„Efekt Camerone”: o współczesnej percepcji Kolaboracji we Francji

30 kwietnia 1863 roku malutki oddział żołnierzy francuskiej Legii Cudzoziemskiej stawił heroiczny opór dwutysięcznej sile bojowników meksykańskich.
Epizod ten, choć chwalebny i honorowy, byłby dziś zupełnie zapomniany gdyby nie fakt, że Legia Cudzoziemska uczyniła z jego wspomnienia swoje święto i ze każdego 30 kwietnia wszyscy Legioniści obchodzą uroczyście ten dzień.

Potyczka, która w historii Francji nie miała większego znaczenia (choć sama awantura meksykańska Napoleona III zaważyła na późniejszych losach Francji i Europy) stała się dziś słynną na całym świecie dzięki nie tyle jej samej, co dzięki temu, że recepcja bitwy pod Camerone egzystuje w świadomości zbiorowej przez pryzmat użytku, jaki z potyczki uczyniła Legia.

Toutes proportions gardées, to co dziś nazywa się we Francji Kolaboracją nie funkcjonuje we współczesnej świadomości prawicowo nastawionych Francuzów jako nagi fakt współpracy z okupantem niemieckim w latach 1940-1945 tylko jako ten sam fakt, ale przetrawiony przez tragizm wydarzeń, które nastąpiły bezpośrednio po zakończeniu okupacji Francji, wydarzeń zapoczątkowanych w 1944 roku.

We Francji widzi się dziś na prawicy Kolaboracje przez pryzmat czystek stalinowskich z lat 1944 -1952, nigdy zaś jako taką.

Prawica francuska charakteryzuje się brakiem chęci kompromisu z systemem demoliberalnym, gdyż – samowystarczalna społecznie, towarzysko i finansowo – może śmiało i bez obaw funkcjonować jak państwo w państwie, jako jedna ze „wspólnot” społeczeństwa multikulturalnego.

Mamy tu więc do czynienia z „efektem Camerone” czyli z aposteriorycznym widzeniem wydarzeń poprzedzających w czasie pryzmat, przez który się je widzi i ze względu, na który się je ocenia.

Syndrom taki jest dla Francji charakterystyczny.

Dla Polaka zjawisko Kolaboracji we Francji w latach 1940-1945 jest czymś zupełnie egzotycznym.
Dla „sumienia francuskiego” jest ono, przeciwnie, czymś charakterystycznym.

Gdyby czystki stalinowskie z lat 1944 -1952 nie miały miejsca, gdyby po usunięciu z terenu Francji metropolitalnej wojsk niemieckich zaoferowano kolaborantom przebaczenie, (z wyjątkiem tych,którzy popełnili przestępstwa) wtedy dziś Kolaboracja widziana byłaby przez francuską prawicę jako dzieło kilku zagubionych w świecie polityki, w gruncie rzeczy lewicujących pisarzy, często nadzwyczaj utalentowanych, lecz bez których literatura francuska może się śmiało obejść.

Czyż nie można zresztą doskonale obejść się w ogóle bez literatury?

Gdyby czystek nie było, szeregi kolaborantów zostałyby uznane za składające się ze zbankrutowanych polityków lewicowych, z pisarzy i poetów bocznego toru, z dziennikarzy, którzy bez okupacji niemieckiej nigdy nie wypłynęliby ani w radiu ani w prasie oficjalnej, za złożone z niedojrzałej młodzieży męskiej, która z braku zajęcia i z braku możliwości fizycznego wyżycia się zaangażowała się do francuskiej legii ochotniczej walczącej przeciw niedawnemu jeszcze sojusznikowi Niemiec hitlerowskich na froncie wschodnim.

I tu właśnie, przy okazji pojawienia się nazwy kraju współodpowiedzialnego wraz z III Rzesza za wybuch II wojny światowej, ZSRS, dochodzimy do zasadniczej kwestii.

Czystki nie mogły nie mieć miejsca, były wpisane w logikę systemu i w logikę wydarzeń.Ludzie, którzy w czerwcu 1944 roku mieli czelność zaprezentować się Francuzom jako wyzwoliciele byli zwykłymi zdrajcami.
Francuska Partia Komunistyczna (FPK) w związku ze swą aprobatą dla paktu Ribbentrop-Molotow została przez rzad III Republiki zdelegalizowana, zakazana i przeszła do podziemia.

Działając w podziemiu, prowadziła ona w momencie, gdy poborowi żołnierze francuscy bili się na froncie, zakrojoną na szeroką skalę akcję sabotażową dotyczącą materiału wojskowego (zarówno w bazach jak i w fabrykach broni) w czym walnie przyczyniła się do klęski Francji w 1940 roku.

Maurice Thorez, członek najwyższych wladz FPK był pospolitym dezerterem, który uciekł do Moskwy w sytuacji, gdy trwała już wojna. Spora część innych przywódców partyjnych uciekła do Belgii i stamtąd prowadziła działalność pro-nazistowską (pro-hitlerowską).

Rozmiar sabotażu dokonanego przez komunistów był ogromny.
  Komuniści prowadzili również akcje propagandowe na rzecz hitlerowskich Niemiec i kiedy w 1944 roku sami siebie przedstawili jako wyzwolicieli Francji, zabrali się do czystek i do masakrowania przeciwników politycznych, czystki te ubierając w mundurek rozrachunku z kolaborantami.

Charles de Gaulle, całkowicie wtedy od komunistów zależny, przyzwolił na masakry i na dzikie pseudoprocesy, które prawie nigdy nie mogą być zwane procesami.

Wszyscy, nawet często na lewicy, zgodni są co do tego, że czystki komunistyczne (stalinowskie), utworzenie tymczasowych obozów koncentracyjnych, masakrowanie całych rodzin, były zwykłą serią morderstw mających na celu usuniecie ludzi politycznie niewygodnych; bardzo często były to porachunki osobiste.

Zdrajcy, komuniści, którzy robili do 1941 roku wszystko, czego życzył sobie najlepszy sojusznik Hitlera (Józef Stalin), posłuszni bez szemrania rozkazom Dymitrowa, nagle stali się „demokratami”, zajęli stanowiska ministerialne w rządzie Republiki i przez długie lata mieli olbrzymi wpływ na sprawowanie władzy we Francji, a w pewnym stopniu sprawują ją do dziś.

I dziś jeszcze bowiem powiedzieć można śmiało, że Francja jest w dużym stopniu pod wpływem komunistów, kontrolujących transport i energetykę, posiadających silne wpływy w szkolnictwie wszystkich szczebli, w prasie, w związkach zawodowych, w wydawnictwach i w życiu intelektualnym.
Stąd słynny tytuł pracy Maurice’a Druona, „Francja pod rozkazami trupa”, gdyż elektoralnie rzecz ujmując FPK jest istotnie trupem, a centrala w Moskwie od dawna już nie istnieje.
Ale problem leży jeszcze głębiej.

Człowiek, który objął władzę we Francji w 1944 roku nie był jakimś „neutralnym patriotą”. Był to polityk, o którym Roger Holeindre powie później, dużo później, że zawsze powodował, iż Francuzi bili się między sobą. Zawsze dzielił, nigdy nie jednoczył kraju. Politycznie, w 1944 roku był to quasi-nowicjusz.

W trakcie działań wojennych, Resistance jako taka nie uznawała w sposób jednoznaczny jego autorytetu, apel z 18 czerwca 1940 był bardziej bluffem niż rzeczywistością polityczną, a w samej Resistance wiele osób było Marszałkowi Pétainowi wiernymi. Po przybyciu do Francji (wraz z wojskami anglo-amerykańskimi, w furgonach zagranicy), de Gaulle nie miał wcale łatwego zadania. Musiał układać się z komunistami i stąd musiał, ze względów politykierskich, ale także wyborczych zgadzać się na czystki. Gdyby miał całkowicie wolną rękę, represje ograniczono by do ścisłego minimum.

Nie należy zapominac, ze wydarzenia II wojny światowej rozegrały się w przypadku Francji w kraju rozdartym przez Rewolucję. W 1789 roku zdruzgotana została jedność narodu francuskiego i w miejsce rzeczywistego narodu utworzono sztuczny Naród: La Nation.

Od 1789 roku poczynając, Francja stała się teatrem walk politycznych, niekiedy wojskowych, między zwolennikami Rewolucji i starej Francji. Narzucona krajowi w warunkach klęski wywołanej przez fuite en avant ze strony Napoleona III republika (trzecia już od 1792 roku) była niczym innym jak tylko rządami masońskiej i antykościelnej oligarchii. I wojna światowa dla Francuzów była rzeźnią i propagandą sukcesu z lat 1918 -1939 nikogo nie łudziła.

Nie należy się więc dziwić, że po upadku Państwa Francuskiego wytworzyła się próżnią polityczna i w 1944 roku władze objąć i sprawować mógł tylko ten, kto potrafił oprzeć się na sukcesie pokonania Niemiec.

De Gaulle był jednym z tych, którzy istotnie pracowali dla pokonania III Rzeszy, ale nie był jedyny.
Aby zapewnić sobie supremacje, usunął w cień rywali i pogrążył moralnie całą Francję skupioną wokół Marszałka Pétaina. Czyniąc tak „skazał się” na komunistów i na ich poparcie.

W roku 1944 nie miał już wyjścia i musiał oprzeć się na FPK i na ZSRS. Komuniści umieli wykorzystać wydarzenia II wojny światowej dla zdobycia olbrzymiego autorytetu moralnego w kraju, gdyż właśnie to oni wyplenili próżnię polityczną. Sojusz z ZSRS dawał wielu Francuzom złudzenie stabilności.
Rozmiar klęski Francji w 1940 roku był tak wielki, że wielu ludzi szukało rozpaczliwie jakiejś deski ratunku, a jednocześnie przeciwwagi dla anglo-amerykanów.

To są tylko niektóre przyczyny, dla których De Gaulle zaplątał się w czystki. Popełnił błąd, stale zwalczając Vichy na falach BBC w sytuacji, gdy wielu Francuzów myślało szczerze, że działał w tajnym porozumieniu z Marszałkiem.

Same czystki zaś były zwykłymi masakrami i wywołały sprzeciw autentycznych działaczy Resistance.
Czystki uświadomiły prawicy francuskiej, że politycy winni klęski z 1940 roku wykorzystali całą sprawę walki z okupantem do ugruntowania swej pozycji politycznej. Udział ZSRS w wojnie przeciw swojemu niedawnemu sojusznikowi, uznanie komunizmu jako „brata w demokracji” przez potęgi anglo-amerykańskie siłą rzeczy rzuciło cień na Resistance. To właśnie to wszystko powoduje dzisiejszą sytuację.

Nikt na prawicy nie uznaje za swój programu Kolaboracji, tzw. neofaszyści z lat 1952-1982 sami zresztą w większości nie byli nigdy kolaborantami (z nielicznymi wyjątkami), nikt oczywiście nie tęskni
za tamtymi latami, ale ludzie Kolaboracji jawią się w oczach wielu intelektualistów prawicowych jako ci, którzy się mylil, ale mylili się z takiego oto powodu, że pragnęli zerwania z systemem, który uznawali za sprzeczny z dążeniami ludzkimi, sprzeczny z naturą rzeczy i z „etyką Europy”. To jest właśnie przyczyną, dla której na prawicy stale czyta się i dyskutuje pisma autorow Kolaboracji, których wiersze i powieści są nie tylko wydawane, ale i honorowane, i to coraz bardziej, podczas gdy Resistance pojmowana jest jako środowisko ludzi, którzy wzajemnie składali na siebie donosy na Gestapo.
W najlepszym wypadku o Resistance się na prawicy wiele nie mówi. Tylko kilka nazwisk budzi powszechny szacunek.
Dochodzi do tego jeszcze jeden problem.

II wojna światowa miała dwa aspekty. Była walką przeciwko bardzo konkretnemu krajowi, Niemcom, który zaatakował ościenne państwa i okupował bezprawnie ich terytoria, dokonując przy tym licznych zbrodni, w tym masowego mordowania ludności żydowskiej, niszczenia miast, aktów masowego terroru etc.

Ale II wojna światowa była również wojną ideologiczną, wojną „demokracji” z „faszyzmem”, czyli walką antywartości demoliberalnych z bardzo swoiście pojętym etosem pseudo-heroicznym czy też pseudo-arystokratycznym.

Była starciem dwóch totalitaryzmów: demoliberalnego i nazistowskiego.
Kolaboranci zauważyli w nazizmie wyłącznie etos, który pomyłkowo uznali za heroiczny i przymknęli oczy na zbrodnię SS, jak również przymknęli oczy na niedawny sojusz z ZSRS z lat 1939-1941.

Piętnowali zbrodnie sowieckie, ale udawali że nie widzą hitlerowskich, o których doskonale wiedzieli.

Byli ludźmi słabymi intelektualnie i moralnie, wykorzenionymi, całkowicie zagubionymi ideowo, ale ponieważ bardzo dostali od demoliberalizmu po 1944 roku, wzbudzają dziś na prawicy współczucie jako ofiary komunizmu. Pamiętajmy, że sytuacja ta ma miejsce w jednym z ostatnich bastionów marksizmu w Europie. Prawica francuska, bardzo antykomunistyczna aż do dziś dnia, wykazuje więc obecnie te sama słabość, co sami kolaboranci, gdyż odrzucając demoliberalizm stale czyta i przeżuwa koncepty z lat 1936-1982, które są rodzajem niespójnego faszyzmu lub neofaszyzmu. We francuskiej prawicy bardzo obecny jest dziś nurt intelektualny który można by nazwać epigoństwem neofaszystowskim. Chodzi tu oczywiście wyłącznie o idee, ale też i o symbolikę.

Kolosalnym błędem samych kolaborantów, a i obecnie ludzi prawicy, którzy zajmują się tą problematyką była i jest nieumiejętność powrotu do idei społeczeństwa hierarchicznego, konserwatywnego, do realności ancien régime, a dzieje się tak dlatego, że ludzie ci nie umieją pojąć kontrrewolucji i idei konserwatywnych inaczej niż jako monarchizmu, zaś z wielu względów nie byli monarchistami i nie chcieli nimi być, chociażby dlatego, że nie chcieli być kojarzeni z Action Française i z bardzo konkretną doktryną.

Prawica dzisiejsza zdaję zaś sobie sprawę, że kolejna Restauracja Bourbonów nie jest aktualnie możliwa. Poszli na kolaborację, bo chcieli „Europy wartości”. Wyobrażali sobie, że zbudują w razie zwycięstwa Niemiec cywilizację opartą na honorze i na heroizmie ,na obowiązkowości, na lojalności, na poświęceniu etc.

Ale nawet gdyby nie było AF, monarchia była dla nich za spójna, za katolicka, to byli duchowi potomkowie Krzyżowców, Spartan, marzycieli i wszystkiego tego, co jeszcze można znaleźć w dziejach naszego kontynentu. Nie wydaje mi się natomiast, aby byli romantykami.

Kiedy się dziś słucha audycji Radia Courtoisie, przegląda prasę ruchów takich jak L’Œuvre Française , Renouveau Français czy Bloc Identitaire, ogląda niedawne jeszcze plakaty DPS, kiedy się po prostu wchodzi do mieszkań kolegów zaangażowanych w prace polityczną, nie można nie skonstatować stałego odnoszenia się do myśli ludzi, którzy położyli głowy po II wojnie światowej lub którzy ich bronili, angażując całe swe życie w obronę ich czci i honoru.

Dochodzimy nawet do takiego paradoksu, że część prawicowej opinii francuskiej z oburzeniem spogląda na proces norymberski, ponieważ to właśnie podczas tego procesu sądu nad pokonanymi dokonali demoliberałowie, których prawica darzy szczerą nienawiścią.

Tak, więc francuskie ugrupowania nacjonalistyczne mają szacunek dla intelektualistów podważających zasadność procesu, w którym skazani zostali na śmierć i straceni zaciekli wrogowie Francji, wrogowie do tego stopnia, że – jak to wielokrotnie podkreślał nieżyjący już prof. Francois-Georges Dreyfus – nie życzyli sobie nawet powstania silnego faszyzmu francuskiego i robili wiele, aby powstrzymać jego rozwój, gdyż obwiali się, że mógłby on ,volens nolens, stać się zaczynem odrodzenia Francji.
Klęska wrogów wywołuje paradoksalnie smutek ich ofiar.

Często, kiedy się czyta prasę prawicową, ma się wrażenie, że publicyści żałują odrodzenia się RF, że żałują tamtych lat, bo na to wskazywałaby stała pamięć członków Milicji, zamawianie Mszy w. za dusze straconych przywódców Milicji, portrety Josepha Darnanda w witrynach księgarń.

Czy jest to sytuacja szalona? Tak.

Ale jej wytłumaczeniem jest właśnie fakt, że w wojnie ideologicznej zwycięstwo odniósł system antywartości, że wraz z wkroczeniem do Francji jankesów kraj ten utracił swą rycerskość a ludzie zamienili się w stonogi ( autentyczne określenie Maurice‘a Bardècha). Według tej analizy, czas Krzyżowców bezpowrotnie minął w 1945 roku. Taka jest np. teza słynnej książki „Sparte et les Sudistes”.

Solidarność z przypadkowym przechodniem, na którego sąsiad w sierpniu 1944 roku doniósł, że w 1943 roku dał ogień jakiemuś gestapowcowi, któremu akurat chciało się palić wzięła górę w sercach wielu Francuzów.

Robert Brasillach uznawany jest dziś za człowieka, który mylił się, zaś ci, którzy skazali go na śmierć, za zwykłych morderców. Czystki z lat 1944 – 1952 umożliwiły pośmiertny, moralny triumf kolaboracjonistów. Potępienie czystek charakteryzuje nawet niektórych gaullistów.

Należy dodatkowo zauważyć, że stale utrzymywanie celowej pomyłki w tym względzie przez reżimową szkołę i TV podtrzymuje legendę heroizmu kolaborantów.

We Francji miały miejsce, w latach 1940-1944/5 dwa, zupełnie nie mające ze sobą żadnego związku zjawiska.

Z jednej strony legalny rząd III Republiki poprosił Niemcy o zawieszenie broni w 1940 roku, uznając, że dalsza walka byłaby samobójstwem.Tu jest geneza tego, co się potocznie nazywa „Vichy”.

Ludzie Vichy pragnęli dwóch rzeczy:
1/utrzymania bardzo łagodnych dla pokonanej Francji warunków rozejmu – i to im się częściowo udało
2/obalenia tego, co w jednym ze swych pierwszych przemówień Marszałek Pétain nazwał „kłamstwami, które są przyczyną cierpień Francji”.
Tu znowu znajduje się geneza „Rewolucji Narodowej”.

Ale Vichy nigdy nie kolaborowała z Niemcami.

Pétain i jego otoczenie starali się Niemców „wykiwać”, co im się często udawało i każdego ranka wyglądali przez wychodzące na zachodnią stronę okno, czy aby nie przybywają im już na pomoc Amerykanie, z którymi Pétain miał tak wspaniałe relacje i wśród których miał aż tylu przyjaciół. Kolaboranci to właśnie zarzucali Vichy.

Ich wizja, to było zwycięstwo „etosu” u boku Niemiec, budowa „nowej” Europy”, dzięki Niemcom.Tak myślał np. Lucien Rebatet.

Rebatet z całą pewnością nie był francuskim nacjonalistą i do dziś zarzucają mu to nawet wielbiciele jego dzieł, dzieł istotnie wiekopomnych.We Francji od dawna istniał nurt utrzymujący, że jest ona martwa, tak myślał np.Marszałek Lyautey i podobna opinia w tej materii ze strony części kolaborantów nie była niczym nowym.

Tymczasem media, szkoła państwowa i TV stale i celowo łączą Vichy i Kolaboracje, mieszają, żeby się tak wyrazić, ludzi z Vichy i ludzi z Paryża, którzy nie mogli się znieść.

Cała dyskusja na temat „opór-współpraca” służy dziś reżimowi jako jedna z licznych legitymacji jego obecnych nadużyć i wspomnienie Ruchu Oporu wykorzystuje się, wbrew intencjom Kombatantów, dla utrwalenia dyktatury demoliberalnego demontażu Francji.

Wszystko to, co napisałem wyżej nie wyjaśnia w pełni zjawiska Kolaboracji, ale przynajmniej częściowo wyjaśnia dlaczego we Francji na prawicy mówi się o tym tak spokojnie i dlaczego dzieła „Paryżan” są stale czytane, wydawane, a na portalach ruchów skrajnie nacjonalistycznych, proponujących rozwiązania czysto francuskie znaleźć można linki do pism ludzi, którzy płakali nad losem skazanych w Norymberdze wrogów Francji.

Wyjaśnienie znaleźć można również w całokształcie polityki obozu rządzącego, który stale powołując się na Ruch Oporu, a prowadząc od dziesiątek lat politykę ze szkodą dla własnego kraju, stracił wszelką legitymację i jakby rykoszetem zdelegitymizował ceux qui ont résisté.

W konkluzji powiedzieć można, iż w latach 1940-1945 miała miejsce, ze strony części lewicy i części prawicy francuskiej współpraca z okupantem z motywów pokrewieństwa ideowego z nazistami. Ludzie, którzy się tej kolaboracji dopuścili byli zdrajcami.

Zostali oni w dużej mierze zmasakrowani w bestialski sposób po 1944 roku przez komunistów, którzy w latach 1939 -1941 kolaborowali z hitlerowska III Rzesza posuwając się tak daleko, że pragnęli objąć rządy we Francji zastępując legalny rząd państwa z tymczasową siedzibą w Vichy.

Te właśnie czystki stalinowskie, a także obecna propaganda reżimu postawiły we Francji problem II wojny światowej i w opinii części francuskiej prawicy złagodziły winę kolaborantów, czyniąc ich w oczach wielu ludzi, którzy się mylili, lecz z naiwności, a nie z wyrachowania.

Gdyby masakry stalinowskie nie miały we Francji miejsca, udałoby się być może Republice doprowadzić do zatarcia się w ludzkiej pamięci zaniedbań kolejnych rządów III Republiki, które uczyniły Francję słabą wobec potęgi Niemiec i uczyniły ją moralnie rozmiękczoną na przeciw sile i determinacji wroga.
Nie stało się tak niestety, ponieważ II wojna światowa była nie tylko wojną o pokonanie III Rzeszy, ale jednocześnie była wojną ideologiczną, a zwycięzcy nie byli harcerzami, którzy wyruszyli na pomoc kolegom w kłopotach, lecz byli eksploatatorami złowrogiej ideologii jaką jest demoliberalizm.

Błąd i zrazem wina, a i przyczyna zdrady, jakiej się dopuścili kolaboranci leży jednakże nie tylko w zaprogramowanej dekadencji demoliberałów, lecz również w słabości intelektualnej kolaborantów, w niechęci do konserwatywnego porządku rzeczy, w aktywizmie, w pewnego typu lewicowości i w braku zaufania do Religii.

Ludzie tacy jak Lucien Rebatet, Pierre Drieu-la- Rochelle, Robert Brasillach czy później właściwie w czasie wojny nieczynny Maurice Bardèche nie byli ani tradycjonalistami ani katolikami.

Nie chcieli powrotu do starej Francji, gdyż nie kochali „upudrowanych markizów”. Ale byli w dużym stopniu… ludźmi starej Francji.

Kim byli wiec w istocie?

Byli tymi, którzy w imię Francji idealnej, w imię ideału ludzkiego, zbuntowali się przeciw szarej rzeczywistości i we współpracy z socjalistami niemieckimi, którzy do nazwy swej partii dodali mylący przymiotnik „narodowy” widzieli jedyną możliwość ratowania ich wizji honoru i rycerskości.

Nie zorientowali się nigdy, że nie można budować szczęścia w oparciu o najeźdźcę.

Dziś nikt już by o nich nie mówił ani nie pisał, a tą szczególną nieśmiertelność zapewnili im wyłącznie ich oprawcy.

Antoine Ratnik

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Efekt Camerone”: o współczesnej percepcji Kolaboracji we Francji”

  1. Polska miala do czynienia z problematyka kolaboracji w czasie „Potopu” ale kontekst byl inny. Po wojnie prawie nikt nie zostal ukarany.

  2. Czytając ten tekst uświadomiłem sobie jak słabo znam historię Francji, również tę współczesną. Generalnie, to chyba pokutuje w świadomości większości Polaków obraz Francji i Francuzów, wykreowany przez propagandę komunistyczną. Bardzo interesujący tekst. Pozdrawiam Autora.

  3. @Antoine Ratnik: Mozna zbudować szczęście w oparciu o najeźdźcę, nie ma z tym problemu, o ile tylko najeźdźca zdoła „przekreślić rachunki krzywd” i odwołać sie do masowego poczucia krzywdy.Jeśłi społeczeństwo jakiegoś kraju uznałoby aktualna władzę np. za kolborantów lichwiarskiej miedzynarodówki i kolaborantów jankeskich ludobójców wręcz „okupantów i renegatów”, i gdyby tzw. kryzys faktycnie przyblizył biedaków do zagrożenia egzystencji, to obce wojska zmiatajace z tronu takie „elyty” mogłyby liczyc na współprace, np. lłumów obstawiajacych z widłami i cepami „droge na Zaleszczyki”, aby nie dać umknac „elyciarzom”, :-).

  4. @Pokolenie PX / Piotr.Kozaczewski To byl bunt ludzi, ktorzy nalezeli moralnie do Francji poprzedzajacej rzady Ludwika XIII, zeby sie tak malowniczo wyrazic.

  5. @Antoine Ratnik: Czy to oznacza, że byli kimś w rodzaju „archaistów” (z całą moją sympatia do tego gatunku, do którego zaliczam, w polskich warunkach, także wioskowych kłusowników, bimbrowników i osoby jeżdzące motocyklami na własnego wyroby spirytusie, :-), a z postaci literackich – niejakiego Jakuba Wędrowycza )?

  6. @Antoine Ratnik: Bez obrazy, czy epoka „upudrowanych markizów” nie była epoka degeneracji, epoką, w której powstał GOdF, epoką salonowo/buduarowej rozpusty, cynizmu, bezboznictwa i cudzołóstwa ? Proszę mnie sprostować, jeśli sie mylę, ale, moim zdaniem, niewiele miała ta epoka wspolnego z tradycją (tą dawną, rycerską, raczej z epoki Kapetyngów niz Burbonów…), a jeszcze mniej z katolicyzmem.

  7. @PK Ale do 1789 roku prawa zachecaly do bycia dobrym katolikiem.Bycie dobrym katolikiem poplacalo do 1789 roku. Tu jest roznica.

  8. Tekst bardzo ciekawy, lekko zgrzytnęło mi tylko przy okazji omawiania sojuszu III Rzesza – ZSRS. Tymczasowy sojusz, który powstał ze względu na odrzucenie przez Polskę sojuszu z Niemcami. Niemcy liczyli na ten sojusz jako wsparcie przeciw komunistom i szansę na uspokojenie Francuzów. Dopiero gdy kolejne próby (z ultimatum na końcu) zawiodły, doszło do sojuszu z ZSRS. Gdy nie mogli razem z Polakami zaatakować, postanowili zająć nasze terytorium i wyszło jak wyszło. Anglicy bardzo cynicznie zagrali pseudogwarancjami dla Polski. Zarówno przed jak i po tym epizodzie współpracy wzajemna niechęć na linii Rzesza-ZSRS była ogromna, na ten krótki czas lekko tonowano ją publicznie. Stalin był wściekły, że Hitler wyprzedził jego atak na Niemcy. Przy okazji – szczerze polecam prace Marka Sołonina.

  9. W kazdym razie komunisci francuscy wzieli ten „przejsciowy sojusz” bardzo na serio, bo tak im kazal Dymitrow, a w ostatecznosci Stalin.

  10. @Antoine Ratnik „… Bycie dobrym katolikiem poplacalo do 1789 roku. …” – nie sposób nie zgodzić się. Jednakowoż upieram się przy tezie w rodzaju „umarło bo gnić zaczęło już za życia”. A jeszcze co do „pseudo-heroizmu”. Dlaczego „pseudo”? Heroizm dotyczy, w kontekscie wojny, zachwania w obliczu wroga. A że potem ktoś „pohula” na jeńcach czy cywilach – to inna kwestia. A zreszta – nie jestem emocjonalnie przywiązany do słowa „heroizm”. Mozna toto nazwać jakkolwiek. Niewątpliwie było toto antytezą zniewieściałosci i apatii, podobnie, jak Mongołowie/Uzbecy Tamerlana czy Hunowie Atyli, albo kałmuckie dywizje po którejkolwiek ze stron konfliktu, :-)..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.