Łuba: De Imperium

Inspiracją do napisania tego tekstu było nagranie z 7 lutego 2019 roku przez stowarzyszenie „Lubuszanie dla Rzeczpospolitej”, w którym to Państwo Wielomscy omawiają sprawę państwa narodowego, imperium, nacjonalizmu, itd (link do nagrania). Spośród nich ja bym chciał się skupić na sprawie imperium.

Czym jest imperium? Pierwsze znaczenie słowa oparte jest o czysty formalizm. „Imperium”, jako słowo, wywodzi się z łacińskiego słowa rozkazywać/rządzić – impero/imperare. W okresie wczesnej republiki związane było to z urzędnikiem oraz zakresem jego kompetencji. W późniejszym czasie imperium ściśle związane jest z cesarstwem, czyli z rzymską formą państwowości quasi-monarchistycznej, narodzoną po kryzysie w republice. Kolejne państwa, które będą się miały za dziedziców post-republikańskiego państwa rzymskiego, określały się mianem „Imperium”. I tak, przykładowo, kiedy miał miejsce Kryzys Wieku III Imperium Rzymskie rozpadło się na trzy osobne kraje, gdzie każde określało się mianem „Imperium”. Można byłoby utworzyć jakąś definicję na tej podstawie, jednakże byłaby ona zbyt wąska do jakichkolwiek rozważań.

Często bywa tak, że pojęcie istniało przed narodzeniem słowa, a także nie jest ściśle z nim związane. Tak też imperia istniało przed narodzinami tego słowa w języku łacińskim. Za pierwsze imperium uważa się kraj powstały w wyniku podbojów Sargona Wielkiego (tzw. Imperium Akkadyjskie) około 2334 roku p.n.e. W innych miejscach i czasach powstawały imperia niezależnie od siebie np. Teotihuacán w Mezoameryce (początek ok. II w.p.n.e.) nie miało żadnych powiązań z praktyką narodzoną w dzisiejszym Iraku. Imperia funkcjonowały także w latach znacznie odleglejszych – to jest wiek XIX i XX. Rodzi się pytanie – czy na formę państwowości, która narodziła się we wczesnej historii i trwała prawie do współczesności, można utworzyć jednoznaczną definicję bądź zbiór cech? Były różne próby i podejścia. Podane przez panią Magdalenę Ziętek-Wielomską w wykładzie „Nacjonalizm a imperializm”  cechy imperiów np. niejasność granic, konceptualność wielkoprzestrzenna, społeczeństwo zorganizowane na zasadzie etni, misyjność itd. nie należałoby traktować jako cechy charakterystyczne dla imperiów. Część z tych cech jest rezultatem czasów w którym imperia funkcjonowały, a część jest uniwersalna, mogąca funkcjonować tak w imperiach, jak i w państwach nie-imperialnych; co więcej – imperia mogą ich nie posiadać. Imperium Nowoasyryjskie nie posiadało żadnej misji ani myśli wielkoprzestrzennych. Z drugiej strony wikińskie państwa zachodniej Skandynawii (głównie Dania i Norwegia) posiadały koncepcje „zagospodarowania” basenu Morza Północnego (monarchia Kanuta Wielkiego uważa się czasami za realizację tych planów, a jego dziedzinę mianem Imperium). Funkcjonowanie na zasadach etni, a nie narodu, miało miejsce praktycznie w każdym większym państwie – Czechy Bolesława Okrutnego, Polska Bolesława Chrobrego, Wielkie Morawy, Dai Viet, Sparta itd. W okresie Renesansu Włosi mieli poczucie wyższości, jakąś misję, a sami funkcjonowali w rozdrobnionej państwowości. Królestwa krzyżowców na Bliskim Wschodzie mogły posiadać też wszystkie wymienione cechy, a jednak nie traktuje się ich wszystkich jako imperia. Alternatywne zespoły cech znaleźć można u innych autorów (np. Moses Finley), które mają też miejsce w krajach nie-imperialnych, a zatem nie są definiującymi imperium. Skoro nie można utworzyć jednoznacznej definicji, bądź podać zbioru cech bezsprzecznie wskazujące imperia, to czy to jest w ogóle możliwe? Moim zdaniem nie, zaś samo imperium należy traktować jako pojęcie intuicyjne, orientacyjne, subiektywne. Tak jak piękno czy kakofonia.

Jedną, rzekomą cechę typowo imperialną, chciałbym poruszyć z osobna. Jest to niewydajność. W różnych analizach i rozważaniach mówi się, że imperia tracą sporo energii i środków na utrzymanie jedności regionów i ludów o różnej kulturze, gospodarce, religiach a nawet poziomu cywilizacyjnego. Energia i środki są zatracane a używane rozwiązania zaś nieskuteczne. Ostatecznie rozpadają się przez separatyzmy, walki wewnętrzne lub są dobijane przez siły inwazyjne. Organizmy polityczne nie-imperialne, które są bardziej jednolite, nie muszą z tym walczyć, a zatem mogą więcej energii i środków na cele bardziej praktyczne. Ładne to brzmi, jest jednak tutaj pewne ALE. Jest kwestia wielości. Na przestrzeni dziejów imperiów było zdecydowanie mniej niż państw nie-imperialnych. Każde państwo, które było większe niż antyczne miasta-państwa, spotykały się na pewnym etapie z problemem różnorodności kultur, religii, poziomu cywilizacyjnego itd. Każde próbowało je jakoś rozwiązać. Metody były powtarzane w obu przypadkach. Tyle, że jeżeli np. federalizacja stosunków ma 15% szans powodzenia, to dla 4 imperiów i 50 nie-imperiów rozkład państw, które doznały sukcesu w ujarzmieniu różnorodności, będzie wydawało się, że nie-imperia działają lepiej. Dwa post-karolińskie królestwa próbowały władzę centralizować i „asymilować do głównej kultury” – królestwo zachodniofrankijskie (późniejsza Francja) oraz królestwo wschodniofrankijskie (późniejsze Święte Cesarstwo Rzymskie). W jednym przypadku kraj doznał przekształcenia we wzór centralizowanej i jednorodnej kulturowo (nawet jako matecznik „narodu”) monarchii, a w drugim rezultatem była faktyczna federacja, w której konflikty i różnice kulturalne nie zostały pokonane (a nawet się czasem pogłębiały). Czy powodem tego był fakt, że królestwo wschodniofrankijskie przyjęło formułę imperialną, a to przyniosło nieudolność w wydawaniu swej energii i funduszy bądź generowanie głupszych ludzi władzy itd? Nie. Sytuacja startowa Francji była słaba do wykonania centralizacji oraz „frankizacji”. W trakcie miała liczne problemy i kryzysu, wygenerowała także wielu nieudaczników na wysokich stanowiskach. I prawdopodobnie gdyby nie katastrofa Wojny 100-letniej, to Francja podążyłaby podobną ścieżką. To czynniki inne niż formuła imperium doprowadziły do takich, a nie innych rozwinięć królestw wschodnio- i zachodniofrankijskiego. Nieskuteczne zużywanie energii w celu realizacji swojej polityki wynika z innych czynników, czasami odrobiny szczęścia.

Przy okazji mamy dodatkowy problem, kiedy mówi się o wydajności. Chodzi bowiem o wartości względne i bezwzględne (a przez nie i skalę). Przykładowo – mrówka potrafi podnieść 5-krotność swojej masy i nie będziemy obserwować negatywnych skutków takiego obciążenia, podczas gdy przeciętnego konia obciążyć (bezpośrednio na koniu) można bez negatywnych skutków dla konia jedynie na 20% jego ciężaru. Wartości względne wyglądają imponująco – 500% kontra 20%. Wydajność wielka, ale cóż z tego? Świat materialny jest światem wartości bezwzględnych. Jeżeli do zaorania pola przez pojazd potrzebne jest by moc na wale odbioru mocy wielkości np. 10 koni mechanicznych (wartość losowa, nie wiem dokładnie ile potrzeba), to fakt że przeniesienie mocy z silnika na wał dla pojazdu A wynosi 10% a dla pojazdu B 50% jest już faktem drugorzędnym. Bo jeżeli pojazd nie wygeneruje na wale odbioru tych 10 KM, to nie wykonamy konicznej pracy. Zatem tutaj bądźmy ostrożni.

W obu nagraniach pojawiła się sprawa Unii Europejskiej jako imperium oraz zagrożenia dla Polski i Polaków. Niezależnie od realnej transformacji UE w imperium, chciałbym zastanowić się tutaj nad problemem polskim. Inkorporacja Polski do super-państwa jest zagrożeniem bezsprzecznym dla niej (kraje naturalnie dążą ku samodzielności), to już dla narodu tak do końca nie jest. Nawet jeżeli zjednoczona Unia Europejska będzie miała politykę by zlikwidować państwa narodowe, promując regionalne etnie oraz jakąś tożsamość paneuropejską, dalej możliwe jest zachowanie własnej. Są dwa powody, dla których można zachować pewien optymizm w przetrwanie polskości. Po pierwsze jest nieobserwowalność dewolucji narodu w warunkach nie-kryzysowych – w badaniach nad narodami zanotowano wiele zjawisk, jednakże nie znalazłem informacji o cofnięciu się społeczności z poziomu narodu do stanu przed-narodowego. Hipotetycznie możemy słusznie założyć, że w przypadku krachu cywilizacji jest szansa retrybalizacji (tj. powrót do funkcjonowania w plemionach), jednakże w warunkach normalnych cofanie narodów do stadia etni nie wystąpiło. Drugim powodem jest możliwość przetrwania, tudzież przeczekania. W Imperium Rzymskim była polityka romanizacji, która utworzyła liczne regionalne tożsamości synkretyczne (np. Romano-Brytowie), a nawet likwidacji etni jako koncepcji (np. Punijska), ale niemalże cały wschód był mało wrażliwy na tę politykę. Po podziale Imperium wschód się hellenizował, aż w końcu Imperium Wschodniorzymskie było bardziej państwem panhelleńskim (które zaadoptowało elementy zjednoczonego cesarstwa) niż odnogą romanizmu. Inne tożsamości potrafiły też przetrwać, bądź przeczekać, w imperiach np. Asyryjczycy, Ormianie. Jednym wychodziło to lepiej, innym gorzej. Najważniejsze tutaj jednak jest to, że grupa może przetrwać pomimo funkcjonowania w imperium. Niestety, ale prawdopodobnie przypadek narodu polskiego bliższy będzie Celtom niż Hellenom a w imperium szybko zostaną wchłonięci. Jest to związane z pewnymi cechami Polaków o których już pisałem.

Czy imperium może funkcjonować w świecie z narodami? Nie wiem, ale podejrzewam że tak. Pamiętajmy, że naród (w zdecydowanej większości przypadków) został stworzony przez państwo i nacjonalizm. Mając te dwa parametry potrzebny jest czas oraz szczęście, a wtedy to także w imperium etnie zostaną scalone w naród. Kiedy Markiz de Custine (francuski arystokrata, rusofob) znalazł się na balu u cara Mikołaja I, został zapytany czy wie jakie narodowości znajdują się na przyjęciu. Ten odpowiedział, że to są Rosjanie. „– Nie, to jest Mołdawianin, to jest Żyd, to jest Niemiec, tamten Gruzin, a ten Polak. – Przepraszam, a gdzie są Rosjanie? – Oni właśnie wszyscy razem, to są Rosjanie!” Możliwe, że gdyby nie katastrofa wojny to moglibyśmy zaobserwować „jedność w wielości i wielość w jedności” na tle narodowym w imperium właśnie w Rosji. To oczywiście gdybologia. Pewien inny obraz znajdujemy w Chinach, gdzie to ludy z własną tożsamością i odrębnością stawały się Chińczykami, chociaż spora część zachowuje samoświadomość, że są innymi Chińczykami (proces sinizacji jest jednak na tyle zaawansowany, że procentowo klasyfikuje się ich jako mniejszość etniczną, chociaż liczebnie jest ich więcej niż niektórych narodów uznawanych za narody o odrębności bardziej widocznej). Czy imperia to przeżytek, bo zaszły już zmiany w mentalności ku świadomości narodowych? Sądzę, że nie. Imperium nie jest czymś konkretnym, jak np. polis czy monarchia patrymonialna. Imperium jest czymś elastycznym, dlatego zarówno Ateny jak i napoleońska Francja mogły być imperiami. Skoro formuła imperialna potrafiła przetrwać pomimo zmiany pozostałych formuł i warunków, to może zostać dostosowana też i do warunków świata nacjonalistycznego.

Wypadałoby napisać jakieś podsumowanie… Do końca nie wiemy czym imperium jest, bardziej jest to coś intuicyjnego i względnego. Dotychczasowe opisy należy traktować jako błędne, przyznające imperium cechy, które funkcjonują też w nie-imperiach. Głównymi błędami przy omawianiu imperiów są błędne odczyty i analizy statystyki. Pomijane są też czynniki niezależne oraz wpływ delty czasu. Skala, mnogość, upływ czasu oraz czynniki niezależne mają wpływ na funkcjonowanie imperium, tak samo jak i na inne formy państwowości. Omawiana forma nie jest niczym ścisłym, dokładnym, sztywnym – formuła imperialna dopasowywała się do różnych strojów oraz warunków społeczno-gospodarczych. Imperium dostosuje się do współczesnego świata, a narodziny nowego jest tylko kwestią czasu. Jeżeli Unia Europejska ewoluuje w stronę imperializmu to stanowi realne zagrożenie dla Polski i Polaków, jednak wynika to bardziej z cech narodu.

Michał Łuba

[Głosów:8    Średnia:3.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *