Bachmura: Ubi concordia, ibi victoria. Konfederacja polskiej prawicy

Wraz z rozwojem wydarzeń na prawej stronie sceny politycznej i kolejnymi, tryumfalnie ogłaszanymi akcesami poszczególnych środowisk w szeregi Konfederacji, coraz częściej, przynajmniej na portalach społecznościowych, natknąć się można na kolejnych nowych malkontentów, deklarujących, że z takiego czy innego powodu na konfederatów głosować nie zamierzają. Z jakiegoż to powodu? Bo jestem liberałem, a Braun to katolik. Bo jestem konserwatystą, a  Korwin-Mikke to liberał. I tak bez końca, bo powodów jest mnóstwo, a można je jeszcze dalej mnożyć. Tak wąski tok rozumowania niektórych przedstawicieli szeroko pojętego prawicowego elektoratu wskazuje jednoznacznie na brak zrozumienia, o co toczy się gra (jeśli kiedykolwiek rzeczywiście to rozumieli), bądź lekceważeniu sytuacji, w której się znajdujemy, bądź też przynajmniej konsekwentnie zmierzamy.

Wydaje się, że zaistniały dwie szczególne okoliczności, które sugerują, iż obawa o przetrwanie Polski w kształcie jaki znamy staje się zasadna bardziej niż dotychczas. Pierwszą jest niezdolność obozu liberalnego do wyciągnięcia wniosków ze swej wyborczej przegranej przed paroma laty, połączona z frustracją związaną z rządami pseudoprawicy. Prowadzi to do zaostrzenia ich działań w takim zakresie, w jakim jeszcze mogą sobie pozwolić, co ostatnio objawia się w natężeniu starań zorientowanych na wprowadzenie swojej totalistycznej ideologii w każdej dziedzinie życia, za cel ataku obierając obecnie edukację. To z kolei łączy się z drugim ze wspomnianych powodów, mianowicie dostrzegalnym faktem, że odkąd upadły ostatnie reduty katolicyzmu w Irlandii, wydaje się jakby wszystkie siły rzucone zostały przeciw Polsce, ostatniemu państwu teoretycznie katolickiemu w Europie. Stąd nie tylko wspomniany atak na oświatę, ale też zmasowana akcja przeciw Kościołowi i Religii, podszyta złą wolą i podyktowana fałszywą troską o dobro dzieci oraz równie fałszywą chęcią oczyszczenia Kościoła z trapiących go problemów w tej sferze. Uwierzyłbym może, gdyby z równym zapałem i gorliwością wypalenia zła do gołej ziemi podchodzili do podobnych problemów własnych środowisk, niemniej każde oskarżenie kierowane w tą stronę kończy się piekielnym wyciem naznaczonym tradycyjnym już faszyzmem i mową nienawiści.

Mając na uwadze wieloletnią historię startów wyborczych różnych formacji prawicowych, zawsze osobno i zawsze z oczywistym skutkiem, nadchodzi powoli czas podsumowania, którego dłużej nie sposób odwlekać. Tak jak cieszy nas każda nowa formacja lewicy, która rozbija głosy uniemożliwiając zebranie istotnej reprezentacji parlamentarnej (czego apogeum osiągnęła partia Razem w ostatnich wyborach całkowicie wyłączając ugrupowania stricte lewicowe z Sejmu), tak bezrefleksyjnie powielamy te właśnie błędy, które nie pozwalają nam na uzyskanie przedstawicieli, którzy będą mogli zasiąść w sejmowych ławach na prawo od demokratyczno-populistycznej dżungli POPiS-u. Należy zdać sobie sprawę, że dalsze tkwienie w tym impasie nie ma żadnego uzasadnienia.

Nie da się już również uzasadnić wspierania przez jakąkolwiek prawicę Prawa i Sprawiedliwości. Opadły wszystkie zasłony, a król jest nagi. Nie ma niczego, czego PiS nie mógłby zrobić, prócz zmiany ustawy zasadniczej, a jednocześnie nie ma niczego, czego PiS rzeczywiście podjąłby się zrobić. Jedynym trwałym efektem działań tego rządu jest samonakręcająca się spirala socjalizmu, która rozpędza się z każdym kolejnym środowiskiem, które usiłuje urwać coś dla siebie (cóż, biorąc pod uwagę przyjęty model działania partii rządzącej, trudno im to mieć w zasadzie za złe). O ile godne politowania  „wstawanie z kolan” zakończyło się żałosnym i bezalternatywnym serwilizmem wobec naszego jedynego słusznego i niepodważalnego sojusznika, to idąc nadal tą drogą rząd będzie musiał zacząć pełzać, żebrząc o waszyngtońskie subsydia na kolejne programy na rzecz pozyskania elektoratu, nie mówiąc już o czekających w kolejce sojusznikach z odległej Palestyny, którzy mają swoje rachunki do wyrównania. Czy też może raczej do opłacenia.

Odwołując się do wstępu niniejszego tekstu nie ukrywam i ukrywać nie zamierzam, że i mnie trudno pogodzić się ze wszystkimi poglądami obecnymi w gronie konfederatów. Trudno mi jako tradycjonalistycznemu konserwatyście godzić się z wciąż zbyt liberalnymi postulatami społecznymi i politycznymi, z trudem przychodzi tolerancja dla wciąż postulowanego oparcia się na czystym gospodarczym liberalizmie, rzekomo nieodłącznym atrybucie prawicowości i konserwatyzmu (sic!). Niemniej należy pamiętać, że walka nie idzie o to, czy Polska będzie katolicka czy nie, czy będzie respektować prawo własności czy też nie, czy będzie w ogóle przestrzegać jakichkolwiek wartości, czy też w całości pogrąży się w demoliberalnym relatywizmie. Walka trwa o to, czy Polska w ogóle będzie te wartości respektować w minimalnym zaledwie stopniu. Walka trwa o to, czy wszechmogące państwo będzie mogło odebrać szczątki należnej nam autonomii – autonomii społeczeństwa, rodziny czy wreszcie poszczególnych ludzi, zastępując to wszystko totalizmem, w którym wolność będzie niewolą, niemoralność będzie cnotą, a Prawda będzie fałszem. Wobec tak daleko idącej „pełzającej rewolucji”, które neguje już nie to co wyrosło na fundamentach, ale same fundamenty grecko-rzymsko-chrześcijańskiego dziedzictwa, którego dumnym sztandarem jest łacińska cywilizacja, pozostaje jedynie konfederacja wszelkich sił mogących się temu barbarzyństwu przeciwstawić. A zatem:

  • konfederacja przeciw rządom PiS – konia trojańskiego liberalizmu, który w imię władzy dla samej władzy dokonuje dekonstrukcji państwa poprzez swoje pseudoreformy, a dekonstrukcji społeczeństwa poprzez nie tylko tolerancję, ale też nieme przyzwolenie na liberalizm, który rozwija się w najlepsze
  • konfederacja przeciw liberalnej opozycji – która dawno porzuciła swoje centrowe status quo staczając się po równi pochyłej ku lewicy i domagając się realizacji coraz to bardziej rewolucyjnych i postępowych postulatów
  • konfederacja przeciw imperializmowi USA i liberalnej międzynarodówce, dążącej zarówno do gospodarczej kolonizacji, ale również coraz bardziej do ukształtowania Polski na swój obraz i podobieństwo, w oderwaniu od wszelkich bliskich nam tradycji i wartości.

A więc jeśli nie będzie wyraźnej reprezentacji prawicy, choćby i poza parlamentem, ale mówiącej jednym i silnym głosem, to walka już jest przegrana, dlatego w moim przekonaniu nie stać nas na to, by walczyć o partykularne interesy każdej frakcji, zgodne w 100% z własnymi przekonaniami. Możemy działać razem lub skapitulować już na starcie.

Sebastian Bachmura

[Głosów:15    Średnia:4.8/5]
Facebook

3 thoughts on “Bachmura: Ubi concordia, ibi victoria. Konfederacja polskiej prawicy”

    1. Dobitnie to ten tekst pokazuje przede wszystkim, że jego autor opiera się na nic nie wartych wskaźnikach. Twierdzenie, że istnieje wielka różnica jakościowa w którymkolwiek z 12 parametrów między rządami PO a PiS to już zupełna bzdura- zachęcam do przejrzenia wokand sądowych, które wyglądają tak samo czy beznadziejnych wyroków, podobnie z kwestią korupcji.

      Zamiast patrzeć na jakieś dziwne wypociny Heritage wystarczy spojrzeć na jedną kwestię, która zrobiła ogromną różnicę i choć bodaj każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą ma świadomość, że PiS jest partią zwyczajnie socjalistyczną, to zrobił coś, co w końcu pozwoliło przedsiębiorcy nie być ciągle zaszczutym. Chodzi tutaj o zmianę w podejściu kontroli skarbowych. W końcu po pierwsze – sporządzona na wniosek przedsiębiorcy opinia kierownika US jest wiążąca, więc urzędnik nie może ukarać przedsiębiorcy na podstawie własnej, wydumanej interpretacji podatkowej i po drugie – w końcu to US musi udowodnić winę a nie podatnik musi udowadniać swoją niewinność. A to są kwestie fundamentalne dla każdej osoby prowadzącej działalność gospodarczą.

  1. Cóż widząc przykłady innych państw, to śmiem twierdzić, że sprawa już jest przegrana. Zresztą społeczeństwo Polskie toczy ta sama degrengolada społeczeństw zachodnich, czyli powolne wymieranie. Dzieci jak się nie rodziły tak się nie rodzą, a nawet najwspanialsza kultura bez ludzi jako nośników, jest tylko obrazem przeszłości, i sądzę, że to właśnie czeka cywilizację zachodu, wymarcie, tak jak wymarli Etruskowie, jak wymarli Minojczycy, tak wymrzemy my.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *