Jedyną szansą dla UE jest współpraca z Rosją i światem islamu

Gdy powstała Eurazjatycka Wspólnota Gospodarcza – prezydent Nazarbajew ostrzegł przed popełnieniem błędów, które doprowadziły do obecnego kryzysu Unii Europejskiej, czy Pana zdaniem istnieje niebezpieczeństwo, by nowy projekt polityczno-ekonomiczny nie odpowiedział na zapotrzebowanie przyszłości?

 
Oczywiście, że niebezpieczeństwo istnieje. Ale zwracam uwagę, że polityczna część porozumienia nie została włączona do aktu ustanawiającego EaWG – i słusznie. O ile bowiem regionalna integracja gospodarcza wydaje się krokiem oczywistym w obecnej sytuacji międzynarodowej (zwłaszcza w obliczu upadku globalnego systemu dolarowego), o tyle odpowiedź na pytanie czy i jak zbudować unię polityczną – bynajmniej nie jest prosta. Myślę więc, że kwestia ta będzie jeszcze musiała wrócić – wraz z narastaniem obecnego, coraz bardziej dramatycznego kryzysu.

W Polsce i w pracach analityków zachodnich często pomija się, albo bagatelizuje rolę Kazachstanu w integracji eurazjatyckiej. Z kolei strona białoruska krytykuje postawę Astany, zarzucając, że sprowadza ЕАЭС do relacji ekonomicznych, z pominięciem budowy nowej świadomości geopolitycznej. Czy możliwe jest znalezienie złotego środka między tymi stanowiskami?

Czeka nas jeszcze wiele pracy. Kazachstan odgrywa bardzo ważną rolę w integracji – ale nie chce podejmować nadmiernego ryzyka i trudno nie przyznać jego władzom racji. Z kolei Białoruś ma interesujące i nadające się do wykorzystania doświadczenia wynikające z funkcjonowania Związku Rosji i Białorusi. Inaczej jednak przedstawia się sytuacja państw, które mogłyby aspirować do członkostwa we Wspólnocie, a nie były nigdy częścią ZSSR. Ich pełna integracja z gospodarką obecnych krajów EaWG mogłaby nastręczyć pewne problemy. Z pewnością mamy do czynienia z wydarzeniami dynamicznymi, które należy bacznie obserwować.

A w jakiej perspektywie uważa Pan za możliwe włączenie Armenii, Kirgistanu, a ewentualnie także innych państw do organizmu eurazjatyckiego?

Po pierwsze – powinno to być rozstrzygane w kategoriach efektywności ekonomicznej. Problem polega na tym, że pogłębiona integracja gospodarcza prowadzi nieuchronnie do integracji politycznej. A jak powtórzę – metod i celów realizacji tej ostatniej nie jesteśmy pewni. Z gospodarką sprawa jest jasna – integracja to zjawisko obiektywnie i tak zachodzące. Ale co dalej… Dalej trzeba analizować i nie spieszyć się.

W swych analizach odnotował Pan fakt, że Polska była jednym z nielicznych krajów UE, które ustrzegły się recesji – jaką jednak widzi Pan dalszą perspektywę dla polskiej ekonomii wobec kryzysu strefy euro?

Główny problem Polski to fakt, że jest „mniejszościowym” krajem Unii Europejskiej, odbieranym przez pozostałe jako posiadający „zbyt przyjazne” stosunki ze Stanami Zjednoczonymi (jak o tym charakterystycznie mówił Sikorski w swej słynnej nagranej rozmowie). Oznacza to, że w sytuacji gdy w Europie Zachodniej umacnia się przekonanie, że USA chcą uratować swoją gospodarkę kosztem UE (przez umowę o strefie wolnego handlu) – pogorszy się również stosunek zwłaszcza „starej Unii” do Polski. Ponadto negatywnie oddziaływać będzie sam pogłębiający się kryzys, w tym np. działania Niemiec, próbując uratować swoją gospodarkę zabierając ile się da tym państwom unijnym, którym coś wartościowego jeszcze zostało – czyli przede wszystkim Polsce. Jak to potem pewnie powiedzą „nic osobistego, tylko biznes”. Teoretycznie Polska może próbować ratować się przeorientowując swoją gospodarkę na kierunek wschodni – faktycznie bowiem z czysto ekonomicznego punktu widzenia współpraca, czy nawet włączenie do Unii Celnej (czy teraz, bardziej dokładnie, już EaWG) jest dla niej bardziej opłacalne. Ale tu wchodzą w grę czynniki polityczne – nawet mówienie o takim ruchu jest wręcz niemożliwe w polskich realiach. Zastanawiałem się jednak jak mogłoby wyglądać takie porozumienie – np. w przypadku zupełnego upadku Ukrainy Polska mogłaby otrzymać Galicję w zamian za przystąpienie do EaWG. Są to jednak wciąż tylko spekulacje. Oczywiście jednak patrząc na przebieg obecnego kryzysu – wszystko jeszcze może się zdarzyć…

Dostrzega Pan w dłuższej perspektywie koniec hegemonii dolara w światowej ekonomii, jednak poza juanem ani rubel, ani euro czy rupia nie wydają się w obecnej sytuacji w stanie w pełni zapełnić powstałą lukę. Czy mimo to uważa Pan fragmentację światowej gospodarki za realną?
 
Tutaj należy przede wszystkim zrozumieć, że ani juan, ani rupia czy euro nie mogą zastąpić dolara – bo źródłem jego potęgi pozostaje to, że w nim właśnie wyrażana jest większa część zagregowanego popytu (głównie w USA). Kiedy jednak ten popyt (obecnie obsługiwany przez emisję dolara) ostatecznie spadnie – próżnię wypełnią waluty regionalne. Najpierw więc nastąpi załamanie rynków finansowych, a dopiero potem – fragmentacja systemu finansowego.

Sytuacja na Ukrainie i w Noworosji może być uznana za element pełzającej, ale już trwającej Trzeciej Wojny Światowej. Władze rosyjskie bywają jednak krytykowane za zbyt słabe poparcie udzielane republikom ludowym. Co Pana zdanie powoduje aż taką ostrożność Rosji?

Jest to złożona kwestia. Nie widzę jednak powodów do pośpiechu – do III wojny światowej jeszcze daleko. Na razie mamy do czynienia jedynie z próbą narzucenia Rosji przez USA własnych reguł gry. Rosja rzecz jasna nie może się wycofać – jeśli nastąpi rozgromienie republik południowo-wschodnich, kolejnym krokiem może być próba doprowadzenia do wybuchu rewolucyjnego w Rosji. I przeciwnie – ich zwycięstwo i przetrwanie uczyni Putina dość silnym, by przetrwać kryzys gospodarczy. Rosja jednak w żaden sposób nie może działać zbyt radykalnie – ze względu na relacja ze Stanami Zjednoczonymi i UE. Zwłaszcza Unia musi w końcu zrozumieć, że zarówno przez USA, jak i Chiny została już spisana na straty i podzielona tak, by przejąć jej rynki. .Jedyną szansą dla UE – jest przyjaźń z Rosją i światem islamskim. Ale własną rozgrywkę prowadzi już Waszyngton – próbują podzielić Europę i Rosję na tle kryzysu ukraińskiego, zaś świat islamski odstraszyć treściami nie do przyjęcia (wystarczy spojrzeć na zwycięzcę Eurowizji i treści jego piosenek). I los Polski i Ukrainy będzie się rozstrzygać jako funkcja stosunków UE-USA.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Konrad Rękas

Polecamy też stronę: http://www.neocon.su/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Jedyną szansą dla UE jest współpraca z Rosją i światem islamu”

  1. “…Zwłaszcza Unia musi w końcu zrozumieć, że zarówno przez USA, jak i Chiny została już spisana na straty i podzielona tak, by przejąć jej rynki. .Jedyną szansą dla UE – jest przyjaźń z Rosją i światem islamskim. Ale własną rozgrywkę prowadzi już Waszyngton – próbują podzielić Europę i Rosję na tle kryzysu ukraińskiego, zaś świat islamski odstraszyć treściami nie do przyjęcia (wystarczy spojrzeć na zwycięzcę Eurowizji i treści jego piosenek). …” – moim zdaniem bardzo celne opinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *