Lewicki: Czy USA są altruistycznym mocarstwem?

Taką właśnie myśl, że „USA działają czasami z pobudek altruistycznych”, wysnuł niedawno profesor Chodakiewicz w rozmowie z redaktorem Rachoniem w programie „Minęła 20”. Stwierdził tam m.in.: „Imperium amerykańskie jest jedynym które gwarantuje, że państwa narodowe będące w sojuszu z imperium nie zostaną zdominowane i zniszczone”. Dał też przykład na ten altruizm: „Dominacja amerykańska jest zawsze w najłagodniejszej formie, wystarczy spojrzeć na Niemcy czy Japonię. Nie wzięła się ich potęga gospodarcza z niczego, tylko z amerykańskiej dobroci”.

Gdy jednak bliżej przyjrzymy się temu, jak wyglądało praktykowanie tej „dobroci”, to jej obraz będzie, delikatnie mówiąc, bardziej złożony. Bo przecież wiemy, że wymienione państwa doświadczyły tej rzekomej dobroci dopiero po tym jak zostały srodze ukarane, wręcz całkowicie zniszczone, w tym jedno, przy użyciu broni jądrowej. Także i obecnie ich potęga gospodarcza jest utrzymywana w takich rozmiarach by nie była konkurencją dla USA. Jeśli zaś Japonia, w latach 90., wyrosła zbytnio ponad akceptowany poziom, to działania USA były takie, że japońska gospodarka poniosła potężne straty i została wprowadzona w stan recesji, w której tkwi do dzisiaj. Znany japoński autor Yoshikawa Mototada ocenia, że straty finansowe jakie poniosła Japonia w 1990 roku były porównywalne z klęską w II wojnie światowej.[i]  To, że Japonia lojalnie wspierała USA nie miało tu znaczenia. Jak pisze  Frederick William Engdahl: „Żaden z krajów świata nie wspierał reaganowskiej polityki deficytu budżetowego i ogromnych wydatków w latach 80. bardziej lojalnie i energicznie, niż dawny wróg Waszyngtonu, Japonia. (…) W oczach Japończyków, odpłatą za ten lojalny i hojny zakup przez Tokio amerykańskich obligacji skarbowych, nieruchomości i innych aktywów, była, na początku lat 90., najbardziej niszczycielska katastrofa finansowa w dziejach. Wielu japońskich biznesmenów prywatnie wierzy, że był to rezultat celowej polityki Waszyngtonu nastawionej na podcięcie japońskich gospodarczych wpływów w świecie”.[ii] I tak to, w praktyce, wygląda ta dobroć USA. Manifestowanie całkowitego podporzadkowania życzeniom Ameryki, wcale nie uchroni, jak pokazuje przykład Japonii, od niszczących działań tego imperium.

W przypadku innych krajów widać to jeszcze bardziej. I co gorsza, nie ma tu większego znaczenia to, czy dany kraj zaliczał się wcześniej do sojuszników USA, czy do przeciwników. Bardzo dobrym przykładem na to jest los Wielkiej Brytanii, która od drugiej wojny światowej jest sojusznikiem USA. Wielka Brytania, do wybuchu tej wojny, była najpotężniejszym imperium światowym, mającym największą na świecie flotę wojenną i kontrolującym rynki i terytoria zamieszkałe przez jedną czwartą ludności globu. Tak było dopóki Wielka Brytania nie związała się sojuszem z USA, po wybuchu II wojny światowej. Efektem tego było uzależnienie Brytanii od materialnego wsparcia ze strony USA, za co zapłatą był dostęp do rynków kontrolowanych do tej pory przez Brytanię, jak też przejęcie przez USA wszelkich aktywów tego państwa. Churchill, w rozmowie ze swoim ministrem skarbu, tak określił istotę amerykańskiej pomocy: „Zostaliśmy nie tylko obdarci ze skóry, ale oskubani do kości”.[iii]  USA przejęły m.in. brytyjskie koncesje naftowe na Bliskim Wschodzie.[iv] Zaś warunki polityczne pomocy USA, po części zawarte w karcie Atlantyckiej, oznaczały faktyczną likwidację imperium, która dokonała się zaraz po wojnie. Analiza działań USA, wielu prowadziło do wniosków, że niektóre ich dążenia nie były skierowane przeciwko wrogom, a przeciwko sojusznikom.[v]

Potem zaś było jeszcze gorzej i USA już bez ograniczeń stosowały swoją przewagę wobec Wielkiej Brytanii, sprowadzając ten kraj faktycznie do roli swojego wasala, na  który, gdy był krnąbrny, wywierano presję i doprowadzano do stanu uległości, także przez groźbę zastosowania sankcji. Znaną sprawą jest amerykański szantaż, wobec Wielkiej Brytanii, podczas kryzysu sueskiego w 1956 roku, kiedy to Prezydent USA Eisenhower zagroził, że doprowadzi do załamania kursu funta szterlinga. To wystarczyło do podporządkowania się, byłego imperium, amerykańskiej woli. Od tego czasu Brytania nie próbowała już nawet działać samodzielnie.  Podobnie rzecz ma się z brytyjskim potencjałem atomowym, który opiera się na wykorzystaniu amerykańskich rakiet Trident, czyli Brytania jest tu całkowicie zależna od USA i pozyskanej z tego kraju technologii militarnej. Z tego powodu, Brytania już  raz musiała pozbyć się części swego potencjału atomowego. Miało to miejsce, gdy w końcu lat 60., Brytania dołączyła do USA w realizacji projektu budowy lotniczych rakiet balistycznych o nazwie Skybolt. Rakiety te miały być przenoszone przez brytyjskie samoloty serii V (Victor, Valiant, Vulcan). Niestety USA wycofało się z rozwijania tego projektu i Brytania została z niczym, będąc zmuszona do rezygnacji z tego komponentu własnych sił strategicznych. Spowodowało to kryzys w relacjach z USA i pokazuje dobitnie, że brak własnych technologii militarnych uzależnia kraj od innego państwa, które kieruje się wyłącznie własnym interesem. W ten sposób, w ciągu dwóch tylko dekad, USA całkowicie podporządkowały sobie Brytanię, która przedtem stanowiła imperium potężniejsze od USA. I tak to wyglądał w praktyce ów „altruizm” USA, o którym wspominał profesor Chodakiewicz.

Nie bez przyczyny opisałem trochę szerzej to w jaki sposób USA potraktowały swojego głównego sojusznika. Uczyniłem to ażeby pokazać, że nie ma tam żadnych sentymentów, a jest realizowanie tylko własnego interesu, bez oglądania się na cokolwiek. Skoro USA tak potraktowały Wielką Brytanię, która naprawdę była im potrzebna, jako sojusznik, to jak może traktować inne państwa, które tylko incydentalnie i na krótko mogą być potrzebne w realizacji różnych amerykańskich projektów. To zapewne dotyczyć może Polski. Dlatego jest wielce nierozważnym pokładanie wszelkich rachub i całej strategii Polski na sojuszu z jednym państwem i oszukiwanie się nadziejami, że jemu bardzo na nas zależy, jest gotowe na altruizm i na pewno nas nie zniszczy. Takie podejście to zaklinanie rzeczywistości i dowód na brak politycznej rozwagi. A co będzie, jeśli właśnie nas zniszczy, „zedrze skórę i oskubie do kości” – tak, jak w przypadku Brytanii? Jest już nawet narzędzie, które może temu służyć, czyli ustawa 447. Na razie przekonują nas, że ta strzelba, która zawisła na ścianie w pierwszym akcie, to na pewno nie wypali. Doświadczenie uczy, że takich dekoracji nie używa się jednak bez powodu. Jest też takie angielskie przysłowie, które mówi, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. O tej mądrości, dla własnego dobra, powinniśmy pamiętać i nie opierać wszelkich nadziei i rachub na altruizmie USA i prezydenta Trumpa, bo znowu sami będziemy sobie winni.

Stanisław Lewicki

[i] Wojna o pieniądz: Prawdziwe źródła kryzysów finansowych – Song Hongbing , (​ISBN 978-83-60562-45-1​) str. 209

[ii] A Century of War: Anglo-American Oil Politics and the New World Order. – F. William Engdahl, London: Pluto 2004, (ISBN 0-7453-2309-X) str. 225

[iii] Od własnej kuli. Tajna wojna między Aliantami – Lynn Picknett, Clive Prince, Stephen Prior, Bellona, (ISBN  978-83-11-10785-4)  str. 188

[iv] Tamże str. 348

[v] Tamże str. 341

[Głosów:21    Średnia:4.8/5]
Facebook

9 thoughts on “Lewicki: Czy USA są altruistycznym mocarstwem?”

  1. “Dominacja amerykańska jest zawsze w najłagodniejszej formie, wystarczy spojrzeć na Niemcy czy Japonię”
    Kolaborujące siły zawsze miały łagodniej niż te zwalczane. Dlatego też i reżim nadwiślany odczuwa łagodniej dominację amerykańską niż kraje 3 świata, drenowane i eksploatowane przez wielki biznes amerykański tak, że nawet nie mają szans na zwalczenie głodu

  2. Przede wszystkim trzeba wspomnieć o planie “reform” wolnorynkowych wprowadzonych w Polsce w latach 90 XX w. jako warunek umorzenia długów Polski. To był celowy plan amerykański a nie jakiś eksperyment z transformacja gospodarczą. Kosztowało to nas tyle co wojna. Strata PKB wyniosła 21 proc., ale to nie wszystko. Katastrofa demograficzna będzie podcinała możliwości rozwoju jeszcze przez kilkadziesiąt lat w formie załamania systemów emerytalnych. To temat przynajmniej na 10 stronicowy artykuł o ile nie na książkę. Tak się nie postępuje z sojusznikami, ale z wrogami lub wasalami. Dlatego kwestionowanie efektów transformacji gospodarczej spotyka się z wściekłym odporem.

  3. Warto zwrócić uwagę na jeden fakt – państwa sojusznicze USA nigdy nie miały tak dużej liczby ludności jak USA. Japonia to 40% tego, co mają USA. Niemcy? Może 25%. Niby fajnie, bo wśród państw tzw. Zachodu panuje pokój, wszyscy stoją za sobą murem i są jednomyślni. To jest ta mityczna jedność Zachodu, że gdy jedna koza ogon zadrze, to reszta za nią. Proszę jednak pamiętać, że w strukturach Zachodu nie istnieje żadne drugie, ponad 300-milionowe państwo! USA są nr 3 na świecie – po Chinach i Indiach. Czy gdyby poza USA, w skład Zachodu wchodziło drugie, 300-milionowe mocarstwo – też z demokracją i wolnym rynkiem – to czy ta słynna jedność byłaby do utrzymania? A nawet – wystarczy ponad 200-milionowa Brazylia.

    1. Większe państwa zawsze uzależniały od siebie mniejsze organizmy państwowe. W świecie Zachodu jest zupełnie podobnie. Potęga medialna, naukowa i gospodarcza USA powoduje, że wierzy się dosyć powszechnie w równość sojuszników. Wystarczy jednak poczytać krytyczne źródła informacji, aby się przekonać na podstawie faktów, że przewodzą USA a opór jest likwidowany. Przykładowo sankcje nakładają Stany Zjednoczone a pozostali sojusznicy muszą się dostosować pod groźbą drakońskich kar.

      1. Z ciekawości zerknąłem do Wikipedii.

        Liczba ludności:
        USA – 326 mln
        Japonia – 126 mln (39% USA)
        Niemcy – 83 mln (25% USA)

        PKB całkowity:
        USA – $ 19 362,1 mld
        Japonia – $ 5167 mld (27% USA)
        Niemcy – $ 4212 mld (22% USA)

        Japonia i Niemcy, to zaraz po USA, dwa najpotężniejsze państwa Zachodu. O ile Japonia na więcej ludności niż Niemcy, to już pod względem PKB per capita, Niemcom ustępuje. Widać Niemcy znaleźli sposób, żeby się bogacić nawet wbrew wytycznym z Waszyngtonu.

        1. Niemcy bogacą się bardziej niż Japonia, bo to mimo wszystko państwo zachodnie, zaś Japonia jest jedynie zwesternizowana – podobnie jak Izrael. Japońska mentalność jest do jakiegoś stopnia feudalna i kolektywistyczna. Japonia to kraj morski, bez surowców naturalnych, zdana w dużej mierze na import. Proszę spojrzeć na liczbę noblistów wśród Niemców oraz wśród Japończyków. Różnica powala.

        2. Znaleźli – Unię Europejską. Japonia nie ma własnej unii, więc jest zdecydowanie bardziej osamotniona w starciu z USA.

        3. Pamiętaj, że gospodarka Japonii od jakiś lat 90 jest na mocnym hamulcu. Chociaż wzrost PKB jest, to jednak wszystkie pozostałe wskaźniki wskazują że Japonia cię zwija. Równolegle do tego Niemcy i inne kraje mają wzrost i rozwój na wszystkich płaszczyznach. Dlatego kolejne rządy Japonii starają się zrobić cokolwiek, byle tylko poprawić wskaźniki inne niż wzrost PKB. Niestety (lub stety) ale to się nie udaje.

          Tu jest pułapka ślepego zapatrzenia na jeden współczynnik. Dobra gospodarka to nie tylko wskaźnik PKB czy PKB Per Capita, ale i masa innych parametrów.

  4. Stany Zjednoczone, jak wiadomo, są kapitalistyczne i do tego jest to bardzo drapieżny, ofensywny kapitalizm, jak to zostało zauważone. Nadto typowym jest rządowe wsparcie, taki “socjal”, jak prawo antymonopolowe i inne regulacje, z wielowymiarową korzyścią dla ich gospodarki, a na zewnątrz… jest to kilku lub więcej rywalizujących ze sobą konkurentów. Jest tam także niezwykłe zjawisko społeczne, a mianowicie skłonność do jednoczenia się, wspierania tego co może być korzystne. Z całą pewnością doprowadzenie czegoś do ruiny przez wyparcie lepszym jest bardziej korzystne od zastępowania np. wiarą w lepszą przyszłość. Co to może oznaczać? Więcej strategii i żywiołowości, w przedsięwzięciach. nawet w małej. lokalnej skali… i obniżenie opłat przez Urząd Patentowy RP 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *