Cynizm budapeszteński

Jarosław Kaczyński przegrał szóste z rzędu wybory. Po ogłoszeniu ich wyników ogłosił, że czeka aż będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. I zacytował słynne już zdanie Józefa Piłsudskiego, że przegrać i nie ulec to zwycięstwo. Te dwa zdania nasuwają mi dwie refleksje. Refleksje, będące podsumowaniem obecnej sytuacji największej partii opozycyjnej.

Po pierwsze absolutna nieczytelność przekazu. Przeciętny – zwłaszcza młody odbiorca – zachodził w głowę co ma na myśli szef PiS mówiąc, że będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. Podobnie i z cytatem z Piłsudskim. Konia z rzędem temu, kto również odczyta sensownie cytaty z Marszałka.

I kwestia druga. Wygląda na to, że wieczory wyborcze to rzadki czas, kiedy Jarosław Kaczyński – w mniej lub bardziej zawoalowanej formie – odsłania swe prawdziwe intencje. Przykłady? Najpierw wybory prezydenckie 2005 roku. To wówczas śp. Lech Kaczyński zameldował bratu wykonanie zadania. I to właśnie od tego czasu Prezydent RP stał się elementem realizacji planu politycznego starszego brata.

Podobnie było w roku 2010. To na po-prezydenckim wieczorze wyborczym zdziwieni, usłyszeliśmy po raz pierwszy o poległych w katastrofie smoleńskiej. I o tym, że odtąd będzie ona głównym motywem wszelkich politycznych działań PiS. I rzeczywiście tak się stało. Przynajmniej do rozpoczęcia tegorocznej kampanii wyborczej.

Ostatni niedzielny wieczór również przebiegał według powyższej zasady. Oto bowiem Jarosław Kaczyński publicznie ogłosił swym zwolennikom, że jeszcze będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. Co tak naprawdę kryje się pod tym stwierdzeniem? Moim zdaniem niestety wcale nie chęć przeprowadzenia pro modernizacyjnych reform Viktora Orbana, a raczej chęć zdobycia pełni władzy w podobnych okolicznościach. Szef PiS zdaje sobie doskonale sprawę, że w normalnych okolicznościach już żadnych wyborów nie wygra. Nie wygra bo on i jego partia są zwyczajnie niewybieralni. Jedyną szansą jest więc głęboki kryzys ekonomiczny, prowadzący do antysystemowej rewolty. I na taki właśnie kryzys liczy Jarosław Kaczyński. I w takiej sytuacji jego partia nie będzie potrzebowała żadnych politycznych indywidualności. Będzie się wtedy liczył wyłącznie charyzmatyczny lider. Zbawiciel – Jarosław. Taki jakiego 10 każdego miesiąca oczekuje tłum na Krakowskim Przedmieściu. I właśnie taki stan osiągnięto na tegorocznych listach PiS.  Zresztą pytany o to czy po kolejnych przegranych wyborach poda się do dymisji Prezes właśnie na owe okrzyki z Krakowskiego Przedmieścia się powołał.

Tak więc – jak co wybory – w niedzielny wieczór Kaczyński odsłonił swój polityczny plan. Dojść do władzy może tylko na wielkim kryzysie. I na taki kryzys liczy. To coś więcej niż cynizm. To cynizm budapeszteński.

www.facebook.com/flibicki

Jan Filip Libicki

-asd

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Cynizm budapeszteński”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.