Eckardt: Księża księżom zgotowali ten los

Ponieważ na Kościół patrzę nieklerykalnie, to film Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, który z hukiem wchodzi właśnie do kin, nie wywołuje u mnie hercklekotów, których doświadczają, co bardziej gorliwi wierni, widząc w filmie Smarzowskiego kolejny atak na Kościół. Poniekąd tak właśnie jest, ale trudno pozbyć się wrażenia, że spora w tym zasługa ludzi Kościoła.

To, co Smarzowski nakręcił po swojemu, czyli z nawiązką, fajerwerkami i jazdą bez trzymanki, to nihil novi w Kościele. Dlatego błędem jest obrażanie się na ten film. Najlepszą odpowiedzią ze strony Kościoła, byłoby wzięcie byka za rogi, czyli ściery w garść, wytarcie dokładnie zbrukanych szlamem wnętrz, a potem wyżemnięcie szmaty do suchego, dokładne napastowanie wszystkiego i pilnowanie, by syf znowu tam nie wszedł.

Bo o ile wódkę, baby, a nawet mamonę nasz grzeszny naród jest w stanie księżom wybaczyć, o tyle pedofilii nie wybaczy nigdy. I słusznie, bo jest to wyjątkowo odrażające przestępstwo, które nabiera dodatkowego ciężaru, gdy ma miejsce w murach instytucji tego, który nauczał – „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Słowa te powinny zatem wisieć nad Kościołem, jak dobrze zaostrzony miecz i spadać momentalnie, gdy ktokolwiek w sutannie czy habicie palcem ruszy, by skrzywdzić dzieciaka.

Sprawy pedofilii nie ma co brać na przeczekanie, ani tym bardziej zamiatać pod dywan. Podobnie jak sprawy lobby homoseksualnego w Kościele (tego wątku Smarzowski w filmie jakoś mocno nie wyeksponował), o którym wspominają nie tylko świeccy, ale przede wszystkim wołający na puszczy nieliczni księża, za co są sekowani. W zasadzie tylko odważny głos kapłanów, tych na dole, czujących poparcie wiernych, może uzdrowić tę chorą sytuację. W tak hermetycznej wspólnocie w jakiej żyje duchowieństwo nie da się pewnych spraw ukryć, więc milczenie w tej sprawie może sprawiać wrażenie zmowy.

Zabiegać trzeba o to, żeby wewnętrzna kościelna „szeptanka” przestała być szeptanką, a stała się donośnym i twardym głosem. Lęk przed biskupem czy opacznie pojęta solidarność zawodowa, nie może być powodem zatykania nosa, gdy czuć trupi swąd. Zdecydowana i klarowna postawa należy się przede wszystkim wiernym, którzy mają prawo wiedzieć, jak się w końcu sprawy mają w ich Kościele, bez konieczności chodzenia do kina. Kościół, to moralny punkt odniesienia dla laikatu, więc specjalnego wyboru nie ma – „tak” musi znaczyć tak, a „nie” nie.

Tak naprawdę tylko marginalna część księży ma cokolwiek wspólnego z pedofilią, a mniej marginalna z homoseksualizmem. Pozostała część grzeszy – nazwijmy to – w granicach normy. To oni mogą cokolwiek zmienić, o ile wystarczy im odwagi. Wolę Kościół z mniejszą liczbą kapłanów, ale z to takich, z którymi można – przepraszam za ten zgoła niebiblijny przykład – konie kraść, niż taki, w którym kapłanów jest dostatek, ale co z tego. Ruszyć tyłki powinni więc ci porządni, na których spada całe to odium, bo co tak naprawdę mają do stracenia, jeśli na serio traktują swoje powołanie?

To w końcu księża księżom zgotowali ten los. I to oni doskonale wiedzą, którzy z nich to zrobili. Wiedzą też, kto wciąż „to” robi. To Kościół sam musi się oczyścić. Miejmy nadzieję, że ma jeszcze siłę, by to zrobić. Doskonale sprawdzi się tu zasada – po owocach ich poznacie.

Tymczasem w komunikacie z 380. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski możemy przeczytać, że: „w diecezjach prowadzone są prace nad programem prewencji nadużyć względem nieletnich, obejmującym m.in. duszpasterstwo rodzin, wydziały katechetyczne, szkoły i przedszkola, wydziały duszpasterskie, Caritas, seminaria duchowne i formację permanentną kapłanów”.

Te słowa, to dla zwykłego katolika dramat. Oznaczają one ni mniej, ni więcej, że Kościół nie panuje nad swoimi kadrami. Okazuje się, że to, co jest osnową Kościoła, czyli Dekalog, musi dostać wsparcie ze strony „programu prewencji”. Zupełnie jak w przypadku jakiejś grupy podwyższonego ryzyka. Jeśli Episkopat formułuje tego typu słowa, to są dwie możliwości – albo rzeczywiście jest aż tak źle, albo Kościół schodzi z linii strzału pod naporem wściekłego ataku, kosztem prawdy, dla złapania oddechu. W obu przypadkach dla wiernych jest to zła wiadomość. Bardzo zła.

Maciej Eckardt

Myśl Polska, nr 41-42 (7-14.10.2018)

[Głosów:20    Średnia:4.3/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *