Islamismus ante portas

Upadek Cesarstwa Rzymskiego, symbolicznie datowany na rok 476 n.e., miał wiele przyczyn. Wśród nich: primo – biurokrację, korupcję, zanik kultury politycznej i wykruszanie się elit; secundo – zanik siły i witalności, przejawiający się zaprzestaniem wojen ofensywnych, ekspansji i podboju nowych terytoriów na rzecz obrony dotychczasowego stanu posiadania; tertio – zbytnią rozciągłość granic i niemożliwość ich skutecznej obrony, a przez to: napływ ludów zewnętrznych (wędrówki ludów, najazdy), nowych kultur i religii (chrześcijaństwa), oraz chorób (zarazy powodujące regres demograficzny, spadek dzietności). Porównując te czynniki do obrazu dzisiejszej Unii Europejskiej, trudno nie dostrzec rażących podobieństw.

Pomińmy chwilowo „oczywistą oczywistość”, jaką jest przerost unio-biurokracji, alienacja elit politycznych i zanik kultury politycznej w wielu państwach starej, i w większym stopniu nowej UE. Pomińmy także oczywistą słabość militarną większości krajów członkowskich i niezdolność UE do skutecznej ochrony własnych, zbytnio porozciąganych (zwłaszcza na wschód i południowy wschód) granic. Nie mówmy też na razie o katastrofie demograficznej, starzeniu społeczeństw i tak niskim przyroście naturalnym, że nie zapewnia on nawet prostej zastępowalności pokoleń.

Skupmy się za to na temacie ostatnio bardzo medialnym, a mianowicie na rzekomej konieczności przyjmowania do Unii Europejskiej coraz liczniejszych uciekinierów z krajów Afryki i Azji, oraz – czego domagają się zwłaszcza Niemcy, Włochy, Francja i Szwecja (a więc kraje, do których łącznie trafia ponad połowa wszystkich imigrantów) – rzekomej konieczności ich „sprawiedliwego” (z punktu widzenia Berlina i Paryża) rozmieszczenia we wszystkich krajach członkowskich. Od jakiegoś już czasu nie ma praktycznie tygodnia, w którym nie dowiadywalibyśmy się z mediów o kolejnych tragediach na Morzu Śródziemnym, a katastrofach statków z tysiącem czy półtora tysiąca uciekinierów z Afryki na pokładzie, o setkach ofiar, albo o setkach uratowanych, którzy docierają na stary kontynent. Słyszymy o „niewiarygodnej tragedii” ludzi, zmuszonych do ucieczki przed wojną, chaosem, biedą i głodem, prześladowaniami, a także islamskim terroryzmem.

Krzywda, wojny i faktyczne prześladowania to jedno. Natomiast próby narzucania wszystkim krajom – nawet takim, w których chyba żaden uchodźca dobrowolnie by nie zamieszkał, jak Polska – obowiązkowych kwot imigrantów, to drugie. Zacznijmy od faktu, że podczas, gdy chrześcijanie ginęli z rąk islamskich fanatyków w Libii, Egipcie, Iraku, Syrii, Somalii, czy Nigerii, świat zachodni może i nie milczał, ale także nie kwapił się do udzielania pomocy i schronienia prześladowanym. Natomiast próby ucieczki kolejnych tysięcy nielegalnych imigrantów przez Morze Śródziemne z niewiadomych przyczyn spowodował, że europejscy politycy zaczęli traktować ich przyjmowanie jako rzecz oczywistą i naturalną. Bez ani jednego słowa wytłumaczenia, dlaczego przyjmowanie nielegalnych imigrantów bez względu na ich przynależność państwową, cywilizacyjną, religijną i językową, bez gruntownego sprawdzenia, czy mamy do czynienia z osobami faktycznie prześladowanymi i cierpiącymi, czy też z potencjalnymi islamskimi fundamentalistami i terrorystami – ma być sprawą oczywistą i wynikającą z jakiegoś moralnego obowiązku.

Od początku lat 90-tych liczba legalnych imigrantów w Europie systematycznie (i drastycznie) wzrasta. Tylko do samych Niemiec w roku 2014 przybyło 200 tysięcy nowych imigrantów; na rok 2015 prognozuje się obecnie liczbę dwukrotnie większą (400 tysięcy), przy czym prognozy te co kilka miesięcy są zmieniane (w styczniu prognozowano przyjęcie o 100 tysięcy uchodźców mniej). Niemcy faktycznie, obok Francji, mają największy problem z nielegalną afrykańską imigracją. Nawet, jeśli uchodźcy przybywają do wybrzeży Włoch i Francji, bardzo często ich krajem docelowym są właśnie Niemcy. Wola Berlina, by część problemu przerzucić na barki innych członków UE, jest więc naturalna i zrozumiała – natomiast wiernopoddańcze godzenie się na niekorzystne dla nas rozwiązania już zdecydowanie naturalne i zrozumiałe nie jest.

Komisja Europejska proponuje, by wszystkie kraje członkowskie obowiązywały kwoty uchodźców, których musiałyby one przyjąć (niezależnie od tego oczywiście, do którego kraju ci uchodźcy najpierw by przybyli). I nie mają one dotyczyć nawet tylko tych uchodźców/imigrantów, którzy sami w jakiś sposób do Europy dotrą, lecz około 20 tysięcy osób, przebywających obecnie w obozach dla uchodźców! Czyli: Unia Europejska, sama i na własne życzenie, zamierza ściągnąć na stary kontynent kolejne 20 tysięcy imigrantów z Afryki. A obowiązkowe kwoty mają zależeć między innymi od wielkości powierzchni państwa (poza tym od ludności, siły gospodarczej, stopy bezrobocia). Oznacza to więc, że Polska musiałaby uchodźców przyjmować w skali europejskiej stosunkowo niewiele, ale w stosunku do dotychczasowych – czyli dobrowolnych – imigrantów zdecydowanie dużo więcej. Póki co mówi się o tysiącu nowych imigrantów z afrykańskich obozów uchodźców oraz dodatkowo 6% tych imigrantów, którzy już przybyli do południowych wybrzeży Europy.

Są kraje, które o takim dyktacie Brukseli/Berlina nie chcą nawet słyszeć – jak Wielka Brytania, Węgry czy Czechy. Premier Viktor Orban pomysł KE nazwał szaleństwem, i powiedział, że jego kraj ma pozostać węgierski, i nie potrzebuje dodatkowych imigrantów z Afryki. Są jednak kraje takie, które – choć od dawna głosiły, że są za dobrowolnością przyjmowania uchodźców – teraz powoli podporządkowują się woli Berlina. Jak przykładowo Polska. Politycy PO i eurodeputowani partii rządzącej w kraju zaczęli już przebąkiwać o „europejskiej solidarności”, konieczności pomocy „biednym państwom Europy Zachodniej”, które nie radzą sobie z rozmiarami imigracji itd. Innego zdania, przynajmniej werbalnie, jest kandydat PiS na prezydenta, Andrzej Duda, który podkreślił, że Polska z trudem radziła sobie z przyjęciem 200 polskich uchodźców z Donbasu, trudno więc mówić o tysiącach imigrantów z Afryki. Także PSL wyraża sprzeciw wobec obowiązkowych kontyngentów imigrantów.

Chwiejna jednak i mało zdecydowana reakcja władz Polski oraz sprzeciw Węgier, Czech i krajów bałtyckich wzbudziły wściekłość w Niemczech. Niektóre media pisały dosłownie o polskiej nikczemności i dwulicowości, twierdząc, że Polska tyle na przystąpieniu do UE skorzystała i tyle UE (w domyśle – Niemcom) zawdzięcza, a teraz nie wykazuje odpowiedniej dobrej woli, by spełnić życzenia Berlina. Antypolska (przede wszystkim antypolska, dużo mniej uwagi poświęca się bowiem w Niemczech sprzeciwowi Londynu i Bukaresztu) kampania medialna u naszych zachodnich sąsiadów polega na notorycznym powtarzaniu, że Polska jest jednym z większych krajów UE, że ma tak duże terytorium i stosunkowo dużą liczbę ludności – a więc, że może poradzić sobie z przyjęciem imigrantów. Oczywiście o polskich realiach – o wynagrodzeniach, poziomie życia, masowej emigracji zarobkowej, zacofaniu cywilizacyjnym, regresie społecznym i gospodarczym – nie pada ani słowo.

UE próbuje teraz rozwiązywać problemy, spowodowane… polityką imigracyjną UE. Kraje Europy Zachodniej nie radzą sobie z milionami afrykańskich, islamskich imigrantów, którzy nie zamierzają się asymilować, przyjmować miejscowej kultury, akceptować cywilizacyjnych fundamentów, ładu prawnego i moralnego. Ba! Którzy często nie zamierzają się nawet porządnie nauczyć języka, korzystać z darmowej edukacji, i poszukać sobie uczciwej pracy – co umożliwiłoby im normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Zachód UE ma problem z imigracją, na którą sam zezwolił, otwierając swe granice. I chce jej ciężar przerzucić na wschód, który ma własne, choć zupełnie inne problemy. A mianowicie słabość gospodarczą, biedę, bezrobocie. Jeżeli z Polski dobrowolnie po przystąpieniu do UE uciekło na Zachód około 2,5 miliona ludzi – co było największą falą emigracyjną w dziejach Polski – to świadczy to o tym, że w kraju nie ma warunków na normalne życie, na znalezienie pracy, zakładanie rodzin, wychowywanie dzieci. Przymusowe przysyłanie uchodźców z Afryki w takich realiach – podobnie jak dalsze przyjmowanie imigrantów z Afryki do Francji czy Niemiec – jest po prostu szaleństwem. Nie możemy zamykać oczu na krzywdę i przemoc w Afryce i Azji. Ale nie możemy też mówić, że rozwiązaniem sytuacji jest uczynienie z Europy jednego wielkiego obozu dla uchodźców – wśród których nie będzie brakowało osób sfrustrowanych i zdesperowanych, potencjalnych islamskich fundamentalistów i terrorystów.

Michał Soska

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Islamismus ante portas”

  1. Jedną z istotnych przyczyn upadku Imperium Rzymskiego był też, paradoksalnie, sukces rzymskiej cywilizacji i antycznej kultury w świecie pogańskim, gł. dotyczy to Galii : peryferia mogły sobie nieźle radzić bez Centrali, natomiast Centrala niespecjalnie sobie radziła bez płynących z peryferiów podatków. Kolejna rzecz, to walki frtakcyjne w Rzymie. To przecież walki frakcyjne spowodowały, że Germanie uzyskali dostęp do floty, rzymskiej floty (!), dzięki czemu wylądowali w pn. Afryce, co w krótkim czasie zaszkodziło płynności dostaw egipskiego zboża do Italii.

  2. Co do uchodźców: może niech pzryjmują ich gł. Watykan i Izrael? Ten pierwszy jest miłosierny, a ten drugi podobno nie jest rasistowski i ksenofobiczny, więc w czym problem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *