Kto jest biskupem decydujemy my

Tak samo jak Hermann Goering, kiedy dostarczono mu informację, że jeden z jego dowódców Erhard Milch jest pochodzenia żydowskiego, stwierdził: „kto jest Żydem decyduję ja”.

Na Brauna posypały się gromy (słuszne), ale przecież on publicznie ogłosił to, co w pewnych uchodzących za prawicowe i katolickie środowiskach jest wyznawane już od dawna. Przypomnijmy więc „operację Wielgus”. To w środowisku „Gazety Polskiej”, popartej w tej kwestii przez nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, postanowiono – z pobudek czysto doktrynalnych i poczucia fanatycznego zacietrzewienia – usunąć ze stanowiska mianowanego przez Papieża arcybiskupa. Operacja udała się – doszło do sytuacji bez precedensu w historii Kościoła w Polsce – zmuszono do dymisji mianowanego hierarchę. Zmuszono przy – powiedzmy sobie szczerze – bardzo słabym proteście ze strony tegoż Kościoła. Był to błąd kardynalny. Jeśli taka instytucja jak Kościół katolicki, ze swoją wielowiekową tradycją, daje się tak łatwo zaszantażować garstce fanatyków – to trudno się potem dziwić, że ich apetyty rosną. Szantaż brzmiał mniej więcej tak – na razie jeden wystarczy, ale wiecie dobrze, że mamy materiały na każdego z was, jak będziecie podskakiwać, to sytuacja się powtórzy, a to – jak widzieliście – nie jest przyjemne.

No i udało się – nie słyszeliśmy przez te kilka ostatnich lat żadnego „non possumus” ze strony hierarchii w obliczu ewidentnych przypadków nadużywania religii, krzyża i autorytetu Kościoła do celów czysto partyjno-politycznych. Nie reagowano zbyt mocno nawet wtedy, kiedy tłum publicznie lżył księży mających zabrać krzyż z Krakowskiego Przedmieścia do kościoła św. Anny, wyzywając ich od „ubeków”.

„Gazeta Polska”, pismo o tradycji jakobińsko-antyklerykalnej, zaczęła stroić się w piórka obrońcy religii katolickiej, zaczęła wystawiać świadectwa moralności nie tylko politykom z wrogich partii, ale i hierarchom Kościoła. I nadal nikt nie powiedział „stop”. Zwolennicy dziwacznych teorii Bronisława Wildsteina, zwyczajni hucpiarze posługujący się moralnym szantażem – zawłaszczyli tzw. rząd dusz na prawicy, nawet ludzie, wydawać by się mogło uformowani w prawdziwej szkole narodowej i konserwatywnej – popłynęli na tej brudnej fali. To uwielbienie dla Wildsteina i Brauna, którego prostackie i tendencyjne filmy wręcz z nabożnością były prezentowane na forach katolickich – jest przejawem jakiegoś niebywałego zaślepienia i zaczadzenia, jest dowodem na to, jak słaba intelektualnie jest polska formacja narodowa i katolicka. Wystarczyła jedna, fałszywa melodia zagrana na flecie i katolickie masy poszły grzecznie za grajkiem w drodze donikąd, porzucając stare siedziby i zasady.    

Nie nowość to w naszej historii – w XIX wieku masoni, węglarze, ateusze różnego autoramentu awanturnicy – bardzo łatwo rozpalali polską duszę, często posługując się religijną mistyką i patriotyczną tromtadracją. Robił to ateusz Ludwik Mierosławski rzucając hasło organizowania Mszy za Ojczyznę po to tylko, żeby „podniecić lud”. Grę tę przejrzał abp Zygmunt Szczęsny Feliński, dlatego ogłoszone go wrogiem patriotyzmu i moskiewskim sługusem, wybijano mu szyby w oknach i organizowano tzw. kocią muzykę. Taką grę prowadzili też korowcy w latach 70., a teraz pałeczkę przejęli faktyczni ich spadkobiercy. Ci siewcy zamętu z reguły przynosili Polsce tragedie i klęski, potem zaś zawsze wskazywali winnych tych klęsk, oczywiście nigdy we własnych szeregach. Po klęsce tworzyli mit niezłomnych bohaterów, którzy ulegli sile, ale moralnie wygrali. I tak przygotowywali następną powtórkę z rozrywki za lat naście. Zawsze też znajdowali się w Polsce ludzie, którzy na to się nabierali. I znajdują się po dziś dzień. Wnikliwy obserwator łatwo wskaże te katolickie ośrodki, gazety i rozgłośnie – które dały się w to wciągnąć. 

Jan Engelgard

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kto jest biskupem decydujemy my”

  1. Dawno nie czytałem tak dobrego tekstu kol. Engelgarda. Ja tylko mam wątpliwości czy Braun jest z GP – moim zdaniem jest radykalniejszy od nich.

  2. Artykuł rzeczywiście, nic dodać, nic ujać. Co do samego Brauna to, jak cały GaPol, na kilometr pachnie Wielkim Wschodem.

  3. Świetny artykuł. Analogia historyczna przedstawiona przez red. Engelgarda bardzo trafna.

  4. Takie analogie historyczne można ciągnąć w nieskończoność. Od masońskich liderów idącej pod katolickim hasłami konfederacji barskiej (Mniszech, Pułaski), poprzez ateusza Dembowskiego idącego z krucyfiksem na czele procesji mającej wzniecić wśród ludu Galicji powstanie, aż po aktywistów PPS-u rozdających w okresie zaborczym pod kościołami święte obrazki z wezwaniami do podjęcia czynu powstańczo-rewolucyjnego.

  5. Język narzucany prawej stronie przez Gazetę Polską i ludzi pokroju Brauna, to podstawowy instrument wzniecania egzaltowanej jakobińskiej i rewolucyjnej atmosfery w życiu publicznym. Braun wie zresztą oczywiście wszystko najlepiej. Wie kto jest księdzem czy biskupem Kościoła katolickiego, wie kto jest agentem rosyjskim (brak reakcji Schetyny na wyrażone wprost i kwalifikujące się pod paragraf oskarżenia Brauna jest niestety smutnym przykładem tolerowania bezprawia w Polsce). Mnie się jednak wydaje, że Braun to typowy fanatycznie doktrynerski insurekcjonista-romantyk, piewca tradycji sarmacko-anarchistycznej. Na Wielki Wschód mi nie wygląda, ludzie z tamtego kręgu reprezentują jednak wyższe kwalifikacje intelektualne.

  6. Myślę że Pan Braun nie mógł sobie wyobrazić lepszej reklamy dla siebie i swojego filmu – endokomuna licytuje się ze środowiskiem Wybiórczej w demonstrowaniu oburzenia. A pan Braun z tego co wiem jest powiązany nie ze środowiskiem GP (choć wiem, że na tych łamach wszyscy których Redakcja nie lubi są z założenia oskarżani o pisizm), tylko z czasopismem Polonia Christiana, bardzo dobrym zresztą.

  7. @Autor 20 lat czekalem na taki artykul i wreszcie sie doczekalem.Dziekuje bardzo. Niezwykle trafne sa tez komentarze P.Matuszkiewicza. Szczegolnie ten o Konfederacji Barskiej jest genialny.

  8. niech teraz Pan Engelgard nie bedzie taki wrazliwy: tylko jak sobie przypomni jak on jeździł po abp. Życiński gdy ten w swych homiliach odnosił sie do Jego idola: Bolesława Piaseckiego, do PAXu, do Słowa…. i dobrze pamiętam Jego teksty z „Mysli Polskiej”, które tytuował m.in. „Festiwal nienawiści”. To w Jego tygodniku była ostra krytyka abp. Życińskiego za zaangażowanie polityczne oraz nachalna europropagandę. – nie kwestionuję że się Życińskiemu za „upolitcznianie religii” nie należało, kiedy „polską droge do ue” porównywał z misją Apostołów i Św. Wojciecha. Tio własnie na łamach MP działanosć abp Życińskiego określano jako prostacka ale zgodną ze standardami politycznej poprawności. Atak Engelgarda na Brauna ma zupełnie inne podstawy, ponieważ Grzegorz Braun nakrecił film o kolejnej „świętosci” Engelgarda – sowieckim kacyku tow. Wojciechu Jaruzelskim – podającym się za generała

  9. @Antoine Ratnik: W ostatnio wydanej biografii Pułaskiego jest sporo o jego lozowych powiazaniach (jeszcze w polsce, potem we Francji i Ameryce).

  10. @Tadeusz Matuszkiewicz: Od pewnego czasu przestałem wiązać sarmackość (sarmatyzm?) z anarchia. Wydaje się, że sponsorowane z zewnątrz rodzime osrodki bardziej były skłonne do anarchii. Konfederatów barskich przestałem uważać za zwolenników sarmackiej tradycji po przeczytaniu biografii Pułaskiego. Podobnie w okresie Sejmu Czteroletniego. Zwolennicy Prostytucji 3-go Maja byli elementem wywrotowym, a nie konserwatysci (sarmaci), chcący spokojnie reformowac kraj.

  11. @Piotr Kozaczewski. Sami konfederaci barscy w swojej masie byli typowymi reprezentantami katolicko-demokratycznego sarmatyzmu, natomiast ich liderzy mieli przeważnie konotacje masońskie. Motorem konfederacji byli Mniszchowie, których rodowa siedziba w Dukli była zarazem ówczesnym centrum polskiej masonerii. Z kolei w okresie sejmu czteroletniego politycy chcący spokojnie reformować kraj (czyli ośrodek królewski) byli „oświeceniowcami” od sarmatyzmu jak najdalszymi ( choć oczywiście liderzy Stronnictwa Patriotycznego również byli dalecy od sarmatyzmu).

  12. Sarmatyzm, można powiedzieć, ma dwa oblicza. Jest prądem kulturowym i pewną ideologią. Od sarmatyzmu jako prądu kulturowego uciec się nie da (choć niektórzy w swoich koncepcjach reedukacji narodu próbowali-vide: Brzozowski w swojej antysienkiewiczowskiej krucjacie publicystycznej). Uciec się nie da, bo sarmatyzm stał się osnową polskiej kultury narodowej. Jego amputacja ze zbiorowej świadomości narodowej byłaby równa okaleczeniu „duszy polskiej”. Dobrze rozumiał to Dmowski, który wychowaczej pracy nad polskim charakterem nie przeciwstawiał ducha Trylogii, a wręcz przeciwnie, rozumiał że tej części kulturowej tożsamości wymazać się nie da, że w sensie kulturowym jest ona naszą wartością i punktem odniesienia. Sarmatyzm był jednakże także pewną koncepcją polityczną. Był ideologią szlacheckiej demokracji, ideologią wprost wymierzoną we władzę centralną. Zarówno skutki tej ideologii, jak i praktyka sarmatyzmu na płaszczyźnie politycznej miała charakter anarchistyczny par excellence.

  13. @Tadeusz Matuszkiewicz „…politycy chcący spokojnie reformować kraj (czyli ośrodek królewski) byli „oświeceniowcami” od sarmatyzmu jak najdalszymi …” – no właśnie nie jestem tego pewien. Tzn., nie jestem pewien, czy tylko „oswieceniowcy” chcieli „spokojnej reformy”. Wydawało mi sie, że niemała część poźniejszej targowicy – jak najbardziej też…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.