Hagmajer: 10 rocznica zwycięskiej bitwy z IPN

25 października minęło 10 lat od propagandowej konferencji Instytutu Pamięci Narodowej „Nurt Narodowy Opozycji Demokratycznej 1955-1990”, która miała miejsce w warszawskiej Galerii Porczyńskich w 2008 roku. Pomimo oficjalnego „naukowego charakteru”, to jednak głównym celem owego wydarzenia była chęć zdyskredytowania wybitnego naukowca i działacza narodowego docenta Józefa Kosseckiego przez reżimowy IPN, poprzez wskazanie go jako agenta Służby Bezpieczeństwa działającego pod rzekomymi pseudonimami TW „ X” i „ Rybak ”. Do akcji przeciw docentowi Kosseckiemu użyto tradycyjnych reżimowych mediów i skompromitowanych polityków III RP, takich jak Waldemar Kuczyński oraz dawnych (a tak naprawdę fałszywych) przyjaciół, jak Marian Barański, Przemysław Górny czy Henryk Klata.

Dlaczego osoba docenta Kosseckiego i organizacja LND, z którą był związany zostały wzięte na cel aparatu propagandowo – instytucjonalnego reżimu okrągłostołowego III RP?

Praprzyczyny ataku na LND i Kosseckiego należy szukać w głębokich początkach Polski Ludowej i w walce o wpływ i kształt na nią między frakcją polską i antypolską w aparacie partyjnym i państwowym PRL. Po 1956 roku frakcja polska zdobywała coraz większy wpływ na wspomniane struktury, a przyczyną tego stanu rzeczy był organizator jej systemu. Tym była tajna struktura, wywodząca się częściowo z Zakonu Narodowego ONR, anty-masońskiej komórki Obozu Wielkiej Polski i II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego, czyli tzw. Dwójki. Szefem tej struktury, której docent Józef Kossecki nazwy nigdy nie wymienił, używając zwrotu  „wyższy szczebel Ligi ”, był Walenty Majdański, wybitny demograf.

Antypolskie skrzydło w partii, które przegrywało walkę o wpływy wspierane zaś było przez zachodnie ośrodki walki informacyjnej. Przełom lat 50-tych i 60-tych był okresem zaostrzenia walki między Zachodem i Wschodem, której polem była demografia. Mocarstwa zachodnie ze Stanami Zjednoczonymi na czele, programowane były ideologicznie przez ośrodki liberalno-wolnomularskie. W związku z tym w ramach wojny psychologicznej przeciw Blokowi Wschodniemu używały neomaltuzjanizmu jako broni. Polegało to na zainfekowaniu przeciwnikowi błędnych algorytmów, które miały doprowadzić do depopulacji ludności w tym państwach, a więc i w Polsce. Gdy w 1959 roku władze Polski Ludowej pod wpływem antynarodowego skrzydła w PZPR wprowadziły ustawową możliwość zabijania dzieci nienarodzonych, narodowcy postanowili temu przeciwdziałać. Wyższy szczebel  uruchomił organizację, której celem było uświadamianie młodych Polaków o śmiertelnym zagrożeniu dla narodu w związku z tą ustawą. Tą organizacją była powołana już w 1958 roku Liga Narodowo Demokratyczna. Jej głównym działaczem był młody, uzdolniony absolwent Politechniki Gliwickiej – Józef Kossecki. Działający w PAX (choć nie zdążył zostać jego członkiem) Józef Kossecki bardzo energicznie tworzył struktury tej organizacji w całym kraju. Efekty były bardzo obiecujące.

Frakcja antypolska, czyli tzw. Puławianie poczuła się zagrożona. Już w 1959 roku przy pomocy podległemu Puławianom druha Jacka Kuronia  usunięto Kosseckiego z harcerstwa za „klerykalno-nacjonalistyczne odchylenie”. Zaś 7 maja 1960 roku funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, podlegli należącemu do frakcji puławskiej  Antoniemu Alsterowi, aresztowali Kosseckiego i kilku innych  głównie sympatyków warszawskiej struktury LND. Józef Kossecki jako jedyny z kilku oskarżonych został skazany na 2 lata więzienia i wyrok odsiedział, ale nie w całości. W tym czasie dzięki pracy infiltracyjnej wyższego szczebla LND polskie skrzydło w aparacie partyjno-państwowym PRL miało coraz więcej do powiedzenia. Nie podobało się to Puławianom, dlatego poprzez swoje alsterowskie agentury w MSW rozpuszczali plotki o agenturalnej działalności Kosseckiego. Po latach, w III RP, będącej wszak dziełem wychowanków Puławian, tę samą metodę zastosuje reżimowy IPN. Ale do tego jeszcze wrócę.

Po wyjściu z więzienia Józef Kossecki osiadł na stałe w Warszawie i kontynuując karierę naukowca prowadził dalej z ramienia wyższego szczebla działalność polityczną poprzez nienamierzone przez alsterowców z MSW struktury LND. Wyższy szczebel Ligi po wpadce z 1960 roku zabronił mu oficjalnej działalności politycznej przez 5 lat. Miał natomiast za zadanie obserwowanie  rozrastających się wpływów środowiska tzw. Komandosów, czyli nieformalnej młodzieżówki Puławian. W tym celu Józef Kossecki pozyskał do współpracy Ludwika Hassa, trockistę o polskim sercu. Stosując metody przedwojennej dwójki i nowoczesne, opracowane przez siebie elementy socjotechniki, Józef Kossecki miał doskonałe rozeznanie w środowisku Komandosów i wiedział o ich planach. Jego bezcenna wiedza obserwacyjna posłużyła wyższemu szczeblowi  do działań inspirujących polską frakcję w PZPR, MSW i MON w kierunku storpedowania rewolty syjonistycznej i trockistowskiej, co się udało w 1968 roku. Następnie od lat 1970 tych już jako członek PZPR Józef Kossecki działał z ramienia kontrwywiadu ofensywnego LND, programując aparat Polski Ludowej w duchu polskiego nacjonalizmu, co wywoływało wrogość frakcji antypolskiej w PZPR i chronionej przez nią opozycji politycznej różnych odłamów. To przez to po latach, już w III RP  Instytut Pamięci Narodowej, podobnie jak dawniej Puławianie inspirowany przez ośrodki zachodnie, postanowił zniszczyć osobę Józefa Kosseckiego, W tym celu przedsięwzięto określoną ilość konkretnych osób i środków, aby uderzyć w człowieka, uznanego za zagrożenie dla panoszącego się reżimu okrągłostołowego, z którym Józef Kossecki walczył jako jeszcze członek PZPR, a potem lider Partii X, którą mu następnie zdelegalizowano.

W tym czasie z jego inicjatywy w całej Polsce na zasadzie homeostazy rozproszonej powstało wiele grup, kształconych w duchu naukowego nacjonalizmu, przy pomocy opracowanej przez Kosseckiego metodologii opartej o osiągnięcia Polskiej Szkoły Cybernetyki i Nauki o Cywilizacjach. Grupy te i osoby z nich zaczęły na spotkaniach i szczególnie na forach internetowych podnosić głosy, stosując metody przewyższające swych konkurentów, co zostało przez przedstawicieli okrągłostołowego reżimu zauważone i uznane za groźne. Ci młodzi uczniowie i seminarzyści docenta Kosseckiego zaczęli odkłamywać otaczającą nas rzeczywistość. Za pomocą socjocybernetyczych metod ukazywali nieznane dotąd fakty oraz zaczęli pokazywać i udowadniać przy pomocy statystyk  neokolonialny system zniewalający i niszczący  Polskę. Docent Kossecki ze swoją wiedzą i rozeznaniem na temat całego postsolidarnościowego środowiska, którą chętnie przekazywał młodym adeptom społecznie kształconym w duchu naukowego nacjonalizmu, był więc zagrożeniem na dłuższą metę. Przykładając wielką wagę do kształcenia młodego narybku, Józef Kossecki miał uzasadnioną nadzieję na wykształcenie homeostatu, który w przyszłości mógłby w odrodzonej Polsce przejąć „rząd dusz ”.

Dodatkowym czynnikiem dopingującym reżim do ataku na Pana docenta Kosseckiego była sytuacja międzynarodowa. Otóż Józef Kossecki opracował unikalną w świecie socjocybernetyczną metodę prognozowania różnych zjawisk, jednak w tym wypadku chodziło o konflikty międzynarodowe. I jak się okazało z jego opublikowanej właśnie na 2008 rok prognozy wyszedł mu podwójny punkt krytyczny  w stosunkach między mocarstwami.  Prognoza ta została obliczona niemal co do dnia, a jej finałem był konflikt w Gruzji podczas odbywających się igrzysk olimpijskich w Pekinie. Prognoza ta była korzystna dla Chin i Rosji, które w programie Ligi Narodowo Demokratycznej wskazywane były jako strategiczni partnerzy (zwłaszcza ChRL) przyszłej nacjokratycznej Polski. Dlatego Stany Zjednoczone, Niemcy i inne mocarstwa w ramach NATO i UE, którym nie podobał się wzrost potęgi chińskiej, zagrażający ich neokolonialnemu porządkowi świata postanowiły właśnie nad Wisłą, gdzie ten konflikt rykoszetem się również odbił uruchomić swe kanały dywersji informacyjnej, aby nie dopuścić do choćby zalążku czegoś, co byłoby poza ich kontrolą.

Pierwsze uderzenie wyszło od Waldemara Kuczyńskiego. Na swojej własnej stronie internetowej Kuczyński stworzył specjalną rubrykę pod tytułem „ TW „X” -mój diabeł stróż ”, gdzie, zamieścił oskarżenie pod adresem Pana docenta Kosseckiego, jakoby miałoby istnieć 14 tomów akt donosów Józefa Kosseckiego na Kuczyńskiego pod rzekomymi  pseudonimami  TW „X” i „Rybak”. Tych tomów w całości, a nawet w dużej części, do dziś nie opublikowano, tylko jakieś wybrakowane fragmenty, w których okazało się, że :

– nie ma żadnych własnoręcznie podpisanych donosów przez Józefa Kosseckiego;

– na okładce teczki nie ma nawet nazwiska Kossecki;

– błędna rejestracja w dzienniku rejestracyjnym imion – zamiast Józef Maria, Józef Stefan (fałszerstwo i niechlujstwo zarazem charakterystyczne bardziej dla nihilistycznych, nadpobudliwych ignorantów z lewackich środowisk opozycji politycznej niż dla skrupulatnych w urzędowej pracy oficerów MSW PRL).

– nie ma zobowiązania do współpracy i brak ustalenia honorariów;

– paginacja nie jest zachowana;

– dokumentacja jest wybrana;

– materiały wskazane jako donosy nie są pisane ręcznie tylko na maszynie, co może już być zasługą osób trzecich i to niekoniecznie z MSW PRL, ale może przede wszystkim ze służb III RP, w tym IPN;

– część materiałów to zwyczajnie rzetelna analiza naukowa, nie mająca prawa być traktowana jako donosy;

– część to tzw. „wyciągi ”, mogące być spreparowane przez osoby trzecie. Duża ilość „wstawek” tworzona niebieskim cienkopisem, którego w latach 60-tych i 70-tych nie było w użytku. Jest więc bardzo prawdopodobne, że zrobiono je na potrzeby akcji w ostatniej chwili;

– materiały są zmikrofilmowane, czyli są fotomontażem, zlepkiem, stanowiącym pomówienia, więc nie mogą być dowodami donosów.

Dodatkową informacją kompromitującą inicjatorów całej akcji była ujawniona nieco później instrukcja byłego szefa MSW, generała Czesława Kiszczaka o przesuwaniu źródeł. Polegała ona na wkładaniu w dokumentację osób rozpracowywanych donosów faktycznych agentów lub źródeł technicznych. I lubiący dużo mówić Józef Kossecki mógł być ofiarą tego typu praktyk.

Kolejnym etapem operacji przeciw docentowi Kosseckiemu była wymiana mailowa między Nim a Waldemarem Kuczyńskim. Były minister posuwał się w niej podobno nawet do gróźb karalnych wobec Pana Docenta, Józef Kossecki zaś m.in. pokazywał, że w rządzie, w którym szefem MSW i zarazem wicepremierem był nadzorujący Służbę Bezpieczeństwa  generał Czesław Kiszczak, nie mogły znaleźć się ofiary SB, tylko zaufani tejże służby.

Efektem tej wymiany mailowej był już na niwie publicznej artykuł Mai Narbutt z 1 marca 2008 roku pod dosyć złośliwym tytułem „Pan minister i Pan X”. Jednak sam artykuł w treści nie był zbyt napastliwy dla Pana Docenta. Zresztą będąc świadkiem obecności autorki na jednym z wykładów Pana Docenta, muszę stwierdzić, że cechowało ją dosyć współcześniackie (według klasyfikacji profesora Wiercińskiego) podejście do prawdy obiektywnej i ogromny brak świadomości. Artykuł rozszedł się jednak po kościach i nie spowodował oczekiwanego przez inspiratorów efektu miażdżącego Józefa Kosseckiego. Wtedy to też postanowiono wyciągnąć o wiele większe działa informacyjne.

Jesienią tegoż roku zaplanowano w Warszawie w Galerii Porczyńskich konferencję  na temat nurtu narodowego w opozycji czasów PRL. Rzekomym celem tejże konferencji miało być uwypuklenie zaniedbanego dotąd w historiografii ruchu narodowego w PRL. Na pierwszy rzut oka mogło zapowiadać się ciekawie, gdyż historia narodowców w Polsce Ludowej jest znana w bardzo znikomym stopniu. Tym bardziej, że w zamierzeniu konferencji głównym bohaterem miała być niby organizacja Ligi Narodowo-Demokratycznej. Początkowo więc zapowiadało się ciekawie. Niemniej już po opublikowaniu całościowego programu konferencji wraz z prelegentami, tytułami referatów i ciężarem gatunkowym wystąpień nagle okazało się, że nie będzie to żadna konferencja naukowa, jak usilnie próbowano ją reklamować, lecz akcja propagandowa, na której miano informacyjnie uderzyć w osobę docenta Józefa Kosseckiego, oskarżając go o współpracę z SB. Żeby dodać pikanterii, w dodatku  specjalnym IPN do „Niezależnej Gazety Polskiej” opublikowano przedsmak artykułu Pawła Tomasika  zatytułowanego „Działalność TW „X”, „ Rybak” w świetle własnych doniesień”. Już tekst w gazecie, który miał być następnie odczytany i ewentualnie rozszerzony na konferencji, zawierał w swym przesłaniu dużą ilość dezinformacji symulacyjnych i informacji fałszywych. Przedstawiono w nim docenta Kosseckiego jako rzekomo najbardziej zasłużonego dla SB donosiciela, nie podając przy tym najmniejszych dowodów i co dyskwalifikuje autora jako badacza, nie kontaktując się z oskarżonym. Józef Kossecki postanowił więc wysłać maile do funkcjonariuszy IPN z prezesem Januszem Kurtyką na czele, a także do Wojciecha Muszyńskiego i autora Pawła Tomasika, w których ostrzegł, że wpuszczanie w obieg fałszywych dokumentów jest przestępstwem ściganym. Niektórzy, jak Kurtyka, przemilczeli list, natomiast inni starali się zrzucić odpowiedzialność na inny szczebel kierowniczy tej instytucji.

W tej sytuacji widząc, że akcja przybiera na sile, my jako uczniowie i seminarzyści postanowiliśmy wziąć w obronę swego Mistrza. Nie wolno nam było dopuścić w ciągu niecałych dwóch lat do zniszczenia kolejnego po arcybiskupie Wielgusie polskiego narodowca i patrioty, a przy tym wybitnego naukowca. Na wykładach przeanalizowaliśmy metody socjotechniki manipulacji, jakie półtora roku wcześniej zastosowano wobec arcybiskupa Stanisława Wielgusa, a także wobec biskupa Kaczmarka i Adama Doboszyńskiego z okresu stalinowskiego. Miały one ze sobą wiele cech wspólnych, zmieniono tylko kierunek strzałki na osi współrzędnych, jednak moduły czyli wartości bezwzględne pozostały dokładnie te same. Postanowiliśmy to wykorzystać. Koledzy z Kalisza przygotowali sporą ilość ulotek w formie krótkich tekstów, na których pokazano metody, jakimi posługuje się rzekomo antykomunistyczny IPN. Było na nich opisanie metod bolszewickiego aparatu represji, gdzie ukazywano swoich przeciwników jako „wrogów ludu”, co nierzadko kończyło się śmiercią lub w najlepszym wypadku łagrem. Dokładnie tak samo postępuje IPN. Przyklejając swoim przeciwnikom łatkę agenta służb PRL, traktuje ich w ten sam sposób, nie dając żadnego prawa do obrony i z góry orzekając o winie. Ale na ulotkach było jeszcze porównanie do hitlerowskiego Urzędu do Spraw Rasy czyli tzw. Rassenamtu, gdzie człowieka bez dowodów uznanego za Żyda,  bez prawa do obrony skazywano na obóz koncentracyjny a często i na śmierć.

 

Na sali konferencyjnej zrobiło się niemałe zamieszanie a wręcz oburzenie. Ulotki były rozdawane w sprawny sposób i co najważniejsze dotarły także do stołu organizatorów konferencji. To wzbudziło wśród nich z jednej strony strach i niepewność, a z drugiej wściekłość.

Kolejną metodą było przerywanie okrzykiem „kłamstwo” referującym, gdy usiłowali nazywać docenta Kosseckiego mianem agenta. To wprowadziło dodatkowy stres oraz strach wśród organizatorów i prelegentów. Do tego stopnia, że niektórzy po prostu zaczęli opuszczać konferencję, jak np. dr Jan Żaryn, lansowany przez reżim na polskiego narodowca i katolika. Warto przypomnieć, że Jan Żaryn na przełomie roku 2006/2007 miał swój haniebny udział w nagonce na arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Gdy dr Jan Żaryn otrzymał materiał, na którym Koledzy z Kalisza pokazali, że na osławionej liście Wildsteina nie ma Józefa Kosseckiego, za to jest jego brat  Szczepan, niegdyś redaktor tygodnika „Ekran”, zaczął się ze strachu trząść, wsiadł do samochodu i odjechał.

W przypadku Wojciecha  Muszyńskiego do wrodzonego jąkania dołożył się strach i  stres, czym uczynił swój referat kompletnie niezrozumiałym i komicznym. W pewnym momencie, jak przystało na turańskiego funkcjonariusza umysłowego, chciał uciszyć i – jak się nam zdawało – nawet uderzyć jednego z seminarzystów z Kalisza, gdy ten domagał się prawa zabrania głosu dla Kosseckiego (według Muszyńskiego skoro Józef Kossecki został uznany za agenta, to musiał milczeć), lecz wycofał się, gdy od kolejnego z seminarzystów docenta usłyszał, że na słynnej liście Wildsteina nie ma Józefa Kosseckiego, jest zaś niejaki … Wojciech Muszyński (przeraził się, że może być ofiarą złożoną na ołtarzu swojej urzędowej religii „teczkolatrycznej” i w wytworzonej przez własne środowisko stalinowskiej atmosferze szpiegomanii nie raczył się zastanowić, czy to na pewno o niego chodzi).

Ogromną rolę w tym wydarzeniu odegrał Kolega Andrzej Wronka. Wielokrotnie próbował zadać pytania, a gdy organizatorzy uznali, że są dla nich zbyt niebezpieczne i demaskują ich zakłamanie, nie pozwolili mu, więc postanowił w tłumie kilku  prelegentom zadać pytania, co następnie zrelacjonował. Na sam koniec konferencji pytał wołającym głosem : „Czego się boi IPN ?”.

Oprócz uderzenie bezpośrednio w osobę Kosseckiego, organizatorzy konferencji zastosowali dodatkowo socjotechnikę manipulacji, próbując rozbić jedność organizacji Ligi Narodowo-Demokratycznej. IPN, będąc tu obiektem sterującym, postanowił podzielić LND na dwie podgrupy: Tą lepszą, wybraną i kontrolowaną przez siebie, oraz tą gorszą, której dyskredytacja ma wzbudzać wzajemną nieufność i spowodować wewnętrzny rozpad. Pierwszą mieli stanowić Marian Barański, Przemysław Górny i Henryk Klata,  drugą zaś osoba docenta Józefa Kosseckiego. Warto pamiętać, że jeden z osobników tej pierwszej grupy został skazany w latach 70-tych za udział w bandzie kryminalnej, co nie przeszkodziło go odznaczyć wysokimi orderami państwowymi w III RP. Wszyscy wymienieni zaś mieli w latach 60-tych kontakty z trockistami, przede wszystkim z Jackiem Kuroniem, dlatego wyższe kierownictwo LND i sam Józef Kossecki wiedząc o tym nie przyjęło ich na członków Ligi, nie znali też treści przysięgi. Przedstawianie ich jako członków LND miało pokazać obraz tej organizacji jako podporządkowanej pozostałej części opozycji politycznej, aby służyła antypolskim celom. Do takiej roli Józef Kossecki nie pasował, dlatego postanowiono go zdyskredytować.

To się jednak nie udało, bo w kulminacyjnym momencie docent Józef Kossecki wszedł na salę stając naprzeciw zaskoczonych i wystraszonych organizatorów i widzów, chcąc wygłosić swoje oświadczenie. Nie zgodził się na to Wojciech Muszyński. Kosseckiego chciano wyrzucić z sali przy pomocy ochroniarzy, lecz ci się wystraszyli widząc pokaźne grono uczniów otaczających i tym samym ochraniających Docenta. Gdy docent Józef Kossecki zaczął krzyczeć, że „To są metody nazistowskiego Rassenamtu, a nazizm nie przejdzie!”, Muszyński postanowił przerażony  zakończyć konferencję. Po jej zakończeniu, przed gmachem, jeden z naszych Kolegów, Grzegorz Dorobek dogonił Pawła Tomasika i przyprowadził do naszej grupy przed oblicze docenta Kosseckiego. Tomasik już taki odważny jak wcześniej nie był, zaś Panu Docentowi powiedział, że zreferował tylko co miał, zaś nie rozstrzyga jaka była prawda.

Torpedując tę akcję IPN, pokazaliśmy, że nasi przeciwnicy  muszą się liczyć z oporem informacyjnym, a gdy trzeba także i energomaterialnym. „Niezależna Gazeta Polska” zamieściła  niedługo potem, 7 listopada 2008 oświadczenie docenta Kosseckiego, którego uniemożliwiono mu przedstawić na konferencji oraz sprostowanie Pawła Tomasika, a które wyglądało na formę wycofania się z zarzutów wobec Pana Docenta.  Okazało się, że wiele zdań z tekstu Tomasika, zwłaszcza pierwsze i ostatnie dwa pochodziły od redakcji „NGP ” a nie od Pawła Tomasika, do czego się przyznała i z czego następnie się wycofała. Wszystko to zostało następnie sfilmowane na stronie Andrzeja Wronki, który zresztą przeprowadził z docentem Kosseckim kilka dni później rzetelny wywiad, gdzie Józef Kossecki rzeczowo zanalizował i obalił wszystkie zarzuty wobec niego.

Storpedowanie konferencji IPN było dla naszego środowiska wydarzeniem niezwykle istotnym. To dzięki, jak określał Józef Kossecki bitwie pod „ipenecznem”, zaczął się poważny rozwój strony Andrzeja Wronki i jego blogu. Powstały liczne inicjatywy, takie jak blogi (TWX czy PMN), strony internetowe, lecz nade wszystko grupy seminaryjne, mające za cel kształcenie nowoczesnych kadr w celu powstania przyszłej, nowoczesnej, nacjokratycznej elity łacińskiej Polski. To tamtej październikowej soboty w warunkach walki narodziło się dzisiejsze środowisko Narodowej Akademii Informacyjnej.

Szacunek dla wszystkich Kolegów biorących udział w tej zwycięskiej potyczce oraz Część Pamięci Mistrza Józefa Kosseckiego!

Marcin Hagmajer

[Głosów:20    Średnia:4.3/5]
Facebook

2 thoughts on “Hagmajer: 10 rocznica zwycięskiej bitwy z IPN”

  1. Pisze Pan o wieloletnim agencie SB , mjr ORMO, wielbicielu Jędrzeja Giertycha – człowieka, który uważał, że dobrowolnie powinniśmy być poddanymi Moskwy – i człowieku który poparł stan wojenny jako o polskim patriocie. Widziałem go w telewizji po 13 XII 1981 gdzie przekonywał że stan wojenny jest słuszny. Ja nie będę dalej komentował.

    1. Niestety, prawda jest taka że w ówczesnych okolicznościach zależność od ZSRR nie miała alternatywy(bo jej jednostronne zrzucenie skończyłoby się rozjechaniem Polski przez radzieckie czołgi), a stan wojenny był reakcją chaotyczną na destabilizację państwa przez tzw. “opozycję demokratyczną”(a raczej naiwne masy, w dobrej wierze realizujące interesy panów Kuroniów, Michników i reszty potomków tzw. żydokomuny, odsuniętej po śmierci Stalina), ale na szczęście udaną. Stąd znacznie większy patriotyzm należy przypisać gen. Jaruzelskiemu i jego pomagierom w stanie wojennym niż przywódcom “opozycji”, pchającym ludzi pod milicyjne pały dla własnego egoistycznego interesu oraz może i zielonych papierków. Od krzyczenia “precz z komuną” nic się w Polsce dobrego nie stało. Od ciężkiej pracy ludzi, którzy wiedzieli że w obliczu radzieckich czołgów bez zgody KC KPZR ustrój się w Polsce nie zmieni, owszem. Ale najłatwiej dziś, po 40 prawie latach, zza wygodnego biurka, gdy nie ma radzieckich czołgów na granicy krzyczeć i odsądzać od czci i wiary ludzi którzy próbowali robić co się da dla Polski w ramach tego co wówczas było. Tak samo zresztą wygodnie jest oceniać postępowanie władz komunistycznych z dzisiejszą wiedzą, nie zauważając że członkowie KC to też byli ludzie i wbrew propagandzie nie byli oni na sztywnej smyczy z Moskwy, ale sami toczyli grę, mając wzburzony naród po jednej i grożących wariantem czechosłowackim radzieckich towarzyszy po drugiej stronie(a pensjonariusze domu starców na Kremlu byli do tego zdolni). A trzeba pamiętać, że po Czechosłowacji przejechano się pomimo tego, że zmiany wychodziły z Partii. U nas zmiany wychodziłyby z Solidarności, organizacji niezależnej od Partii co w głowach Breżniewów i innych Andropowów było zbrodnią nie do wyobrażenia. No ale najłatwiej żyć złudzeniami, że wszystko byłoby pięknie fajnie tylko zła komuna nie pozwoliła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *