Dzieszko: Stanowisko wobec przyjęcia wytycznych pastoralnych do adhortacji Amoris Laetitia

Podczas zakończonego niedawno posiedzenia Konferencji Episkopatu Polski przyjęte zostały Wytyczne pastoralne do adhortacji Amoris Laetitia. Czytam tam:
„…hermeneutyka reformy nie zrywa z przeszłością, lecz zachowuje ciągłość nauki wiary, dokonując równocześnie koniecznej aktualizacji tej wiary. Odczytana w tym duchu Amoris laetitianie tylko uwzględnia, ale nade wszystko dopełnia i aktualizuje wcześniejsze wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat małżeństwa i rodziny”.
Polscy biskupi tą wypowiedzią włączyli się w światowy spór, czy Kościół może i powinien zmienić zasady etyki małżeńskiej, osłabiając zasady nierozerwalności małżeństwa. Polski Kościół odniósł się do takich propozycji w zasadzie negatywnie. To cenna werbalna deklaracja, może jednak oficjalna wypowiedź biskupów jest dobrą okazją, by zapytać o jej zgodność deklaracji z tym, co rzeczywiście się dzieje?
Brak na ten temat oficjalnych danych, jednak wydaje się, iż coraz większa ilość katolików obeznanych z realiami działania Kościoła w Polsce odnosi wrażenie, iż po pierwsze zwiększa się ilość orzeczeń sądów kościelnych stwierdzających nieważność małżeństw, po drugie, iż orzecznictwo to bardzo się liberalizuje. Chodzi zwłaszcza o rosnącą ilość takich orzeczeń, gdy dochodzi do stwierdzenia nieważności małżeństw które faktycznie trwały dłuższy czas, na świat z takich związków przyszło liczne nawet potomstwo. Po wielu latach Kościół znajduje podstawy dla stwierdzenia, iż były one od początku nieważne i jak się wydaje, to jest praktycznym wymiarem zmiany rozumienia tego, czym jest małżeństwo, bo jeszcze kilkanaście lat temu sądy kościelne uznałyby, iż poza jakimiś całkowicie marginalnymi przypadkami długoletnie pożycie i liczne potomstwo muszą sanować praktycznie wszelkie ułomności udzielania tego sakramentu.
Ta praktyka ma konsekwencje zupełnie katastrofalne. W lokalnych społecznościach wszyscy o takich sytuacjach wiedzą, są one szeroko komentowane. Tymczasem Kościół nie uznaje za stosowne oficjalnie informować choćby daną wspólnotę parafialną, co było przyczyną stwierdzenia nieważności konkretnego związku. To pozostaje sfera poufności procedury sądu kościelnego mimo, iż małżeństwo nie jest instytucją całkowicie prywatna, posiada swój walor publiczny. Konsekwencje tego są dwie. Po pierwsze pojawiają się powszechnie wątpliwości, co do uczciwości postępowania sądów kościelnych, czy jednak nie jest tak, że można tam coś załatwić (zwłaszcza w przypadkach gdy dochodzi do stwierdzenia nieważności związków osób publicznych, choćby w wymiarze danej społeczności lokalnej). Po drugie, samo postrzeganie, iż możliwe jest stwierdzenie nieważności nawet w takich przypadkach, musi osłabiać poczucie nierozerwalności związku małżeńskiego co do zasady.
Jakby w nawiązaniu do tej trwającej od pewnego czasu praktyki, polscy biskupi obecnie stwierdzają:
„Mając na uwadze złożoność sytuacji duszpasterskiej wiernych związanych węzłem małżeńskim i nie mogących z tego powodu – pomimo ogromnego pragnienia – zawrzeć małżeństwa sakramentalnego z osobą, z którą pozostają w związku pozasakramentalnym, należałoby rozważyć w poszczególnych przypadkach możliwość wnikliwego rozeznania ich sytuacji. To rozeznanie powinno najpierw prowadzić do udzielenia na drodze kościelnego procesu sądowego odpowiedzi na pytanie, czy można stwierdzić nieważność pierwszego związku małżeńskiego”.

No i właśnie w świetle liberalizującego się orzecznictwa ta zachęta biskupów zostanie przez sądy kościelne w praktyce odczytana zapewne dokładnie w taki sposób: Ojciec Święty, biskupi oczekują od nas, iż różne problemy życiowe wiernych postarajmy się rozwiązać orzeczeniami o stwierdzeniu nieważności.
Bardzo złe skutki dla rozumienia przez zwykłych ludzi czym jest katolickie małżeństwo miały zasady, na których umożliwiono łączenie w jednej ceremonii małżeństwa kościelnego i cywilnego. W takich przypadkach kapłan występuje również jako urzędnik państwowy a dla małżonków nie posiadających odpowiedniej wiedzy co do prawa kościelnego i państwowego (co jest zasadą) nie jest najczęściej zrozumiałe, iż skutki prawa państwowego nie następują bynajmniej przed ołtarzem i w gruncie rzeczy są to dwie zupełnie różne czynności prawne. Dla nich jest to jedna ceremonia i bardzo duża część z nich odbiera to w ten sposób, iż skoro można zlikwidować skutki przez przeprowadzenie rozwodu w sądzie państwowym, to analogiczna procedura musi występować po stronie kościelnej. Oczywiście, konsekwentne rozwiązanie tego problemu musiałoby polegać na jasnym zapisie w prawie państwowym, że związku małżeńskie zawarte przed kapłanem Kościoła Katolickiego, nie mogą być rozwiązane w drodze rozwodu. Z jakiegoś powodu władze kościelne nigdy takiego postulatu nie stawiały, zgadzając się na takie rozwiązanie. Obecna praktyka długoterminowo musi psuć poczucie, czym jest katolickie małżeństwo i że jest ono nierozwiązywalne. Dla zwykłych ludzi, skoro ślub bierzemy przed księdzem i od tego możemy dostać rozwód przed sądem państwowym – przestaje to być oczywiste.
Takich nielogiczności można zresztą znaleźć więcej. Przykładowo, sądy kościelne przed wszczęciem procedury stwierdzania nieważności wymagają uzyskania rozwodu przed sądem państwowym. A co ma stać się w przypadku, gdy sąd kościelny nie stwierdzi następnie nieważności takiego związku? Strony powinny ponownie zawrzeć małżeństwo państwowe? Na takie pytania można oczywiście znaleźć jakieś bardzo misterne wyjaśnienie dla teologów i prawników kościelnych – jednak dla zwykłych ludzi takie praktyki oznaczają coś zupełnie innego i nie wydaje się, by na dłuższą metę władze kościelne mogły to po prostu pomijać – o ile faktycznie zachowana ma być “ciągłość nauki wiary”.
Reasumując. To dobrze, że polscy biskupi nie przyłączyli się do tych hierarchów w świecie, którzy chcieliby relatywizować prawdę o katolickim małżeństwie. Z drugiej strony jednak, by nie pozostało to pustą werbalną deklaracją dobrze byłoby, gdyby biskupi zeszli z poziomu ogólnych twierdzeń, do codziennej praktyki tego, co dzieje się w Polsce. Tym bardziej, że w kolejnych wywodach zdają się wskazywać kierunek, który w praktyce musi spowodować sprzeczność ze wstępną ogólną deklaracją (czyli dalsze zliberalizowanie orzecznictwa sądów kościelnych w kierunku, który trudo będzie nazywać czymś innym, niż udzielaniem rozwodów).
W szczególności katolicy w Polsce powinni poznać prawdę na temat ilości orzeczeń sądów kościelnych odnoszących się do przypadków wieloletnich związków, z których narodziło się liczne potomstwo. Występuje w praktyce problem gwałtownego wzrostu ilości takich orzeczeń, czy jest to tylko subiektywne poczucie niektórych środowisk?

Ireneusz Dzieszko
Prezes Zarządu
Konserwatywnego Instytutu Galicyjskiego

[Głosów:2    Średnia:3.5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *