Kościół a kara śmierci

Od Redakcji: W związku z wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego na temat konieczności przywrócenia kary śmierci rozgorzała dyskusja czy kara główna jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Wypowiedział się na ten temat min. abp Michalik, cytowany jest Katechizm KK. Równocześnie pojawiły się głosy, że nasz portal – kierując się niechęcią do Kaczyńskiego – zajął w tej kwestii dwuznaczną postawę. W związku z tym przypominamy tekst Adama Wielomskiego z 2007 roku poświęcony tej właśnie tematyce. Artykuł ten zachowuje swoją aktualność, a jego autor nie wycofuje się ze swoich tez.

Kościół a kara śmierci

Świat uważający się za cywilizowany chełpi się swoim abolicjonizmem. Tym niemniej temat kary śmierci wraca bezustannie, pytanie to musi bowiem wracać zawsze wtedy, gdy po szczególnie okrutnym przestępstwie prości ludzie pytają się o sprawiedliwość, o słuszną odpłatę. Trudno znaleźć inny problem, gdzie opinia oświeconej klasy politycznej tak radykalnie różniłaby się od najpierwotniejszych ludzkich instynktów, niż właśnie problem kary śmierci.

Przeciwnicy kary głównej atakują na dwóch polach doktrynalnych, mając świadomość, że społeczeństwa nowożytne nie stanowią ideowego monolitu, lecz podzielone są na dwie koegzystujące ze sobą cywilizacje, czyli ludzi religijnych i bezreligijnych. Do tych ostatnich apelują w imię wartości humanistycznych; do tych pierwszych, podpierając się autorytetem Kościoła katolickiego.

Abolicjoniści z pewnością odnieśli w ostatnich latach spory sukces marketingowy, polegający na tym, że udało im się wpoić w katolików opinię, że kara śmierci jest niezgodna z nauczaniem Kościoła, a jej przeciwnikiem był śp. Jan Paweł II. Ten argument papieski szczególnie nośny jest w Polsce. Warto więc sprawie tej poświęcić trochę miejsca.

* * *

Nie ma chyba potrzeby dowodzić, że starotestamentowe źródła chrześcijaństwa jednoznacznie opowiadają się za szerokim stosowaniem kary śmierci. Prawodawstwo Mojżesza dosłownie najeżone jest sankcją w postaci kary pozbawienia życia. Księga Wyjścia zawiera specjalną Księgę Przymierza, gdzie zawarte są postanowienia umowy o wybraństwo Izraela z Jahwe, a gdzie wprost roi się od sankcji w postaci kary śmierci (20, 12 i następne) tak za zabójstwo, jak za czary czy sodomię. Praktycznie zastosował Mojżesz karę śmierci za przestępstwo apostazji w stosunku do czcicieli złotego cielca (32, 27 i następne). Dodajmy przy okazji, że następnego dnia po rzezi czcicieli złotego cielca Mojżesz „poszedł do Pana”, aby spytać Go czy Bóg przebaczy ludowi Izraela? Bóg wybaczył, ale Mojżesz poszedł błagać nie o przebaczenie dla tych, którzy zastosowali karę śmierci wobec apostatów, lecz dla tych, którzy apostazji dokonali! Mojżeszowi bowiem ani przez moment nie przyszło do głowy, że wykonanie kary śmierci na apostacie – a w tym przypadku były ich setki – wiąże się z grzechem wobec Boga!

Nie przypadkiem zaczęliśmy od Mojżesza. On to bowiem z góry Synaj przynosi tablice, na których jest słynne przykazanie „Nie będziesz zabijał”. Następnie tenże sam człowiek dowodzi akcją pacyfikacyjną apostatów, na czele której to stanęli „synowie Lewiego” (32, 26), czyli to plemię Izraela, któremu żydzi powierzyli dziedzicznie zajmowanie się kapłaństwem. Możemy z tego wnioskować, że ani Mojżesz, ani kapłani nie dostrzegali sprzeczności pomiędzy zakazem zabijania, a stosowaniem kary śmierci. Pojawia się naturalne pytanie dlaczego ludzie ci nie widzieli sprzeczności pomiędzy zakazem zabijania, a stosowaniem kary śmierci? Na to pytanie odpowiedzieli filolodzy. Czasownik zabijać, którym tłumaczymy hebrajskie słowo użyte w Dekalogu, nie jest dokładnym odpowiednikiem słowa hebrajskiego i raczej należałoby tłumaczyć je jako nie morduj. Vulgata – a więc tłumaczenie Biblii uznane za kanoniczne dla Kościoła przez Sobór Trydencki – oddaje to przykazanie mianem non occides, czyli nie zabijaj, ale także nie morduj, nie zamęczaj. Zdaniem filologów, tekst hebrajski wskazuje na znaczenie nie morduj. Przykazanie nie będziesz zabijał oznacza tedy, dla starożytnego Izraela, zakaz mordowania przez jednego człowieka drugiego człowieka. Państwo jednak nie morduje, popełniając przy tym grzech, lecz wykonuje wyrok będący sprawiedliwą odpłatą za dokonane przestępstwo. Mojżesz w tym rozumieniu nie mordował, lecz wykonywał wyrok.

Powyższe rozróżnienie znajdziemy także w Nowym Testamencie. Zbawiciel nauczał o miłości pomiędzy ludźmi, której morderstwo jest ewidentnym zaprzeczeniem. Gdy Jezus rozmawia z Piłatem dobrze wie, że może zostać skazany na śmierć, choć jest niewinny. Czy w jakikolwiek sposób zaprzecza tej kompetencji Piłata? Nie, wręcz przeciwnie, przyznaje, że Piłat całą władzę otrzymał od Boga. Czy wisząc na krzyżu i mogąc uwolnić i Siebie i jednego ze złoczyńców, który wyraził skruchę, Jezus uczynił to? Nie, gdyż uznawał prawo państwo do wydania i wykonania kary śmierci. Zauważmy zresztą na marginesie, że gdyby w ówczesnej Palestynie nie było kary śmierci, to Zbawiciel nie mógłby umrzeć na krzyżu za grzechy całego świata… A więc Bóg posłużył się tą karą, aby zrealizować swój opatrznościowy plan.

Skoro doszliśmy już do doczesnego żywota Chrystusa Króla, to zajrzyjmy do Nowego Testamentu. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” (13, 1-5). I tu mamy odpowiedź dlaczego żaden papież nie może zanegować kary śmierci i dlaczego po wsze czasy będzie ona zgodna z nauczaniem Kościoła. Kto nawołuje do zniesienia kary śmierci, ten chce aby władza „na próżno nosiła miecz”.

Żaden papież i żaden autorytet kościelny nie może zmienić obiektywnego faktu, że kara śmierci jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Już od czasu św. Augustyna wiemy zaś, że największym dowodem na prawdziwość Kościoła jest niezmienność nauczania (O Trójcy Świętej, 4,1), ponieważ Prawda ta nie została stworzona przez człowieka, lecz przez stojącego ponad czasem Boga, którego tenże Augustyn określa mianem „Niezmiennego” (7,5). Czy katolik może nie zgodzić się z niezmiennym i nieomylnym nauczaniem Kościoła? Może, ale przestając być katolikiem. Każdy, kto głosi, że Kościół katolicki kiedyś aprobował karę śmierci, a dziś już tego nie czyni, jest tym samym heretykiem.

Trudno przez następne 20 wieków chrześcijaństwa znaleźć dokument w którym Kościół sprzeciwiałby się stosowaniu kary śmierci, mając oczywiście świadomość, że z chrześcijańskiego punktu widzenia nie jest to kara idealna. Różnie dowodzono prawowitości tej kary. Św. Augustyn wywodził ją ze stwierdzenia św. Pawła, iż „wszelka władza pochodzi od Boga”, a więc i prawa stanowione przez władzę są zgodne z Jego wolą. Przeciwko temu poglądowi można podnieść jednak zarzut, że Augustyn nie doceniał roli prawa naturalnego, w związku z tym nazbyt chętnie uznawał prawowitość ustaw bez wnikania w ich zgodność z normami wyższymi. Jednak nawet tak wielki teoretyk prawa naturalnego jak św. Tomasz z Akwinu, nie dostrzegał niezgodności kary śmierci z prawem naturalnym. W Wykładzie przykazań Bożych Akwinata pisze, tłumacząc przykazanie Nie zabijaj: „Są tacy, którzy twierdzą, że to przykazanie zabrania absolutnie zabicia człowieka. Stąd zabójcami nazywają sędziów, którzy według ustaw cywilnych wydają wyroki śmierci”. Następnie Akwinata przytacza przykłady biblijne, gdy Bóg dopuszczał wykonanie wyroku śmierci, z czego Tomasz konkluduje: „To, co wolno Bogu, wolno także Jego przedstawicielom, jeśli otrzymają takie polecenie. A jest chyba jasną rzeczą, że Bóg nie jest winny grzechu, gdy jako prawodawca grozi śmiercią za popełniony grzech. A powiedziano Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6, 23). Nie jest więc winny grzechu i ten, kto działa z Jego polecenia. Zatem przykazanie Nie zabijaj dotyczy tych, którzy to czynią z własnej woli (podkr. – A.W.)” (par. 133). Z tekstu tego wynika jednoznacznie, że skoro wszelka władza pochodzi od Boga, to wydawane przez nią i wykonywane wyroki śmierci nie stoją w sprzeczności z Dekalogiem.

Również w czasach późniejszych Kościół nigdy nie wywodził z przykazania „Nie będziesz zabijał” postulatu zniesienia kary śmierci. W Katechizmie katolickim kardynała Gasparri’ego (Poznań 1934), czytamy, że zakazana jest „prywatna zemsta”, a nie wykonanie wyroku; także Breviarium fidei (Poznań 1988) z przykazania tego wywodzi problemy medyczne, ochrony pracy, nawet komunikacji drogowej, nie wspominając jednak, aby wynikał z tego zakaz stosowania kary śmierci.

* * *

Abolicjoniści bardzo chętnie powołują się na nauczanie Jana Pawła II, dowodząc, że papież ten był przeciwnikiem kary śmierci. W tej zresztą kwestii abolicjoniści dzielą się na zawodowych agnostyków, którzy z uśmiechem szyderstwa powołują się na papieża oraz na autentycznych katolików.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że Karol Wojtyła był przeciwnikiem kary śmierci, dając temu wyraz w licznych wystąpieniach publicznych i apelach w obronie poszczególnych skazanych. Jest jednak rażącym nadużyciem wywodzenie z tego, że Kościół jako taki jest przeciwnikiem kary śmierci. Zgodnie z przyjętą przez Sobór Watykański I konstytucją Pastor aeternus, papież jest nieomylny w kwestiach wiary i moralności, pod warunkiem, że jego nauczanie jest zgodne z Tradycją katolicką i że owe nieomylne osądy zostaną wygłoszone z zachowaniem pewnej procedury. Zauważmy więc dwie rzeczy:
1. Jan Paweł II nie ogłosił kary śmierci za niezgodną z nauczaniem Kościoła, za sprzeczną z wiarą czy moralnością. Nie ogłosił swojego prywatnego poglądu przeciwko karze śmierci za obowiązujący w Kościele powszechnym.
2. Gdyby to zrobił, to z punktu widzenia teologicznego byłby to klasyczny przykład papa haereticus, gdyż do rangi nauczania nieomylnego podniesione zostałoby coś, co jest sprzeczne z tradycyjnym, tzw. zwyczajnym nauczaniem Kościoła.

Zauważmy najpierw, że Jan Paweł II wypowiadał się przeciwko karze śmierci w wystąpieniach o niskiej randze, takich jak przemówienia okolicznościowe. Wystąpienia takie nie są zaliczane do nieomylnego Magisterium. Na oddzielne miejsce zasługuje encyklika Evangelium vitae, gdzie papież broni życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Pojawia się tedy pytanie, czy kara główna nie stoi w sprzeczności z prawem do naturalnej śmierci? Jan Paweł II koncentruje się tu przede wszystkim na problemie eutanazji. Dwukrotnie porusza jednak i interesujące nas tu zagadnienie: „W tej samej perspektywie należy widzieć coraz powszechniejszy sprzeciw opinii publicznej wobec kary śmierci, choćby stosowanej jedynie jako narzędzie uprawnionej obrony społecznej: sprzeciw ten wynika z przekonania, że współczesne społeczeństwo jest w stanie zwalczać przestępczość metodami, które czynią przestępcę nieszkodliwym, ale nie pozbawiają go ostatecznie możliwości odmiany życia” (par. 27). Zwróćmy uwagę, że papież nie mówi tu, że Kościół, czy nawet on sam, wyraża „sprzeciw”, lecz, że wyraża go „opinia publiczna”. A to nie jest to samo!

W innym miejscu encykliki czytamy, że kara śmierci nie powinna być stosowana „poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dziś jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (par. 57). Także w tym fragmencie nie ma nic o zakazie stosowania kary śmierci, a jedynie, że „być może” społeczeństwa mają środki unieszkodliwienia przestępców, które mogą karę śmierci zastąpić z równą jej skutecznością. To „być może” – nie zakończone żadnym wnioskiem – oznacza, że to same społeczeństwa winny dokonać tej oceny.

Z cytowanych fragmentów absolutnie tedy nie wynika, że stosowanie kary śmierci zostało zakazane przez Jana Pawła II, a jedynie, że kary tej należy unikać. Trudno się z tym poglądem nie zgodzić, gdyż nikt dziś nie stosowałby tej kary – jak Mojżesz – za czary czy sodomię. Potwierdza to także opublikowany za czasu pontyfikatu tegoż papieża Katechizm, gdzie czytamy: „Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi. Z analogicznych racji sprawujący władzę mają prawo użycia broni w celu odparcia napastników zagrażających państwu, za które ponoszą odpowiedzialność” (par. 2266).
Co prawda moderniści w 1998 roku dokonali zmian w Katechizmie, zastępując cytowane przed chwilą słowa tekstem: „Wysiłek państwa, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zachowań, które łamią prawa człowieka i podstawowe zasady obywatelskiego życia wspólnego, odpowiada wymaganiu ochrony dobra wspólnego. Prawowita władza publiczna ma prawo i obowiązek wymierzania kar proporcjonalnych do wagi przestępstwa”. Jednak nawet ze zmienionego tekstu nie wynika, aby kara ta była niezgodna z nauczaniem Kościoła, gdyż kara ma być „proporcjonalna do wagi przestępstwa”. Jedyną proporcjonalną karą za morderstwo lub zdradę państwa jest śmierć. Tak było, jest i będzie, gdyż takie jest najpierwotniejsze prawo natury, najpierwotniejszy instynkt ludzkiego serca, który umieścił w człowieku Bóg w akcie stworzenia. Katechizm stwierdza zgodnie z naturalnymi pojęciami moralnymi, że „kara ma na celu ochronę porządku publicznego i bezpieczeństwa osób” (2266). Nie ma skuteczniejszej obrony przed mordercą niż jego fizyczna likwidacja. Kim jest bowiem morderca odsiadujący karę dożywocia w państwie, gdzie zniesiono karę śmierci? Jest immunizowany od kary za jakąkolwiek zbrodnię, którą popełniłby na terenie więzienia. Co można zrobić temu, kto już odsiaduje karę maksymalną za zabójstwo współwięźnia, strażnika? NIC.

Podsumujmy fakty. Encyklika Evangelium vitae pochodzi z roku 1995, podczas gdy Katechizm opublikowano trzy lata wcześniej, w roku 1992 a więc także za pontyfikatu polskiego papieża, którego podpis widnieje na stronie 9 polskiego wydania. Gdybyśmy więc chcieli – a tak czasami czynią abolicjoniści katoliccy nadinterpretując słowa Ojca Świętego – za pomocą tejże encykliki dowodzić, że Jan Paweł II sprzeciwił się karze śmierci, to musielibyśmy uznać, że Jan Paweł II za pomocą własnej encykliki sprzeniewierzył się oficjalnemu nauczaniu Kościoła katolickiego, zawartemu w Katechizmie, stanowiącemu wykład wiary dla każdego katolika. Tym samym – być może, że z ignorancji – katoliccy abolicjoniści próbują dowodzić, że Jan Paweł II był heretykiem! W historii Kościoła zdarzali się papieże podejrzewani o herezję (Liberiusz, Honoriusz), ale absurdalność tej sytuacji powiększałby jeszcze fakt, że Jan Paweł II byłby pierwszym w historii papieżem, który byłby heretykiem wobec… własnego Katechizmu!

Refleksje te pozwalają nam wysnuć następujący wniosek: prywatnie Jan Paweł II – jako Karol Wojtyła – był przeciwnikiem stosowania kary śmierci; jako papież nie mógł być jej przeciwny, gdyż wszedłby w konflikt z Tradycją katolicką. Każdy człowiek – także papież – może, kierując się własnym sumieniem, mieć prywatny pogląd na jakąś kwestię odmienny od przyjętego Magisterium. Nie ma w tym nic nienormalnego, szczególnie, że omawiany pogląd Karola Wojtyły ma charakter w sumie bardziej rygorystycznie moralny, niż przyjęty przez Kościół. Nie pojawił się on zresztą – zapewne właśnie dlatego – w dokumentach posiadających rangę dogmatyczną. Z tego właśnie powodu można stwierdzić, że papież Jan Paweł II nie zaprzeczał prawu państwa do stosowania kary śmierci, podczas gdy prywatnie – jako Karol Wojtyła – uważał, że nie należy jej stosować.

Refleksja ta każe nam jednak szczególnie zganić tych katolików – a przede wszystkim duchownych – którzy nadużywają prywatnych poglądów papieża, przeciwstawiając je nieomylnemu Magisterium. Nie dość, że przedstawiają Ojca Świętego jako heretyka, to dodatkowo wprowadzają do Kościoła niezwykle niebezpieczny wirus relatywizmu. Polega on na faktycznym zburzeniu hierarchicznej struktury nauczania eklezjalnego, skoro prywatny pogląd jednego człowieka – choćby to był nawet papież – stawiany jest ponad katechizm i nauczanie zwyczajne Kościoła. Jest to droga typowo protestancka, gdyż właśnie w wyznaniach reformowanych struktura ta została zachwiana i ostatecznie decydującym o poglądach religijnych i moralnych został zwykły wierny. Kościół katolicki – także w nauczaniu – zachowuje ścisły charakter hierarchiczny i katolik musi o tym pamiętać.

Adam Wielomski

IX 2007

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Kościół a kara śmierci”

  1. Szanowny Panie Profesorze! Z nauczania Jezusa Chrystusa, z jego Kazania na Górze, jasne jest, że każdy chrześcijanin, a szczególnie katolik, powinien być przeciw karze śmierci. Zakaz zabijania ludzi jest bezwzględny. Zrozumiałem to dzięki dyskusjom na Konserwatyzm.pl. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu byłem za karą śmierci. Zmieniłem zdanie. Żyj i pozwól żyć innym! Bądź miłosierny. To odróżnia nas, katolików, od protestantów, którzy byli surowi dla siebie i innych ludzi. Ciekawie mówił o tym wczoraj prof. Zbigniew Mikołejko w Radio TOK FM. Katolicka święta inkwizycja już w XVII wieku zakazała palić kobiety na stosach za czary. A w krajach protestanckich spalono kilkadziesiąt tysięcy kobiet na stosach. Ostatni taki przypadek miał miejsce w protestanckich Prusach w XIX wieku. Kościół katolicki jest wspaniały. I na pewno jest przeciw karze śmierci. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  2. Panie Krajewski, prosze przedstawic dowody na to, ze KK “na pewno jest przeciw karze smierci”. Prof. Wielomski wlasnie zaprezentowal zbior dowodow wprost przeciwnych.

  3. @ Artur Zarczynski Najważniejszą tradycją Kościoła katolickiego jest nauczenie Jezusa Chrystusa. A Jezus Chrystus był jednoznacznie przeciw zabijaniu ludzi, przeciw karze śmierci. Tyle w sprawie zasad. Z praktycznego punktu widzenia problem jest marginalny. Dotyczy w Polsce kilkudziesięciu ludzi rocznie, których z morderstwa można albo zabić, albo utrzymywać w więzieniu do końca ich życia. Koszt utrzymania tych, którzy zasługują na śmierć, to kilkanaście, może kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. To marginalny koszt. Warto go ponieść, by nieść chrystusowe przesłanie: nie zabijaj ludzi, miłuj ich. Katolik, który rozumie nauczenie Jezusa Chrystusa, nie może być za karą śmierci. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *