Helmut Schmidt – od nazisty do socjalisty?

Był kanclerzem RFN w latach 1974 do 1982. Był poprzednikiem Helmuta Kohla, a przez krótki okres także ministrem spraw zagranicznych, ministrem obrony, ministrem finansów i ministrem gospodarki w socjaldemokratycznym rządzie Willy Brandta. Podczas wojny był żołnierzem i instruktorem wojskowym, pracował dla Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy. A po wojnie był przewodniczącym Niemieckiego Socjalistycznego Związku Studentów, samorządowcem, posłem do Bundestagu, ministrem – i w końcu kanclerzem. Pytanie o jego stosunek wobec narodowego socjalizmu budzi pytania po dzień dzisiejszy. 

            Helmut Schmidt nie był tylko – według własnych zapewnień – nazistą. Po wojnie podkreślał (jak czyniło to nota bene wielu nazistów z Wehrmachtu i SS), że był przede wszystkim żołnierzem wykonującym rozkazy. Swój stosunek do narodowego socjalizmu określał w następujący sposób: nie był wprawdzie członkiem ruchu oporu – ale nazistą też nie był. Twierdził, że już Noc Kryształowa w Berlinie w 1938 roku spowodowała, że zajął „jasne stanowisko negatywne” do nazizmu – ale nie do samego Hitlera. Swoją współpracę z reżimem III Rzeszy tłumaczył tym, że kierował się dobrem ogółu, a nie własnym… Widać więc wyraźnie, że relacje Schmidta z nazizmem były co najmniej dwuznaczne.

W przyszłym tygodniu na niemieckim rynku pojawi się nowa biografia byłego kanclerza autorstwa dziennikarki Sabine Pamperrien pod tytułem „Helmut Schmidt i cholerna wojna” (Helmut Schmidt und der Scheißkrieg). Pamperrien stawia w niej tezę, że były kanclerz wcale stał tak dalece na uboczu systemu władzy w III Rzeszy, jak podawał to po wojnie, upiększając – delikatnie rzecz ujmując – swój życiorys. Jednym z ważniejszych dowodów na tą tezę mają być akta Schmidta z roku 1942, w których znajduje się zapis oficera prowadzącego, że Schmidt „stoi na stanowisku narodowosocjalistycznego światopoglądu”.

W roku 1933, tuż po Machtergreifung (przejęciu władzy przez Hitlera), 14-letni Schmidt jako jeden z pierwszych w swojej szkole wstępuje do Hitlerjugend. Ironią losu (historii) jest fakt, że jego nauczycielka należała później akurat do Białej Róży (studenckiej organizacji antynazistowskiej). Erna Stahl powiedziała po wojnie, że młody Schmidt „stał po przeciwnej stronie”. Sam Schmidt tłumaczył, że nie był nazistą, lecz znajdował się „pod wpływem brunatnej władzy”. Swoje ideologiczne nastawienie wówczas określał jako „podzielone”.

Młody Schmidt należy do związku wioślarskiego, który w 1934 podporządkowany zostaje Marine-Hitlerjugend, hitlerowskiej młodzieżówce działającej przy marynarce wojennej. Dwa lata później Schmidt zostaje wyrzucony za niewybredne komentarze. Po ukończeniu szkoły w 1937 roku Schmidt wcielony zostaje do RAD – służby pracy Rzeszy, zmilitaryzowanych oddziałów pracy, pracujących na rzecz Wehrmachtu. Odbywa powszechną służbę wojskową w oddziałach artylerii przeciwlotniczej. Wojsko opuszcza jako podoficer rezerwy.

W maju 1940 roku służy jako Feldwebel (sierżant) w baterii przeciwlotniczej podczas nalotów na Bremę. Awansuje na stopień oficerski. Jako Leutnant (porucznik) rezerwy zostaje skierowany do Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy w Berlinie. Tam opracowuje instrukcje szkoleniowe i obsługi dział przeciwlotniczych. W latach 1941-42 walczy w oddziałach artylerii przeciwlotniczej na froncie wschodnim. Bierze udział w blokadzie Leningradu, walczył pod Moskwą. Odznaczony zostaje Żelaznym Krzyżem 2. klasy. Później powie, że widząc niemieckie klęski na froncie po objęciu naczelnego dowództwa przez Hitlera jego „osobiste zaufanie do Führera” uległo „załamaniu”.

Wraca z frontu, zostaje instruktorem na poligonie artyleryjskim, lecz szybko zostaje z powrotem wezwany do Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy w Berlinie. Jako instruktor i wykładowca z dziedziny artylerii przeciwlotniczej odbywa wyjazdy do okupowanych przez Niemcy terenów. Właśnie na ten okres Schmidt wyznaczył „swoje ostateczne zerwanie” z narodowym socjalizmem. Ale właśnie wtedy, w 1942 roku, jego przełożony zanotował w aktach: „stoi na stanowisku narodowosocjalistycznego światopoglądu”.

Zadziwiający jest kolejny epizod z życia Schmidta: w 1944 roku zasiada w rzędach publiczności podczas procesów uczestników zamachu na Hitlera z 20 lipca w Wilczym Szańcu. Pytanie, czy jako stojący na uboczu systemu i „neutralny” politycznie oficer mógł zostać zaproszony jako widz na procesy wydaje się jak najbardziej uzasadnione. W 1978 roku Godel Rosenberg, rzecznik chadeckiej bawarskiej CDU zarzucał Schmidtowi, że publikę procesów stanowili tylko żołnierze „uchodzący za godnych zaufania i przekonanych nazistów”. Schmidt bronił się twierdząc, że chciano go w ten sposób zastraszyć. Faktycznie już po pierwszym dniu procesu Schmidt wyprasza zwolnienie go z obowiązku obecności – co wprawdzie wydaje się świadczyć na jego korzyść, jednak fakt uzyskania zwolnienia stoi w sprzeczności z tezą, że w ten sposób próbowano go zastraszyć.

W grudniu 1944 jako Oberleutnant (starszy porucznik) Schmidt dowodzi baterią przeciwlotniczą na froncie zachodnim. Już pięć miesięcy później trafia do brytyjskiej niewoli. W styczniu 1945, stacjonując na krótko nad Bałtykiem, miał Schmidt głośno wyrazić swe niezadowolenie z marszałka Rzeszy Hermanna Göringa i cały reżim narodowosocjalistyczny, za co miał stanąć przed sadem wojennym – ale do procesu nie doszło po interwencji w jego obronie dwóch przełożonych generałów. Podczas krótkiej brytyjskiej niewoli Schmidt musi wysłuchać wykładu pod  tytułem „Uwiedziony naród” – co miało go, według własnych zeznań, pozbawić „ostatnich złudzeń” na temat narodowego socjalizmu.

Po wojnie Schmidt studiuje, zostaje samorządowcem i socjalistą. Awansuje w partyjnej hierarchii, by po niespełna 30 latach od zakończenia wojny zostać kanclerzem RFN. Warty odnotowania jest jednak jeszcze jeden szczegół: po utworzeniu Bundeswehry, w 1958 roku Schmidt wraca do armii, znów awansuje do rangi Hauptmanna (kapitana) rezerwy. Właśnie wtedy zostaje odwołany – pod zarzutem bycia „militarystą” – z władz frakcji parlamentarnej socjaldemokratycznej SPD.

Czy Helmut Schmidt – który nadal jest aktywny zawodowo jako dziennikarz i współwydawca renomowanego tygodnika „Die Zeit”, i jako były kanclerz cieszy się w Niemczech bardzo dużym autorytetem – był nazistą? Być może nie był fanatycznym zwolennikiem reżimu Adolfa Hitlera. Ale – sądząc po jego biografii – na pewno nie był też biernym obserwatorem, stojącym na uboczu, z dala od  struktur władzy III Rzeszy. Na pewno jest za to doskonałym przykładem, jak dawni naziści czy oficerowie sił zbrojnych III Rzeszy doskonale radzili sobie w powojennej, demokratycznej RFN. Jak przenikali do nowych struktur władzy, jak wręcz zupełnie zajmowali niektóre jej szczeble (tworząc przykładowo sprawny niemiecki wywiad wojskowy), jak zajmowali wysokie funkcje w nowych partiach  politycznych – nie ważne, czy po prawej, czy po lewej stronie.  

Michał Soska

/ame/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *