Łagowski: Gruba niewdzięczność [2015]

Sojusze są zmienne, stały może być interes narodowy. Sojusze z okresu wojny nie zawsze dają się utrzymać po wojnie, a niektóre narody znane są z tego, że kończą wojnę w innej koalicji, niż zaczynały. Generał de Gaulle mówił tak o Włoszech. Piłsudski zaczynał jako sojusznik (lub agent, jak kto chce) Austrii, ale zdążył na czas zdradzić państwa niemieckie i przystąpić do zwycięzców. Księciu Józefowi Poniatowskiemu zarzuca się, że ze szkodą dla Polski do końca pozostał wierny przegrywającemu Napoleonowi. Sojusz polityczny czy geopolityczny to nic świętego, nawet gdy się wzniośle nazywa Świętym Przymierzem czy zwyczajnie NATO.

Polski rząd tak się upaja obecnymi sojuszami (i łże-sojuszem z Ukrainą), że nie jest w stanie pojęciowo rozróżnić sojuszu od interesu narodowego. Myśli, że są to rzeczy tożsame. Skoro Niemcy są teraz naszym sojusznikiem (a w istocie wszystko przemawia za tym sojuszem), to i przedtem, dawniej nim były i tylko przez jakieś nieporozumienie albo wmieszanie się mocarstw trzecich stały się wrogiem. (Księgarnie są przepełnione niemieckimi książkami o II wojnie światowej, generałach Hitlera i o nim samym). Samorządy i stojące za nimi kliki partyjne w miastach poniemieckich – przypadły one Polsce dzięki sojuszowi ze Związkiem Radzieckim – coraz częściej i głośniej wyrażają swoje niezadowolenie z tego powodu, że Armia Radziecka w 1945 r. zrujnowała Gdańsk i inne miasta Pomorza i Śląska. Rzutują obecny sojusz z Niemcami w przeszłość i przyjmują, że tak powiem, niemiecką podmiotowość.

W tym myśleniu jest w istocie więcej wrogości do Rosji i Rosjan niż imitowanej niemieckiej podmiotowości, ale jedno bez drugiego nie byłoby zrozumiałe. Do jakiego nieprawdopodobnego stopnia dochodzi polska żądza odwetu na Rosjanach, widać doskonale w tych dniach w reakcji mediów i polityków na zamiar rosyjskich motocyklistów paradnego przejechania przez Polskę. Jest to jeden z tych momentów, gdy normalnie wychowanemu człowiekowi wydaje się, że znalazł się w szpitalu agresywnych wariatów. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej, ale ślepy los o tym nie wie i za głupotę części ukarze kiedyś cały naród. Co robić w tych warunkach? Być młodym i wyjechać, gdzie pieprz rośnie.

Dla Polaków, szczególnie dla tych Rejtanów, którzy nie dopuszczą do przejazdu rosyjskich motocyklistów, nieznośne jest, że Rosja pyszni się zwycięstwem w II wojnie światowej. Przy każdej rocznicy starają się wyrządzić Moskwie jakiś afront. Tym razem za pretekst mają Krym. Co nas obchodzi Krym? Jest ukraiński albo rosyjski, z pewnością nie polski.

Pokolenia wychowane po wojnie mają blade pojęcie, o co w tej wojnie chodziło. Łatwo im wmówić, że Hitler i Stalin to tacy sami bandyci, zbrodniarze i jest kwestią bez znaczenia, który dyktator wygrywa. Mówi tak względnie młody człowiek, który bardzo przeżywa swoją genealogię żydowską. Gdyby wygrał Hitler, jego przodkowie zostaliby w taki lub inny sposób wymordowani, ale on ma poczucie, że jakoś mimo to przedostałby się do istnienia.

Oświęcim i inne obozy zagłady stały się symbolami, figurami retorycznymi i chyba coraz mniej ludzi miewa objawienie, że to była jednak rzeczywistość. Należy się wmyśleć w Oświęcim, w Treblinkę, Bełżec… Zanim to zaistniało, nikt by nie uwierzył, że takie potworności są możliwe. Gdyby armia niemiecka zwyciężyła – nie zwyciężyła, dla wielu jest to dowód, że nie mogła zwyciężyć – otóż gdyby zajęła tę przestrzeń życiową, o którą walczyła, Oświęcimiów byłoby wielokrotnie więcej i krematoria byłyby budowane aż do uśmiercenia ostatniego ze skazanej rasy. Dzięki czemu tak się nie stało? Czy Wehrmacht odmówił posłuszeństwa? Czy Himmler się rozmyślił? Celem wojny było zajęcie przestrzeni zaludnionej przez Słowian. Część z nich miała być wymordowana, pozostali byli przeznaczeni na niewolników w służbie Niemców. Z tego, że tak się nie stało, nie należy wnioskować, że to było niemożliwe. Tak jak hitlerowcy ważyli się na Oświęcim, tak samo mieliby odwagę zaprowadzenia niewolnictwa. Nie udało się z oczywistego powodu: Związek Radziecki zmobilizował wszystkie swoje siły, aby Niemcom na to nie pozwolić. Według niemieckich historyków, 80% strat zadała Niemcom Armia Radziecka (opieram się na artykule prof. Normana Daviesa).

Gdyby w radzieckiej totalnej mobilizacji zabrakło jakiegoś istotnego ogniwa, nie wiadomo, jak potoczyłaby się wojna. Jednym z takich ogniw był Stalin. Nie trzeba więc na tego zrusyfikowanego Gruzina patrzeć tylko z jednego, nieruchomego punktu widzenia, bo rzeczy realne mają wiele stron, jedynie fikcje są jednowymiarowe.

Dla narodów Europy Zachodniej zwycięstwo III Rzeszy byłoby tylko utratą niepodległości, co jeśli nie pociąga za sobą upadku cywilizacji, jest sprawą małej wagi. Dla Żydów oznaczało całkowitą eksterminację, dla Słowian – Polaków, Ukraińców, Rosjan – niewolnictwo. Rosjanie mają mocne, niepodważalne powody, aby się pysznić, że temu zapobiegli. Wstyd mi za polskiego prezydenta, który ze swoim sztabem doradców przemyśliwuje, co by tu zrobić, żeby popsuć Rosjanom święto zwycięstwa nad III Rzeszą.

Bronisław Łagowski

Tekst ukazał się w Tygodniku Przegląd i na portalu https://www.tygodnikprzeglad.pl/

Facebook
[Głosów:5    Średnia:4/5]

1 thought on “Łagowski: Gruba niewdzięczność [2015]”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *