Łuba: Point de rêveries, Messieurs

            1856 roku car Rosji i król Polski, Aleksander II, powiedział Polakom „Żadnych marzeń, panowie”. Jaki był konkretny cel tych słów? Nie wiemy, ale mamy tutaj pewną cechę polskiej myśli politycznej – marzycielstwo. Fantastyczne pomysły i projekty trzymają się Lachów od wielu wieków, wielokrotnie prowadząc ich kraj i naród ku katastrofie. Ta cecha dotykała niemalże wszystkich grup ideowych istniejących w Polsce – zarówno stojących na pozycjach tzw. antyliberalnych i proliberalnych. Niestety, ale ten atrybut trwa nadal…

            W ostatnich latach mieliśmy serię wydarzeń, uznawanych przez środowiska antyliberalne świata zachodniego za przejaw przebudzenia narodów, odrodzenia zdrowego rozsądku itd. Było zwycięstwo eurosceptycznych sił na wschodzie UE (min. Polska, Węgry); nieudany pucz wojskowy w Turcji; Brytyjczycy wybrali Brexit; była elekcja „człowieka spoza układu” w USA, optymistyczne sondaże w krajach unijnych np. Beneluxu czy Francji a także inne rzeczy. Wszystko to było odczytywane przez wrogów aktualnie dominującej ideologii Zapadu jako prześwity jutrzenki! Czym jednak to wszystko rzeczywiście było? W moim odczuciu, od samego początku, to wszystko było elementami „demokracji sterowanej” – to co się działo było prawdopodobnie odgórnie sterowane albo przynajmniej mocno zainspirowane by tak się stało.

            Kaczyński, Orban i paru innych wygrało (lub uzyskało znacznie dobre wyniki) aby pojawili się „winni”, „chłopcy do bicia” etc. W UE teraz można wskazać, że problemy niewydolności gospodarki czy fiasko programów politycznych nie mają źródeł w błędnych decyzjach i założeniach decydentów, ALE dlatego że np. Polska z PiSem wysysa fundusze, wysyła tanią siłę roboczą na Zachód, nie wykazuje solidarności, spycha Unię na boczny tor rozwoju itd. itd. Dlaczego tak uważam? Przez czasy poprzedzające winy za niepowodzenia były zrzucane głównie na czynniki zewnętrzne np. ruskie trolle czy też samego Putina. Ale nie można tego prowadzić w nieskończoność, gdyż takiemu „wrogowi” nadaje się cechy boskie (część komentatorów już na to zwracała uwagę). Równolegle taka nachalna i ciągła propaganda monotematyczna często daje efekt odwrotny do zamierzonego. Wróg wewnętrzny pozwala na pewną propagandową dywersyfikację – nie tylko „agentura Putina” ale i wewnętrzni głupcy (z postkomunistycznych barbarii, gdzie panuje nacjonalizm, ksenofobia i inne „grzechy główne współczesności”) psują piękne i wspaniałe plany. Czy te wydarzenia miały miejsce, bo w tych krajach bo ludzie zmądrzeli? Wątpię, bo procent poparcia dla UE w takiej Polsce jest jednym z najwyższych w Europie! Źródła nie należy szukać w wątpliwościach mas wobec współczesnego świata, ale nieporadności poprzedniej ekipy. Ale to, że uzyskały one aż takie poparcie jest bardziej efektem „sterowania demokracją” niż wolnych wyborów. Warto zanotować, że w wyborach „cywilizowanych państw okcydentu”, gdzie wielkie wyniki miały uzyskiwać siły eurosceptyczne (z Francją na czele), wygrywali ci co wygrać mieli.

            Kolejną rzeczą, na jaką warto spojrzeć, jest Brexit. Stosunek Londynu do kontynentu był od długiego czasu zdystansowany i chłodny. Od czasów napoleońskich głównym celem Wielkiej Brytanii na kontynencie było uniemożliwienie narodzin nowego hegemona europejskiego. Nie udawało się to pozytywnie, nawet pracując wewnątrz UE. Różne rozbieżności pomiędzy „cywilizowanymi państwami unijnymi” a Brytyjczykami miały być jednym z ważnych powodów do zaistnienia Brexitu.  Antyliberalne siły wierzyły, że Brytyjczycy pociągną za sobą resztę wrogów paneuropejskich marzeń. Co ja uważam, że stało się naprawdę? Liberalne siły UE porzuciły swego głównego hamulcowego. Oporu brytyjskiego do kolejnych inicjatyw nie można tak samo łatwo ośmieszyć jak w przypadku pozostałych środowisk (które są przecież „postkomunistycznymi barbariami co dopiero demokracji się uczą” lub „kryptofaszystami”) bo w świadomości masowej istnieje archetyp angosaskości, będący jednym z pozytywnych ścieżek rozwoju społeczeństw. Pozostało zatem odsunięcie problemu. Nie wiadomo jak ten Brexit będzie miał charakter ani czy w ogóle będzie miał miejsce (możliwy jest scenariusz ponownego referendum nt. akceptacji warunków opuszczenia UE). Mimo wszystko – eurobiurokraci zyskali na czasie, chociażby w celu stworzenia nowych straszaków dla alternatyw czy po prostu następnych -exitów. Efekty już są widoczne – masy obywateli UE kolektywnie odrzuciły wizję egzystencji bez tej organizacji. . Środowiska euroliberałów mają same ideologiczno-polityczne profity! Dodajmy jeszcze do tego fakt, że przewaga głosów „na tak” był bliski błędowi statystycznemu i już można zastanawiać się nad stopniem „sterowalności” wyboru Brytyjczyków.

            Była też victoria kogoś spoza układu w „największym mocarstwie świata”. Chodzi oczywiście o Trumpa w USA. Jego hasła i komunikaty były wielkim paliwem dla polskiego marzycielstwa. W planach maksymalnych liczono nawet na dekompozycję NATO, izolacjonizm Stanów a nawet rozpad tego kraju. W mniejszej skali liczono na urealnienie polityki zagranicznej USA i NATO czy pozwolenie na wielobiegunowość świata. Troszku czasu minęło i co? Nic co byłoby naprawdę diametralnie różne od panującej linii ideologicznej okcydentu. Sam atak na lotnisko sił rządowych w Syrii oraz kolektywna pochwała mainstreamu zapadu po tym akcie winny być dowodami wystarczającymi. Ale były też i inne rzeczy, które należy odczytać jako chęć utrzymania liberalistyczno-globalistycznej supremacji. NATO będzie rozwijane i wzmacniane (naciski by zwiększać wydatki militarne; potwierdzenie rozwijania „wschodniej flanki NATO” itd.); główny inicjator zbiórki podpisów na Calexit zbiegł do Rosji; straszenie bezpośrednio Korei a Chin i Rosji pośrednio itd. Przepychanki wewnętrzne USA mają bardziej charakter propagandowy niż realny (próby pociągnięcia do odpowiedzialności elektorów, którzy zagłosowali inaczej niż wyborcy chcieli; przerobienie ObamaCare itd.). Generalnie jednak Trump jest gburowatym straszakiem przeciwko „populistycznym siłom”, ale straszakiem bezpiecznym bo straszenie nim ma charakter symboliczny (bo dalej robi to co robić trzeba). Łatwo było tutaj „posterować demokracją” ze względu na zawiłości amerykańskiego systemu wyborczego a korzyści siły liberalne mają duże.

            Point de rêveries, Messieurs – Żadnych marzeń, panowie! Scenariusz został napisany, karty rozdane i wszystko jest realizowane tak, jak być powinno! Dla nas, zwolenników starych wizji świata oraz prawowiernego chrześcijaństwa, żadnej nadziei na uzyskanie akceptowalnej sytuacji w Europie i na świecie nie ma. Dla nas pozostaje jedynie wiara, że dożyjemy do paruzji…

Michał Łuba

Facebook
[Głosów:10    Średnia:3.5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *