Lewicki: Czas na Ukrainie przyspieszył

Do ostatniego poniedziałku wielu już zdążyło uwierzyć, że Putin się wycofa bez osiągnięcia jakiegokolwiek celu. Że oto zjednoczony Zachód dał mu należyty odpór, a „barbarzyńca aż po wieczne czasy do Azji ujdzie strwożony” – jak to stało w przepowiedni z Tęgoborza. Inni znowu bali się pełnoskalowej wojny z bombardowaniem miast, milionami uchodźców i podobnymi okropnościami, gdyż takie scenariusze przedstawiały media na Zachodzie. Być może antycypowały taki przebieg zdarzeń sądząc po działaniach m.in. w Jugosławii, gdzie w roku 1999 siły NATO przez całe 78 dni dokonywało systematycznych bombardowań niszcząc infrastrukturę, mosty, koleje, ale zniszczone zostały także domy, szpitale i szkoły.  Okazało się, że ten pierwszy scenariusz jest już nieaktualny, gdyż do ataku militarnego jednak doszło.  Można tylko mieć nadzieję, że działania zbrojne nie będą trwały aż 78 dni, a zakończą się szybko jakimś rozejmem.

Jak doszło to obecnej sytuacji? Przez siedem lat, od drugich porozumień mińskich, Putin stawiał warunki unormowania stosunków i przekazania Ukrainie kontroli nad granicą. Przez te lata politycy z Kijowa nie mogli się zgodzić co do przyjęcia tych warunków licząc na siłowe przejęcie i reintegrację Donbasu na własnych zasadach. W miarę upływu czasu,  takie oczekiwania stawały się coraz mniej realne, aż w końcu, od kwietnia 2019 roku, gdy Rosją zaczęła masowo dawać rosyjskie obywatelstwo mieszkańcom Donbasu, stało się jasne, że to już nie nastąpi nigdy.

Jednak Kijów jakby tego nie zauważył i nie był w stanie realnie oceniać sytuacji w jakiej się znalazł. Być może zresztą Rosja zrobiła ten ruch z nadawaniem obywatelstwa celowo, żeby utrudnić jeszcze realizację przez Ukrainę tych porozumień, gdyż uważała je, już wtedy, za niekorzystne dla siebie. Można sobie wyobrazić co by nastąpiło, gdyby Donbas, nawet tylko formalnie, wrócił w granice Ukrainy. Młodzi ludzie stamtąd zyskaliby możliwość bezwizowych wyjazdów do Europy, a to mogłoby stać się dla nich na tyle atrakcyjne, że z czasem zmieniłoby ich stosunek do Rosji i w efekcie zaczął by się także zmieniać polityczny, dziś zdecydowanie prorosyjski, obraz tego regionu. Tak być mogło gdyby politycy z Kijowa, odpowiednie wcześnie, zrealizowali porozumienia z Mińska. Teraz jest to już opcja nieistniejąca.  Po uznaniu, przez Rosję, niepodległości republik DNR i LNR i po rozpoczęciu działań wojennych w dniu dzisiejszym, nie  może już być mowy o powrocie do rozmów na ten temat. Kto sądzi inaczej, ulega myśleniu życzeniowemu.

Dużą porażkę zaliczyli zwłaszcza ci, którzy uważali, że Rosję można zatrzymać sankcjami ekonomicznymi. Pisałem o tym w poprzednim poście i okazało się, że miałem rację. Podobne oczekiwania były także w roku 2014 i  okazały się bezpodstawne. Wtedy dość ostro spadł kurs rubla i zaczęły się zmniejszać rosyjskie rezerwy walutowe. Optymiści wyliczali, że tych rezerw wystarczy Rosji tylko na dwa lata, a potem jej gospodarka zbankrutuje. Tego typu prognozy snuł nieżyjący już politolog Jerzy Targalski. Okazały się one całkowicie   chybione. Rosja nie tylko nie zbankrutowała, ale w listopadzie ubiegłego roku zgromadziła największe w historii rezerwy przekraczające wartość 624 mld. dolarów. Obecnie Rosja na tyle wydaje się być przygotowana do wszelkich sankcji, że jej ambasador w Szwecji, Wiktor Tatarincew, w wywiadzie dla wywiadzie „Aftonbladet”, dosadnie dał temu wyraz stwierdzając: Mamy w d*** zachodnie sankcje.

Jak wygląda aktualna sytuacja militarna? Według napływających, z różnych źródeł informacji, nie jest ona korzystana dla władz Ukrainy. Od wczesnych godzin rannych atakowane są rakietami i dronami obiekty wojskowe, lotniska, bazy i składy, na obszarze całego kraju. Według danych rosyjskich zniszczono 74 takie obiekty infrastruktury obronnej. Na wielu kierunkach doszło także do wtargnięcia sił rosyjskich w głąb terytorium Ukrainy. Do najbardziej kompromitującego, a jednocześnie grożącego największymi konsekwencjami, dla sił ukraińskich, zdarzenia doszło w miejscowości Nowa Kachowka, gdzie siły rosyjskie zajęły elektrownię wodną oraz opanowały most na  Dnieprze nie napotkawszy przeciwdziałania. Most może być użyty do szybkiej budowy przyczółku i rozwinięcia natarcia w dowolnym kierunku na prawym brzegu Dniepru, także w stronę Odessy. Od strony wschodniej wojska rosyjskie doszły do przedmieść Charkowa i Sum, gdzie toczą się walki. Na północy, od strony granicy z Białorusią, siły rosyjskie dokonały desantu na leżące pod Kijowem lotnisko Kijów-Hostomel, gdzie stacjonuje znany największy transportowy samolot świata – An-225 Mrija. Lotnisko to leży tylko 25 kilometrów od dzielnicy rządowej w Kijowie i jeśli wojska rosyjskie się tam umocnią, to będą mogły ostrzeliwać obiekty rządowe w Kijowie nawet przy pomocy artylerii. W takiej sytuacji ukraińskim władzom zostanie już chyba tylko ewakuacja do Lwowa, choć i tam pewnie nie będą mogły czuć się bezpiecznie. Wszystko to daje obraz bardzo złej sytuacji dla strony ukraińskiej, zaś szybkość postępów ich przeciwników wywiera wielkie wrażenie i chyba niewielu przewidywało, że działania mogą nabrać takiego tempa. A to wszystko to nawet nie jest jeden dzień działań zbrojnych. Mamy do czynienia z wojną nowej generacji i nasz kraj będzie musiał zmierzyć się z tym wyzwaniem i zrobić wszystko, co jest niezbędne, by zapewnić naszemu krajowi bezpieczeństwo. Jesteśmy w nowej sytuacji i musimy się szybko w niej odnaleźć, gdyż inaczej może być źle. Albo się zjednoczymy wokół programu wzmocnienia siły militarnej Polski, albo tego naszego państwa możemy nie mieć.

Stanisław Lewicki

(24 II 2022).

Click to rate this post!
[Total: 16 Average: 4.1]
Facebook

3 thoughts on “Lewicki: Czas na Ukrainie przyspieszył”

  1. I jak by tu rzec, ten hurraoptymizm był chyba nieco przedwczesny… 😉 Ukraina isębroni i pewnie się obroni, a wojska rosyjskie okazują się niekompetentne i nieudolne.

    O tej rzekomej mapie z ukraińskiego MSZ, na której podobno Chełm i Przemyśl należą do Ukrainy już nic nie usłyszymy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.