Gajos: Liberał potępia nacjonalizm

„Nacjonalizm jest herezją” – ogłosił kilka dni temu na Forum Ekonomicznym w Krynicy arcybiskup metropolita gnieźnieński, Wojciech Polak, który rok temu “błysnął” nawoływaniem do przyjmowania islamskich uchodźców. Dominikanin ojciec Zięba poszedł jeszcze dalej stwierdzając, że to nie tylko herezja, a jeszcze gorzej – pogaństwo. Nie lubię być adwokatom nie swojej sprawy. Nigdy nie byłem i nie czułem się nacjonalistą, mimo że polska myśl narodowa jest mi niezwykle bliska. Podobnie bliska mi jest myśl ruchów nacjonalistycznych świata romańskiego. Jednak to, co wygłasza publicznie Prymas Polski i przyklaskujący mu liberalny kler wymaga publicznej i jednoznacznej reakcji.

Nacjonalizm, a co to takiego?

Tego abp Polak i ojciec Zięba niestety już nie tłumaczą, a szkoda, bo nacjonalizm to pojęcie wyjątkowo nieostre, w zasadzie ewoluujące nieustannie w czasie i przestrzeni od ponad dwustu lat. Ciężko w ogóle mówić o jednym nacjonalizmie. Czym innym są bowiem nacjonalizmy świata romańskiego i katolickiego: francuski, włoski, hiszpański, portugalski, czy polski, czym innym z kolei protestanckie i pogańskie nacjonalizmy: niemiecki i ukraiński. Czym innym jest nacjonalizm doby rewolucji we Francji, a czym innym nacjonalizm Action Francaise. Nie czas i miejsce na takie rozważania. Czytelnika odsyłam do lektury numeru 75 – 76 Pro Fide Rege et Lege poświęconego tym zagadnieniom.

Niemniej jednak, mimo, że gnieźnieński hierarcha nie definiuje pojęcia nacjonalizmu, nie można mieć wątpliwości, że po historii z x. J. Międlarem i ostatnim szumem medialnym wokół wniosku o delegalizację Obozu Narodowo – Radykalnego, chodzi mu o polski nacjonalizm. Ten obecny, coraz popularniejszy wśród pokolenia, które nie pamięta PRLu, jak i ten międzywojenny, do którego to pokolenie się odwołuje. Arcybiskup Polak oczywiście ma świadomość, że z polskim ruchem narodowym była związana, a przynajmniej sympatyzowała, większość aktywnego politycznie i społecznie międzywojennego kleru, że ruch ten odzyskał dla Kościoła rzesze studentów i intelektualistów, którzy dwie – trzy dekady wcześniej byli w najlepszym wypadku agnostykami, a za co Stolica Apostolska dziękowała Romanowi Dmowskiemu po jego śmierci w L’Oservattore Romano. Zapewne pamięta, że wybitnym politykiem i senatorem Stronnictwa Chrześcijańsko – Narodowego był ormiański arcybiskup lwowski Józef Teodorowicz, któremu Wojciech Polak nie dorasta do pięt ani intelektualnie, ani duszpastersko. Podobnie pamięta jaki stosunek do myśli narodowej miał kard. Stefan Wyszyński. W końcu na pewno zna słynne zdanie z encykliki Caritate Christi papieża Piusa XI, który miał przecież możliwość bezpośredniego zetknięcia się z polskim ruchem narodowym w czasie trwania swojej misji dyplomatycznej w odrodzonej Polsce. Jeśli nie ignorancja, to co jest powodem tak kategorycznej oceny nacjonalizmu dokonanej przez Księdza Arcybiskupa?

Nie mam większych wątpliwości, że Wojciech Polak jest liberalnym katolikiem. Uformowany w seminarium na dwie dekady po II Soborze Watykańskim, wyświęcony na kapłana w 1989 roku, naukowo zajmuje się, a jakże, posoborowym nauczaniem dotyczącym eklezjalnego wymiaru grzechu i pojednania. Duchowny akceptuje “wartości” rewolucji roku 1789 w Kościele, ale potępia wyrosłą na jej gruncie doktrynę polityczną. Wierzy w to, co robi i wierzy w zasady Vaticanum II, z których to naczelna głosi pojednanie Kościoła ze światem liberalnym. Realizacja tej zasady wymaga od liberalnego katolika nieustannego odcinania się od “ciemnych wieków Kościoła”, które skończyły się na ostatnim soborze, kiedy to nastała dlań “nowa wiosna”. Wypowiedź arcybiskupa sprzed paru dni to nic innego jak dostosowanie tej zasady do aktualnych wydarzeń, to mówiąc językiem prawniczym, subsumcja normy ogólnej pod stan faktyczny. Liberałowie w Polsce wypowiedzieli wojnę ONRowi, czy szerzej całej patriotycznej i nacjonalistycznej młodzieży, a ich liberalno – katolicki sojusznik ich nie zawiódł, znów mogli na niego liczyć.

Niestety, podlizywanie się liberalnym mediom i liberalnym ośrodkom nie zahamuje odpływu wiernych, nie zastopuje pogarszającej się znajomości podstawowych prawd wiary i galopującej demoralizacji. Prymas dla zachowania sojuszu z liberałami gotów jest poświęcić całe rzesze młodzieży, która nawet jeśli w jakiś sposób błądzi, to ma jednak wolę praktykowania cnoty miłości ojczyzny. Cnoty, która dla liberałów jest czymś wręcz obrzydliwym. Szastając anatemami (których nigdy nie użyłby np. przeciwko posłom popierającym związki zboczeńców, aborcję czy in vitro) po prostu jest gotów zostawić tych młodych ludzi bez pomocy i wsparcia duszpasterskiego, a przecież nie są oni wrogo nastawieni do religii katolickej, wręcz przeciwnie.

Osobną sprawą jest ignorancja. Hierarcha, kler w zasadzie nie zna tych ludzi, nie wiedzą co mają do powiedzenia. Dlaczego? Bo ci zwyczajnie nie pasują do liberalnej wizji polskiego Kościoła: nie przepadają za Unią Europejską (ponoć głosowanie przeciw akcesji miało być grzechem ciężkim), nie rozumieją dialogu z judaizmem i islamem, często chodzą na tradycyjną mszę – to po co z nimi w ogóle rozmawiać?

Wypowiedzi arcybiskupa Polaka są jego prywatnymi opiniami, niezobowiązującymi żadnego katolika (jak zresztą niemal wszystko po SWII). Zdradzają jednak pełne urzędniczej wręcz buty podejście duszpasterskie dzisiejszego kleru. W ten sposób na pewno nie zatrzyma się młodych ludzi przy Kościele, przy katolickiej moralności. Można oczywiście nawet ekskomunikować całe stowarzyszenia młodzieży narodowej, na nią zwalać winę za niepowodzenia dzisiejszego Kościoła i tuszować proces destrukcji religii katolickiej w Polsce wydarzeniami takimi jak Światowe Dni Młodzieży. Te jednak prędko się u nas nie powtórzą, a czas ucieka nieubłaganie.

Bartłomiej Gajos

POST SCRIPTUM

A może by tak w ramach walki z nacjonalizmem w polskim Kościele  wyrugować z liturgii Mszy św. język polski na rzecz jakże internacjonalnej łaciny?

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *