Lewicki: Czy Niemcy mogą przeciwstawić się Rosji?

Sprawa obecnej militarnej słabości państw UE, w tym szczególnie Niemiec, jest oczywista. Warto jednak zobaczyć od kiedy taki stan istnieje i czyje działania do tego doprowadziły. Nie zawsze tak było. W chwili zakończenia zimnej wojny to właśnie Niemcy dysponowały najliczniejszą i najlepiej wyposażoną armią w NATO, oczywiście poza siłami USA. Ten stan rzeczy długo się nie zmieniał i były też przesłanki by to się utrzymywało dalej, gdyż w międzyczasie, po zjednoczeniu państw niemieckich, nastąpiła też integracja sił zbrojnych RFN i Volksarmee byłego NRD. Najwięcej, było to aż 14 dywizji wojsk lądowych zgrupowanych w trzech korpusach armijnych.

Rzecz oczywista, że istnienie tak rozbudowanych sił zbrojnych nie było potrzebne, tym niemniej redukcja szła wolno, i jeszcze w roku 2004, jak podawał raport  The Military Balance 2004-2005 wydany przez International Institute for Strategic Studies (IISS), niemieckie siły zbrojne miały 284 tys. żołnierzy, z czego w siłach lądowych, liczących 191 tys.,  istniało 7 dywizji i nadal dowództwa trzech korpusów.
Na wyposażeniu armii było łącznie 2389 czołgów, z czego 1728 typu Leopard II różnych wersji.
Tak wyglądała siła niemieckiej armii w czasie gdy obejmowała władzę Angela Merkel.
Wtedy postanowiono dokonać zasadniczej transformacji, którą można by nazwać totalną redukcją (w Niemczech wszystko było i jest totalne).
Po dziesięciu latach, w 2015 roku, siły lądowe zostały zredukowane ze wspomnianych 191 tys. żołnierzy do tylko 60 tys., zorganizowanych w dwóch dywizjach sił lądowych i jednej aeromobilnej. Liczba czołgów na ich wyposażeniu spadła z 2389 do 306, czyli prawie 8 razy. (The Military Balance 2016).
Taki stan, z tendencją do dalszej degradacji, utrzymuje się do chwili obecnej.

Podobną operację, tylko na mniejszą, nie tak totalną jak Niemcy, skalę przeprowadzono także w Polsce, głównie za rządów PO i PSL. Polskie siły lądowe posiadały w 2004 roku 89 tys. żołnierzy. W 2015 roku, w końcu rządów PO, liczebność armii polskiej została zredukowana do 48 tys. ludzi, przy czym zaniechano poboru, a tym samym faktycznie szkolenia rezerw.
Jednocześnie zlikwidowano 1 dywizję zmechanizowaną, osłaniającą Warszawę.  To też spore osiągnięcie, jeśli chodzi o likwidację armii, choć nie tak spektakularne jak niemieckie.
Według nowych założeń strategicznych, opór, w przypadku ataku ze wschodu, miał być faktycznie stawiany dopiero za Wisłą.
Chodziło o to, jak to się wyraził jeden z polityków PO, by Polska pełniła rolę „miny przeciwpancernej na drodze do Berlina”. Zapewne takie podejście i takie zadania wyznaczone polskiej armii warunkowały jednocześnie możliwość głębokiej redukcję armii niemieckiej.

W logice sił politycznych rządzących w Polsce do 2015 roku, głównie z powodu jej zagranicznych  asocjacji, jest to w pełni zrozumiałe podejście; po co mamy bronić Warszawy, skoro jest Berlin?
Jednocześnie Niemcy przekazały Polsce, zapewne by mogła właśnie spełniać taką rolę, cześć swoich redukowanych czołgów starszych typów Leopard II A4/A5 (ok. 230 sztuk).
W świetle dzisiejszych doświadczeń, oznaczało to, że Lublin, Białystok, ale także i Warszawę, czekałby faktycznie, w przypadku konfliktu z Rosją, los Buczy czy Irpienia.
Kres tego rodzaju absurdalnych koncepcji strategicznych i faktycznego podporządkowania polskich sił zbrojnych interesom niemieckim nastąpił po wyborach w roku 2015. Pierwsze, co wtedy należało zrobić, to pozbyć się z kierownictwa armii ludzi, którzy taką politykę realizowali.


Wykonał to minister Macierewicz, atakowany wściekle przez ośrodki propagandowe związane z byłą władzą. Przypomnę, że jego decyzją przeniesiono do Wesołej, na wschód od Warszawy, batalion czołgów wyposażony w te pozyskane od Niemców, czołgi Leopard.
Sprowadziło to na  niego nieprzytomną krytykę, która wskazywała, że w ten sposób, w razie wojny, te czołgi zostaną szybko stracone. W domyśle – one mijają bronić Berlina, a nie Warszawy. Dla Warszawy była wyznaczona rola Buczy. Ale o tym wiemy dopiero teraz.
Minister  Macierewicz popełnił wiele błędów, szczególnie jeśli chodzi o politykę kadrową i PR, ale generalnie miał rację i jego zdecydowanie jeśli chodzi o likwidację obcych aktywów w obszarze bezpieczeństwa Polski, było podejściem właściwym.

Jednocześnie następowała powolna odbudowa polskich możliwości militarnych. W roku 2021 (The Military Balance 2022) polska armia lądowa liczyła już 58 500 żołnierzy. Jeśli doliczyć do tego siły terytorialne (ok. 24 tys.), to mamy 82 tys. żołnierzy sił lądowych, czyli prawie osiągnęliśmy stan sprzed nieprzytomnych redukcji poprzednich rządów.
A to dopiero początek zmian.  Jeśli dodać do tego poważne zakupy nowoczesnego uzbrojenia, a szczególnie perspektywę współpracy z przemysłem Korei Południowej, to mamy plan budowy armii polskiej jako najsilniejszej w Europie i zdolnej nawet samodzielnie obronić Polskę. Do roku 2035 planuje się wydać na modernizację armii aż 524 mld. złotych. Natomiast kwestia bezpieczeństwa Berlina nas nie powinna obchodzić, przynajmniej przez okres, gdy Niemcy prowadzą przeciwną polskim interesom politykę.

Gdy Polska zaczyna odbudowywać swoje siły zbrojne i efekty są już widoczne, to Niemcy, poza propagandowymi oświadczeniami nie uczyniły jeszcze nic. Na rok 2021 liczebność ich armii lądowej wynosi 62 tys. żołnierzy i posiada ona na wyposażeniu tylko 284 czołgi, czyli od roku 2015 nie nastąpiła żadna istotna zmiana.
Jednocześnie, w planie swojej propagandy, Niemcy deklarują wypełnianie roli lidera obrony państw UE. Tak przynajmniej stanowi ich, wydana w roku 2016, Biała Księga.
Ów przejaw dobrego samopoczucia wygląda wprost śmiesznie wobec realnych możliwości Bundeswehry. Jej stan osobowy i wyposażenie wystarczyłoby obecnie, na tydzień, może dwa, prowadzenia walk o średniej intensywności, takich jakie toczą się obecnie na Ukrainie.
A co dalej? Można domniemywać, że po tym tygodniu, Niemcy zakończyłyby okres walk w sposób taki jaki już stosowały, czyli bezwarunkowo poddałyby się Rosji. Mają w tym praktykę.

Taki, przewidywany przebieg wydarzeń jest oczywisty dla wielu, w tym także dla amerykańskich elit. Dlatego też rząd USA postanowił tu zainterweniować, gdyż uprzednie deklaracje Niemiec i Francji co do utrzymania niezależności UE wobec nacisku Rosji wyglądały zupełnie niewiarygodnie i było realne zagrożenie, że cała Europa, aż do Lizbony znalazłaby się na łasce Rosji.
Stąd też wielkie wsparcie militarne Ukrainy ze strony USA, a także wspieranie Polski, której polityczna stabilność, ze względu na podstawowe znaczenie dla utrzymania wschodniej flanki NATO oraz Ukrainy, jest niezbędna.
Dlatego też obecne lunatyczne wysiłki sił politycznych powiązanych z Niemcami, by zdestabilizować rząd w Polsce, nie dają większego efektu, gdyż USA nie może tu sobie pozwolić na żadną „rewolucję”, której chciałaby totalna opozycja, widząca nawet nieistniejącą rtęć w Odrze. Tego rodzaju prymitywne propagandowe zagrywki nie mają  szans na powodzenie.

Dodać też trzeba, że niezdolność Niemiec do zapewnia bezpieczeństwa od strony Rosji nie wynika  tylko z dysproporcji liczebności armii, ilości posiadanych czołgów, czy innego uzbrojenia.
Sprawa jest innego rodzaju i tkwi raczej w psychologii. Zwyczajnie, po drugiej wojnie światowej, Niemcy nie są już mentalnie zdolne by przeciwstawić się militarnie Rosji, która prezentuje się jako następca ZSRR i Armii Czerwonej.
Niemcy zostały, w ostatniej wojnie, kompletnie zdruzgotane i ich wola walki została zniszczona. To rodzaj syndromu sztokholmskiego, odniesionego do całego narodu. Trzeba pamiętać, że w budynku Bundestagu do dziś jest coś w rodzaju muralu wykonanego przez żołnierzy radzieckich po zdobyciu Reichstagu, i został on zachowany jako podziękowanie tejże Armii Czerwonej za wyzwolenie Niemiec od nazizmu. Niemcy nie są w stanie usunąć pomników Armii Czerwonej, których jest bardzo dużo na terenie wschodnich Niemiec. Władze niemieckie są traktatowo zobowiązane  do czczenia i pielęgnowania radzieckich pomników. Ale nawet i bez tego nie śmieliby ich tknąć, bo są jakby, pod tym względem, sparaliżowani.

Stąd też Niemcy nie są dla nikogo wiarygodnym gwarantem bezpieczeństwa, a szczególnie jeśli chodzi o możliwość skutecznego przeciwstawienia się Rosji. Nie są do tego zdolne.
I dlatego na próżno wzywał kiedyś minister Radek Sikorski, by Niemcy okazały siłę i zapewniły bezpieczeństwo Europie. Niemcy mogą, co najwyżej, próbować wywierać presję na Polskę, co też czynią. Ale nigdy nie staną otwarcie przeciwko Rosji. Stąd też taki partner i sojusznik nie jest nam do niczego potrzebny. Musimy zadbać o swoje bezpieczeństwo w budowaniu relacji z innymi państwami, a szczególnie w umacnianiu własnej armii.
Rosjanie to wiedzą i preferują kontakty z Niemcami, co do których są pewni, że im się na poważnie nie przeciwstawią. A gdyby nie ustępowali dostatecznie szybko, to wtedy stosują szantaż i ich propaganda wprost mówi, że mogą Niemcom powtórzyć to co było w roku 1945  (jesli nada powtarim).
Niedawno obecny kanclerz Scholz przyznał, że przed wybuchem obecnego konfliktu obiecywał Putinowi, że Ukraina przez 30 lat nie zostanie przyjęta do NATO. Zgodziłby się pewnie na wiele więcej, gdyby nie postawa Ukrainy i działania wspierających ją państw, do których Niemiec zaliczyć nie można.
Wszystko to wskazuje, że Niemcy nie są wiarygodnym partnerem dla nikogo i ich obecna rola w Europie nie opiera się na realnych podstawach, nie tylko, co oczywiste, jeśli chodzi o siłę militarną, ale także, poprzez uzależnienie się od rosyjskiego gazu, gospodarczą.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 48 Average: 2.6]
Facebook

13 thoughts on “Lewicki: Czy Niemcy mogą przeciwstawić się Rosji?”

  1. wszechwiedzący a więc w pełni oświecony Autor pisze:
    'Dlatego też obecne lunatyczne wysiłki sił politycznych powiązanych z Niemcami, by zdestabilizować rząd w Polsce, nie dają większego efektu, gdyż USA nie może tu sobie pozwolić na żadną „rewolucję”, której chciałaby totalna opozycja, widząca nawet nieistniejącą rtęć w Odrze. Tego rodzaju prymitywne propagandowe zagrywki nie mają szans na powodzenie.’
    co wymaga 'sprostowania’>a kieruję się opiniami z USA-mises institute, który już 'dawno’ pisali:
    Will Hungary And Poland Be The Next Victims Of US/EU Regime Change?
    czyli: Czy Węgry i Polska będą kolejnymi ofiarami zmiany reżimu przez USA/UE (!!!!!)?
    .https://www.zerohedge.com/geopolitical/will-hungary-and-poland-be-next-victims-useu-regime-change
    gdzie na końcu AMERYKAŃSKI autor pisze:
    'the interventionist cabal in DC will always find ways to harass and destabilize nations abroad.’
    czyli:
    'interwencjonistyczna kabała w Waszyngtonie {!!!!!) zawsze znajdzie sposób na nękanie i destabilizację narodów za granicą.””
    a narzędzia są zawsze te same jak w przypadku USA+EU+NATO:
    'USA jako światowa potęga, która używa wyłącznie brutalnej siły. Podobnie jak w przypadku działań krajowych, państwo amerykańskie może wykorzystać kombinację energicznej twardej siły i sprytnej miękkiej siły, aby zmusić krnąbrnych aktorów do poddania się. Niesławne „kolorowe rewolucje” – ruchy, które agencje wywiadowcze, organizacje pozarządowe i inni krajowi aktorzy wykorzystują do ingerowania w zagraniczne wybory w celu wywołania kryzysu wyborczego – są jednym z wielu narzędzi, które amerykańskie głębokie państwo i jego sojusznicy z UE mogą wykorzystać do nękania słabszych państw i zmuszania ich do podporządkowania się ich woli.”” (to pisze amerykanin w amerykańskim 'medium’
    czyli
    w Polin idzie operacja 'regime change’ przez USA+EU+NATO czyli rząd zjednoczonych prawiczków aka patriotów są do „odstrzału” są 'DO ODSTRZELENIA’ oczywiście w 'wolnych,demokratycznych wyborach’
    a co więcej: zjednoczone prawiczki (znaczy się 'kierownictwo’ piździelców) są tego świadomi bo już niejaki Roosevelt powiedział 'przed wojną’:
    „In politics, nothing happens by accident. If it happens, you can bet it was planned that way.’
    czyli
    'W polityce nic nie dzieje się przez przypadek. Jeśli się dzieje, to można się założyć, że tak to zostało zaplanowane’
    a co do losów Polski-Polaków:
    NEC LOCUS UBI POLONIA FUIT>nie ma miejsca gdzie ongiś była Polska’
    .
    DOTARŁO!!

  2. Ma miejsce wadliwe postawienie problemu w tym tekście. Czy Niemcy są niewiarygodne jako obrońca Europy? Przecież Niemcy mają od dawna zupełnie inną koncepcję polityki. Nie zamierzali nikogo bronic przed Rosją, tylko zawrzeć strategiczne partnerstwo z Rosją i stworzyć euroazjatycką przestrzeń od Lizbony do Władywostoku. Cała strategia Anglosasów polega tu na nałożeniu sankcji gospodarczych rozbijających „sojusz” Niemiecko-Rosyjski. Oprócz najechanej Ukrainy największym przegranym tej wojny są Niemcy, ponieważ bez tanich surowców rosyjskich ich gospodarka padnie a Rosja powoli zwraca się ku Azji.

  3. Amerykanie dwukrotnie zdewastowali Europe wywolujac wojny w XX wieku. Jedyne co nas broni dzisiaj przed wojna na terenie naszego kraju jest polityka Niemiec. Dziwilo mnie samorozbrojenie Niemiec , poniewaz wydawalo sie , ze w zwiazku z ekspansja na terenie Europy srodkowej powinni miec w zanadrzu tegiego kija, ale chyba w Niemczech uznano , ze to bylaby pulapka zastawiona przez Amerykanow .Wojska nominalnie niemieckie podlegaja amerykanskiemu dowodztwu. Dlatego podjeto dzialania na pozor samobojcze. Tusk oczywiscie realizowal polityke zagranicy w Polsce , tak samo jak PIS, Dzisiaj powinnismy dziekowac Opatrznosci za te zdrade, poniewaz dzieki niej jest niemozliwe wciagniecie nas do otwartej wojny.

  4. Jeszcze nam Niemiec brakuje broniących nas i Ukrainy przed Rosja jak w latach 40tych. Zwłaszcza miejsce Polski w planie OST byłoby honorowo wyróżnione. Niemcy gwarancja bezpieczeństwa jak lis gwarancja bezpieczeństwa kurnika.

    Niemcy nigdy nie będą w stanie pokonać Rosji bo nie jest to w interesie Anglosasów. A już najmniej w naszym. Jak Rosja padnie kiedyś my wraz z nią.

    Redukcja uzbrojenia była nie tylko w Niemczech, Polsce, bo i Szwedzi czytałem na to samo się skarżyli. Podejrzewam że w interesie Usa nie było żeby Unia była silna militarnie i jednocześnie w dobrych relacjach z Rosją. Po majdanie i umoczeniu Rosji zbrojenie już zalecane bo może da się i nas wciągnąć w wojnę.

  5. 1. Po co wydawać pieniądze na armie jeśli artykuł 5 NATO gwarantuje bezpieczeństwo.
    2. W interesie USA jest by Niemcy były militarnie słabe.
    3. Niemcy i Rosjanie przyciągają się do siebie jak dwa magnesy dlatego również Polsce powinno zależeć ny tym by Niemcy były militarnie słabe.

    1. „W interesie USA jest by Niemcy były militarnie słabe”.

      W tym rzecz. Gdyby Niemcy wydawały trumpowskie 2% PKB na zbrojenia, to z automatu miałyby trzeci budżet obronny na świecie – po USA i ChRL.

  6. Mógłbym odpowiadać po kolei na nagromadzenie absurdów i zwyczajnej (?) atlantyckiej, natowskiej, pro-hegemoniczno amerykańskiej, pro-ukraińskiej, pro-pisowskiej, rusofobicznej etc. propagandy. Ale w zasadzie po co. Czyż „rola Buczy i Irpienia wyznaczona dla Warszawy” nie wystarczy? P. Lewicki tym tekstem osiągnął nadir. Gdyby p. Sakowiczowi brakowało autorów i tekstów tego typu, zapewne całowano by p. Lewickiego po rękach w „Gaz. Pol.”. Trudno podejrzewać, aby Szanowny Gospodarz tego portalu nie zdawał sobie sprawy z „dołowania” p. L. i, co za tym idzie, ciągnięcia w dół i samego portalu. A jednak brnie w propagowanie poglądów – jak się do tej pory wydawało – całkowicie obcych wizji świata, stosunków międzynarodowych, roli Polski, Ukrainy itd., przez samego siebie reprezentowanych.

  7. Niemcy nie maja zadnych interesow ani powodow aby przeciwstawiac sie Rosji.Wszystkie dotychczasowe „sankcje”i „pomoce”,wlacznie z tymczasowym zamknieciem ns2 zostaly podjete
    pod presja atlantycko-anglosaska z wsparciem „przyjaciol” zza Odry.Jedynym panstwem europejskim ktore bedzie sie do konca przeciwstawiac jest Polska-ze wsparcie takich poteg strategicznych jak pribaltyki.
    Lewicki staje sie czyms w rodzaju portalowego trefnisia piszacego dla rozbawienia czytelnikow.

  8. Cóż można by napisać..
    Do rosyjskich mniejszości i krajów przyjaznych, nikt nie będzie strzelał.
    Spotka się to z reakcją dyplomatyczną, ekonomiczną i zbrojną, adekwatną do sytuacji.

    USA znalazło naiwniaka, który płaci krwią za politykę negacji Rosji w każdej sferze, poczawszy od gospodarki, kultury, wymiany handlowej, skończywszy na indywidualnych sankcjach wobec dzieci, wnuków, krewnych, kochanek.
    Przekracza to granice absurdu.

    Europa nie ma własnej polityki zagranicznej, popełnia samobójstwo gospodarcze.
    Efekty alienacji elit politycznych będziemy widzieli na wiosnę.
    Nie tylko niemieckich..

    Najzabawniejsze jest to, że europejskie i amerykanskie fundusze spekulacyjne, energetyczne, notują astronomiczne zyski.
    Każdy pretekst do zarabiania na biedakach jest dobry.
    Co na to biedacy, się w dość krótkim terminie okaże.

  9. Przecież Niemcy wykorzystują wojnę na Ukrainie jako pretekst do remilitaryzacji. Deklaracja Scholza z końca maja:

    „W ramach NATO Niemcy będą wkrótce dysponować największą armią konwencjonalną w Europie. Od 2010 r. Bundeswehra jest strukturalnie niedofinansowana. Brak inwestycji ograniczył nasze ogólne zdolności obronne. Dlatego wkrótce po rozpoczęciu wojny zaproponowałem specjalny fundusz Bundeswehry w wysokości 100 mld euro, aby raz na zawsze zmienić ten stan rzeczy. Fakt, że mamy teraz ponadpartyjne porozumienie w sprawie tego specjalnego funduszu, wysyła jasny i jednoznaczny sygnał: bezpieczeństwo Niemiec i naszych sojuszników zostanie znacznie wzmocnione”.

  10. „Minister Macierewicz popełnił wiele błędów, szczególnie jeśli chodzi o politykę kadrową”

    „Katolik” (w Radiu Maryja i TV Trwam ma – chyba jeszcze od lat 90. – własny cotygodniowy program, pt. „Myśląc Ojczyzna – Głos Polski”) Macierewicz przejdzie do historii społecznej Polski jako pierwszy przedstawiciel władzy państwowej w ponad tysiącletniej historii Polski, który otworzył Wojsko Polskie na homoseksualistów i transwestytów (wydał specjalne rozporządzenie).

  11. Jakbym czytał Macierewicza albo Kaczyńskiego który zarzuca Niemcom,że grają po stronie Rosji bo zbyt mało gorliwie dostarczają broń Ukrainie.Calkowita kompromitacja autora który po 24 lutym całkowicie zbzikował na punkcie anty rosyjskim.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.