Hieronim hr. Tarnowski: Republikanizm a konserwatyzm [1924]

„Gazeta Warszawska” w sprawozdaniu swoim z Biuletynu S[tronnictwa] Z[achowawczego]  za marzec – kwiecień wyraziła jak gdyby zdziwienie, że „nie uznaję konserwatystów – republikanów”. Zdania tak poważnego pisma nie chciałbym zostawić bez odpowiedzi, więc pragnę, choć bardzo pobieżnie, wyjaśnić, dlaczego w moim przekonaniu konserwatyzm i republikanizm są to pojęcia wykluczające się wzajem.

Konserwatyzm dąży do wyeliminowania z życia społeczeństw wszystkiego, co może wywołać rozstrój – a więc przede wszystkim do łagodzenia waśni i unikania konfliktów społecznych. Republikanizm całe życie państwowe uzależnia od wyborcy. Ci więc, którzy na losy Państwa wpływ wywierać pragną, muszą się starać o względy wyborców – wiadomo zaś, że te względy, zwłaszcza o ile chodzi o psychologię mas, nie pozyskują się spokojnymi, realnymi i chłodnymi argumentami rozumowymi, lecz wprost przeciwnie. I dochodzi nieraz do tego absurdu, że politycy nawet potępiający demagogię i pragnący normalnego, na spokojnej ewolucji opartego rozwoju Państwa, chcąc utrzymać się przy władzy czy przy mandacie, posługują się hasłami i metodami demagogicznymi. Ich działalność jako mężów stanu może być nawet przeciwna demagogii – ale ich taktyka na zewnątrz jest demagogiczna. Ogół zaś społeczeństwa mało wie o ich działalności politycznej, słyszy zaś i czyta ich słowa, padające z trybuny. A ten posiew zostaje i wydaje owoce – owoce, które częstokroć przerastają ponad głowę mimowolnemu siewcy. Przykładem na to jest sprawa reformy rolnej, której hasło rzuciła wszak N[arodowa] D[emokracja] – partia przecież praworządna i uważająca się za prawicową.

A jeżeli weźmiemy pod uwagę, że stronnictwa przewrotowe celowo i rozmyślnie używać będą środków demagogicznych i licytować się z tymi przykładowymi „demagogami malgré eux” – to musimy dojść do przekonania, że ustrój republikański musi doprowadzać do coraz większego zaostrzania się stosunków społecznych z tak samo nieubłaganą koniecznością, z jaką ogień palony pod kotłem musi prędzej czy później, zależnie od swej intensywności, doprowadzić tę wodę do wrzenia.

Po wtóre: tym, co stanowi istotę polityki konserwatywnej, jest ciągłość w celach i działaniu, ciągłość w życiu i rozwoju Państwa. Przy systemie parlamentarnym, gdzie gabinety zmieniają się zależnie od nastrojów panujących w ciałach prawodawczych, jedynym czynnikiem, który może utrzymać ciągłość celów i konsekwencję działania, który może Państwu zapewnić politykę zakreśloną na dalszą metę, jest Głowa Państwa. Jakże zaś może Ona tę niesłychanie ważną rolę odegrać, jeżeli jest wybieraną na kilka lat, a może – w dodatku zupełnie nie przygotowaną do tej roli? Nikt nie wymaga np. od profesora matematyki, by dziś przestał wykładać, a jutro otworzył kancelarię adwokacką, i każdy uważałby to za absurd. A jednak taki sam absurd jest podstawą ustroju republikańskiego.

Można tu podnieść obiekcję, że wybrany Prezydent może być bez porównania zdolniejszym, niż dziedziczny monarcha. Zapewne. Pozwolę sobie jednak przytoczyć pewien fakt z historii przemysłu angielskiego. Przemysł ten był na wysokim stopniu rozwoju przed zaprowadzeniem kolei żelaznych i zdarzały się częste wypadki, że po zaprowadzeniu ich fabryki były odległe od linii kolejowych. Fabryki te nie przenosiły się jednak w pobliże kolei, lecz wolały ponosić koszta transportu albo też budowy linii specjalnych. A dlaczego? Bo w swojej dotychczasowej siedzibie miały robotników od generacji wyszkolonych w danej gałęzi przemysłu. Jeżeli tedy przemysłowcy angielscy, którzy nie poezją ani pietyzmem, ale ścisłym rachunkiem się kierując, tak wielką wagę przykładali do dziedziczenia pewnych robotniczych uzdolnień – to z jakiej racji odrzucać ważność dziedziczenia sztuki rządzenia krajem?

Gdyby na następcę każdego Prezydenta (podobnie jak to się ma z następcami Dalaj-Lamów) był wyszukiwany najwybitniejszy zdolnościami oraz charakterem młodzieniec i kształcony specjalnie dla odgrywania roli dożywotniego Prezydenta – to na tę koncepcję każdy konserwatysta mógłby się zgodzić. Ale system Prezydentów obieranych i mogących nie mieć żadnego przygotowania do objęcia naczelnego stanowiska w Państwie jest przeciwny pojęciom ciągłości i tradycji, które to pojęcia stanowią integralną i niezbędną część doktryny konserwatywnej.

Wreszcie – last [but] not least – czym jest Głowa Państwa? Jest personifikacją Ojczyzny, jest tym dla obywatela, czym sztandar dla żołnierza. Im zaś od dawniejszych czasów sztandar wiódł pułk w bój, w im liczniejszych dniach chwały nad nim powiewał, tym głębszą budzi cześć i tym gorętszą miłość. Zapewne jest to imponderabile, ale imponderabilia grają w polityce rolę czasem nawet przemożną.

I dlatego śmiem twierdzić, że ten kto uważa się za konserwatystę i republikanina zarazem, dla tego słowa te są pustymi dźwiękami, których treści i znaczenia nie pojmuje. Powtarzam zaś, że kto szczerze i ze świadomością tego, co mówi, powie: „jestem konserwatystą”, ten w konsekwencji musi także powiedzieć: „jestem monarchistą”.

Hieronim Tarnowski

za: http://myslkonserwatywna.pl/hieronim-hr-tarnowski-republikanizm-a-konserwatyzm/

 

 


[1] Tekst opublikowany w: „Biuletyn Stronnictwa Zachowawczego” nr 5-6 (1924), s. 20 – 21.

[Głosów:6    Średnia:4.3/5]
Facebook

1 thought on “Hieronim hr. Tarnowski: Republikanizm a konserwatyzm [1924]”

  1. Temat jest ciekawy i warty refleksji. Myślę, że co do wyższości monarchizmu nad republikanizmem w środowisku prawdziwej prawicy nie powinno być żadnych sporów. Trzeba się jednak zastanowić, jaki konkretnie rodzaj ustroju jest najlepszy w monarchii i jaki zakres kompetencji zapewnić należałoby monarsze, aby miał możliwość wywierania wpływu na bieżące sprawy państwowe. Wg. mnie najważniejszą jego funkcją jest ta reprezentacyjna oraz stanowiąca chodzący autorytet państwa, pewną stałą kolumnę jego bytu. Należy się zastanowić, czy warto dążyć do ocieplenia wizerunku monarchii parlamentarnych, np. brytyjskiej, obecnie funkcjonujących w Europie, czy też koncentrować się nad wspieraniem idei monarchii konstytucyjnej, najlepiej na podstawie Konstytucji 3 Maja, bądź co bądź jakiegoś punktu odniesienia dla rozważań o problemie monarchizmu w Polsce. Określenie punktu do którego należy dążyć może stanowić przyczynek dla dalszych rozważań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *