Fragment przemówienia premiera Viktora Orbána na 31. Letnim Wolnym Uniwersytecie i obozie studenckim w Bálványos (23/07/2022)

Na każdą wojnę można patrzeć z wielu perspektyw, ale podstawowym aspektem każdej wojny jest fakt, że matki będą opłakiwać swoje dzieci, a dzieci stracą rodziców. Ten wzgląd powinien być nadrzędny wobec wszystkich innych – nawet w sferze polityki. Dla węgierskiego rządu oznacza to, że naszym podstawowym obowiązkiem jest zapewnienie, by węgierscy rodzice i węgierskie dzieci nie znalazły się w takiej sytuacji.

Tutaj mogę wspomnieć, że są kraje, które nas krytykują, ponieważ uważają, że nie jesteśmy wystarczająco zaangażowani w sprawy Ukraińców. Ale te kraje są daleko i co najwyżej udzielają wsparcia w postaci pieniędzy lub broni; tymczasem dziś my, Węgrzy, jesteśmy jedynymi, oprócz Ukraińców, którzy giną w tej wojnie. Według naszych danych, do tej pory osiemdziesięciu sześciu Węgrów straciło życie w tej wojnie. To jest zupełnie inna perspektywa. Tylko my, Węgrzy, przelaliśmy krew w tej wojnie, podczas gdy ci, którzy nas krytykują, nie przelali jej wcale. Dlatego też Węgry, jako kraj sąsiadujący, mają prawo powiedzieć, że pokój jest jedynym rozwiązaniem, które uratuje ludzkie życie, a także jedynym antidotum na wojenną inflację i wojenny kryzys gospodarczy.

Jak będziemy myśleć o tej wojnie w przyszłości? Będziemy podtrzymywać nasz pogląd, że to nie jest nasza wojna. Węgry są członkiem NATO i naszym punktem wyjścia jest to, że NATO jest znacznie silniejsze od Rosji, a więc Rosja nigdy nie zaatakuje NATO. Stwierdzenie, że Rosja nie zatrzyma się na Ukrainie, jest słabym – ale zrozumiałym – propagandowym motywem stosowanym przez Ukrainę. Rozumiem to, bo ich celem jest zaangażowanie nas, zaangażowanie jak największej liczby krajów po swojej stronie w tej wojnie; ale brakuje temu stwierdzeniu jakichkolwiek podstaw w rzeczywistości. Jednocześnie, ponieważ jesteśmy członkami NATO i chcemy pozostać poza tą wojną, nasza sytuacja stała się delikatna.

Dzieje się tak dlatego, że NATO i Unia Europejska zdecydowały, że chociaż nie staną się uczestnikami wojny, to jednak będą dostarczać broń i nakładać surowe sankcje gospodarcze; i czy komuś się to podoba, czy nie, oznacza to, że są one de facto – nie de jure, ale de facto – stronami tego konfliktu. Teraz jesteśmy w niebezpiecznej sytuacji, kiedy musimy jakoś pomóc Ukraińcom, będąc jednocześnie de facto stroną konfliktu, a jednocześnie zadbać o to, żeby władze w Moskwie nie odebrały tego jako sytuacji, w której my – NATO i Unia Europejska – staliśmy się formalnymi wojownikami. To jest pozycja, na której Unia Europejska i NATO balansują każdego dnia, podejmując ogromne ryzyko.

Ponieważ o wojnie można przeczytać wiele, to jeśli mam jeszcze Państwa uwagę, chciałbym powiedzieć kilka słów o tym, jak doszło do tej wojny i jakie były jej przyczyny. Oczywiście wszyscy wiedzą, że Rosja zaatakowała Ukrainę. Tak właśnie się stało. Teraz przyjrzyjmy się, jakie były tego przyczyny. Zauważmy też problem, że gdy już coś zrozumiemy, to już tylko krok dzieli nas od zaakceptowania tego. Ale bardzo ważne jest, aby dokonać moralnego rozróżnienia między zrozumieniem czegoś a akceptacją czegoś. Konkretnie oznacza to, że ważne jest zrozumienie, dlaczego Rosjanie zrobili to, co zrobili; ale nie wynika z tego, że jeśli zrozumiemy, co zrobili, to zaakceptujemy to, co zrobili. Rosjanie wysunęli bardzo jasne żądanie w dziedzinie bezpieczeństwa, a nawet spisali je w sposób rzadko spotykany w dyplomacji, wysyłając je do Amerykanów i NATO. Spisali swoje żądanie, że Ukraina nigdy nie powinna być członkiem NATO, że Ukraina to deklaruje, że samo NATO zapewnia o tym Rosję i że zobowiązujemy się, że nigdy nie umieścimy na terytorium Ukrainy broni, która mogłaby uderzyć w terytorium Rosji. Zachód odrzucił tę ofertę i odmówił negocjacji w tej sprawie. Powiedzieli, że NATO prowadzi „politykę otwartych drzwi”: drzwi są otwarte, każdy może się zgłosić, a my zdecydujemy, czy chcemy go przyjąć, czy nie. A konsekwencją tej odmowy jest to, że dziś Rosjanie starają się osiągnąć siłą zbrojną te wymogi bezpieczeństwa, które wcześniej starali się osiągnąć w drodze negocjacji. Muszę powiedzieć, że ta wojna nigdy by nie wybuchła, gdybyśmy mieli trochę więcej szczęścia i w tej kluczowej godzinie prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej nazywał się Donald Trump, i gdyby wcześniej udało się namówić Angelę Merkel, żeby nie odchodziła z urzędu: gdyby Donald Trump był prezydentem USA, a Angela Merkel kanclerzem Niemiec. Ale nie mieliśmy szczęścia i dlatego teraz jesteśmy w tej wojnie.

    Zachodnia strategia w tej wojnie opiera się na czterech filarach. Na papierze jest to strategia sensowna, a może nawet mająca na poparcie liczby. Pierwszym z nich było stwierdzenie, że Ukraina nie może wygrać wojny z Rosją samodzielnie, ale może to zrobić dzięki szkoleniom Anglosasów i broni NATO. To było pierwsze twierdzenie. Drugim twierdzeniem strategicznym było to, że sankcje osłabią Rosję i zdestabilizują przywództwo w Moskwie. Trzecim elementem strategicznym było to, że – choć dotknęłyby one również nas – będziemy w stanie poradzić sobie z ekonomicznymi konsekwencjami sankcji, dzięki czemu oni byliby bardziej poszkodowani, a my mniej. A czwartym elementem strategicznym było to, że świat ustawi się za nami w szeregu, ponieważ mieliśmy rację.

    Jednak w wyniku tej doskonałej strategii dziś sytuacja wygląda tak, że siedzimy w samochodzie z czterema przebitymi oponami. Jest absolutnie jasne, że tej wojny nie da się wygrać w ten sposób. Ukraińcy nigdy nie wygrają wojny z Rosją przy pomocy amerykańskiego szkolenia i broni. Wynika to po prostu z tego, że armia rosyjska ma przewagę asymetryczną.

    Drugi fakt, z którym musimy się zmierzyć, to fakt, że sankcje nie destabilizują Moskwy.

    Trzeci to fakt, że Europa ma kłopoty: gospodarcze, ale także polityczne, gdzie rządy padają jak kostki domina. Tylko od wybuchu wojny upadły rządy brytyjski, włoski, bułgarski i estoński. A jesień jest jeszcze przed nami. Duży wzrost cen nastąpił w czerwcu, kiedy to ceny energii podwoiły się. Skutki tego dla życia ludzi, wywołujące niezadowolenie, dopiero zaczynają docierać, a my już straciliśmy cztery rządy.

    I wreszcie, świat nie jest z nami. Historycznie rzecz biorąc, Amerykanie mieli zdolność wybierania tego, co identyfikują jako imperium zła i wzywania świata, by stanął po właściwej stronie historii – to zdanie trochę nas niepokoi, bo tak zawsze mówili komuniści. Ta zdolność, którą posiadali Amerykanie, aby postawić wszystkich po właściwej stronie świata i historii, a następnie świat był im posłuszny, jest czymś, co teraz zniknęło. Większość świata ewidentnie nie jest po tej stronie: ani Chińczycy, ani Hindusi, ani Brazylijczycy, ani RPA, ani świat arabski, ani Afryka. Duża część świata po prostu odmawia udziału w tej wojnie, nie dlatego, że uważa, iż Zachód jest po złej stronie, ale dlatego, że dla nich świat to coś więcej niż ta wojna, a oni mają swoje własne problemy, z którymi się zmagają i które chcą rozwiązać. Być może ta wojna będzie tą, która w widoczny sposób położy kres tej formie zachodniej dominacji, która potrafiła wykorzystać różne środki do stworzenia światowej jedności przeciwko pewnym aktorom w konkretnej, wybranej kwestii. Ta era dobiega końca i, jak to się mówi w bombastycznym języku polityki, wielobiegunowy porządek świata puka teraz do naszych drzwi.

    A jeśli mówimy o wojnie, to mogę użyć odpowiedniego stylu, by postawić jedno ważne pytanie: Szto delat?. Istnieje problem, że w porównaniu z innymi, armia Węgier nie wydaje się być zbyt duża. Jest problem, że w porównaniu z PKB, powiedzmy, dużych krajów europejskich i USA, PKB Węgier też wygląda skromnie. Tak więc możemy mieć jasny obraz sytuacji, możemy mieć doskonałe spostrzeżenia dotyczące wojny, możemy mieć jasną wizję, możemy mieć propozycję strategiczną; ale wiecie, że kiedy przychodzi do wojny, wszystko to ma bardzo małe znaczenie, ponieważ wojna jest preludium. To słowo silnego będzie decydujące. Węgry nie powinny żywić złudzeń, że dzięki naszym doskonałym radom będziemy mogli wpłynąć na wydarzenia wojenne i strategię Zachodu. Niemniej jednak w każdej debacie uważam za sprawę honoru i zasadę moralną, że musimy spróbować przedstawić nasze stanowisko i spróbować przekonać Zachód do opracowania nowej strategii, która zastąpi puste raporty o zwycięstwie. Jeśli twój samochód ma cztery przebite opony, musisz zmienić koła – wszystkie cztery. Potrzebna jest nowa strategia, a jej celem – celem na celowniku – nie powinno być wygranie wojny, ale wynegocjowanie pokoju i przedstawienie dobrej oferty pokojowej. Mówiąc obrazowo, muszę powiedzieć, że teraz zadaniem Unii Europejskiej nie jest stanie u boku ani Rosjan, ani Ukraińców, ale stanie pomiędzy Rosją a Ukrainą. To powinno być istotą nowej strategii.

    Co się stanie? Rosjanie mówią starym językiem. Kiedy więc ich słuchamy, to tak jakbyśmy słyszeli dźwięki przeszłości: system gestów, kategorie, słowa. Kiedy słucham pana Ławrowa, to przypomina to, co słyszeliśmy trzydzieści, czterdzieści lat temu. Ale to nie znaczy, że to, co mówią, nie ma sensu: ma sens i warto to traktować poważnie. Na przykład dwa dni temu rosyjski urzędnik powiedział, że będą przeć do przodu na Ukrainie, aż linia frontu będzie tak daleko posunięta, że stamtąd broń posiadana przez Ukraińców nie będzie mogła uderzyć w terytorium Rosji. Innymi słowy, im bardziej kraje NATO będą dostarczać Ukraińcom nowoczesną broń, tym dalej Rosjanie będą przesuwać linię frontu. Dzieje się tak dlatego, że są oni narodem wojskowym, który myśli wyłącznie w kategoriach bezpieczeństwa i jest zainteresowany jedynie tym, aby nie zostać zaatakowanym z terytorium Ukrainy. Zatem w tej chwili to, co robimy, to przedłużanie wojny, czy tego chcemy, czy nie. Oznacza to, że nie będzie rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych. To jest pomysł, do którego powinniśmy się przyzwyczaić. Każdy, kto oczekuje takich rozmów, będzie czekał na próżno. Ponieważ Rosja chce gwarancji bezpieczeństwa, wojnę mogą zakończyć tylko negocjacje rosyjsko-amerykańskie. Nie będzie pokoju, dopóki nie będzie rozmów rosyjsko-amerykańskich.

    Mógłbym temu przeciwdziałać, mówiąc: „Ale spójrzcie na nas, Europejczyków”. Ale niestety, moi przyjaciele, muszę powiedzieć, że my, Europejczycy, roztrwoniliśmy naszą szansę na wpływanie na wydarzenia. Roztrwoniliśmy ją po 2014 roku, kiedy to z pierwszego porozumienia mińskiego stworzonego podczas konfliktu krymskiego pominęliśmy Amerykanów, a zamiast tego sformułowaliśmy porozumienie mińskie z gwarancją francusko-niemiecką. Tak więc powinno być ono realizowane, ale niestety my Europejczycy – lub reprezentujący nas Niemcy i Francuzi – nie potrafiliśmy go wyegzekwować. Dlatego teraz Rosjanie nie chcą negocjować z nami, ale z tymi, którzy mogą zmusić Ukrainę do zrobienia tego, na co się zgodziła. Sytuacja jest więc taka, jak po II wojnie światowej: Europa po raz kolejny znajduje się w sytuacji, w której nie będzie miała wpływu na swoją najważniejszą kwestię bezpieczeństwa, o której po raz kolejny zadecydują Amerykanie i Rosjanie.

Demografia, migracja, gender, wojna. Piąty zestaw wyzwań, przed którymi stoimy, dotyczy energii i gospodarki. Jest to kwestia złożona. Najlepiej jest wrócić do punktu wyjścia, tak jak to się robi po nieudanym kroku w tańcu, i zacząć od nowa, próbując zrozumieć sytuację. Trzeba zadawać najprostsze pytania. W tym przypadku najprostsze pytanie brzmi następująco: Kto zyskuje na tej wojnie? Odpowiedź jest taka, że korzysta ta strona, która ma własne źródła energii. Rosjanie mają się dobrze. My źle obliczyliśmy, myśląc, że jeśli nie będziemy kupować energii od Rosjan, to oni będą mieli mniejsze przychody. To jest błąd, bo o przychodach decyduje nie tylko ilość sprzedanych produktów, ale także cena jednostkowa. A sytuacja dzisiaj jest taka, że Rosjanie sprzedają mniej energii, ale mają dużo większe przychody. A więc Rosjanie mają się dobrze. Import Unii Europejskiej z Rosji spadł o 23 procent, ale w tym samym okresie przychody Gazpromu wzrosły dwukrotnie. Dobrze radzą sobie Chińczycy. Pod względem energetycznym Chińczycy byli kiedyś zdani na łaskę Arabów, którzy czerpali całą energię z tego rejonu świata. Ale teraz, kiedy nie kupujemy od Rosjan, skutecznie przesunęliśmy rosyjską energię w kierunku Chin, a Chiny w ten sposób wyeliminowały swoją zależność energetyczną. I oczywiście korzystają na tym wielkie amerykańskie firmy. Sporządziłem taką listę: w 2022 roku zyski Exxona podwoiły się, Chevrona wzrosły czterokrotnie, a ConocoPhillips sześciokrotnie. Wiemy, kto ma się dobrze pod względem gospodarczym. Kto radzi sobie źle? Unia Europejska ma się źle, bo jej deficyt energetyczny – różnica między eksportem a importem, czyli ich wartość – wzrósł trzykrotnie i obecnie wykazuje niedobór w wysokości 189 mld euro.

Viktor Orban

tłum. Michał Krupa

Click to rate this post!
[Total: 49 Average: 4.8]
Facebook

7 thoughts on “Fragment przemówienia premiera Viktora Orbána na 31. Letnim Wolnym Uniwersytecie i obozie studenckim w Bálványos (23/07/2022)”

  1. Przemówienie Orbana to papka dla jego wyborców, prztyczek dla Brukseli i hołd lenny Putinowi jednak kluczowe pytanie brzmi: jaki faktyczny interes ma Orban dystansując się od Unii w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej ? Otóż Orban podekscytowany jest rewizją granic w Europie i utworzeniem „wielkich Wegier”, tych sprzed traktatu w Trianon. Z Putinem mają wspólny interes podziału Ukrainy: odzyskania Rusi Zakarpackiej przed 1945 r. będącej w granicach Węgier, a potem przyjdzie czas na Rumunię… Dlatego „Budapeszt w Warszawie” to jeden z najgłupszych pomysłów Kaczyńskiego. Wbrew temu co codziennie insynuuje TVPiS, to nie Tusk tylko Kaczyński jest „pożytecznym idiotą” Kremla.

    Oraz mówiac, że sprawę wojny na Ukrainie mogą rozstrzygnąć

      1. Z poparciem Rosji Orban marzy „tylko” o Rusi Zakarpackiej z Użhorodem. Tę którą Hitler podarował Węgrom po rozbiciu Czechosłowacji w marcu 1939 r. A jak Rumunia będzie Rosji za bardzo podskakiwać to Putin (lub jego następcy) może dorzucić jeszcze Orbanowi Siedmiogród z krajem Szeklerów. Fantazja ? W perspektywie dziesięcioleci pchania się Rosji na Zachód po trupie Ukrainy to wcale nie jest takie niemożliwe. Czy teraz jest jasne kim jest uwielbiany do niedawna w kręgach pisowskich Orban i dlaczego Ukraina jest kluczowym dla Polski buforem bezpieczeństwa przed Rosją ?

  2. … Oraz mówiac, że sprawę wojny na Ukrainie mogą rozstrzygnąć tylko USA i Rosja – Orban stoi po stronie Rosji, gdyż tylko Rosja będzie skłonna poprzeć budowę przez Orbana „wielkich Węgier”, w imię nieustannie ćwiczonej na Europie przez Moskwę polityce divide et impera. A Polska Kaczyńskiego ? Nie dość, że coraz bardziej wroga Rosji, to cały czas bez wytchnienia szuka guza z Niemcami. Gorzej niż za Becka, który mimo wszystko do 1938 r. chciał z Niemcami współpracować. Quo vadis Polsko ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.