Koncepcja kibicowskiego ORMO, czyli o słabości policji i państwa polskiego

W debacie na temat stadionowych awantur i incydentów, których jest coraz mniej, co potwierdzają policyjne statystyki pojawiają się głosy, że kibice powinni sami wyeliminować awanturników i przestępców. Takie stanowisko zajmuje też premier Donald Tusk, który kilka razy zabierając głos w sprawie bezpieczeństwa na imprezach masowych apelował do kibiców, aby tak się zachowali. Tym samym premier potwierdza, że państwo i policja są bezradni.

Po pamiętnym meczu w Bydgoszczy o Puchar Polski Legia Warszawa – Lech Poznań i zajściach, jakie miały miejsce po tym meczu sięgnięto po metody, które kilka lat temu premier Tusk zarzucał swoim politycznym przeciwnikom, gdy jego partia była w opozycji. Jednym słowem urządzono medialne show: wczesne poranne godziny, uzbrojeni po zęby antyterroryści, efektownie wyglądające wejście z głośnymi okrzykami policjantów, zaspany, wystraszony człowiek skuty kajdankami i leżący na podłodze u stóp policjantów. Kilka godzin później premier Tusk stanowczym głosem obwieszczał, że to kolejny etap walki z chuliganami i litości dla nich nie będzie. Przekaz medialny był oczywisty: przeciętny obywatel miał zobaczyć siłę i sprawność państwa w walce ze stadionowym bandytyzmem.

Paradoks i ironia losu w tym przypadku polega na tym, że słabość i niekompetencję ludzi odpowiedzialnych za porządek publiczny w rządzie premiera Tuska obnażyli cieszący się wielkim uznaniem premiera Niemcy. Przypomnijmy, że podczas zajść w Bydgoszczy po meczu o Puchar Polski nie aresztowano ani jednego stadionowego awanturnika. Zamieszki miały miejsce tydzień wcześniej zanim policja aresztowała podejrzanych o udział w burdach. Tak się nieszczęśliwie dla premiera i jego PR – owych doradców złożyło, że kilka dni później podczas jednego z meczów Bundesligi doszło do bardzo podobnych incydentów jak w Bydgoszczy.

Czy czekano aż niemieccy chuligani opuszczą stadion i w spokoju rozjadą się do domów, aby w drodze powrotnej świętować jak zagrali policji i państwu na nosie? Bynajmniej. Zostali wyłapani na stadionie i surowo ukarani. Nikt z niemieckich polityków zarówno opcji rządzącej jak i opozycji nie zabrał głosu na ten temat. Rozrabiaków wyłapano i ukarano. Nikt z tej awantury nie robił ogólnonarodowej sprawy. Tak funkcjonuje normalne, sprawne państwo. W Polsce premier rządu ze swej porażki i słabości zrobił medialne przedstawienie twierdząc, że jego władza w kwestii stadionowych rozrabiaków jest silna i sprawna. Czy tak faktycznie jest wystarczy porównać z tym, jak to się w Niemczech robi.

Pomijam kwestię, że do tej pory nikt nie zadał trzech kluczowych pytań premierowi Tuskowi, ludziom z MSWiA oraz szefom policji: dlaczego niemiecka policja bardzo szybko potrafi poradzić sobie z awanturnikami na stadionie, a polska nie? Ile kosztowało podatników wysłanie elitarnych pododdziałów antyterrorystycznych do zatrzymania zwykłych awanturników? Bo użycie tego typu pododdziałów antyterrorystycznych (których zwykle używa się do zatrzymań terrorystów, albo wyjątkowo groźnych kryminalistów) wymaga pewnych bardzo kosztownych procedur. No i trzecie, ostatnie pytanie: jeśli do zwykłych awanturników, rozrabiaków wysyła się pododdziały AT, to  kogo państwo wyśle do terrorystów jeśli – nie daj Boże – w Polsce pojawiliby się takowi? Przecież wysyłanie elitarnych antyterrorystów do zwykłych stadionowych rozrabiaków, to poniżanie tych antyterrorystów, obniżanie ich prestiżu i wizerunku w oczach całego społeczeństwa.

Wracając do kwestii, to jeśli premier Tusk apeluje, aby kibice sami wyeliminowali przestępców spośród siebie, to może to tylko oznaczać dwie rzeczy: albo policja faktycznie jest tak słabiutka, że nie potrafi skutecznie wyeliminować tego zjawiska, albo premier świadomie przerzuca obowiązek spoczywający na podległych mu strukturach na kibiców, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od ich nieudolności. Tertium non datur. A przecież to nie my kibice, którzy płacimy ciężkie podatki m.in. na policję jesteśmy od tego, aby zwalczać przestępców na stadionach. Bo jeśli policja nie umie namierzyć i wyeliminować przestępców za pomocą osobowych źródeł informacji, monitoringu oraz pracy operacyjnej swoich funkcjonariuszy, to znaczy, że ludzie z policji są niekompetentni i nie nadają się do piastowania swoich stanowisk.

Premier Tusk na konferencji prasowej po zajściach w Bydgoszczy straszył, że „kibole” są największym zagrożeniem dla EURO 2012. Nie brak infrastruktury, brak dróg i autostrad, źle działające koleje, stare dworce, niedoróbki na stadionach i niekompetentni politycy, ale właśnie „kibole”. Szkopuł w tym, że policyjne statystyki jednoznacznie pokazują, że w ciągu ostatnich lat problem incydentów i rozrób na stadionach został zmarginalizowany. No ale nawet jeśli przyjmie się optykę premiera i uzna, że „kibole” są największym zagrożeniem dla EURO 2012, to nasuwa się pytanie: co przez lata swoich rządów w tej sprawie zrobił premier Tusk oraz resorty spraw wewnętrznych i sprawiedliwości?

Jednakże załóżmy czysto hipotetycznie, że kibice angażują się w zwalczanie przestępczości na stadionach i organizują takie swoje ORMO. Jak to mają robić? W jaki sposób? Zamiast oglądać mecz, to mają biegać po trybunach stadionu w trakcie meczu i inwigilować innych kibiców? Poza tym kto poważny zaufa policji, gdy ona nie umie dopaść zleceniodawców morderstwa swojego szefa i raz po raz opinia publiczna dowiaduje się z mediów o korupcji wśród policjantów, w MSWiA (niedawno media obiegła informacja, że CBA aresztowało kilka osób z resortu) czy o współpracy niektórych policjantów z grupami przestępczymi? Kto rozsądny podejmie się współpracy czy wsparcia takiej policji? Takiej, która nie umie dopaść zleceniodawców mordu na swoim szefie, ale za to doskonale wychodzi jej kopanie leżącego, bezbronnego człowieka na ulicy jak to miało miejsce np. 11 listopada. Takiej, która nie umie odróżnić spokojnego kibica od awanturnika i potrafi pałować bez opamiętania każdego kto się nawinie pod rękę.

Dlatego pomysł, aby kibice sami zaczęli zwalczać przestępców na stadionach jawi się jako słaby żart i stawia w niepoważnym świetle ludzi, którzy z takimi tezami wychodzą, bo nie po to płacimy ciężkie podatki m.in. na policję, aby wyręczać organy ścigania z ich podstawowych zadań.

Marcin Dalbowski

http://diarium.pl/2011/11/koncepcja-kibicowskiego-ormo-czyli-o-slabosci-policji-i-panstwa-polskiego/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Koncepcja kibicowskiego ORMO, czyli o słabości policji i państwa polskiego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *