Karyj: Co kryje się za nacjonalistycznym szaleństwem Rumunii? (Wielka Rumunia w planach USA i rumuńskich nacjonalistów)

Coś łączy Rumunię i Polskę. Polityczne przywództwa obu państw są opętane romantycznymi ideami z przeszłości: w Polsce to mit „Rzeczypospolitej Trojga Narodów”, w Rumunii zaś wizja „Wielkiej Rumunii”. Tak jak na Ukrainie podczas Euromajdanu inspirację wydarzeń dostrzegano we władzach RP, tak obecnie w Mołdawii prowokatorem zamętu stali politycy rumuńscy. Od maja 2015 roku Mołdawię ogarnia dżuma rewolucji kolorowej. Do czego ta epidemia doprowadzi? Jakie skutki przyniosą agresywne plany Rumunii?

Szczególne interesy USA a „Wielka Rumunia”

Trochę historii. Popularna wśród rumuńskich nacjonalistów koncepcja Wielkiej Rumunii jest bardzo podobna do koncepcji „Rzeczypospolitej Trojga Narodów”  u Polaków. Implikuje ona pretensje terytorialne ukierunkowane na ziemie  należące do Rumunii w okresie jej maksymalnego terytorialnego zasięgu –  po roku 1918 i do 1940 r. W skład jednego państwa wchodziły wówczas nie tylko Mołdawia, ale i część Węgier, Serbii, Bukowina i Besarabia. Na anektowanych terenach Rumuni zlikwidowali np. wszelkie przejawy lokalnych, bezpośrednio przejmując całą kontrolę.

Jak wszyscy nacjonaliści z natury, Rumuni dokładają wszelkich starań,  aby wyprowadzić swoją historię niemal od upadku Rzymskiego imperium, chociaż w rzeczywistości geneza Rumunii sięga co najwyżej drugiej połowy XIX wieku. Wypędzona przez Osmanów ludność wiary prawosławnej przyszła na wolne od najeźdźców ziemie nazywając  siebie dawnym obyczajem rzymskimi obywatelami (jak nazywali siebie wszyscy Bizantyńczycy). To była swego rodzaju chrześcijańska rezerwacja. Ich sąsiadami były węgierskie, wołoskie i mołdawskie księstwa z którymi nawiązano poprawne stosunki. 

W wyniku wojny krymskiej na tym obszarze od roku 1881 zostało proklamowane królestwo, lecz Rumunia od razu znalazła się pod wpływem czy prawie pod bezpośrednim kierownictwem wielkich europejskich mocarstw. Elita rumuńska sprzedając swoje polityczne względy szybko się nauczyła  wyciągać z tego własne korzyści.

Z takimi politycznymi tradycjami Rumunia weszła w XX, a następnie i XXI wiek. Dla przykładu – wejście Rumunii do Unii Europejskiej było uwarunkowane wyłącznie czynnikami natury politycznej. W Unii Rumunia ma reputację najbardziej skorumpowanego państwa. Ale gdyż jej władze karnie przyjmują postawę  antyrosyjską – od razu wszystko jest w porządku.

Od niedawna Rumunia znajduje się w sferze szczególnych interesów USA. Wykorzystując rumuński nacjonalizm amerykańskie jastrzębie wojny starają się użyć go jako konia trojańskiego tak przeciwko Rosji, jak i przeciwko UE, a szczególnie przeciwko Niemcom oraz Francji.

Mówiąc kolokwialnie, politycy rumuńscy skumali, że projekty USA mogą przynieść im niemałe korzyści. Terytorium Mołdawii Ameryka chce wykorzystać dla utworzenia baz wojskowych przeciw Rosji i wzięcia pod kontrolę ujście Dunaju. Dzisiaj ujście drugiej pod względem  wielkości rzeki w Europie staje się nie tylko wojskową i strategiczną przeciwwagą dla rosyjskiego Krymu, ale i wrotami żeglugi na trasie przebiegającej przez całą Europę z północy na południe. Dla realizacji tego projektu politycy rumuńscy brali, biorą i będą brali pieniądze na które Rumunia buduje w Mołdawii przedszkola i naprawia drogi.

Corocznie 5 tysięcy mołdawskich obywateli przyjeżdża  do Rumunii na bezpłatne studia, na których są uczeni, że Mołdawia jest nieodłączną częścią Rumunii, zaś Rosja to  odwieczny ciemiężyciel i zguba Rumunów, że „niedźwiedź z północy” stworzył sztuczny naród mołdawski i tym podobne. Spośród  3.5 miliona mołdawskich obywateli około 500 tysięcy otrzymało rumuńskie paszporty. W 1991 roku Rumunia jako pierwsza uznała niepodległą Mołdawię, ale – co charakterystyczne –  do dziś nie kwapi się do podpisania umowy granicznej z sąsiadem. Czołowi polityczni przywódcy Rumunii otwarcie głoszą ideę przyłączenia Mołdawii, przeciw czemu MSZ Mołdawii nb. ani razu nie zaprotestowało.

Polityka i finanse USA pozwolą rumuńskim nacjonalistom rozszerzać granice Rumunii aż po Dunaj, zagarniając Mołdawię, następnie sięgając po Odessę i Czerkasy, których osłabiona Ukraina nie będzie w stanie obronić. A dalej można będzie przystąpić do okrojenia granic Serbii i Węgier, byle tylko protektor z Waszyngtonu wyraził na to zgodę.

Mołdawia jako czarna dziura

Mołdawia jest wzorowym przykładem kraju osłabionego i  wykrwawionego przez wojnę domową i rządy oligarchów. Większość zdolnej do pracy ludności – zwłaszcza mieszkańców wsi – zimą jedzie po pracę za granicę. Panuje powszechne rozczarowanie do dowolnej ideologii. Mimo narastającego upadku gospodarczego najbardziej rozwiniętą sferą jest bankowość, kwitnąca na wzór cypryjski i szwajcarski. Przez mołdawskie banki do zagranicznych offshorów płynie większa część brudnych pieniędzy z całego obszaru postsowieckiego. I nikt nie wie ile dokładnie – ściślejsze statystyki dotyczące obrotu pieniędzy w mołdawskiej sferze bankowej pozostają tajemnicą. W listopadzie 2014 roku ta czarna dziura pochłonęła miliard dolarów państwowych środków Mołdawii, co stanowiło jedną ósmą budżetu kraju. Ta afera spowodowała zresztą masowe protesty na Placu Wielkiego Zgromadzenia Narodowego.

Możemy doszukać się szeregu podobieństw do majdanu kijowskiego. Akcje rozpoczęte w maju 2015 roku trwają do dzisiaj. Takie same namioty stoją przed budynkiem parlamentu, takie same grupy ludności poddawane są  przeciw zbliżonemu typowi przywództwa. Na Ukrainie w roli „czarnego ludu” występował Wiktor Janukowycz, w Mołdawii zaś – miejscowy oligarcha Wład Płachotniuk, kontrolujący sektor bankowy, któremu w tym ubogim kraju udało się dorobić dwóch miliardów dolarów, uważany za szarą eminencję politycznego życia kraju.  

Majdan w Mołdawii, jak i majdan w Kijowie – ogłasza wszem i wobec, skierowany jest przeciw korupcji, nędzy, upokorzeniu itp. – ale  jako lekarstwo na wszystkie przypadłości proponuje wyłącznie przyłączenie do Rumunii – to znaczy do Unii Europejskiej. Argument jest prosty – skoro my nie możemy zwalczyć korupcji i biedy – niech przyjdzie braterska Rumunia oraz błogosławiona Europa i zrobią porządek!

Proszę nie wątpić, że idea ta ogarnęła masy, a nie tylko wąskie kręgi inteligencji i polityków. W kwietniu 2016 roku w Kiszyniowie odbyła się pięćdziesięciu tysięczna demonstracja unionistów nawołująca do „zjednoczenia podzielonego rumuńskiego narodu”. Przy pobłażliwości władz, protest przeciw korupcji przeszedł na płaszczyznę polityczną i zaczął wprost głosić hasła przyłączenia Mołdawii do Rumunii.

Jak i w Kijowie po Majdanie –  pojawił się jednak i  Antymajdan. Wykiełkował na gruncie odrzucenia hasła przyłączenia Mołdawii do Rumunii. Wiec w obronie mołdawskiej państwowości odbył się w Komracie, stolicy Gagauzji 2 kwietnia 2016 roku. Jego uczestnicy –  ponad 3 tysięcy ludzi – skandowali: „Mołdawio, obronimy cię!”.  Wsparł ich m.in. lider partii socjalistycznej Mołdawii Igor Dudon, który osobiście wziął udział w wiecu, wyraźnie separując od unionistów – zwolenników unicestwienia Mołdawii i aspirując do roli głównej niezależnej politycznej siły w kraju. Polityka likwidacji mołdawskiej państwowości wyrządziła niemałą szkodę republice. Pierwotną przyczyną konfliktu naddniestrzańskiego były prorumuńskie tendencje mołdawskiej elity. Również Gagauzi proklamowali wówczas niepodległość, godząc się następnie na autonomię za obietnicę, że Mołdawia nigdy nie wejdzie w skład Rumunii.  

Nawiasem mówiąc Rumunia popierając podczas drugiej wojny światowej nazistowskie Niemcy  – prowadziła politykę krwawego terroru wobec Mołdawian, Żydów, Gagauzów i Słowian. Dlatego prawie 80% ludności Mołdawii nie chce być obywatelami Rumunii i Unii Europejskiej. Odsetek chcących „mieszkać w Europie” systematycznie spada – ostatnio aż z 65% do 35%. 

Podsumowanie

Gagauzi oraz inne narody Mołdawii nie godzą się, by z ich ojczyzny czynić przyczółek ewentualnej wojny. Gdyby tak się jednak stało –  Gagauska Autonomia wystąpi w obronie jak własnej, tak i mołdawskiej państwowości, mając poparcie wszystkich odpowiedzialnych sił mołdawskich – a zapewne i  Nadddniestrza.

Nie jest wykluczone, że w kraju mogą się jednak poza czyjąkolwiek kontrolą pojawić  bandy ukraińskich nacjonalistów, które już w latach 90-tych infiltrowały armię mołdawską.

Dopiero taki wynik zadowoliłby zapewne przywódców amerykańskich, Europa i Rosja dostałyby zaś ból głowy na całe XXI stulecie – i niech się dzieje, co chce! Do tego wyczerpującego konfliktu zostałaby oczywiście wciągnięta i Rumunia, która w efekcie bezpośrednio czy pośrednio, ale będzie musiała zapłacić za nacjonalistyczne szaleństwo swoich polityków.  

Siergiej Karyj  

historyk, Nieżyn, obwód Czernihowski, Ukraina

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *