecnie funkcjonującej formy państwowości, jeśli nie bardziej. Jednak nawet gdyby PiS nie zdobył większości konstytucyjnej, to niemal pewna już obecnie wygrana w tych wyborach wzmacnia legitymację neosanacyjnej ekipy, będąc niejako weryfikacją ich dotychczasowych działań, które można krytykować pod wieloma różnymi aspektami, ale z całą pewnością nie można powiedzieć, że nie spotykały się z pozytywnym odbiorem opinii publicznej – PiS się umacnia i nie jest to dziełem przypadku, lecz zaplanowanej i przemyślanej strategii i tylko głupiec by temu przeczył.

Nie jest jednak problemem najistotniejszym, czy państwo jest w stanie wytrzymać ciężary socjalizmu, lecz to, że na scenie politycznej dokonała się olbrzymia przemiana, która sprawia, że na lewo od PiS nie ma żadnej sensownej i zrównoważonej alternatywy. Z umiarkowanej partii władzy, jaką była Platforma Obywatelska, zapewniająca psychiczny komfort postępu  i dobrobytu żyjącym w swojej „bańce” pseudoelitom, wyłoniła się koalicja antypaństwowców i anarchistycznych liberałów, którzy nie rozumieją sensu państwa, nie rozumieją dobra wspólnego, ale obudzili się z letargu zdając sobie sprawę, że naród wcale nie podziela ich postępowych wartości, ani nie korzysta z ich dobrobytu (choć z tego drugiego nadal nie mogą sobie najwyraźniej zdać sprawy oceniając ich wypowiedzi kierowane pod adresem beneficjentów programów socjalnych partii rządzącej). Ich celem jest rewolucja społeczna skierowana ku narzuceniu całemu społeczeństwu ich sposobu myślenia, aby znów w spokoju mogli żyć w swoich zamkniętym, lepszym świecie. Przy tym nie kryją praktycznie, że ani sama Polska nie jest dla nich w jakikolwiek sposób istotna, ani nie identyfikują się szczególnie z narodem polskim, jego wartościami i tożsamością – to naród polski ma się identyfikować z nimi.

Wszystko więc rozgrywa się na prawo od nich, sami bowiem są jedynie elementem destrukcyjnym, który stanowi w tym momencie zagrożenie dla funkcjonowania państwa. W grze pozostaje więc PiS, który przynajmniej nie deklaruje aktu narodowej apostazji, choć przypuszczam, że większości z Szanownych Czytelników nie muszę przekonywać o szkodliwości polityki tej partii w wielu różnych aspektach, na pierwsze miejsce wysuwając kwestię suwerenności państwa oraz braku realnej obrony norm moralnych zawartych w cywilizacji i religii chrześcijańskiej. Poza nimi istnieją jeszcze koalicje, centrowa – PSL i Kukiz oraz prawicowa – Konfederacja. O pomniejszych regionalnych listach pisać tu nie zamierzam, tak jak i o Lewicy, o której pożytku w ławach sejmowych zapewne dyskutować również nie musimy będąc co do tego zgodnymi.

O ile do obu wspomnianych ogólnokrajowych koalicji można mieć zastrzeżenia (zapewne więcej pod adresem systemowo-antysystemowej egzotyki PSL-Kukiz), to trzeba przyznać, że są to w tym momencie jedyne dwie siły zdolne powstrzymywać anarchizm liberalnej opozycji oraz proamerykański serwilizm koalicji rządzącej. Miałem już sposobność przy okazji ostatnich wyborów pisać i ponowię swoją tezę, że podstawowym celem Konfederacji powinno być skłonienie PiS do nieustannej obrony swojej domniemanej prawicowości i wymuszanie w ten sposób realnego działania co najmniej na polu walki ideologicznej, a zatem w obronie elementarnych fundamentów cywilizacyjnych, jak również wymuszenie na rządzie realnego oporu wobec imperialistycznego dyktatu. W kwestiach gospodarczych nie sądzę, by prawica mogła osiągnąć większe sukcesy, bowiem po ćwierćwieczu „dobrobytu na emigracji” zaprowadzenie choćby namiastki materialnego dobrobytu, nawet drogą socjalistyczną, utrudnia zjednanie sobie sojuszników wśród wyborców poglądami antyetatystycznymi.

Osobiście wierzę, że tak konkurencja z prawej strony, jak i centrowa propozycja ubiegającej się o rolę wyważonej i merytorycznej opozycji PSL-Kukiz stanowić będzie skuteczny kręgosłup, który będzie w stanie utrzymać ekipę rządzącą w pewnym wyważonym kierunku, z dala od co bardziej szkodliwych wyskoków.

Niemniej jednak należy odnotować fakt, że dotarliśmy do kresów rzeczpospolitej. Nie tej znanej jako Rzeczpospolita Polska, ale po prostu rzeczpospolitej jako sposobu myślenia o państwie, podstawowego sensu jego istnienia, czyli „dobra wspólnego”. Zamieniliśmy naszą rzeczpospolitą w demokrację plemienną, w której silniejszy usiłuje narzucić swą wolę słabszemu, nie mając ze sobą de facto wiele wspólnego, nie tworząc żadnej trwałej wspólnoty, lecz wrogie obozy, które jedynie ze zrządzenia Opatrzności funkcjonują w obrębie jednego bytu politycznego.

Oczywiście, narzucenie swojej woli przegranym jest nieodzowną koniecznością tego systemu, co więcej jest jedyną słuszną drogą postępowania, ponieważ tylko poprzez odbudowę systemu wartości wspólnego dla większości wystarczającej do tego, by nie odważano się go publicznie kwestionować, możemy zbudować nową rzeczpospolitą, w której dobro wspólne będzie przez społeczeństwo na powrót postrzegane w tożsamy sposób, a spory o to jak ono ma wyglądać ustąpią sporom o to, jaką drogą do niego dojść. Oby, mimo w pełni uzasadnionych powodów do pesymizmu, nadchodzące wybory dały choć cień nadziei, że rozpoczynamy marsz w kierunku rzeczpospolitej, bez zbędnych numerków przed nazwą, lecz właściwie rozumianej – zmarnowano zbyt wiele szans, by liczyć, że będziemy mieli ich jeszcze wiele w przyszłości.

Sebastian Bachmura

[Głosów: 9   Average: 5/5]
Facebook

2 thoughts on “Bachmura: Na kresach rzeczpospolitej”

  1. Podzielając z grubsza ocenę autora uważam, że nie uwzględnił w sposób wystarczający ekonomicznych skutków polityki PiS, które – w określonych uwarunkowaniach zewnętrznych – mogą oznaczać poważną zapaść i gruntowne przemeblowanie sceny politycznej.

    1. Właśnie tego autor nie uwzględnia. Szok gospodarczy (spadek wartości złotego) lub polityczny (wojna i spadek wartości złotego) może nas wszystkich zaskoczyć. Prognozowanie zazwyczaj skutkuje błędami. Dług polski jest denominowany w znacznej mierze w walutach obcych. Kryzys gospodarczy w skali światowej oznacza ucieczkę kapitału z takich państw jak Polska i spadek wartości naszej waluty oraz trudności z obsługą zadłużenia zagranicznego. To tylko jedno z zagrożeń gospodarczych. Nawet lokalna wojna np. na Bliskim Wschodzie może generować takie same skutki gospodarcze. Druga kadencja PIS jest prawdopodobna, ale potem już nikt nie potrafi przewidzieć co będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *