„Chyba rzeczywiście mam wiele wspólnego z Wolterem” –  mówi Cyprian Sajna w rozmowie z Adamem Wielomskim

Na ile się orientuję, jest Pan i liberałem i zwolennikiem monarchii absolutnej. Tymczasem mamy utarty schemat, że liberałowie to zwolennicy parlamentaryzmu, demokracji, etc., ponieważ instytucje przedstawicielskie stanowią gwarancję wolności indywidualnych. Która więc instytucja broni wolności: monarchia czy parlament?

Moje upodobanie do monarchii należy uznać bardziej za sentymentalne niż za faktyczny program, ponieważ trudno w obecnych realiach znaleźć przestrzeń do tego typu dyskusji, a tym bardziej do przeprowadzenia takiej zmiany ustrojowej. Odpowiadając jednak na pytanie, oczywiście, że to monarchia broni wolności. Jest ku temu kilka powodów.

Po pierwsze rządy monarchiczne charakteryzują się ograniczoną administracją, król nie ma ani potrzeby, ani też możliwości, organizować w takich szczegółach życia ludzi jak to ma miejsce w dzisiejszym, zbiurokratyzowanym państwie (a przez kolejne programy socjalne i członkostwo w UE ta ingerencja aparatu państwowego nieustannie wzrasta!).

Po drugie, jak na przykład w absolutyzmie oświeconym, monarcha uznaje zasady umowy społecznej między nim a ludem, takie jak na przykład tolerancja religijna. W przypadku demokracji ci, którzy dojdą do władzy (najczęściej poprzez nierealne lub szkodliwe obietnice składane podatnym na manipulacje grupom społecznym) mogą radykalnie ograniczyć tę wolność.

Po trzecie: monarcha kieruje się moralnością i dobrem swojego królestwa, gdyż jest ono jego własnością. Ciemiężenie i zniewolenie swoich poddanych jest wbrew interesowi władcy. Dobry król, jak dobry ojciec, dba o swoje, daje swobodę, wolność swoim „dzieciom”, jednocześnie nie pozostawiając miejsca dla bezkarności. Tymczasem o Parlamencie nie można powiedzieć, że ma moralność. Działa jako wypadkowa interesów, czy wpływów poszczególnych frakcji i grup. Zatem większą wolność i swobodę, w moim odczuciu, ma człowiek poddany królowi niż „niewolnik” biurokracji i grupy trzymającej (czasową!) władzę.

Partia KORWiN, która jest główną częścią Konfederacji, chociaż działa w ramach demokracji, co do zasady jest krytyczna wobec tego ustroju. Być może właśnie ten aspekt jest głównym powodem nieporozumienia się z Pawłem Kukizem.

Wielu, szczególnie na lewicy, Konfederacja kojarzy się z fundamentalizmem religijnym. Jaki jest Pański stosunek do państwa wyznaniowego? Czy Polska winna być konstytucyjnie uznana za państwo katolickie?

Konfederacja jest połączeniem wielu środowisk. Wśród nas są zarówno katoliccy tradycjonaliści, jak i libertarianie, czy nawet anarchokapitaliści. Jest miejsce dla ateistów, innowierców, wolnomyślicieli. W naszych szeregach panuje pełna tolerancja religijna, tematy konfesyjne na zebraniach w ogóle nie są poruszane. To co nas łączy w tej kwestii, to szacunek wobec Tradycji i religii jako takiej. Dlatego nie należy utożsamiać Konfederacji z fundamentalizmem. Tym bardziej, że główny lider ugrupowania, Janusz Korwin-Mikke, raczej nie może być stawiany za wzór katolika, ani chyba w ogóle za katolika (o ile się nie mylę, deklaruję się jako deista). Także, podobnie jak zapewne cała frakcja KORWiN w Konfederacji, nie jestem zwolennikiem państwa wyznaniowego, ani takich zmian w Konstytucji. Polska powinna pozostać krajem pełnej tolerancji religijnej, co zresztą nie raz w historii wyróżniało naszą Ojczyznę.

Czy można Pan uznać za „wolterianina”? Rozumiem pod tym pojęciem zwolennika silnej władzy, monarchii, a równocześnie wolnomyśliciela, który z dystansem podchodzi do religii i wpływów politycznych kościołów.

Ciekawe, bo już kiedyś zostałem tak określony. Chyba rzeczywiście mam wiele wspólnego z Wolterem. Tak, z jednej strony podoba mi się zdecydowane, odważne i bezkompromisowe działanie, które może charakteryzować silnych monarchów, a z drugiej jestem zwolennikiem wolności gospodarczej, wolności słowa czy świeckości. Ponadto, podobnie jak Wolter, mogę wydawać się poglądowo niespójny, ale nadmierna spójność to prosta droga do fundamentalizmu. Dlatego też odpowiada mi różnorodność Konfederacji, to jedyna opcja w której wolnomyśliciel może się odnaleźć i głosić swoje, niezależne poglądy.

A jaki jest Pański stosunek do idei państwa narodowego? Polska jako państwo etnicznie w miarę jednolite, a może wielonarodowa Polska Jagiellońska lub członek super-państwa europejskiego?

W kampanii w 2015 roku, z uwagi na liczne akty terroryzmu, zwracaliśmy szczególną uwagę na problem imigracji. Minęło kilka lat, jednak nadal nie jestem zwolennikiem bezmyślnego przyjmowania imigrantów choćby ich los był opłakany. Ponadto korzyści z homogenicznego społeczeństwa są oczywiste (dobrym przykładem jest Japonia, kraj o bardzo niskiej przestępczości). Niemniej jednak, z samych pobudek ekonomicznych, tworzenie jednolitego etnicznie kraju jest nierealne. Podoba mi się pod tym względem polityka Kataru, w którym rodowici Katarczycy mają liczne beneficja, a główną siłą roboczą są imigranci z innych krajów. Przy czym ludność napływająca powinna przybywać do Polski by pracować, a nie liczyć na jakiekolwiek programy socjalne. Potęga gospodarcza Polski może być zbudowana w podobny sposób jak niegdyś USA, pracą zarówno Polaków jak i imigrantów, choćby Ukraińców, Litwinów, a nawet Wietnamczyków. Także zdecydowanie bardziej wielonarodowa Polska Jagiellońska niż Wielka Polska Katolicka. Super-państwo europejskie? Obawiam się, że służyło by przede wszystkim interesom Niemiec i Francji. Póki co, to nie jest dobry pomysł, biorąc pod uwagę interes Polski.

A stosunek do libertariańskiej teorii 1000 Liechtensteinów?

Czytałem Pański wpis na ten temat i przychylam się do argumentacji – to mogłoby działać tylko jeśli mielibyśmy 10 000 Liechtensteinów na całym świecie. Niemniej na pewno stoję po stronie takiego kierunku świata (wielu królestw, księstw, państw, czy metropolii) niż dążeń do jednego światowego rządu, tzw. New World Order, który zdaje się nie być tylko domeną teorii spiskowych.

Czy powinniśmy opuścić Unię Europejską (polexit) czy tylko winniśmy zachować eurosceptycyzm, rozluźniając gorset zależności biurokratycznych od Brukseli?

Zdecydowanie powinniśmy opuścić UE. Obecnie śledzę poczynania Borisa Johnsona i szczerze mu dopinguję, by dopiął swego. Tak samo powinna postąpić Polska, chociaż referendum na temat polexitu zakończyłoby się porażką. Polacy wciąż odczuwają korzyści płynące ze środków unijnych. Niemniej, na dłuższą metę, taka zależność od Brukseli będzie dla Polski niekorzystna, co zapewne odczujemy. Poza tym polityka unijna jest sprzeczna z tym o co my walczymy – z zasadami wolnorynkowymi i z prawdziwymi wartościami europejskimi.

Żegnając się z Unią Europejską, musimy mieć rezerwowych sojuszników, czyli kogo?

Jeśli nastąpi brexit to na pewno Commonwealth, ale powinniśmy także otworzyć się na wschód. W ogóle mam wrażenie, że w polityce międzynarodowej brakuje naszym politykom finezji i elastyczności. Państw na świecie jest prawie 200, a więc tylu potencjalnych sojuszników i partnerów handlowych.

I pytanie na koniec: czy czytuje Pan nasz portal konserwatyzm.pl i nasze pismo „Pro Fide Rege et Lege”?

Tak, czytuję państwa wpisy i artykuły na portalu. Czasopismo jest mi znane, ale z uwagi na mocno ograniczony czas (praca, dzieci, a teraz jeszcze kampania wyborcza) ograniczam się do mediów elektronicznych.

Proszę jeszcze podać naszym Czytelnikom listę, okręg i miejsce z którego Pan kandyduje.

Zamykam listę Konfederacji w okręgu nr 4 (Bydgoszcz i okolice). Niestety nr listy nie jest jeszcze znany, PKW ma jakieś opóźnienia.

[Głosów:9    Średnia:4.2/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *