Kibicuję Leszkowi Millerowi. Czyli o katechonie lewicy

Na prawicy mało interesujemy się lewicą. Traktujemy całą część tamtej sceny politycznej jako gigantyczną „nierzeczywistość” czy wręcz „otchłań” i nie chcemy nawet wiedzieć co się tam dzieje. Fakt, że lewica w ostatnich latach była politycznie zmarginalizowana sprzyjał tej tendencji. Skupiliśmy się na sporach Tuska z Kaczyńskim i zapomnieliśmy, że na lewo od POPiSu jest jeszcze pole czarcie.

Piszę o tym, ponieważ na lewicy właśnie się zagotowało i – jak się wydaje – będzie się gotować coraz mocniej. Nie traktuję z powagą „lewicowości” Janusza Palikota. Człowiek, który nie tak dawno wydawał OZON razem z Tomaszem Terlikowskim, finansował druk książki Ernsta Jüngera i zamierzał budować „pokolenie JP2” jako lewicowiec zaufania budzić nie może. Palikota wydają się rozsadzać ambicje osobiste, ma wielki ciąg na władzę. Idee mają charakter wtórny. Może to być polityczna nadbudowa do „pokolenia JP2”, a może być i obrońcą sodomitów i transwestytów. Palikot wyczuł słabość Grzegorza Napieralskiego, znalazł miejsce, stworzył partię i wziął 10%. Gdyby wyczuł podobną słabość po prawej stronie, to stworzyłby formację narodowo-katolicką i wyparł Jarosława Kaczyńskiego. Idee są wtórne wobec żądzy władzy. Publika jednak tę zabawę w lewicowość kupiła, zachwyciła się „nowością” i poparła polityka z Biłgoraju. Podejrzewam, że on sam – popijając wieczorem dobre winko – zaśmiewa się oglądając posłów wybranych do Sejmu ze swojej listy.

Upadek polityczny Napieralskiego postanowił wykorzystać nie tylko Palikot, ale także Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller. Ten ostatni zręcznie okiwał przedstawiciela „kawiorowej lewicy”, czyli Ryszarda Kalisza i przejął ster władzy w SLD. Widząc kompromitującą wywrotkę Kalisza i nie mając poważnego kontrkandydata dla Millera, Kwaśniewski postanowił zrobić ruch do przodu i zaproponował zjednoczenie pod swoimi auspicjami całej polskojęzycznej lewicy – tak tej od Millera, jak i tej od Palikota. Ten ostatni Kwaśniewskiego poparł, gdyż wie, że były Prezydent byłby rodzajem „autorytetu moralnego” zjednoczonej lewicy, podczas gdy realną władzę miałby on sam. Dlatego Leszek Miller – dla którego Palikot zdaje się zaplanował stanowisko wiceprzewodniczącego zjednoczonej lewicy – wyraźnie sprzeciwił się projektom federacyjnym, ponieważ oznaczałyby jego marginalizację i przejęcie władztwa nad tą częścią sceny politycznej przez „lewicę kawiorową”, czyli tandem Kwaśniewski-Palikot. Powtórzymy: dopóki Leszek Miller będzie przewodził SLD, dopóty nie dojdzie do wchłonięcia SLD przez Ruch Palikota.

Ktoś powie: a co nas to wszystko obchodzi? Obchodzi to nas bardzo mocno. Po pierwsze, wspólny elektorat SLD i Ruchu Palikota to 18% głosów. Hipotetyczna Zjednoczona Partia Lewicy miałaby więc w Sejmie ok. 100 posłów. Te 18%, rozbite na dwie partie, daje zaledwie 69 mandatów, czyli 31 lewaków mniej. Wyobraźmy sobie dodatkowe kilkadziesiąt osób takich jak Biedroń, Grodzka, Senyszyn itd. Chcemy tego? Podział lewicy realnie zmniejsza jej siłę wyborczą, ponieważ istniejąca ordynacja jest niekorzystna dla małych partii, które nie wiele przechodzą ponad próg wyborczy.

Po drugie, Zjednoczona Partia Lewicy, mając 100 mandatów, miałaby szansę wejść w koalicję rządową, a po któryś tam wyborach nawet wygrać i ukonstytuować własny rząd. Wszak demokracja to system w którym socjaliści dochodzą do władzy stosunkowo częściej niż ludzie myślący zdroworozsądkowo. I teraz spróbujmy sobie wyobrazić rząd następujący: Janusz Palikot – premier; Robert Biedroń – minister edukacji narodowej; Anna Grodzka – minister zdrowia. Nie wiem jak Czytelnicy, ale ja zamiast premiera Palikota wolałbym w tej roli Leszka Millera; zamiast Biedronia Krystynę Łybacką; miast Grodzkiej Marka Balickiego.

Jak wspomniałem, nie wierzę w szczerość lewicowości Janusza Palikota. Wierzę jednak, że dla zrealizowania osobistych ambicji przywódczych jest zdolny podpalić mój kraj, zburzyć wszystko co tylko w Polsce ma charakter tradycyjny i chrześcijański; oddać Polskę na łup Brukseli i gejowskich aktywistów (co gorsze?). Jednym słowem: jest zdolny do przejścia przez kraj niczym czambuł tatarski, spustoszyć wszystko, zdeptać wszystko co nam cenne i drogie, aby tylko zostać premierem i utrzymać się przy władzy. I to go różni od Leszka Millera.

Miller to oczywiście nie jest mój świat ideowy, choć nie ukrywam, że mam dla byłego premiera pewien szacunek. Obserwowałem jego rządy i wiem, że obce jest mu lewicowe ideologiczne zacietrzewienie. To pragmatyk myślący w kategoriach racji stanu, a przynajmniej tak jak tę rację pojmuje, o czym świadczy sprawa Kuklińskiego. Wiemy, że Miller uważa Kuklińskiego za zdrajcę, jednak – w imię racji stanu – zmienił w tej kwestii zdanie. Wiemy, że nie jest przychylny Kościołowi, ale dla integracji z UE poszedł na liczne kompromisy z duchowieństwem. Co więcej, kiedy patrzę na Leszka Millera, to mam nieodparte wrażenie, że gdyby nie jego biografia, gdyby nie komunizm, to byłby to dziś polityk konserwatywnej prawicy. Tak, to jest polityk o prawicowej mentalności, którego losy złączyły z tradycją PRL. Sam kiedyś określił się mianem „konserwatysty PRL” i jest to znakomita charakterystyka.

Jeśli więc stoimy dziś w obliczu totalnej konfrontacji o przywództwo na lewicy pomiędzy Kwaśniewskim i Palikotem z jednej strony, a Millerem z drugiej, to nie mam żadnych wątpliwości po której stronie jest moja sympatia. Polityka jest miejscem, gdzie rządzi zasada „mniejszego zła”. I nie mam wątpliwości, że dziś (na lewicy) tym mniejszym złem jest Leszek Miller. Polityk ten stoi na gruncie swojego rodzaju prawicowego heglizmu, czyli koncepcji lewicy etatystycznej, ale bez fajerwerków światopoglądowych, bez ideologii politycznego sodomityzmu, bez feministycznych czy ekologicznych wygłupów. To stara, dobrze nam znana postleninowska autorytarna lewica, jakże odległa od idei emancypacyjnych charakterystycznych dla „lewicy kawiorowej”. Dlatego życzę dziś Leszkowi Millerowi zwycięstwa nad Januszem Palikotem.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”

PS

Mam oczywiście świadomość, że judeochrześcijańscy antykomuniści niczego z tego tekstu nie zrozumieją, bo zaślepia ich dogmatyczny antykomunizm i widzą w Leszku Millerze tylko komunistycznego aparatczyka. Ciekawe jest to, że czym dalej od 1989 roku, tym bardziej antykomunizm staje się radykalniejszy. Jako rzecze klasyk: walka klasowa zaostrza się w miarę budowania socjalizmu.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kibicuję Leszkowi Millerowi. Czyli o katechonie lewicy”

  1. Leszek Miller jako premier miał także swoje zasługi, jak chociażby obniżkę CIT i przygotowanie projektu kolejnego zmniejszenia podatków, która przeszedł już za rządów PiS. SLD Millera to była idealna lewicowa partia, ponieważ kanalizowała głosy elementu antycywilizacyjnego, przy okazji mając w głębokim poważaniu w czasie swoich rządów ich antywartości. Dlatego krytyka Adamskiego wobec powoływania się na Millera na postulaty typowo lewackie w czasie, gdy był poza sejmem jest niezrozumiała. To była realistyczna próba zaistnienia w swoim środowisku w czasie własnego zmarginalizowania. Gdy Miller był na szczycie pokazał, jaka jest rzeczywista wartość tych haseł dla niego. A nie łudźmy się, elektorat wspierający zniszczenie resztek cywilizacji łacińskiej nie zniknie. Dopóki głosował on na takich ludzi jak Oleksy czy Miller nie było żadnego niebezpieczeństwa. Gdy przenosi się na palikotystów robi się niedobrze. Do popierania przez portal pana premiera mam tylko zastrzeżenie natury taktycznej. Czy pisząc o tym szeroko nie szkodzi się po prostu jego misji i zadaniu. Na oświadczenia zamieszczane na konserwatyzm.pl powoływał się już albo Fakt, albo Superexpress atakując Leszka Millera. Trzeba uważać, aby nie było to dla niego pocałunkiem śmierci.

  2. Ten tekst jest akceptowalny w przeciwieństwie do komentarza, który zaatakował redaktor Adamski. Miller jest mniejszym złem i nie warto się na nim skupiać, póki groźniejszy jest Palikot. Niemniej pamiętać trzeba, że po Millerze może nastać Senyszynowa, a także, że w wewnętrznej walce na lewicy wystarczy, że ktoś wypatrzy stosowny komentarz tutaj i Miller zostanie tym zaatakowany. Poparcie „klerofaszystów” to woda na młyn w walce z Millerem dla Śród, Palikotów i Biedroni. Tymczasem wystarczy Millera taktycznie i chwilowo nie atakować. Otwarte i czołobitne popieranie go jest równie roztropne, co ogłoszenie przez Ahmedineżada, po co mu bomba atomowa…

  3. Szanowny Panie Profesorze! Ja też lubię Leszka Millera. Choć bardziej podziwiam innego konserwatystę PRL – Władysława Gomułkę. Pięknie Pan napisał o Millerze: Miller to oczywiście nie jest mój świat ideowy, choć nie ukrywam, że mam dla byłego premiera pewien szacunek. Obserwowałem jego rządy i wiem, że obce jest mu lewicowe ideologiczne zacietrzewienie. To pragmatyk myślący w kategoriach racji stanu, a przynajmniej tak jak tę rację pojmuje, o czym świadczy sprawa Kuklińskiego. Wiemy, że Miller uważa Kuklińskiego za zdrajcę, jednak – w imię racji stanu – zmienił w tej kwestii zdanie. Wiemy, że nie jest przychylny Kościołowi, ale dla integracji z UE poszedł na liczne kompromisy z duchowieństwem. Co więcej, kiedy patrzę na Leszka Millera, to mam nieodparte wrażenie, że gdyby nie jego biografia, gdyby nie komunizm, to byłby to dziś polityk konserwatywnej prawicy. Tak, to jest polityk o prawicowej mentalności, którego losy złączyły z tradycją PRL. Sam kiedyś określił się mianem „konserwatysty PRL” i jest to znakomita charakterystyka.

  4. Jeszcze o książce Andrzeja Jaszczuka pt. „Mit gomułkowszczyzny”. Oceniłem ją już, że jest pasjonująca. Autor stara się jak może, by obalić mit gomułkowszczyzny. Jest natrętny ze swoimi komentarzami. Koniecznie chce przekonać czytelnika, że Gomułka nie był patriotą i wybitnym polskim przywódcą, broniącym interesu narodowego. Z dokumentów, jaki cytuje, wyłania się jednak zupełnie iny obraz Władysława Gomułki, że od początku był przeciw kolektywizacji rolnictwa, że opowiadał się za suwerenności Polski, ale w ścisłym sojuszu z ZSRR, który był „gwarantem jednej trzeci naszego terytorium”, że był zwolennikiem tradycji PPS i rozwiązań socjaldemokratycznych. Dziś rano doszedłem do wniosku, że Jaszczuk pisze „między wierszami”, że on, tak jak ja podziwia Władysława Gomułkę, wie że mit gomułkowszczyzny ma silne podstawy, ale boi się napisać to wprost, bo wie, jaki jest reżim w Polsce. Ża osobiście premier i wielu przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej ostro zaatakowało młodego, odważnego historyka Pawła Zyzaka dlatego, że odważył się ujawnić niewygodne fakty z życia Lecha Wałęsy. System PO-owski jest zakłamany podobnie ja był zakłamany system PZPR-owski. W PRL pisało się „między wierszami” i teraz pisze się „między wierszami”. Choć enklaw wolności jest obecnie znacznie więcej niż w PRL. Gomułki nie lubi „europejska” lewica, byli komuniści, trockiści i maoiści, szczególnie za to, że przywrócił religię do szkół w Polsce, ale też za wstrzymanie kolektywizacji rolnictwa. Bo ci wszyscy byli komuniści, trockiści i maoiści chcieliby wziąć nas wszystkich za mordę, uczynić z nas niewolników, byśmy wierzyli tylko w to, co oni uważają za słuszne na danym etapie. Nienawidzą Kościoła katolickiego, bo on jest jak skała z podstawowymi zasadami niezmiennymi od 2 tysięcy lat. Amerykanie marzyli o zbudowani lśniącego miasta na wzgórzu. Nie udało im się. Dzieci morduje się tam do 9 miesiąca życie, zabija tuż przed naturalnym rozwiązaniem. To nam Polakom udało się zbudować miasto na wzgórzu, miasto, w którego centrum stoi kościół wyznania katolickiego. Możemy być dumni z niego. Ziemie pod budowę tego miasta dostaliśmy w prezencie od nardów radzieckich, które pokonały potworną III Rzeszę Niemiecką. Cześć i chwałą radzieckim żołnierzom i radzieckim kobietom, które wyprodukowały dla nich broń. Ze spalonych wsi i miast to „miasto na wzgórzu” zbudowali nasi dziadkowie i babcie pod kierownictwem PPR i PZPR. PZPR-owcy zwykle starali się, by było ono bezpieczne i sprawiedliwe. Mieli wspaniałego przywódcę – Władysława Gomułkę, która sam, jak wielki heros, siłą swoje charyzmy i odwagi powstrzymał nawałę komunizmu w Polsce. Za jego czasów Polska była suwerennym krajem w ścisłym sojuszu ZSRR, który był gwarantem jednej trzeciej naszego terytorium. W 1989 r. mieliśmy kolejnego wspaniałego przywódcę – Tadeusza Mazowieckiego, który doprowadził do przywrócenia religii w szkołach i zakazu aborcji. Najgorszym naszym przywódcą w ostatnich latach był premier Jerzy Buzek, autor czterech reform, które szkodziły i szkodzą naszemu krajowi. Inni nasi premierzy: Leszek Miller, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk są godni szacunku. Wszyscy działali i działają w interesie naszego „lśniącego miasta na wzgórzu”. Wszyscy popełnili sporo błędów, ale mają też duże zasługi. Jeszcze Polska nie zginęła. Choć zagrożeń jest coraz więcej. Jerzy Krajewski

  5. Jasno, prosto, logicznie i przejrzyście. Nie da się nic dodać ani poprawić. Rządy Millera patrząc wyłącznie na posunięcia gospodarcze były bardziej prawicowe od rządów Tuska a pewnie i bardziej prawicowe od rządów Kaczyńskiego. Miller jest pragmatykiem a z takimi zawsze można znaleźć wspólny język w wielu tematch. Z ideologami się nie da. Nie jestem tylko pewien jak wiele Palikot jest w stanie poświęcić dla zdobycia władzy. Miał już kilka mniejszych lub większych sensownych propozycji. Choćby ta polegająca na skasowaniu nie potrzebnych powiatów.

  6. Millera szanuję, choć nie lubię. Menażerią palikmiota wyłacznie gardzę. Nawet nie nienawidzę bo nie są godni tego, żeby choć taki mały żuczek jak ja ich nienawidził. Jarosław Kaczyński powiedział, że będzie palikota ignorował. Politycznie może to i błąd choć tak po ludzku to go rozumiem.

  7. Czy na prawdę Wielomski sądzi że Miller o niczym innym nie myśli tylko jak pokonać Palikota? Moim zdaniem to on działa w kierunku tego by z tego SLD co się ostało (kilkanascie procent w wyborach to już by było zwycięstwo) i by jakoś koegzystować z Palikotem. Wiele osób o silnej pozycji w SLD (np. Rysio Kalisz & kompany) czy choćby Kwaśniewski, patrzą przymilnie na Ruch Palik. Miller dobrze o tym wie. A to przypuszczenie, że Miller zhegemonizuje lewicę to moim zdaniem rzecz ogromnie wątpliwa. Ja – w odróżnieniu od Wilomskiego – życzę lewicy polskiej wielkiej klęski i zniknięcia ze sceny politycznej w tym kraju. Życzę im z całego serca i dla dobra tego społeczeństwa. Z postkomuny w Polsce i z lewicy palikotowskiej nic dobrego nie wyszło i nie wyjdzie. Dlatego życzę klęski Palikotowi i Millerowi.

  8. Rozumiem, że ludzi pokroju Millera czy Gomułki można taktycznie popierać, a nawet chwalić za konkretne rozwiązania. Ale peanów na ich cześć ( szczególnie do pana Krajewskiego) nie rozumiem wcale. Nawet jak ich kalkulacje czasem pokrywały sie z interesem Polski, to nie nalezy zapominac, że to ludzie ideowo nam zupełnie obcy.Bez wizji państwa i społeczeństwa.Zdolni, co prawda, do elementarnego rachunku ekonomicznego( jak Gomułka z kolektywizacją) i czasem sceptyczni do nowinek( jak Miller wobec „gejów”) ale zupełnie niezdolni do odwrócenia demoliberalnych tendencji. Konserwatysta wychwalający Gomułkę jest jak anarchista gloryfikujacy Stalina, albo libertarianin Balcerowicza, tudziez feministka carycę Katarzynę -takie postawy maja mojesce, ale wolałbym, by aberracje kojarzono z lewicą. Pozdrawiam.

  9. Tak jak pisze @dziedzic , Miller to lewak. Patrząc okiem teistycznym, a ono najgłębiej wnika, Palikot i Miller to żołnierze szatańskiej armii . Popieranie jednego z nich może być ryzykowne i usprawiedliwione tylko taktycznym ruchem na froncie duchowo-ideologicznej walki.

  10. Nie jestem w stanie, panie Rusofilu, dopatrzyć się w systemie realnego-socjalizmu pierwiastka konserwatywnego. Narodowy, owszem. Nawet fakt, że pod względem obyczajowym PRL wydaje się mniej zwariowany niż obecne czasy- źle swiadczy tylko o obecnych czasach. Bo niczego, co w języku konserwatyzmu możnaby nazwac Wartościami, w tym systemie nie było.

  11. Pan „rusofil” upadł na głowę i mu się pomieszał konserwatyzm z komunizmem. Też na „k”.

  12. W postawie prof. Adama Wielomskiego jest coś jeszcze. Pan ten już od długiego czasu angażuje się politycznie i publicystycznie w działalność prorosyjską i antyzachodnią (m.in. na łamach „Najwyższego Czasu”). Wierzy on zapewne – jak wnioskuję z jego tekstów – że lekarstwem na – jego zdaniem – „amoralność” i „upadek” Zachodu, odejście od idei suwerenności i polityki narodowej, jest „moralna czystość” którą rzekomo niesie ze sobą, jakże słabe we współczesnej Rosji, prawosławie. Także działalność Władymira Putina – silna władza prowadząca politykę „propaństwową” i ostro antyzachodnią (antyglobalizacyjną, antykorporacyjną i antysemicką) jest dla prof. Wielomskiego lepszą perspektywą niż prozachodnie i „zdrazieckie” rządy w Polsce. No i jeszcze te kwestie obyczajowe: wyzwolenie kobiet, rozpad rodziny, feminizm, homoseksualizm, Biedroń, Anna-Grodzka…, a w Rosji wszystko „czyste”, „pierwsze”, „piękne”… no i „jak wolna dysze czeławiek” – jak mówiła sentymentalna piosenka z czasów Związku Radzieckiego. No, a Leszek Miller to przecież polityk prorosyjski, choć mocno skrywający swe prorosyjskie afiliacje (!) – co Wielomskiemu najwyraźniej odpowiada („na razie nie możemy się ujawniać, bo zindoktrynowane przez Zachodnie think-tanki elity i społeczeństwo nas nie zrozumieją”) i zapewne trwające do dziś powiązania SLD z Moskwą (patrz. słynna „pożyczka moskiewska” z początku lat 90. po którą Miller osobiście pojechał do Moskwy oraz jak najbardziej konserwatywne środowiska w SLD, które prowadzą szeptane interesy handlowe z Rosją i Białorusią). Tak więc konserwatywny, prorosyjski i antyzachodni prof. Wielomski rozszerzył spektrum budowy w Polsce prorosyjskiego lobby o włączenie do niego (i słusznie!) Leszka Millera. Wyczuwa on w nim – podobnie jak w Jaruzelskim, z którym podobno przeprowadził kiedyś wywiad – wiernego sługę moskiewskiego imperium. Konserwatywnie wiernego i lojalnego – bo przecież to znaczy konserwatyzm: lojalność i wierność. Ale wobec kogo? Co do „konserwatyzmu” Millera, to też raczej wątpliwa sprawa! Miller nienawidzi Kościała i religii jak wszyscy ukształtowani w „twardym rdzeniu” PZPR i przez partyjne kursy „religioznawstwa”. Po prostu, ok. roku 1999-2000, jako polityczny koniunkturalista dostrzegł, że jeśli SLD chce sięgnąć po władzę w Polsce i stać się w systemie politycznym partią dominującą musi wyjść poza tradycyjnie lewicowy elektorat („lewicowe getto”) i przesunąć się ku liberalnemu centrum oraz otworzyć na elektorat centrowy. W tym celu Miller – wychowany przez pragmatyczną samotną matkę – zrozumiał, że trzeba zrezygnować z haseł antyreligijnych i antykościelnych ponieważ przywiązany do „solidarnościowego” rdzenia elektorat centrowy (liberalny) ich nie zaakceptuje. Stąd też „konserwatysta” Miller „zawiązał usta” w SLD wszystkim Magdalenom Środom, Joanny Senyszyn, wówczas Wandzie Nowickiej i innym. Mówiąc inaczej odejście od lewicowej ortodoksji było pragmatycznym wyborem „elastycznego” (bezideowego?) pos-PZPRowskiego koniunkturalisty, a nie ukrywającego swoje przekonania „naturalnego konserwatysty”. Przypominam, że projekt ten powiódł się, a w 2001 roku SLD wygrało wybory i stworzyło rząd! Po drugie, po objęciu władzy szefowie SLD (Miller, Kwaśniewski) zapragnęli zostać „ojcami” polskiego członkostwa w UE, w tym celu zawarli nigdzie nie zapisane i głośno niewyartykułowane – ale jak najbardziej zrealizowane – porozumienie z Kościołem katolickim: SLD rezygnowało z lewicowej retoryki, a Kościół poparł wstąpienie Polski do UE. Oczywiście postawa tradycyjnie konserwatywnego polskiego Kościoła była tu dalekowzroczna i realizująca polską rację stanu, bo trwale integrująca Polskę ze strukturami świata Zachodniego, gwarantującego Polsce demokratyczną kulturę, bezpieczeństwo i wolności obywateli! Natomiast z punktu widzenia SLD było to działanie koniunkturalne i krótkowzroczne, bo nastawione na doraźny sukces swoich liderów, którzy chcieli „odkupić” swój udział w komunistycznej agenturze (władze PRL) pędem na Zachód oraz zapewnić sobie bieżące kariery polityczne (m.in. na Zachodzie, np. Kwaśniewski). Kościół jeszcze raz potwierdził swój ukształtowany przez setki lat i dobrze rozumiany konserwatyzm, w tym przede wszystkim instynkt państwowej i narodowej racji stanu. SLD zapłacił za to – konieczną – cenę niemal całkowitego wyrzeczenia się lewicowości, co w konsekwencji doprowadziło do odwrócenia się od niego lewicowego elektoratu i jego powolny upadku. Ot i cała filozofia! Podsumowując: cała ta fascynacja Wielomskiego Millerem – i jak pewnie niedługo się okaże całym PRL-em, jest niczym innym jak próbą „ratowania się” przed szczupłością ideowych i politycznych podstaw orientacji na Rosję w rzeczywistości, zaledwie 20 lat po wyrwaniu się Polski z radzieckiego imperializmu. Jest próbą tworzenia sobie „na siłę” podstaw do historycznych odwołań i ideowych wzorów, których wyraźnie brakuje dla orientacji prorosyjskiej oraz wpompowywania ich, „partyzancką” metodą, w niszowe media. Jest także próbą budowania prorosyjskich środowisk politycznych. Wielkim marzeniem III Rzeczypospolitej było – Panie profesorze Wielomski – pojawienie się w niej rodzimej lewicy, a nie SLD zagenturyzowanego, bezideowego i przenoszącego w przestrzeń suwerennej III RP niejasne związki z Moskwą i Białorusią. Jako Polak i prawicowiec wolałbym aby tą „nową” lewicą był wywodzący się z „Solidarności” Ryszard Bugaj, wbrew pozorom człowiek umiarkowany i pozbawiony radykalizmu. No cóż, ale jest Palikot – nikt nie zna przyszłości – i to pewnie on okaże się tą nową „suwerenną lewicą”. Pan niestety wybiera lewicę, która jest rzeczywistym wyrazem braku suwerenności i politycznego wasalizmu wobec Moskwy! I właśnie dlatego Pan ją wybiera, że tym ona jest! No, cóż to smutne i szkoda mi Polski. P.S. Mam oczywiście świadomość, że zapatrzeni na Wschód rusofile nie zrozumieją nic z myśli i poglądów tego tekstu, są oni ciągle przekonani, że postkomunistyczna (70 lat rządów bolszewików) i postjelcynowska Rosja, pod władzą Putina, jest „świętą Rusią” niosącą światu „moralne zbawienie”, a Zachód jest źródłem „zepsucia”. Nie rozumiem też co to ma wspólnego z konserwatyzmem? Ja w przeciwieństwie do Pana, profesorze Wielomski, nie znam się, tak jak Pan i inni konserwatyści (Michalkiewicz), na meandrach „zaostrzającej się walki klasowej w miarę budowy socjalizmu”. PRL-owskie hasła nigdy nie były mi bliskie. Czekam natomiast z niecierpliwością na nowe „konserwatywne” inicjatywy Leszka Millera, takie jak: podatki, aborcja, eutanazja, kobiece parytety, zdejmowanie Krzyża, prawa gejów, lesbijek, transseksualistów, edukacja seksualna dzieci od przedszkola i wiele innych, o których już słychać w niedalekiej przyszłości, a które – jak rozumiem – Pan jako zwolennik „konserwatyzmu” Millera, będzie konsekwentnie popierał.

  13. @Do Rusofil1956@ Pisze Pan o „ich antykomunistycznych główkach, które nic nie zrozumiały” A Pan jest komunistą czy konserwatystą? Jeśli komunistą to co Pan robi na tym forum?

  14. Czy Polska za czasów Władysława Gomułki była krajem narodowo-konserwatywnym? To dobrze postawione pytanie. Pójdę dalej. Ten system był miły naszemu Bogu, Bogu katolików. Taką tezę już kiedyś tu postawiłem. Umocnił mnie w niej artykuł, który Pani Magdalena Ziętek napisała dla mnie do Magazynu Przedsiębiorców „Europejska Firma” na temat tego, jak połączyć katolicką etykę ze współczesnym biznesem. Pani Ziętek wyszło, że nie można. Potępiła liberalizm o współczesny kapitalizm doszczętnie. Byłem w szoku. Dyskutujemy na temat tego artykułu. Jedną z kluczowych spraw jest tam kwestia godziwego wynagrodzenia, jakie przedsiębiorca powinien wypłacać pracownikowi. Zdaniem Pani Ziętek, powinno być takie, by starczało na utrzymanie rodziny. Firma nie powinna w zasadzie wykazywać zysków. Wartość dodana powinna być rozdzielona między pracowników i zarządzających. Najbardziej etyczna forma prowadzenia biznesu to spółdzielnia. Wniosek: działalność gospodarcza prowadzona za Gomułki najbardziej odpowiadała etyce katolickiej ze wszystkich dotychczasowych systemów ekonomicznych. To był system bez wyzysku, oparty na indywidualnych gospodarstwach rolnych, spółdzielczości w handlu, bankowości, mieszkalnictwie i państwowej własności wielkiego przemysłu. To był fajny system. Enklawa na morzu zamordystycznego komunizmu. Enklawa na morzu wyścigu szczurów i nierówności. Skromne, ale uczciwe miasto na wzgórzu, nasze państwo – Polska. Nasza mała stabilizacja, nasz raj na ziemi. Ale to przepadło. Jesteśmy drobną częścią liberalnego świat. On narzuca nam reguły gry. Jeżeli nie dostosujemy się do nich, przegramy. Dlatego jestem zwolennikiem liberalizmu. Choć gdybym miał wybierać, wybrałbym realny socjalizm Władysława Gomułki, bez wyścigu szczurów, bez korupcji, bez wielkich nierówności społecznych. Wtedy ludzie byli szczęśliwsi, spokojniejsi (nie było bezrobocia) bardziej ufnie w siebie i przyszłość, dlatego nie bali się płodzić dzieci. Byli szczęśliwsi bez pomarańczy i bananów. I żyli za swoje, zarobione pieniądza. A nie na kredyt i dług publiczny na koszt dzieci i wnuków. Nie trzeba było wypychać dwa miliony młodych ludzi na tułaczkę w poszukiwaniu pracy. Po artykule Pani Ziętek mam niezła zagwozdkę. Jak jako katolik mam zaakceptować liberalizm i kapitalizm. Postulat godnej płacy dla pracownika oznacz poparcie dla płacy minimalnej oraz zatrudniania na stałych etatach. Ale jak z tobie z tym radzić w globalnym wyścigu szczurów, jak konkurować z Chińczykami czy Hindusami? Czy przedsiębiorca powinien być odpowiedzialny za dostarczanie pracownikom dochodu w przyzwoitej wysokości? Kto ma ustalać, jaka płaca jest godna? Czy taka, jaka wystarczy na wynajęcie dla rodziny małego mieszkania z ciemną kuchnią? Do tej pory uważałem, że to rynek powinien regulować relację między firmą a osobą, która dla niej pracuje na etacie czy na umowę o dzieło. Pani Ziętek uzmysłowiła, że katolicki przedsiębiorca, ustalając wynagrodzenie, powinien brać pod uwagę sytuację rodzinną pracującej dla niego osoby. Realny socjalizm, czyli system gospodarczy najlepiej spełniający postulaty katolickiej etyki, przegrał jednak starcie z kapitalizmem. Przegrał, bo kapitalizm jest bardziej efektywny. A jest bardzie efektywny, gdyż zmusza ludzi do maksymalnego wysiłku na rynku. Od kilku lat widzę we współczesnym kapitalizmie niebezpieczną tendencję – oligarchizację. Jest ona szczególnie wyraźna w handlu, bankowości, ubezpieczeniach, produktach szybko zbywalnych. Następuje ogromna koncentracja kapitału w globalnej skali. Wąska grupa ludzi staje się miliarderami, a setki milionów innych ludzi traci pracę i dochody. Wielkie globalkoncerny wyzyskują podbite kraje, łupią je niemiłosiernie. Z Polski za granicę każdego roku odpływają dziesiątki miliardy złotych w postaci dywidendy i transferu kapitału za pomocą sztuczek księgowych. Z Gomułki takiego rabunku naszego kraju nie było. Obecnie ludiom w Polsce wydaje się, że osiągnęliśmy sukces, ale jest to sukces na kredyt. Długi państwa, samorządów, firm i ludzi są bardzo wysokie – pewnie ponad 4 biliony złotych (w tym 2,2-2,4 biliona ukrytych zobowiązań państwa). Ale to gruby szacunek. Policzę kiedyś dokładnie. Za Gomułki długi były niewielkie. Państwo i samorządy nie miało długów. Firmy i ludzie byli niewiele zadłużeni. Nie było szaleństwa kredytów hipotecznych na 30-40 lat. Cały liberalny świat kapitalistyczny siedzi na bombie długów. Jedzie po bandzie. Nadchodzi czas załamania tego życia na kredyt. Jego przebieg jest nieprzewidywalny. Nie ma prostych recept. Ja stawiam na wolność, własność i odpowiedzialność. Ale jak skłonić globalkoncerny i globalne banki inwestycyjne do odpowiedzialności. One nikogo się nie boją. A przecież rewolucja nie jest dobrym rozwiązaniem. Enklawa realnego socjalizmu za Gomułki powstała przez zbieg okoliczności, dzięki temu, że Bóg dał nam Władysława Gomułka, który sam powstrzymał komunizm w Polsce. Ja codziennie modlę się do Boga, by w świecie było mniej wojen. To już byłoby coś. Jerzy Krajewski

  15. @wroclove2 – Dzisiejszy antykomunizm opiera się i skupia na walce z państwem i systemem, które tak naprawdę nie było komunistyczne(po 56 roku) i które na dodatek dawno temu przeminęło. Ot ma to podobny sens jakbyśmy opierali dzisiejszą działalność i aktywność polityczną na walce z absolutyzmem króla, który próbuje likwidować przywileje szlachty( który nawet w czasie gdy żył czegoś takiego nie robił).

  16. @Jerzy Krajewski. Ja zrozumiałem konserwatyzm lansowany przez ten portal, jako chęć restytucji „Starego Ładu”- to tak w telegraficznym skrócie. To co pan pisze wychwalając czasy Gomułki jest nawiązaniem do mylnie rozumianej „nauki społecznej Kościoła”, która sama jest nowinką, do której tradycjonaliści czy konserwatyści odwołuja sie niechętnie.Dlaczego mylnie rozumianej? Tu nie jestem specjalistą, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że w żadnym kościelnym dokumencie nie natrafi pan na zachetę do nacjonalizacji przemysłu. Owszem, spółdzielczość jest traktowana z życzliwością, ale jako jedna z form działalności gospodarczej, nie monopolizująca żadnej branży. Rolnictwa co prawda nie skolektywizowano i tu można dostrzec jakies resztki konserwatywnej myśli. Ale to trochę jak wychwalanie Lenina, który w przeciwieństwie do swojego węgierskiego odpowiednika- Beli Kuhn’a- nie upaństwowił kolekcji znaczków pocztowych. Szukaniem takich mikro-śladów konserwatywnej mysli wolałbym sie nie zajmować.

  17. @Jerzy Krajewski Nie chcę Pana obrazić , ale pańskie poglądy na temat liberalizmu, Gomułki to przejaw zlewaciałej prawicy. Niech Pan spojrzy na to teistycznym używając tylko dwóch pojęć, duchowe zło/dobro, i odpowie sobie skąd wziął Gomułka ? Jeśli Gomułka to ideowe dobro, to chyba nic Pan nie rozumie. Jeśli to ideowe zło, to proszę nie pisać, że za Gomułki było dobrze, za Gierka (chcesz cukierka idź do Gierka) też było dobrze.

  18. errata @Jerzy Krajewski Nie chcę Pana obrazić , ale pańskie poglądy na temat liberalizmu, Gomułki to przejaw zlewaciałej prawicy. Niech Pan spojrzy na to teistycznym okiem, używając tylko dwóch pojęć, duchowe zło/dobro, i odpowie, skąd wziął się Gomułka ? Jeśli Gomułka to ideowe dobro, to chyba nic Pan nie rozumie. Jeśli to ideowe zło, to proszę nie pisać, że za Gomułki było dobrze, za Gierka (chcesz cukierka idź do Gierka) też było dobrze. Błędy w ludzkim myśleniu są na rękę złemu, ale taka nasza natura.

  19. Po co ludzie podejmują działalność gospodarczą? Do tej pory, dla mnie liberała, sprawa była jasna – by zarobić pieniądze, wzbogacić się bardziej niż na etacie. W Konkursie Gepardy Biznesu, który wymyśliłem w 2005 r. i prowadzę z powodzeniem do tej pory jako biznes, kryterium jest jasne – dynamika wzrostu wartości rynkowej (giełdowej). Cele działalności biznesowej jest bowiem w liberalnej perspektywie wzrost majątku przedsiębiorcy. A Pani Magdalena Ziętek uważa, że to protestanckie myślenie nie mające nic wspólnego z katolicką etyką. I przedstawia poważne argumenty. Nie opublikuję jej artykułu w Magazynie Przedsiębiorców „Europejska Firma”, nie chcę bowiem smucić przedsiębiorców. Nie tylko dlatego, że to moi klienci, dzięki którym zarabiam pieniądze. Ale także dlatego, że uważam ich za prawdziwych bohaterów naszych czasów, bo to głównie oni utrzymują miejsca pracy (tylko oni tworzą realne miejsca pracy, czyli takie przynoszące dochód na globalnym rynku), utrzymują państwo, samorządy i Kościół katolicki. Nie mogę opublikować artykułu, z którego będzie wynikało, że to w czym uczestniczą – biznes – to jest jeden wielki grzech. Że nie powinni myśleć o własnym zysku, pomnażaniu własnego majątku, lecz tylko o Bogu i zapewnieniu godnego wynagrodzenia swoim pracownikom. O sobie w ogóle nie powinni myśleć. Biznes powinni traktować jak służbę. Powinni być ostatni w podziale owoców swoich wysiłków. Ale z tej katolickiej perspektyw, którą zaproponowała Pani Magdalen Ziętek, pragmatyzm Władysława Gomułki był właściwą odpowiedzią na postulaty katolickiej etyki. Taki pragmatyzm zaczynam też dostrzegać w polityce Donalda Tuska, który w Sejmie kilka tygodni temu kilka razy użył sformułowania „sprawiedliwość społeczna” i zaproponował kwotową waloryzację emerytur, co wczoraj klepnął Sejm. W epoce Gomułki dochodziło do potwornych zbrodni. W szpitalach zamordowano 2 miliony małych dzieci. Aborcję na życzenie wprowadzono wiosną 1956 r., nim Gomułka doszedł do władzy. Nie znam jego stosunku do aborcji. Dziwię się, że jej nie zakazał. To rzuca cień na jego rządy. Nie mniej jestem mu wdzięczny za wstrzymanie kolektywizacji, dzięki czemu moi dziadkowie i ojciec byli wolnymi ludźmi. Ojciec nauczył mnie oszczędnego życia bez kredytów i odpowiedzialności za siebie i rodzinę, prowadzenia rachunków zysków i strat swojej działalności gospodarczej. Polska za Gomułki była fajnym, liberalnym państwem z konserwatywnym systemem wartości )oprócz tej nieszczęsnej aborcji). Nie było pełnej demokracji, ale zwolennikom Janusza Korwina Mikke, nie powinno to przeszkadzać. Panował król Władysław V Gomułka. Był najlepszym polskim królem w tysiącleciu. Cześć i chwała jego pamięci. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  20. @Jerzy Krajewski „nie chcę bowiem smucić przedsiębiorców” – Czym Pan nie chcę ich smucić ? Jezusem ? Katolicyzm nie twierdzi, że zarabianie pieniędzy jest złe, twierdzi, że pycha materialna w zarabianiu pieniędzy nie powinna być celem, bo to zło. Liberalizm otwiera furtkę materialnemu bożkowi, więc jest zły. Albo jest Pan liberałem albo katolikiem , jedno z drugim się nie przyciąga, a jeśli widać kato-liberała lub kato-socjalistę , to jest to omotanie, inteligenty błąd złego ducha. ” biznes – to jest jeden wielki grzech” nie czytałem p.Ziętek artykułu, ale nie sądzę, żeby napisała, że biznes to grzech, myślę , że to pańska zła interpretacja. „Panował król Władysław V Gomułka. Był najlepszym polskim królem w tysiącleciu.” w cywilizacji łacińskiej wywyższanie heretyka to herezja. Gomułka może miał dobre chęci, tak jak inni komuniści wierzyli w boskość socjalizmu i wielu było dobrymi ludźmi, ale to jest herezja i trzeba rozpoznawać kolory i mówić na czarne, że jest czarne. Donaldowa „sprawiedliwość społeczna” nie ma nic wspólnego z miłosierdziem i jest przejawem zaćmy w jaką szatan w protestantyzmie, oświeceniu omotał człowieka. Pan temu też chyba ulega, co potwierdza, że Szatan to inteligentna bestia.

  21. @Jerzy Krajewski „nie chcę bowiem smucić przedsiębiorców” – Czym Pan nie chcę ich smucić ? Jezusem ? Katolicyzm nie twierdzi, że zarabianie pieniędzy jest złe, twierdzi, że pycha materialna w zarabianiu pieniędzy nie powinna być celem, bo to zło. Liberalizm otwiera furtkę materialnemu bożkowi, więc jest zły. Albo jest Pan liberałem albo katolikiem , jedno z drugim się nie przyciąga, a jeśli widać kato-liberała lub kato-socjalistę , to jest to omotanie, inteligenty błąd złego ducha. ” biznes – to jest jeden wielki grzech” nie czytałem p.Ziętek artykułu, ale nie sądzę, żeby napisała, że biznes to grzech, myślę , że to pańska zła interpretacja. „Panował król Władysław V Gomułka. Był najlepszym polskim królem w tysiącleciu.” w cywilizacji łacińskiej wywyższanie heretyka to herezja. Gomułka może miał dobre chęci, tak jak inni komuniści wierzyli w boskość socjalizmu i wielu było dobrymi ludźmi, ale to jest herezja i trzeba rozpoznawać kolory i mówić na czarne, że jest czarne. Donaldowa „sprawiedliwość społeczna” nie ma nic wspólnego z miłosierdziem i jest przejawem zaćmy w jaką szatan w protestantyzmie, oświeceniu omotał człowieka. Pan temu też chyba ulega, co potwierdza, że Szatan to inteligentna bestia. @ Malok Pan głos w dyskusji tylko upewnił mnie w przekonaniu, że nie jestem dobrym katolikiem. Bardzo trudno być dobrym katolikiem. Nigdy nim nie będę. Mam bowiem swoje przywary i przekonania. Żeby być dobrym katolikiem trzeba żyć jak amisz, a we współczesny świecie jest to bardzo trudne. Chciałem, by Pani Magdalena Ziętka napisała artykuł o tym, jak przedsiębiorca ma postępować, by był dobrym katolikiem. A ona w czambuł potępiła współczesny biznes, jako dzieło heretyków od Lutra i Kalwina. A przecież współczesny świat stworzyli Brytyjczycy – głównie katolicy i anglikanie. Prusacy w XVIII wieku tylko naśladowali ich rozwój technologiczny. Dopiero w w II połowie XIX wieku dołożyli swój wkład do rozwoju technologicznego, głównie po to, by wybudować lepszą broń, lepsze narzędzia do zabijania innych ludzi. Uważam, że w sprawach społecznych Jezus Chrystus był liberałem. W przypowieściach pochwalał pomnażanie pieniędzy i zapobiegliwość. Liberalną zasadę wolności umów cywilno-prawnych można połączyć z nauczaniem Jezusa Chrystusa. W jego nauczaniu nie ma słowa o płacy minimalnej. Przedsiębiorca może płacić osobom, które dla niego pracują, tyle, na ile się umówił. Człowiek może liczyć na miłosierdzie gminy, ale najlepiej, by liczył sam na siebie. Dlatego wszystkie ubezpieczenia powinny być dobrowolne. Ubezpieczenie do hazard. Czy wywyższam Władysława Gomułkę? Nie jestem w stanie tego zrobić. On już nie żyję. Gdzie trafiła jego dusza? Pewnie do piekła, bo był heretykiem. Drażni mnie jednak zakłamanie w jego ocenie, zrzucenie na niego winy za czyny, których nie popełnił. Szanuję tego heretyka, który tyle zrobił dla Polski i Polaków, sam jeden, siła swojej woli i charyzmy, powstrzymał komunizm w Polsce. Gdyby nie był heretykiem nie byłby w stanie tego zrobić. Był ochrzczony jako katolik. Na zawsze pozostanie więc katolikiem. Chrztu nikt nie może wymazać, jak powiedział tydzień temu nasz ksiądz w Parafi św. Izydora w Markach. Może jednak Bóg widząc jego starania dla Polski i Polaków wziął jego duszę chociaż do czyśćca. Bóg jest mądrzejszy od nas wszystkich. I pewnie bardziej ceni dobre uczynki niż oddawane mu pokłony. A Władysław Gomułka miał mnóstwo dobrych uczynków wielkiej wagi. Samo przywrócenie nauczania religii w szkołach było wielką sprawą. Uwolnił katolików spod stalinowskiego, komunistycznego ucisku. To się nie liczy? Ja nigdy niczego tak wielkiego nie dokonam, ani większość z nas. Sam w 1998 r. wpadłem na to, że wydarzenia na Wybrzeżu w 1970 r. były prowokacją wymierzoną w Gomułkę. Tygodnik „Najwyższy Czas” opublikował mój artykuł na ten temat. Postawiłem taką tez z okruchów relacji i opierając się na logice. Dziś wiem, że miałem rację. Są na to dokumenty. Logika, oparta na pytaniu, kto na tym skorzystał, rzadko zawodzi, nadal ją wykorzystuję, m.in. w ocenie zamachu w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Nikt inny nie pisze o Gomułce tak pozytywnie jak ja. Nikt się nie odważył. Kościół katolicki nadal poniewiera nim. A przecież tak wiele mu zawdzięcza. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.