Lewicki: Cena zwycięstwa

Obecna sytuacja na Ukrainie wzbudza wielkie emocje, które rzutują także na ocenę wydarzeń II wojny światowej i obraz tego co się wtedy wydarzyło. To zrozumiałe, tym niemniej postarajmy się, choć będzie to niewątpliwie trudne, spojrzeć bez uprzedzeń i aktualnych namiętności, na tamte zdarzenia. Spróbujmy ocenić na ile skutecznie walczyła armia sowiecka, w porównaniu do zachodnich aliantów.

W tej kwestii obecne są dwie przeciwstawne opinie. Jedna mówi, że to Armia Czerwona niosła główny ciężar walki i była zdolna, nawet samodzielnie, pokonać III Rzeszę. Ta druga, wprost przeciwnie, wskazuje, że zachodni alianci wnieśli wielki wkład w zwycięstwo i bez ich udziału nie byłoby one możliwe. Zaś niektórzy publicyści, szczególnie młodego pokolenia, jak Piotr Zychowicz, wskazują, że to Zachód mógł sam pokonać Hitlera i to nawet w sytuacji gdyby przedtem tenże zdołał pokonać, i wyeliminować z walki, Stalina i jego armię. Rozstrzyganie tego rodzaju problemów z historii alternatywnej nie ma większego sensu, tym niemniej warto ocenić, na podstawie rzeczywistych wyników bitewnych starć, na ile efektywnym militarnym narzędziem była armia Stalina w porównaniu do sił zachodnich aliantów.

Poddajmy ocenie przebieg największej operacji na Zachodzie, czyli działania drugiego frontu, od lądowania w Normandii do zakończenia wojny. Przez 11 miesięcy prowadzenia tam działań wojennych (od 6 czerwca 1944 roku, do 8 maja 1945 roku) wojska alianckie, kosztem około 700 tysięcy zabitych i rannych żołnierzy, wyzwoliły i zajęły terytoria o powierzchni około 900 tysięcy km2, na które składała się cała  Francja, Belgia, Holandia, Luksemburg, oraz większość obszaru Trzeciej Rzeszy. Jak podaje znany niemiecki badacz historii II wojny światowej Rüdiger Overmans, w toku walk na froncie zachodnim Niemcy straciły 655 tysięcy zabitych żołnierzy oraz 4,2 miliona jeńców. Liczbę rannych, tylko do stycznia 1945 roku, ocenia się na ponad 400 tys. Wynika z tego, że alianci zachodni, kosztem własnych strat ocenianych na 700 tys. żołnierzy, wyeliminowali z walki około 5,4 mln żołnierzy armii niemieckiej.  Daje to stosunek strat 1:8, na niekorzyść Niemców.

Zobaczmy teraz jak to wyglądało na froncie wschodnim, gdzie walczyła Armia Czerwona. Nie będę tu sumował i analizował wszystkich operacji na tym froncie, a ograniczę się tylko do jednej, mianowicie operacji wschodniopruskiej w roku 1945. Ograniczyłem się do tej jednej operacji z tego powodu, że suma strat, w sile żywej Armii Czerwonej, podczas walk o Prusy Wschodnie, zbliżała się do przedstawionych powyżej strat aliantów podczas wszystkich walk na froncie zachodnim. Armia Czerwona, według danych rosyjskich, walcząc o zdobycie Prus Wschodnich, straciła ponad 126 tysięcy zabitych i ponad 458 tysięcy rannych żołnierzy. Łącznie daje to 584 tysiące straconych żołnierzy, co jest liczbą mniejszą niż owe 700 tysięcy strat aliantów, ale jednak porównywalną.

Co osiągnęła Armia Czerwona w Prusach Wschodnich takim kosztem?  Zdobyła jedną prowincję III Rzeszy o powierzchni około 40 tys. km2, co wydaje się bardzo mało  w porównaniu do 900 tys. km2 wyzwolonych i zdobytych przez aliantów na zachodzie podobnym kosztem strat ludzkich. Wynika stąd, że Armia Czerwona płaciła aż 18 razy większymi stratami ludzkimi, niż alianci zachodni, za zdobycie takiego samego terytorium. Jest to katastrofalna różnica, która wiele mówi o sposobach walki Armii Czerwonej i o jej dowódcach.

Podobnie wygląda też porównanie efektywności działań obu armii w zakresie zdolności do zadawania strat przeciwnikowi. Już wcześniej podałem, że na Zachodzie alianci, kosztem 700 tys. utraconych żołnierzy własnych, wyeliminowali 5,4 mln. Niemców. Jak to wyglądało w operacji wschodniopruskiej Armii Czerwonej? Według danych rosyjskich, Niemcy mieli stracić 487 tysięcy żołnierzy, z tego 105 tysięcy zabitych i 220 tysięcy jeńców. Podliczenie i porównanie daje nam wynik wskazujący, że nawet w operacjach zwycięskich, Armia Czerwona ponosiła straty większe niż pokonany przeciwnik. Gdy na zachodzie, straty Niemców były ośmiokrotnie większe niż alianckie, to na wschodzie było odwrotnie, Niemcy, nawet przegrywając, zadawali większe straty Armii Czerwonej. Znany rosyjski badacz, Grigorij Kriwoszejew, podaje, że łącznie, podczas wszystkich walk na froncie wschodnim, Armia Czerwona straciła, w zabitych i zmarłych, 7,4 miliona żołnierzy. Liczba ta nie uwzględnia zmarłych w niewoli jeńców sowieckich. Analogicznie liczone straty Niemców i ich sojuszników, w walkach na froncie wschodnim, wyniosły 4,3 miliona. Różnica bardzo istotna, ponad 3 miliony ludzi.

To wszystko są liczby, statystyka. Niewielu ludzi potrafi przełożyć je na realny obraz wojny, skalę tragedii, wręcz prawdziwego piekła, jaki się za nimi krył. To, że Rosjanie nie liczyli się ze stratami własnymi, podczas tej wojny, nie jest u nas  większą tajemnicą. Pewną nowością zaś jest to, że pojęcie o tym, jak Stalin prowadził wojnę, czym było sowieckie dowództwo i jak wyglądało sowieckie natarcie, zaczęło przenikać także do szerszych mas rosyjskiego społeczeństwa, przynajmniej w czasach odwilży, jak za rządów Jelcyna. Tego, co wówczas ujawniono, nie da się łatwo wyeliminować i powtórnie zakłamać. Obok tych rosyjskich pisarzy i twórców, którzy przedstawiali wojnę tak jak życzyła sobie tego kremlowska propaganda, i mieli z tego tytułu określone profity, byli także i tacy, którzy pisali prawdę o wojnie. Jednym z takich był  Wiktor Astafjew, który trzy lata walczył na froncie jako zwykły żołnierz i będąc trzykrotnie rannym jednak przeżył to piekło. Tak o tym mówił: „Ci, którzy kłamią o minionej wojnie, przybliżają przyszłą wojnę. (….) Ile więc osób zginęło w wojnie? Wiesz i pamiętasz. Przerażające jest nazwanie prawdziwej liczby, prawda? Jeśli ją wypowiesz, to zamiast paradnej czapki musisz nałożyć szatę pokutnika, uklęknąć w Dzień Zwycięstwa w środku Rosji i poprosić swój lud o przebaczenie za bezdarnie „wygraną” wojnę, w której wroga zawalili trupami, utopili w rosyjskiej krwi”. Ale ci co rządzili w Rosji, przynajmniej od czasów Putina, nie słuchali takich rad i przybliżali wojnę, która właśnie nadeszła i trwa na Ukrainie.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 46 Average: 1.7]
Facebook

4 thoughts on “Lewicki: Cena zwycięstwa”

  1. Z drugiej strony – na froncie wschodnim Niemcy mieli więcej sił, cięższego kalibru niż do odparcia inwazji Aliantów na Zachodzie. Nawet przy mobilizacji by zadać Aliantom taki cios, by podpisać jakikolwiek pokój z nimi i stawiać opór Sowietom, nadal na froncie wschodnim było więcej ludzi i sprzętu, i to cięższego, niż na froncie zachodnim. Zatem patrzenie jedynie po stratach przez szeroką perspektywę niewiele mówi. Lepiej patrzeć etapowo, na dane operacje i ofensywy. I tak i na froncie wschodnim mamy od przejęcia inicjatywy przez czerwonych liczne sytuacje, w których to Sowieci zadają wyższe straty Niemcom (co przełamuje stereotyp „walimy więcej żołnierzy niż tamci mają naboi”). Nie można robić tutaj tak prymitywistycznych zestawień, nie biorąc całościowego obrazu ówczesnego rozlokowania i okresowych sytuacji.

  2. Fornt wschodni i zachodni sa z wielu powodow nieporownywalne . Rosjanie zabili 4,1 miliona niemieckich zolnierzy i wzieli do niewoli ponad 3 miliony. Niemcy mordowali na wschodzie i dlatego mieli problem z poddawaniem sie. ZSRR nie podpisal Konwencji Haskiej co dzialalo w obie strony. Na zachodzie na 10 zniszczonych niemieckich czolgow 8 zniszczylo lotnictwo itd. Pewna latwosc z jaka Niemcy poddawali sie i przegrywali na zachodzie sklania do przekonania , ze niemieccy generalowie na zachodzie zdradzali . To sugeruje Goebbels w swoich pamietnikach i losy powojenne tych generalow , czesto mordercow, rowniez o tym swiadcza. Najpotezniejsza bronia Amerykanow i Anglikow w ich wojnach jak dotad byly skorumpowanie i zdrada ich przeciwnikow i przywodcow pamstw sojuszniczych. O skorumpowaniu i zdradzie interesow swojego kraju przez przywodce panstwa sojuszniczego dokonanej jeszcze przed przed II WS napisal David Irving.To byl nie tylko przypadek Polski. Druga Wojna Swiatowa byla walka o panowanie nad swiatem. Wycinanie z tego kontekstu strat i zyskow poniesionych przy zdobywaniu Prus sluzy budowaniu narracji o dzikosci i prymitywnosci Rosjan , ale oddala od prawdy. Poznanie prawdy jest dzisiaj , w najbardziej krytycznym momencie naszej historii , kluczowe dla naszego przetrwania. Przytoczona teza Zychowicza jest niepowazna i kompromitujaca , rowniez dla powtarzajacych ja . Nie sadze , zeby ten sposob medrkowania utrzymal sie dlugo . Predzej skonczy sie wszelkie medrkowanie.

  3. Prymitywna manipulacja. W Normandii klęski kolejnych „genialnych” ofensyw Montiego (kryptonimy od nazw torów wyścigów konnych w UK), Caen zrównane z ziemią, drepczący w miejscu (i żywopłotach) Amerykanie. Potem katastrofa „Market-Garden”, bezsensowna rzeźnia w lesie Hürtgen, blamaż w Ardenach…
    Autorowi wyszły ładne cyferki dzięki 1945, gdy po przegranej w Ardenach niemieccy żołnierze masowo, na wyścigi i radośnie poddawali się Aliantom. Na Wschodzie walczyli zajadle do końca.
    A może porównamy z „Bagration”? Autor wie ile niemieckich dywizji walczyło na froncie wschodnim, a ile na Zachodzie?
    Szkoda słów…Roosevelt i Churchill doskonale zdawali sobie sprawę, że Armia Czerwona jest decydującą siłą w tej wojnie, ale obecnie niektórzy piszą historię „wiatrowyczopodobną”.

  4. Nie chce mi się specjalnie szukać, ale…

    Na wschodzie walczyło 220 niemieckich dywizji, plus armia rumuńska , wegierska, różne Waffen SS w ilości kilku. Trzy floty powietrzne Luftwaffe, 8 z 10 dywizji pancernych.

    Na zachodzie i południu- Jugosławia, Włochy, Grecja, łącznie jakieś 25 dywizji Werhmachtu.

    Skąd wzięła się liczba 4,2 miliona poddających się na zachodzie Żołnierzy?
    Z kapelusza chyba…
    Włoska armia Kesselringa liczyła jakieś 10 dywizji- 100 000 ludzi?

    Piszę z pamięci, więc dane mogą być zgrubne, ale oddają istotę rzeczy.
    Na froncie wschodnim zniszczono 80% siły żywej armii niemieckiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.