Co zyskał Tusk a stracił Kaczyński, albo o technologii władzy

Bartosz Arłukowicz związał się z Platformą Obywatelską. Nie chcę tu wchodzić w przesłanki tej decyzji. Sam będzie pewnie o niej wiele mówił. Warto jednak wspomnieć tu o czysto technologicznej stronie tej operacji. Bo moim zdaniem to polityczny majstersztyk. Donald Tusk okazał się doskonałym graczem. Jakie plusy ma z tego Platforma, a przede wszystkim sam premier?

1. Niezależnie od poglądów Arłukowicza, jedno jest pewne: To symbol nowego pokolenia polityków. Młody, dynamiczny, z ogromną pasją, z chęcią pokonywania kolejnych wyzwań. Te cechy sprawiają, że jest on symbolem nie tylko nowej lewicy, ale nowej polityki w ogóle. Prawdziwej pokoleniowej zmiany. Skoro więc takie osoby decydują się na przystąpienie do Platformy, oznacza to, że jest ona atrakcyjna. Że wciąż jest żywotna. Taki sygnał po czterech latach władzy to ogromna wartość.

2. Premier odzyskuje znów możliwość gry skrzydłami. Platforma znów ma wiele twarzy. Wyborca, o różnym postrzeganiu rzeczywistości, może powiedzieć: głosuję na Platformę Arłukowicza. Albo na Platformę Gowina. I znów w roku wyborczym to olbrzymi plus.

3. Przeciągnięcie byłego kolegi to także ze strony premiera cios zadany lewicy. Odebranie jej najjaśniejszej gwiazdy. Przed bitwą o kształt przyszłej potencjalnej koalicji, to ogromne obniżenie moralnej kondycji przeciwnika – koalicjanta. W dużej mierze, ruch ten daje Donaldowi Tuskowi olbrzymią psychologiczną przewagę nad lewicą na czas po wyborach. To posunięcie, podobne do mianowania Roberta Gatesa sekretarzem obrony przez Baracka Obamę, czy przeciągnięcie Dominique’a Strauss’a-Khana do obozu prezydenta Sarkozy’ego we Francji. Jak widać Donald Tusk uczy się od najlepszych.

4. Przykład Arłukowicza pokazuje w końcu, że premier w zupełności panuje nad własną partią. Nie słychać bowiem protestów zachodniopomorskich posłów PO, dla których jest on oczywistą konkurencją. Jeśli więc można ich do tego stopnia uciszyć, znaczy, że można dokonać każdego politycznego manewru bez obawy buntu we własnych szeregach. To w polityce wartość bezcenna.

5. Jeśli do tego, wraz z przejściem Arłukowicza, pojawią się nowe polityczne projekty, czy reformy, które po wyborach ten rząd zacznie wdrażać, to Donald Tusk będzie na polskiej politycznej scenie autentycznym hegemonem.

Paradoksalnie, wiele z tych umiejętności przejął on od Jarosława Kaczyńskiego. To Jarosław Kaczyński, w sprawny sposób pozyskał dla PiS-u Andrzeja Sośnierza, Zbigniewa Religę, czy Zytę Gilowską, siejąc tymi posunięciami zamęt w szeregach PO. To Jarosław Kaczyński, idąc do zwycięstwa w roku 2005, dysponował wielobarwną formacją o licznych osobowościach. Od Marka Jurka przez Kazimierza Marcinkiewicza, Kazimierza Ujazdowskiego po Ludwika Dorna. To Jarosław Kaczyński wreszcie, na tyle zdyscyplinował własną formację, że był w stanie zawiązywać dowolne koalicje, bez obawy buntu we własnych szeregach.

Jak widać, Donald Tusk okazał się pojętnym uczniem. Wiele nauczył się od swego rywala. Tego niestety nie można powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim. Kaczyński stracił – Tusk zyskał. To on stał się mistrzem w technologii sprawowania władzy.

Jan Filip Libicki

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.