Lewicki: Support na występie wyblakłej gwiazdy

Donald Tusk, który chyba uważa, że w polityce jest odpowiednikiem gwiazdy rocka, postanowił dać koncert w Warszawie w dniu święta trzeciomajowego. W roli odpowiadającej funkcji supportu przed koncertem wystąpił redaktor mało znanego liberalnego pisemka. Od razu też powiedział, że tak właśnie, jako support, widzi swoją tutaj rolę i przywołał występ muzyka Prince’a Nelsona, który dawno temu w takiej też roli wystąpił przed koncertem grupy Rolling Stones. Aby zwrócić na siebie uwagę miał wtedy na sobie czerwone koronkowe bikini. I to zadziałało, bo Prince także zdobył potem sławę w świecie show-biznesu.

W świecie polityki odpowiednim bikini czy stringów jest brutalny atak na jakiegoś przeciwnika. I tutaj tenże redaktor wybrał sobie Kościół katolicki w Polsce. W chaotycznych zdaniach, które w zamiarze miały być chyba błyskotliwe, rozpostarł cały wachlarz insynuacji i oskarżeń zamkniętych w słabej retoryce. W moim przekonaniu chciał tylko zwrócić na siebie uwagę. To były właśnie te jego czerwone stringi, którymi chciał wzbudzić zainteresowanie. Silił się na porównanie krzyża do pałki, którym jakoby Kościół ma zaganiać owieczki do zagrody.

To jednak nic nowego. Już 250 lat temu, oświeceniowi filozofowie byli bardziej zdecydowani i radykalni w swojej nienawiści do Kościoła. Taki, dla przykładu, Wolter w swoich listach pisał: „Wyznanie chrześcijańskie jest religią haniebną, podłą hydrą, która musi być zniszczona przez setki niewidzialnych rąk. Konieczne jest, by filozofowie wyszli na ulicę, by ją zniszczyć, tak jak misjonarze krążą po lądach i morzach, by ją głosić. Winni się odważyć na wszystko, zaryzykować wszystko, nawet dać się spalić, byle ją zniszczyć. Ecrasez l’infame!”. Zwrot Ecrasez l’infame (zniszczcie tę hańbę) stał się hasłem wojujących rewolucjonistów i odnosił się do Kościoła, chrześcijaństwa i Chrystusa. Wolter wzywa filozofów by wyszli na ulice i odważyli się na wszystko i wszystko zaryzykowali. A kogo chce wysłać do walki z Kościołem ów redaktor? Mówi -„Nie możemy siedzieć na kanapie i czekać na jeźdźca na biały koniu. (…) Nie czekajcie na mesjasza, bo być może, to zmieni się w czekanie na Godota. (…) Dziś źródło nadziei widzę w Polkach”. Czyli chce się posłużyć kobietami. I tak dobrze, że nie dziećmi.

Denis Diderot pisał: „Rodzaj ludzki nie będzie wolny zanim ostatni król nie zostanie powieszony na jelitach ostatniego księdza”. Jakież to obrazowe i zdecydowane. Jak widać ten support Tuska nic nowego nie wymyślił. Piał tylko w ekscytacji jak ledwo opierzony kogucik, który już próbuje swoich sił na podwórku, na którym do tej pory panował Tusk. Żałosne to było, a jednak zgromadzona publika w tym bosowie partii należących do KO, nagradzali go oklaskami. Wśród nich można było zauważyć Kosiniaka-Kamysza, który klaskał w trakcie tych popisów jak i na koniec. To niewątpliwie będzie duży problem dla PSL.

To wszystko co pokazał na scenie ów supporter to w istocie jedynie rozwinięcie początkowych działań jego mistrza Tuska, który podobnie zaczynał od dzielenia ludzi i wskazywania wroga w rodzaju moherowych beretów. Kończąc ten żałosny występ, schodząc ze sceny i ustępując miejsca Tuskowi wymienił z nim gest poufałości, co dla mnie jest znakiem, że wszytko to mogło być z Tuskiem ustalone, mogło mieć jego akceptację. Było czymś co najchętniej sam Tusk by powiedział, ale mu nie wypadało. Dlatego też doszedłem do przekonania, że samego Tuska nie ma już potrzeby słuchać, gdyż to najważniejsze, to co sam chciałby pewnie powiedzieć, zostało już właśnie przekazane przez suport.

Tracić zaś czas na słuchanie tych wyrażanych przez pana Tuska zaklęć rzeczywistości, tych jego wizji, mniemań i niejasnych deklaracji, to nie mam ochoty. Komu to potrzebne? Wolę patrzeć na konkrety. A te są takie, że, na przykład, za jego premierostwa zniknęło mi z konta OFE pięćdziesiąt tysięcy złotych. Nie chcę by po raz drugi ten pan, lub jego poplecznicy, uzyskali w Polsce władzę. A co do Kościoła to jestem jego częścią i jak będzie trzeba to włączę się do jego naprawy.

Takie zaś żałosne popisy, jak tego redaktora, to tylko dalszy ciąg, występujących od tysiącleci, daremnych i niewartych uwagi wysiłków by Kościół zniszczyć.

Stanisław Lewicki

[Głosów:14    Średnia:4.4/5]
Facebook

5 thoughts on “Lewicki: Support na występie wyblakłej gwiazdy”

  1. Najciekawsze jest to, że środowisko obydwu Panów nie zdaje sobie sprawy, że na takiej gadce w Polsce nie wygrasz wyborów. Zresztą po całej serii pomysłów czyli KLD, UW, PO to środowisko znalazło się bez wizji i zmierza w kierunku swojego końca.

  2. Partyjny koleś Jana Engelgarda – naczelnego Myśli Polskiej, poseł Piotr Zgorzelski z PSL klaskał po wystąpieniu tego powiatowego volterka. Czy jest jakaś krytyka zachowania posła Zgorzelskiego i Kosiniaka-Kamysza na łamach Myśli Polskiej? Nie. Jan Engelgard ma ciepłą posadkę na Cytadeli z nadania PSL-owskiego, więc Myśl Polska milczy. Szkoda, że czasopismo z tak piękną tradycją jak Myśl Polska zostało przytroczone do PSL-owskiej kulbaki. Tego samego PSL, który jest w tęczowej Koalicji Europejskiej.

  3. To te samo pisemko “Liberte”, do którego pisuje Jacek Władysław Bartyzel – jedna z głównych twarzy Konfederacji?

    1. Sam Pan komentował na tym portalu wywiad z J.W. Bartyzelem gdzie ów wyjaśnił kwestię swojej współpracy z “Liberte!” i zadaje Pan takie pytanie. Zastanawiające jest w takim razie czy Pan w ogóle czyta teksty, które komentuje.

  4. Przepraszam bardzo, ale co to są w ogóle za bzdury?
    Treść samego wystąpienia Pan Redaktor raczył zaszczycić jedynie krótkim fragmentem – nawet nie całym akapitem, jednym jeno zdaniem: “W chaotycznych zdaniach, które w zamiarze miały być chyba błyskotliwe, rozpostarł cały wachlarz insynuacji i oskarżeń zamkniętych w słabej retoryce.” Reszta komentarza na temat rzeczonej wypowiedzi to oczywisty wyraz przekonań i emocji komentującego, więc w istocie jako całość sprowadza się jedynie do chwytów erystycznych, a nie merytorycznej polemiki ze stanowiskiem, przedstawionym przez Jażdżewskiego. W tym świetle, reakcję na słowa p. Jażdżewskiego należałoby uznać za histeryczną, albowiem stanowi ona klasyczny przykład atakowania oponenta, a nie tez, które stawia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *