Koniec wakacji – jutro wojna!

Koniec wakacji – jutro wojna! Czas zejść z plaży – wojna.

Nie można wykluczyć, że konflikt na wschodniej ścianie rozpalii się to tego stopnia, iż wynikiem jego będzie demoliberalna rewolucja w Rosji połączona z serią regionalnych, krwawych konfliktόw. Być może konflikty te przerodzą się w nuklearną wojnę światową.

Wiedzeni jakby fatalnym przeczuciem Ojcowie Dominikanie Tradycyjnej Obserwancji (Dominikanie z Avrillé) w tekście zatytułowanym ” Deklaracja wierności katolickiej ” zaapelowali 3/07/br. do Ojca Świętego o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryji.
Oto, co piszą francuscy Dominikanie:

” (…) aby uzyskać dla świata pokόj, błagamy Papieża Franciszka, by raczył dokonać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryji ( w formie przepisanej ) zgodnie z żądaniem Nieba oznajmionym w Fatimie.”

Wydarzenia na Ukrainie i wojna, ktόra może być ich następstwem będzie kosztować życie dziesiątek tysięcy młodych Polakόw. Wysłani na front – zginą natychmiast, w pierwszych minutach walki.
Intencja poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryji powinna stać się więc codzienną intencją rόżańcową * – tym bardzej, że od pamiętnych wydarzeń w Portugalii papieże nigdy nie dokonali wymaganej przez Niebo konsekracji. Tymczasem Matka Boska powiedziała jasno, co stanie się jeżeli konsekracja nastąpi:

1.Rosja porzuci schizmę i stanie się katolicka,
2.Narody powrόcą do służby Chrystusowi-Krόlowi,
3.Światu zostanie dany pewien czas pokoju.

*rόżaniec składa się z tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych; tzw. ” tajemnice światła ” są heglowskim bluźnierstwem wymyślonym prez modernistόw.

Antoine Ratnik

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

12 thoughts on “Koniec wakacji – jutro wojna!”

  1. Tzw. tajemnice światła różańca dotyczą treści zawartych w Ewangelii a nie w filozofii Hegla. Twierdzić, że chrzest Jezusa w Jordanie, objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej, głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia, przemienienie Pańskie na górze Tabor i ustanowienie Eucharystii to są treści filozofii Hegla może tylko heglista.

  2. @WK: Widziałem gdzieś na stronach FSSPX argumentację, że Tajemnice Światła “nie pasują” do tradycyjnych trzech. Mnie ta argumentacja, w sumie, przekonała, w takim sensie, że tradycyjne 2 Tajemnice logicznie układają się w, nazwijmy to tak, “udział Pana Jezusa i Maryi w ‘drodze do Odkupienia Wielki Piątek i Zmartwychwstania w Wielkanoc'”, o ile nic nie pomieszałem. Natomiast “Tajemnice Światła” w wiekszym stopniu dotyczą, jakby to określić, moze: “doczesnosci”, oraz Koscioł, tak, powstanie pierwocin Koscioła, głoszenia Ewangelii, ustanowienia Eucharystii, czyli “Tego Wszystkiego”, co zaczęło jakby pełna parą funkcjonować po Zesłaniu Ducha Świetego.

  3. A tak na temat artykułu. No zobaczymy. Podobno niejaki Nostradamus prorokował, że w XX wieku w przeciągu 100 lat wybuchną 3 wojny swiatowe. Wobec tego mamy jeszcze <12 godzin. Jak nie wybuchnie III W Ś, bedzie to oznaczało, że Nostradamus cóś żle prorokował. No, chyba, że za wybuch 3 W Ś uznamy bombardowania Serbii w latach 90-tych. A proroctwa jak to proroctwa. Mnie sie najbardziej podobalo to z filmu "Szklane serce" Wernera Herzoga: "przyleci wielki ptak i nasra w morze, a woda sie podniesie na chłopa wysoko".

  4. 1. Robienie dogmatów z rozważań różańcowych jest niepoważne. To jest równoważne stwierdzeniu, że jakieś moje rozważanie jest jedynym poprawnym ujęciem rzeczywistości (u Kartezjusza jest utożsamienie pojęcia obiektywnego z subiektywnym i eliminacja tego pierwszego a św. Georga Hegla filozofia zastępuje wiarę). Tymczasem św. Tomasz z Akwinu napisał: “ani katolik ani poganin nie poznają Boga takim jakim jest, ale o tyle, o ile udostępniają Go doskonałości stworzeń”. Tomiści mówią tu, że poznanie (metafizyczne w ogóle a Boga w szczególności) jest analogiczne. Wiara niczego tu nie zmienia (Pawłowe poznanie “niejasne jakby w zwierciadle”). Jednoznaczność poznania metafizycznego wprowadził Duns Szkot (byt jest jednoznaczny, w tym samym sensie orzekamy istnienie Boga co istnienie kaczki). Z tego wyrosła scholastyka hiszpańska, Suarez, jezuici, Kartezjusz i pan Ratnik (niedawno po heglowsku bredził o Eliadem i współczesnym religioznawstwie). On jest kartezjaninem czystej wody tylko o tym jeszcze nie wie (jego krytyka Kartezjusza jest śmieszna, nie widział tekstów na oczy, ma jedynie wymusztrowane markery somatyczne). Tak samo jak o. Garrigou-Lagrange OP był heglistą i też nic o tym nie wiedział. ŚWIADOMOŚĆ (tak w ujęciu tomaszowym jak i współczesnej neuro-kognitywistyki) JEST WTÓRNA, to jest poznanie swego własnego poznania. Świadomość jest zatem WTÓRNA wobec poznania. Nie każdy wie, co poznaje. Istnieje również źródłowe poznanie nieświadome. Istnieje umysł nieświadomy. Umysł nie jest świadomością. Można być nieświadomym samego siebie. Świadomość to bardzo złożone zjawisko a nie prosty, kartezjański “duch”. Dziś to wszystko (spory o analogię bytu) ma tylko wartość antykwaryczną. Mamy dowody logiczne, że byt nie może być jednoznaczny tj. nie ma klasy wszystkich klas. Przyjmowanie jej prowadzi do sprzeczności i w konsekwencji do dowodzenia czegokolwiek (pokusa dla umysłów rezonerskich wszelkiej maści “intelektualistów”). Co więcej język etniczny jest nie tylko analogiczny ale wręcz metaforyczny w swojej naturze (neurony lustrzane, pojęcia rodzinne, protojęzyk, protonormatywność, imitacja itd). To są w zasadzie twierdzenia przyrodnicze, z zakresu neurobiologii, antropologii, psychologii rozwojowej. Pogląd szanownych tradycjonalistów zakłada, że pewne fragmenty języka ludzkiego są nadprzyrodzone i nadprzyrodzoność ta likwiduje “substancję” języka (całkiem jak w dogmacie o Przeistoczeniu ). To są twierdzenia niewydarzone. Osobiście przypuszczam, że u “lefebrystów” żadnej filozofii (nauki) się nie uprawia. Uprawia się jedynie nawyki (cnota jest nieprzyjemnym nawykiem, jak to p. Ratnik przeciwko św. Tomaszowi kiedyś tu wykładał). Tajemnice radosne, bolesne i chwalebne to nawyki a światła nie. Nie wolno wprowadzać nowych nawyków. Obserwancja zastępuje cnotę, rozum i wiarę. Tyle rozumiem. Niedawno dostałem kolejny list od lefebrystów w sprawie liturgii pogrzebowej z “dogmatami” na temat limbusa. Nienarodzeni idą do limbusa, bo chrzest jest konieczny do zbawienia (konieczny ma tu to samo znaczenie co u Dunsa Szkota). Ale, że chrzest jest działaniem Boga – to już żadnej świadomości. Sakrament przestaje odnosić się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, odnosi się sam do siebie. Kto twierdzi inaczej – modernista. Wiarę można oczywiście wykładać za pomocą różnych filozofii, tak samo jak fizykę, uprawę ziemniaków czy cokolwiek (jest tylko 5 z dwudziestu paru systemów, których nie może przyjąć katolik m.in. heglizm). Przez wieki chrześcijaństwo było neoplatońskie (aż do recepcji arystotelizmu w XII wieku, za arystotelika można by uznać tylko św. Jana z Damaszku). Św. Augustyn jest neoplatonikiem. On pism Platona nie znał. Wszystko co mówi o platonizmie odnosi się do neoplatonizmu. Jeszcze u Tomasza z Akwinu jest neoplatonizm np. w piątej drodze (która wedle FSSPX jest DOGMATEM!!!). Tym samym ulubiona epoka p. Ratnika tj. wczesne wieki średnie jest wedle tegoż Ratnika heretycka i obłąkana (jak on sam zresztą). …………….A proszę zauważyć, że (celowo) piszę o umiarkowanej tradycji w Kościele (tj. tomistycznej). Bo jest jeszcze cała teologia negatywna. Taki św. Jan od Krzyża twierdzi, że w ogóle nie istnieje żaden właściwy sposób rozważania. Rozważania to są takie podpórki dla początkujących. I właśnie z tych podpórek FSSPX robi sobie dogmaty. 2. Z tego co wiem, objawienia prywatne nie należą do depozytu wiary. Można je uznawać lub nie. Nawet jeśli Kościół uzna jakieś objawienie prywatne to i tak jego teść musi być implicite zawarta w Ewangelii, która stanowi kryterium tego uznania. A pierwsze uznane przez Kościół objawienie maryjne jest stosunkowo nowe: z Guadelupe w Meksyku. To są już czasy nowożytne. To jest “modernizm”. No ale jak Pan wierzy w Nostradamusa… Ja osobiście przeżyłem już kilka objawionych “końców świata”. Stosuję zasadę św. Jana od Krzyża i śp. o. Badeniego OP: ukazuje ci się Matka Boża – to ją potraktuj egzorcyzmem. Panu też ją polecam. Jak nauczał św. Tomasz z Akwinu: proroctwa dobre muszą się spełnić a złe nie.

  5. “…No ale jak Pan wierzy w Nostradamusa… …” – no bez jaj, 🙂 ! Też przeżyłem parę końców świata, w tym co najmniej 2 od Świadków Jehowy. Natomiast mocno wierzę w Apokalipsę Św. Jana Apostoła.

  6. To niech Pan sobie poczyta jej (Apokalipsy) kościelną recepcję i interpretację. Zwłaszcza tzw.millenaryzm, który co rusz w różnych objawieniach odżywa. Apokalipsa jest daleka od jednoznaczności. Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że celowo.

  7. Millenaryzm (bodajże uznany za herezję) – to jedna sprawa. Natomiast np. uznana za ortodoksyjną (także na Zachodzie) interpretacja Pseudodionizego Areopagity – to rzecz zupełnie inna. Nie chodzi o (naiwne i nierozważne) wskazywanie, że. np. Fałszywy Prorok to X, Bestia z Ziemi to Y, Bestia z Morza to Z, a Wielka Nierządnica to jakies A. Chodzi o “ortodoksyjny zestaw atrybutów”. No i o czujność. Ciekawa jest sprawa np. z tzw. “Plagami Apokaliptycznymi”. Jedną z tychże jest “Wylanie przez (Arch)Anioła Piołunu “, który zatruje ziemię. Dla katolików nie-Rosjan, nie-Białorusinów, czy nie-Ukraińców, to ot, taka tam, opowieść, jedna z wielu zapowiedzi czegoś tam. Natomiast na Wschodzie, pewna rosnąca tam roślina, bylica pospolita (Artemisia vulgaris), spokrewniona z piołunem, nazywana jest “czarnobyl”, po ukraińsku Чорнобиль, a po rosyjsku Чернобыль.

  8. To zabawa słowami. Pomysł, że między nazwą a rzeczą jest jakieś tajemnicze podobieństwo leży u podstaw całej, europejskiej filozofii (esencjalizm). Już Platon w “Kratylosie” pisał: “Nazwy przysługują rzeczom w sposób naturalny i nie każdy będzie twórcą nazw, lecz jedynie ten, kto zważa, by nazwa wszystkiego była zgodna z naturą i potrafi oddać jej obraz za pomocą liter i sylab”. Nowożytna filozofia odrzuciła zainteresowanie słowem na rzecz samych pojęć (pojęcia to tylko znaczenia słów) i ich “widzenia” przez duszę. W tym guście teraz “widzimy” treść Apokalipsy. W “Traktacie logiczno-filozoficznym” Wittgensteina jest jakby powrót do klasycznych inspiracji: rzeczy i język mają wspólną formę logiczną, czego jednak nie można wypowiedzieć ale można “zobaczyć”. Jak ktoś to “widzi” to nie idzie mu wytłumaczyć, że to jest nonsens. Bo on “widzi”. Nie wiemy czy Adam w Raju nazywając zwierzęta był “twórcą nazw”, czy tylko sobie wymyślał. W ogóle nie do pojęcia jest jak mógł sam jeden używać języka. Moim zdaniem Jan od Krzyża dobrze to określił: “żeby dojść do tego, czego nie doświadczasz, musisz iść przez to, czego nie doświadczasz”. Tak działa język i generuje się znaczenie a nie na zasadzie jakiegoś kopiowania (wspólnej) formy rzeczywistości i znaczeń (zob. B.Brożek, “Granice interpretacji. Czy rozumienie przypomina rozmowę, widzenie czy taniec?”, CCP 2014).

  9. Nie sądzę, by każde użycie języka można było słusznie nazwać zabawą słowami, bo to zakłada niepoważny stosunek do życia w ogóle np. Ewangelię można by też uznać za zabawę słowami. W etyce tomistycznej taki traktowanie życia to grzech ciężki. Rozumiem jednak, że Panu chodzi wyłącznie o to, żeby mi przyłożyć (erystyka, czyli zabawa słowami), dlatego pomija Pan wyłożony przeze mnie problem esencjalizmu jako rzekomy banał (zabawa słowami), czym on w oczywisty sposób nie jest. Przyjmijmy dla Pańskiej wygody, że każde użycie języka można nazwać zabawą słowami. Każdy ma zatem swoje zabawy. Jedni mądrzejsze inni głupsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *