„Konserwatywna kontrofensywa musi przygotować się na długie dekady walki”. Z Krzysztofem Bosakiem rozmawia Adam Wielomski

Od 1989 roku mamy w Polsce dwa konkurencyjne dogmaty dotyczące polityki zagranicznej: sojusz militarny ze Stanami Zjednoczonymi na każdych warunkach (środowisko PiS); sojusz z Niemcami za cenę uzależnienia ekonomiczno-politycznego (środowisko PO). Czy Polska jest rzeczywiście w takim dramatycznym położeniu, że musi szukać zagranicznego protektora, nawet za cenę zależności od niego? Spytamy wprost: czy powinniśmy się obawiać rosyjskiej agresji?

To nie jest kwestia obaw czy ich braku. Najpierw kilka faktów. Pierwszy jest taki, że Federacja Rosyjska w ciągu ostatnich lat nadrobiła sporą część zaległości i szybko modernizuje swoje wojsko. Rosjanie grają o ligę wyżej niż pozostałe państwa europejskie jeśli chodzi o armię konwencjonalną, o arsenale jądrowym nie wspominając. Po drugie, widzimy, że Rosja, podobnie zresztą jak inne mocarstwa, na czele z USA, nie ma problemu żeby swoje interesy realizować za pomocą siły militarnej albo presji uwzględniającej siłą militarną. Ta presja jest nie mniej ważna niż np. użycie wojska na Ukrainie, w Gruzji czy gdzie indziej. Po trzecie, między Polską a Rosją występuje szereg obiektywnie sprzecznych interesów, z kwestią naszej niezależności energetycznej na czele.

Teraz przechodząc do bezpośredniej odpowiedzi na Pańskie pytanie – uważam, że dziś rosyjska agresja jest mało prawdopodobna, a zarazem musimy być na nią przygotowani. Dlaczego mało prawdopodobna? Bo Rosja musiałaby ponieść ogromne koszty takiej operacji. Na każdym polu – militarnym, gospodarczym, finansowym i wizerunkowym. To jest zasadniczy powód dla którego zatrzymali się w Donbasie, zajmując tylko niewielki jego skrawek. „Połknięcie” zbyt wielkiej części Ukrainy po prostu przerasta dziś możliwości Rosji rozumiane jako chłodny rachunek potencjalnych zysków i strat, jakiego dokonuje się na Kremlu. Manewr z Donbasem jest de facto powtórzeniem tego co w latach 90., za Jelcyna, Rosja wykonała w Mołdawii, tworząc Nadniestrze, czy w Gruzji. Wykrojenie kawałka terytorium uniemożliwiające szybką integrację danego państwa ze strukturami zachodnimi.

Uważam z drugiej strony, że Rosjanie mogą i będą używać swojego potencjału militarnego do prężenia muskułów i wywierania presji jeśli chodzi o kwestie sporne. Dlatego potrzeba szybkiego wzmocnienia siły Wojska Polskiego. Z Turcją, która posiada dużą i sprawną armię i mimo szeregu pól rywalizacji z Moskwą, Rosjanie rozmawiają jak z partnerem, jest tu dobrym przykładem. Reasumując – najlepszym gwarantem zabezpieczenia naszych interesów w grze z Rosją są: własna siła militarna, gospodarcza i polityczna, możliwie duża niezależność od ośrodków, które polskie interesy mogą ignorować (jak Niemcy ws. Nord Streamów czy Amerykanie) oraz to, żeby w ogóle tę grę wprowadzić.

Czy widzi Pan szansę poprawy stosunków polsko-rosyjskich w najbliższych latach i wyniesienie ich na poziom ważnego partnerstwa?

Nie widzę za bardzo przestrzeni do partnerstwa rozumianego jako pogłębiona współpraca, ale uważam, że możliwa jest co najmniej deeskalacja napięcia i w miarę regularny kontakt. Żeby jednak do tego doszło musimy zacząć realizować trzy punkty, o których wspomniałem wyżej. Przy czym musimy też pamiętać, że złe relacje z Polską są dziś Rosji na rękę. Może dzięki temu budować taką dychotomię – dogadalibyśmy się „pragmatycznie” z Zachodem, ale Polska i państwa bałtyckie przeszkadzają. To jest dla Rosjan wygodna wymówka czy pretekst. Nie powinniśmy, tak jak do tej pory, pozwalać zbyt łatwo wpisywać się w ten schemat.

Czy jako Prezydent podjąłby Pan kroki zmierzające do przywrócenia – zlikwidowanego przez PiS – małego ruchu granicznego, dzięki któremu mali przedsiębiorcy północno-wschodniej Polski mogliby czerpać korzyści z wymiany handlowej z Rosją?

Tak. Nie należy w tym wypadku wstrzymywać wymiany handlowej tylko wzmocnić ochronę służb, w tym przede wszystkim kontrwywiadu i innych służb specjalnych. Tymczasem wstrzymanie małego ruchu jest niejako protezą słabości służb na tym odcinku granicy, uznanym za potencjalnie szczególnie niebezpieczny. Trzeba odwrócić myślenie i działanie w tym zakresie. Zresztą poważne podejście do służb specjalnych to problem do rozwiązania na poziomie ogólnokrajowym.

Jak Pan ocenia perspektywę chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku i rolę Polski w tym projekcie?

Nazwałbym swoją postawę ostrożną otwartością. Możemy w tym zakresie odegrać ważną rolę i zresztą np. inwestycja Centralnego Portu Komunikacyjnego jest niejako naturalnie stworzona pod polski udział w tym projekcie. Tymczasem Węgry zdążyły wyprzedzić nas już o kilka długości we współpracy z Chinami. Ostrożność wynikać musi z faktu, że oczywiście Pekin traktuje swoje inwestycje nie tylko biznesowo ale i w kontekście rozgrywki geopolitycznej. Dlatego trzeba patrzeć co nam się opłaca, a co mogłoby skutkować niepożądanym uzależnieniem. Niemniej nie możemy być zakładnikami amerykańskiej konfrontacji z Państwem Środka. Tym bardziej, że nasze położenie jest wymarzone by prowadzić intensywny handel na liniach Wschód-Zachód i Północ-Południe.

Konfederacja to – jak mówi sama nazwa – sojusz rozmaitych prawicowych sił antyestabliszmentowych. Jako jej kandydat na Prezydenta RP musi Pan reprezentować rozmaite, czasami nie do końca kompatybilne, kierunki ideowe. Stąd kilka pytań. Po pierwsze, czy jest Pan za powszechnym dostępem do broni dla każdego niekaralnego obywatela?

Jestem za ułatwieniem dostępu do broni i za powszechnym przeszkoleniem Polaków w zakresie używania broni. W przypadku zagrożenia zdrowia i życia każdy Polak powinien mieć prawo do obrony koniecznej, nawet gdy obrona ta przekroczy zasadę proporcjonalności.

Dziś prawo do obrony jest sprawą uznaniową i zależy od decyzji konkretnego sędziego. To sąd decyduje nie tylko czy obrona była niewspółmierna, ale również czy z uwagi na „przekroczenie granic obrony koniecznej” należy broniącego się ukarać.

Bezprawny zamach na zdrowie i życie nie jest momentem, aby oceniać proporcje środków obrony. Sąd powinien badać jedynie realność zagrożenia życia ludzkiego i na tej podstawie odstąpić od wymierzenia kary. Każde naruszenie miru domowego stanowi przy tym zagrożenie życia i zdrowia mieszkańców. Ułatwienie dostępu do broni powinno przyczynić się do bezpieczeństwa rodzin w myśl zasady „mój dom – moja twierdza”.

Czy jest Pan za przywróceniem kary śmierci?

Sprawiedliwy system prawny nie powinien wykluczać istnienia kary głównej. Stosowanej rzadko, zarezerwowanej dla wyjątkowych przypadków najcięższych zbrodni i udowodnionej ponad wszelką wątpliwość.

Jeden z konfederacyjnych partnerów dużo mówi o walce z socjalizmem. Czy można ograniczyć biurokrację, która obecnie stanowi znaczne obciążenie dla budżetu państwa (blisko milion urzędników)? Czy można tak po prostu nakazać ministrom zmniejszyć jej liczebność o 50% w ciągu 6 miesięcy, a o kolejne 50% w ciągu kolejnych 6 miesięcy?

Nic w państwie nie działa tak po prostu. Żeby zmniejszyć biurokrację, co jest potrzebne, trzeba zacząć od zmiany filozofii rządzenia. Dlatego w broszurze programowej mojej kampanii zawarliśmy odwołanie do zasady pomocniczości. Zasada pomocniczości została dotychczas uwzględniona w Konstytucji tylko w roli ozdobnika preambuły, niestety bez znaczenia faktycznego. Nowa Konstytucja powinna urzeczywistniać idee wyrażoną w słowach Piusa XI: “Obowiązuje jednak niewzruszenie ta podstawowa zasada filozofii społecznej, której nie można ani naruszyć, ani zmienić, że: tak jak nie wolno odbierać poszczególnym ludziom i powierzać społeczności tego, co mogą oni wykonać z własnej inicjatywy i własnymi siłami, tak byłoby krzywdą, a zarazem niepowetowaną szkodą i zaburzeniem należytego ładu społecznego, jeśliby większe i nadrzędne społeczności przejmowały te zadania, które mogą skutecznie wykonać mniejsze zrzeszenia niższego rzędu.” Zasada pomocniczości to tyle władzy i tyle państwa, na ile to konieczne oraz tyle wolności i społeczeństwa, na ile to możliwe. Przeprowadzenie reformy państwa według tej zasady pozwoli na radykalne zmniejszenie ilości niepotrzebnej biurokracji.

 

Program 500 plus daje PiS-owi dobre rezultaty wyborcze, ale z punktu widzenia demograficznego okazał się niewypałem. Dzietność za rok 2016 = 1,33; za rok 2017 = 1,45; za rok 2018 = 1,43. Czy należy ten projekt kontynuować czy zmienić strategię w „bitwie o demografię”?

Pewne umiarkowane efekty projekt dał w pierwszym okresie, bo prognozy były jeszcze gorsze. Niemniej nie może być wątpliwości, że jest to projekt o charakterze socjalnym a nie demograficznym. Realny program pro-demograficzny musi uwzględniać ulgi podatkowe i znaczące premiowanie rodzin z trójką oraz większą ilością dzieci, bo dopiero przy dużej liczbie takich rodzin możemy myśleć poważnie o wyjściu z zapaści demograficznej. Nie można też nie doceniać czynników kulturowych, które zaczynają odgrywać podstawową rolę w tym, że wiele par albo nie chce mieć w ogóle dzieci, albo bardzo późno i najwyżej jedno. Tu wchodzi temat odrzucenia wzorców promujących egoistyczny konsumpcjonizm ale także np. docenienia roli ojca i ojcostwa.

 

Dużo było ostatnio mowy o stanowisku posłów Konfederacji wobec oddania do eksploatacji polskich złóż miedzi kanadyjskiej spółce. Czy powinniśmy dawać zagranicznym firmom dostęp do naszych bogactw naturalnych?

Ponownie przytoczę naszą broszurę programową, Nowy Porządek: „Polskie złoża surowców naturalnych stanowią dobro wspólne i własność narodu. Eksploatacja złóż powinna przynosić zysk dla państwa i przyczyniać się do dobrobytu obywateli. Państwo prowadząc politykę wydobywczą powinno mądrze reagować na koniunkturę na rynkach surowców i rozwój technologii. Eksploatacja złóż powinna być zawsze prowadzona z troską o środowisko naturalne i bezpieczeństwo lokalnych społeczności. Wykluczyć należy udzielanie blankietowych koncesji na wydobycie złóż dla spółek w całości zagranicznych. Dochody z wydobycia zasobów naturalnych winny być inwestowane w badania i rozwój oraz stanowić dywidendę narodową, zasilającą fundusze na cele ogólnospołeczne. Nadwyżki powinny być oszczędzane w specjalnych funduszach kapitałowych na wzór norweski. Analogiczne zasady winny być stosowane wobec państwowych bogactw odnawialnych, takich jak Lasy Państwowe”.

W naszej Redakcji jest grono nauczycieli – w szkołach średnich i wyższych – i wszyscy dostrzegamy, że poziom polskich uczniów i studentów z roku na rok jest niższy. Ponieważ raczej nie zakładamy, że polski materiał genetyczny uległ nagłemu drastycznemu pogorszeniu, to jakie Pan proponuje zmiany w szkolnictwie wyższym, średnim i podstawowym? Szkoły prywatne czy publiczne?

Przeobrażeniu uległo nie tylko szkolnictwo ale przede wszystkim kultura. W o wiele większym stopniu młode pokolenie żyje dziś obrazami niż pojęciami i słowem pisanym. To ma niebagatelny wpływ. Również trendy wychowawcze idą najczęściej w kiepskim kierunku. W młodych ludziach od najmłodszych lat kształtuje się postawy egocentryczne zamiast stawiać wymagania. Także z punktu widzenia makro naprawy wymaga cała kultura w jakiej funkcjonujemy a nie tylko szkolnictwo. Jest to żmudny proces nad którym trzeba pracować w perspektywie całego pokolenia. Co do szkolnictwa – proponujemy proste rozwiązanie w postaci bonu oświatowego jeśli chodzi o strukturę finansowania i własności. Co do charakteru nauczania – niezbędne jest przywrócenie funkcji wychowawczej szkoły, kształcenia klasycznego, relacji mistrz-uczeń oraz odejścia od wszechobecnego dyktatu „kluczy” i testów. Sam proces edukacyjny przez to również zdebiurokratyzować.

Na części polskich uniwersytetów trwa coś w rodzaju lewicowej rewolucji 1968, a genderyzm i agenda LGBT stają się panującym tutaj dogmatem. Ustawa o szkolnictwie wyższym Gowina nie daje państwu żadnych narzędzi kontroli, co czyni niektóre uniwersytety wylęgarniami ideologii lewicowych. Co z tym należy zrobić? Czy można to tolerować?

Państwo nie powinno finansować uczelni, na których za publiczne pieniądze promowane są szkodliwe pseudonauki o charakterze czysto ideologicznym. Konserwatywna kontrofensywa musi zaś przygotować się na długie dekady walki opartej o solidne instytucje i systematyczną działalność dobrze osieciowanych środowisk. Trzeba kopiować od przeciwnika te metody, które są skuteczne.

Celem każdego kandydata jest zwycięstwo, ale to osiągnie tylko jeden z nich. Jaki wynik procentowy stanowi dla Pana minimum, aby móc powiedzieć, że kandydat Konfederacji odniósł sukces?

Panie Redaktorze, walczymy o realną zmianę polityczną w Polsce. Wizji tej zmiany dotknęliśmy, bo przecież nie jest to wyczerpujący opis, w broszurze Nowy Porządek, dostępnej na naszych stronach. Walka o prezydenturę to jeden z pierwszych kroków w tym kierunku.

Czy czyta Pan nasz portal konserwatyzm.pl i półrocznik „Pro Fide Rege et Lege”?

Tak, sięgam do tych źródeł i często z ciekawością zagłębiam się w teksty, cenię wielu autorów. Z niektórymi chętnie bym się zgodził z innymi polemizował, ale póki co polityka pochłania za dużo czasu by wrócić do regularnej publicystyki. Dziękuję za zaproszenie do wywiadu.

Dziękuję

Rozmawiał Adam Wielomski

[Głosów: 23   Average: 4.5/5]
Facebook

2 thoughts on “„Konserwatywna kontrofensywa musi przygotować się na długie dekady walki”. Z Krzysztofem Bosakiem rozmawia Adam Wielomski”

  1. (…)Jestem za ułatwieniem dostępu do broni i za powszechnym przeszkoleniem Polaków w zakresie używania broni. W przypadku zagrożenia zdrowia i życia każdy Polak powinien mieć prawo do obrony koniecznej, nawet gdy obrona ta przekroczy zasadę proporcjonalności.(…)
    Czyli prawo do egzekucji, bo włamywacz z łomem (Panie sędzią! Gdyby mnie zobaczył to na pewno walnąłby mnie tym łomem w głowę!!!) w ręku wyłamywał zamek w drzwiach? A może od razu do tricku na pomylenie mieszkania? … https://www.rp.pl/Przestepczosc/191009884-Pomylila-mieszkania-i-zabila-sasiada-Byla-policjantka-winna.html

    (…)Czy jest Pan za przywróceniem kary śmierci?

    Sprawiedliwy system prawny nie powinien wykluczać istnienia kary głównej. Stosowanej rzadko, zarezerwowanej dla wyjątkowych przypadków najcięższych zbrodni i udowodnionej ponad wszelką wątpliwość.(…)
    A co z koroną dla kapusi?

    Co do edukacji… To nie winna kultury obrazkowej tylko tego, że szkolnictwo akademickie weszło w buty szkolnictwa zawodowego.

    1. Kara śmierci była wyrazem miłosierdzia okazywanego skazańcowi, z którego on mógł skorzystać, jeśli się nawrócił i dopełnił sakramentu spowiedzi przed nią. „Śmierć zadawana jako kara za zbrodnie gładzi całość przyszłej kary za nie albo jej część, w zależności od ilości win, cierpień oraz od skruchy”, podaje św. Tomasz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *