Bulza: Niemieckie oddziały śmierci w Jedwabnem. Część II

Gestapowcy Birknera przebrani w ubrania cywilne dokonali masakry w Jedwabnem

Jak podaje Richard Breitman w „The Architect of Genocide; Himmler and the Final Solution” („Architekt ludobójstwa; Himmler a ostateczne rozwiązanie”), dowódca Einsatzgruppen A Stahlecker w raporcie z działalności tego oddziału morderców napisał, że „celem operacji oczyszczających Policji Bezpieczeństwa, zgodnie z podstawowymi rozkazami, była w możliwie największym stopniu eliminacja Żydów. Jedyną rzeczą, której się obawiał Himmler i inni przywódcy SS były protesty oraz „szok” jaki mogłyby przeżyć „koła niemieckie”, dowiadując się o rozmiarach zaplanowanych zbrodni oraz widząc rezultaty morderczych akcji SS.

Poniższe wytyczne zostały przekazane 2 lipca 1941 r. do wszystkich Einsatzgruppen przez Heydricha, prawdopodobnie zostały podyktowane przez Himmlera:

Dla obserwatora z zewnątrz powinno to wyglądać tak, że sama miejscowa ludność zareagowała w sposób naturalny przeciwko dziesiątkom lat opresji dokonywanej przez Żydów oraz przeciwko terrorowi stworzonemu ostatnio przez komunistów, oraz że miejscowa ludność dokonała tych pierwszych posunięć na własną rękę. (…) Było obowiązkiem Policji Bezpieczeństwa (Einsatzkommando), aby zacząć te akcje somooczyszczania oraz kierować je we właściwe kanały — tak, aby zamierzony cel oczyszczenia tych terenów osiągnąć tak szybko, jak to możliwe” (http://salski.neon24.pl/post/20638,ss-einsatzgruppen-policyjne-oddzialy-niemieckich-mordercow).

W 1941 r. Himmler musiał się liczyć z opinią publiczną. Wytyczne mówiły: „Dla obserwatora z zewnątrz powinno to wyglądać tak, że sama miejscowa ludność zareagowała w sposób naturalny przeciwko dziesiątkom lat opresji dokonywanej przez Żydów. Jak to zrobić? Przebrać gestapowców, znających język polski, w ubrania cywilne, i nimi dokonać masakry. Einsatzkommando Birknera było do zadań specjalnych.

Oddział śmierci SS- Hauptsturmführera Schapera 10 lipca 1941 r. był w Jedwabnem, ale to SS- Hauptsturmführer Wolfgang Birkner odegrał kluczową rolę w zbrodni w Jedwabnem. To jego gestapowcy przebrani w ubrania cywilne dokonali masakry na Żydach. Tego dnia z Ostrołęki przyjechało też kilkudziesięciu Volksdeutschów. Z wielu świadectw i dokumentów wynika, że w dniu zbrodni pojawili się w Jedwabnem nieznani nikomu ludzie. Informacja ta pojawia się także w aktach procesu z 1949 roku. Jest mowa o Mazurach i Volksdeutschach.

Ks. Edward Orłowski napisał: „Dnia 10 lipca 1941 roku podjechały dwie kolumny samochodów od strony Wizny i Łomży. Całe miasteczko zostało otoczone przez Niemców, zrobiono to bardzo precyzyjnie, tak mówił ksiądz Keblinski używając słowa „majstersztyk”. Nie wiedział skąd pojawiło sie wielu ludzi zupełnie mu nieznanych, a mówiących w języku polskim i niemieckim. Był na posterunku u dowodzącego tą akcją, próbował bronić niewinnych kobiet i dzieci, ale usłyszał słowa: „nie wiesz durniu kto tu rządzi, jeśli chcesz zachować łeb na karku to wynoś się – raus”. Akcją dowodził wysokiej rangi oficer gestapo” (http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski-1.htm).

Instytut Pamięci Narodowej.

Informacja o przesłuchaniu Hermanna Schapera

18.04.2002 r.

11 kwietnia 2002 r. w Niemczech odbyło się przesłuchanie Hermana Schapera (90 lat). Schaper jest świadkiem w śledztwie w sprawie zabójstwa żydowskich mieszkańców miasteczka Jedwabne w dniu 10 lipca 1941 r. Śledztwo prowadzi prokurator Radosław Ignatiew z Oddziału Komisji ds. Ścigania Zbrodni wobec Narodu Polskiego w Białymstoku, który brał udział w przesłuchanie przez niemieckiego prokuratora.

Zapytana, kilka miesięcy temu, przez Instytut Pamięci Narodowej – Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, niemiecka prokuratura oraz Centralne Biuro Badań Zbrodni Nacjonalistycznych i Socjalistycznych w Ludwigsburgu rozpoczęły poszukiwania Hermana Schapera. Doprowadziło to do ustalenia aktualnego miejsca pobytu Schapera i jego przesłuchania. Wcześniej uważano, że H. Schaper nie żyje. Tak więc szczególne kroki podjęte przez władze niemieckie w celu znalezienia Schapera są bardzo cenione. Ta akcja umożliwiła Instytutowi Pamięci Narodowej uzyskanie pomocy prawnej w tej sprawie.

Hermana Schapera – gestapowca z Ciechanowa – widział świadek Chaja Finkelstein 7 lipca 1941 r. W Radziłowie. Świadek rozpoznał Schapera na fotografiach i zeznał, że był mężczyzną, który stał na rynku w Radziłowie w dniu mordu żydowskich mieszkańców Jedwabnego i dowodził innymi funkcjonariuszami gestapo oraz Polakami współpracującymi z Gestapo. Świadek dodał, że Schaper „zrobił wrażenie osoby odpowiedzialnej”. Jednak niemieccy prokuratorzy w 1965 r. oddalili sprawę przeciwko Schaperowi, w której byłby oskarżony o udział w masowych mordach Żydów latem 1941 r. w województwie łomżyskim, na podstawie braku dowodów, które uniemożliwiły im leżenie zarzut przeciwko niemu.

Przesłuchanie H. Schapera, które odbyło się w ubiegłym tygodniu, opierało się na liście pytań, które wcześniej zostały przekazane do niemieckiej prokuratury przez prokuratora z Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu . Tak więc przeprowadzono go wykorzystując zgromadzoną wiedzę o jego działalności w województwie łomżyńskim latem 1941 r.

W odpowiedzi na pytania podczas przesłuchania Herman Schaper powiedział, że:

– latem 1941 r. dowodził jednostką gestapo złożoną z 10–15 osób, która jeździła samochodami osobowymi i motocyklami (dodał, że nie używają ciężarówek);

– zadaniem jednostki było poszukiwanie rosyjskich agentów i zabezpieczenie dokumentów;

– w tym okresie był kiedyś obecny, gdy Żydów rozstrzeliwali Żydzi.

Schaper zaprzeczył pisemnemu zeznaniu Isaka Fehlera, który został wydany przez niego na początku lat sześćdziesiątych. W zeznaniu Fehler rozpoznał Schapera, który powiedział: „Wierzę, że jest oficerem, który był odpowiedzialny za akcję w Tykocinie” (akcję mordowania Żydów w tym miasteczku). Schaper zaprzeczył, że w tym czasie miał na sobie mundur i okrągłą czapkę z głową śmierci oraz że dowodził ludźmi w Tykocinie, jak przyznał Fehler. „Nie wydałem żadnych poleceń i nie nosiłem okrągłej czapki” – powiedział Schaper. Odpowiadając na następne pytanie, Schaper powiedział, że jego przełożony gestapo miał na imię Pulmer. Wspomniał także o Baumannie, który był jednym z oficerów gestapo, z którym służył Herman Schaper w 1941 r.

Schaper, zapytany, czy jego jednostka ma inne zadania, oprócz wyszukiwania agentów i dokumentów, odpowiedział, że „nie mieli żadnych innych zadań”. Zapytany, co wiedział o „masowych mordach Żydów w okresie od czerwca do września 1941 r. w okolicach Łomży?”, Odpowiedział, że „miały miejsce dzikie działania miejscowej ludności i niektórych jednostek”. Dodał, że „nie wiedział, jakie to jednostki”.

Jednocześnie Schaper okazał oburzenie i przedstawił prokuratorowi wiele zaświadczeń, między innymi medycznych poświadczających jego niezdolność do składania zeznań. Przesłuchanie zostało przerwane, a lekarz stwierdził, że dalsze przesłuchanie może spowodować niebezpieczeństwo zawału serca lub krwotoku mózgowego.

Następnego dnia Schaper został zbadany medycznie i nie mógł wziąć udziału w dochodzeniu, z naciskiem, że nie można oczekiwać poprawy jego obecnego stanu.

Przesłuchanie trwało półtorej godziny i było nagrywane na wideo. Protokół został przekazany przez niemiecką prokuraturę do Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dziś około południa, co umożliwiło przekazanie tego komunikatu.

Ocena merytoryczna zeznań H. Schapera zostanie dokonana przez prokuratora Radosława Ignatiewa, który jest odpowiedzialny za śledztwo i dostarczony w postanowieniu końcowym. 18.04.2002.

Ostateczne ustalenia IPN

W styczniu 2001 r. podczas wizyty w Nowym Jorku, Kieres podał do publicznej wiadomości, że IPN zgromadził wystarczające dowody, aby potwierdzić, że grupa Polaków była rzeczywiście sprawcami zbrodni w Jedwabnem. Dowody IPN zostały następnie przedstawione w sprawozdaniach IPN dla polskiego parlamentu oraz w różnych innych oświadczeniach publicznych.

Ostateczne ustalenia IPN, 2002–2003

9 lipca 2002 r. IPN opublikował ostateczne wyniki dwuletniego dochodzenia.

Sprawcami zbrodni „sensu stricte” byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic; odpowiedzialność za przestępstwo „sensu largo” można przypisać Niemcom. IPN stwierdził, że Polacy odegrali „decydującą rolę” w masakrze, ale masakra była „inspirowana przez Niemców”. Masakra została przeprowadzona na oczach Niemców, którzy byli uzbrojeni i mieli kontrolę nad miastem, a Niemcy odmówili interwencji i zatrzymania zabójstw.

W pogromie zginęło co najmniej 340 żydowskich ofiar, w dwóch grupach, z których pierwsza zawierała od 40 do 50 osób, a druga około 300. Dokładnej liczby ofiar nie udało się ustalić.

Wielu świadków zeznało, że Niemcy doprowadzili grupę żydowskich ofiar z rynku w Jedwabnem do stodoły, w której zostali zabici (te zeznania znajdują się w rozszerzonym 203-stronicowym „Ustaleniu” opublikowanym w czerwcu 2003 r.).

„Pewna grupa Żydów przeżyła” masakrę. Kilkudziesięciu Żydów, lub według kilku źródeł około stu Żydów, mieszkało w getcie w Jedwabnem do listopada 1942 r., kiedy to zostali przewiezieni przez Niemców do getta w Łomży, a ostatecznie zmarli w Treblince.

Znacznie rozszerzona wersja ustaleń, na 203 stronach polskiego tekstu, została wydana przez IPN w dniu 30 czerwca 2003 r. Oryginalna wersja z 9 lipca 2002 r. Strony od 60 do 160 zawierają streszczenia zeznań wielu świadków przesłuchiwanych przez IPN. Pełny 203-stronicowy polski tekst opisujący dochodzenie prowadzone przez rząd został opublikowany na stronie internetowej IPN. Uzupełniono ją publikacją dwóch tomów opracowań i dokumentów dotyczących pogromu w Jedwabnem, zatytułowanych „Wokół Jedwabnego”.

30 czerwca 2003 r. Prokurator Radosław J. Ignatiew ogłosił, że w śledztwie w sprawie „masowego mordu co najmniej 340 polskich obywateli narodowości żydowskiej w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941 r.” nie wykryto żywych podejrzanych sprawców zbrodni w Jedwabnem, którzy nie został już postawiony przed sądem, a zatem dochodzenie IPN zostało umorzone.

Postanowienie z 30 czerwca 2003 r. o umorzeniu śledztwa w sprawie zabójstwa obywateli polskich narodowości żydowskiej w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941 r.

Archeolog kierująca pracami w Jedwabnem:

„Od pokazania prawdy dzielił nas tylko mały krok….”

Prof. Małgorzata Grupa skończyła studia archeologiczne ze specjalnością konserwacja zabytków archeologicznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od blisko 40 lat pracuje w zorganizowanej przez siebie Pracowni Dokumentacji i Konserwacji Zabytków Archeologicznych Instytutu Archeologii UMK. Jej specjalizacja to konserwacja zabytków archeologicznych wykonanych z surowców organicznych, takich jak: drewno, skóra, tkanina, i zabytków wykonanych z różnych struktur surowcowych. Takimi właśnie artefaktami zajmowała się, gdy wydobyto je z miejsca mordów dokonanych na oficerach polskich przez NKWD w 1940 r. oraz z obozów zagłady Żydów w Bełżcu i Sobiborze.

Archeolog kierowała też pracami w Jedwabnem, gdy trwało przeprowadzone w latach 2000–2004 śledztwo IPN. Przy lekturze głośnej ostatniej książki Wojciecha Sumlińskiego „Powrót do Jedwabnego”, można natrafić na fragment, w którym prof. Grupa opowiada o tamtym okresie swojej pracy badawczej.

– Od pokazania prawdy dzielił nas tylko mały krok, tymczasem wszystko, co odkryliśmy, musieliśmy zakopać. I tak z naszym odkryciem zakopaliśmy prawdę. Decydowało o tym wielu ludzi – i raczej niewielu w Polsce. To była nieszablonowa decyzja i niespotykana sytuacja. W całej swojej kilkudziesięcioletniej karierze nie spotkałam się nigdy z czymś tak absurdalnym, ani wcześniej, ani później. To chyba wtedy pierwszy raz pomyślałam, że preparują tę historię. To, co się tam wtedy zadziało, ten nadzór, tajemnice, knowania, naciski, ta atmosfera, na koniec przerwanie ekshumacji – to było coś tak nieprawdopodobnie odległego od zawodu archeologa i w ogóle od wszystkiego, czym się w życiu zajmowałam, że na lata zaciążyło to nie tylko na mojej pracy, ale także na mnie osobiście – mówi badaczka.

– Od początku wszystko tam było dziwne, inne niż gdziekolwiek indziej. Jedno spojrzenie i już wiedziałam, że będzie ciekawie. Teren obstawiony przez policję, wewnątrz wszystko pilnowane, obserwowane, zasłonięte siatkami maskującymi, stanowiska pracy wyłącznie za specjalnymi przepustkami – jakiś matrix. Gdy prof. Andrzej Kola, mój szef, zagubił przepustkę, nie mógł wejść na własne badania – była to absurdalna sytuacja, jak na wojnie, a nie polu archeologicznych badań (…) Według zeznań naocznych świadków zbiorowa mogiła znajdowała się na kirkucie i to samo mówili nadzorujący pracę rabini. A jednak się pomylili, bo zbiorowego grobu tam nie było. Mieliśmy wprawę w znajdywaniu zbiorowych mogił i szybko poznaliśmy, że to ślepa uliczka. Nadzorujący naszą pracę przedstawiciele strony żydowskiej nie uwierzyli nam i non stop odsyłali nas do tego kirkutu. Dyrygował tym wszystkim rabin Michael Schudrich. Cały czas na krótkim łączu z Warszawą, Tel Avivem, Waszyngtonem. (…) W rzeczywistości o wszystkim decydował Schudrich, który próbował wydawać nam dyspozycje według jakichś wytycznych. Rzecz w tym, że te wytyczne miały się nijak do rzetelnych badań archeologicznych – dowiadujemy się od prof. Grupy.

– To, co Schudrich z nami robił i jak nas traktował, wołało o pomstę do nieba. Wydaje mi się, a właściwie jestem tego pewna, że chcieliśmy w Jedwabnem znaleźć zupełnie co innego: my szukaliśmy prawdy, Schudrich – potwierdzenia wersji Jana Tomasza Grossa. Ale akurat tego tam nie znalazł. (…) W pewnej chwili ktoś rzucił pomysł, by dokonać wykopu w środku stodoły, bo skoro nic tam nie ma – a według zapewnień nie ma – to zgoda rabinów jest nam niepotrzebna. I momentalnie okazało się, że zbiorowa mogiła, której szukaliśmy na kirkucie i której wbrew zapewnieniom tam nie było – jest w stodole. Co było dalej? Istne piekło. Schudrich nawet nie próbował ukryć niezadowolenia, bo przecież nasze odkrycie całkowicie niszczyło wiarygodność świadków, którzy zeznawali przed sądem i na relacji których oparł się Jan Tomasz Gross (…) Do pracy przystąpiliśmy całą energią ludzi, którzy po długim okresie bezczynności i ciągłym przerywaniu misji wreszcie mogli ją realizować. Pracowaliśmy bardzo intensywnie – całe czterdzieści pięć minut!!! A potem pojawiła się informacja, że to koniec prac – stwierdziła archeolog.

– Te nieliczne, ale jednak ważne badania wskazywały na coś jeszcze – coś szalenie ważnego – że ci mężczyźni zostali po prostu zastrzeleni. (…) Cały nasz zespół badawczy nie miał wątpliwości, że ci ludzie zostali rozstrzelani. Dowodów nie pozwolono nam zebrać, choć były w zasięgu ręki (…) Kto mógł strzelać – kto miał wtedy broń? Odpowiedź była oczywistą oczywistością: Niemcy. Chyba, że ktoś chce wierzyć – ktoś naprawdę niemający pojęcia – że latem 1941 Niemcy pozwolili Polakom posiadać broń – dodała prof. z UMK (Wojciech Sumliński, Ewa Kurek, Tomasz Budzyński „Powrót do Jedwabnego”, Magna Polonia).

Celebracja kłamstwa

Ks. Edward Orłowski

„…Ci ostatni przywieźli ze sobą kilka kanistrów benzyny lotniczej z Przasnysza, gdzie znajdowało sie niemieckie lotnisko. Benzynę wykorzystano do oblania stodoły wypełnionej Żydami. Wraz z nimi przyjechało kilkudziesięciu Volksdeutschów z Ostrołęki. Ostrołęka była włączona do Prus Wschodnich, a więc była miastem Trzeciej Rzeszy, gdzie obowiązywała zasada Niemcy wolne od Żydów. Zgodnie z tą zasadą, sprawujący władzę w imieniu Trzeciej Rzeszy Hunce dopilnował, by wypędzono Żydów do sowieckiej strefy okupacyjnej, w to miejsce sprowadzono z krajów nadbałtyckich 2500 Volksdeutschów, których umieszczono w nowych wybudowanych blokach w okolicach parku. Stoją one do dnia dzisiejszego, po remoncie i drobnych przeróbkach, w pamięci ludzi starszych istnieją jako bloki poniemieckie. Volksdeutsche władali językiem polskim i niemieckim, dlatego stanowili doskonale narzędzie komunikacji w uzyskaniu informacji potrzebnych do identyfikacji Żydów umieszczonych na listach Judenrat (organizacja żydowska powołana i wykorzystana przeciwko Żydom przez niemieckie władze okupacyjne).

Do stworzenia listy Żydów znacznie przyczynił się Żyd-gestapowiec zarządzający Suwałkami Waldemar Maczpolowski, który w nagrodę za likwidację punktów oporu został podniesiony do rangi kapitana gestapo. Po inwazji Niemiec na ZSRR Himmler w jego ręce przekazał sprawę terroru i szpiegostwa, na terenie Okręgu (Bezirk) Białystok. Na protest gestapowców niemieckiego pochodzenia, Maczpolowski odpowiedział jednoznacznie, to do mnie należy decyzja kto jest Żydem, a kto Niemcem. Waldemar Maczpalowski za zgodą i zachętą swoich przełożonych zmienił nazwisko na Macholl Waldemar. Z jego zeznań na sądzie jaki odbył się po wyzwoleniu w Białymstoku wynika jednoznacznie, ze egzekucji na Żydach w Jedwabnem dokonali Niemcy.

Oni to 10 lipca 1941 roku spędzili Żydów na rynek. Młodym Żydom rozkazali rozebrać pomnik Lenina i zanieść go do stodoły poza miastem, ze śpiewem: „myśmy winni tej wojny”. W stodole tej wykopali dół i zostali rozstrzelani (około 46 osób). Z rynku wpędzono około 160 osób – całymi rodzinami do stodoły, którą zamknięto i podpalono.

Łącznie zginęło tam około 250 osób. 11 lipca 1941 roku spędzono Polaków, którzy na zgliszczach spalonej stodoły wykopali dół i złożyli ciała pomordowanych, na które z rozkazu Niemców wrzucono jeszcze popiersie Lenina na znak, że ci ludzie zostali skazani jako komuniści, a dla Żydów było przeznaczone getto. W Jedwabnem utworzono je juz 11 lipca 1941 roku na Starym Rynku. Zgromadzono w nim około 100 Żydów, w miesiącach następnych doszło ich jeszcze około 30, razem było około 130. Dnia 21 września 1939 roku Hitler wydal tzw. „szybki list” (Schnellbrief) w chwili napaści na Rosję przypomniano jego treść: małe getta trzeba łączyć w duże i zgodnie z tym rozkazem na początku listopada mieszkańców getta jedwabińskiego wywieziono do Łomży, a stąd pod koniec listopada do Treblinki, gdzie ich zamordowano…” (http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski-1.htm).

SS-Hauptsturmführer Waldemar Macholl

Na Suwalszczyźnie w czasie II wojny światowej w latach 1939-1945, Niemcy dokonali szeregu zbrodni na obywatelach polskich niezależnie od wyznań i narodowości, do dziś w większości przypadków zbrodniarze nie zostali w żaden sposób ukarani, nawet symbolicznie. Jednym ze znanych zbrodniarzy który dopuszczał się masowych zbrodni na terenie Suwalszczyzny oraz białostoczyzny za co po wojnie został osądzony i skazany na karę śmierci był szef suwalskiego gestapo SS-Hauptsturmführer Waldemar Macholl (http://ojczyzna-suwalszczyzna.pl/nigdy-nie-ukarani/).

Akta w sprawie karnej przeciwko:

Macholl vel Macpolowski Waldemar Artur

IPN Bi 404/279

Sąd Okręgowy w Białymstoku 1944-1950

Akta w sprawie karnej przeciwko: Macholl vel Macpolowski Waldemar Arthur August, imię ojca: Paul, ur. 14-08-1900 r. osk. o to, że: w okresie od grudnia 1939 r. do 06-08-1941 r. na terenie pow. Suwałki jako komisarz policji pogranicznej wraz z innymi nieustalonymi sprawcami brał udział w ujęciu 300 osób prześladowanych ze względów politycznych, w maju 1940 r. we wsi Rygol gm. Giby brał udział w rozstrzelaniu 40 jej mieszkańców, w tymże czasie i miejscu pobił szereg osób z pow. Suwałki i wykorzystując warunki wytworzone przez okupację zabrał szereg przedmiotów w celu przywłaszczenia; w okresie od 10-08-1941 r. do lipca 1944 r. brał udział w organizacji przestępczej Gestapo jako szef Referatu IV A-3 do walki z ruchem oporu, w tymże czasie i charakterze brał udział w aresztowaniach, rozstrzeliwaniach i paleniu wsi, wiosną 1943 r. w okolicach miast Białystok, Augustów i Grodno brał udział, wydając bezpośrednie polecenie, w akcji palenia zwłok zamordowanych w masowych akcjach represyjnych, latem 1944 r. we wsi Grabówka pow. Białystok wydał polecenie rozstrzelania 40 Żydów zatrudnionych w akcji palenia zwłok, przy czym osobiście wziął udział w zabiciu 31, tj. o czyny z art. 1 pkt. 1 i 2 Dekretu z dn. 31-08-1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego i inne czyny zabronione – tom 1.

Oddziałowe Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku

Skandaliczny artykuł w „Die Welt”

  1. marca 2019 r. niemiecki portal internetowy Welt opisał wydarzenia z Jedwabnego: „10 lipca 1941 r. był normalnym czwartkiem. Lato zaczęło się spokojnie w polskim mieście Jedwabne, 160 km na północny wschód od Warszawy. Ale to nie koniec.

Wczesnym rankiem kilkudziesięciu mieszkańców małego miasteczka zaczęło atakować okolicznych mieszkańców. Zostali złapani na rynku i torturowani godzinami. Grożą im szalejący antysemici, drewnianymi sztachetami i rurami. Sprawcy systematycznie poniżali swoje ofiary; między innymi nieszczęśni ludzie musieli trawić, śpiewać i tańczyć na placu pod okrzyki prześladowców.

Po południu uzbrojony tłum przegonił większość Żydów do stodoły na obrzeżach wioski, która została podpalona. Setki ludzi spalono żywcem. Katoliccy sprawcy splądrowali domy swoich ofiar. Wieczorem zmarło co najmniej 340 osób: pobite, dźgnięte nożem, niektóre kobiety zgwałcone na śmierć, większość spalone.

W tym czasie obszar wokół Jedwabnego należał do okupowanej przez Niemcy części Polski. Oddziały niemieckie zajęły to miejsce już we wrześniu 1939 r., ale opuściły je zgodnie z paktem Hitler-Stalin i przekazały Armii Czerwonej. 23 czerwca 1941 r. wojska niemieckie ponownie weszły na ten teren; stały garnizon nie był dostępny dla tak małych miasteczek…”.

(https://www.welt.de/geschichte/article174158346/Jedwabne-1941-Das-Pogrom-zu-dem-Polen-alle-Fragen-verbietet.html)

Co charakterystyczne, w przypadku zbrodni w Jedwabnem brak jakichkolwiek zdjęć czy filmów, które mieli wykonywać i realizowali niemieccy żołnierze w pierwszych dniach i tygodniach inwazji na Związek Radziecki, czyli w pierwszej kolejności na tereny zagarnięte i zarządzane przez Rosjan przez niemal 2 lata, na mocy traktatu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku.

Istnieje na przykład obszerna niemiecka dokumentacja pogromu Żydów w litewskim Kownie z 10 lipca 1941 roku, z której to jedno zdjęcie ilustruje wspomniany tekst w Die Welt – Das Pogrom, zu dem Polen alle Fragen verbietet. Wszyscy chyba tutaj się zgodzimy, że jest to co najmniej nadużycie i bezczelna manipulacja, które wymaga potępienia, a nawet ukarania. Stąd apel do IPN o podjęcie stosownych kroków (https://www.salon24.pl/u/giz3/849196,nowelizacja-ustawy-ipn-weszla-w-zycie-wiec-do-roboty).

Jonny Daniels: „…ekshumacja w Jedwabnem nie odbędzie się”

Dr Ewa Kurek rozpoczęła zbiórkę podpisów pod wnioskiem o wznowienie ekshumacji w Jedwabnem. Jonny Daniels, który kilka lat temu pojawił się w Polsce, zaatakował dr Kurek: „Ta poszukująca medialnej kariery pani doktor rujnuje międzynarodowy wizerunek Polski i godzi w dobre imię jego świątobliwości Jana Pawła II, którego imię nosi uniwersytet, który ukończyła – powiedział Daniels w 2016 r. na wieść o rozpoczęciu zbiórki podpisów pod wnioskiem o wznowienie ekshumacji. Kim jest Daniels?

Daniels jest przeciwny ekshumacji w Jedwabnem, i powiedział: „Nawet jeśli pod tą inicjatywą podpisze się 40 milionów osób, ekshumacja w Jedwabnem nie odbędzie się. To jest sprzeczne z prawem żydowskim, żydowskie dusze wystarczająco już cierpiały i nie ma potrzeby, żeby cierpiały ponownie. Ponowna ekshumacja w Jedwabnem zniszczyłaby wszelkie relacje pomiędzy Polską a międzynarodową społecznością Żydów” (https://nczas.com/2018/04/20/jonny-daniels-osmieszyl-przeciwnikow-ekshumacji-w-jedwabnem-oraz-sam-siebie-czy-zlamal-prawo/). Była to wypowiedź skandaliczna. Według niego, świat ma żyć w kłamstwie, bo wznowienie ekshumacji oznaczałoby odkrycie prawdy. Prawda Żydów w ogóle nie interesuje.

Stanisław Bulza

Click to rate this post!
[Total: 4 Average: 4]
Facebook

1 thought on “Bulza: Niemieckie oddziały śmierci w Jedwabnem. Część II”

  1. Skąd mieliby się wziąć we wsi Jedwabne świadkowie zewnętrzni na tyle istotni, żeby trzeba organizować maskirówkę? Satelita miał ich nagrać czy inny U-2?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.