Luma: Czekając na Moncka. Głos polemiczny z prof. J. Bartyzelem

 

Można by rzec, że czekając na polskiego gen. Moncka skamieniejemy, ale to byłoby niegrzeczne. Polemika jest w tym przypadku bardziej na miejscu, ale starcie się na słowa z osobą o takim potencjale intelektualnym nie będzie łatwe. Z góry skazany jestem na porażkę, ale może dlatego warto. Chodzi oczywiście o polemikę z serią artykułów prof. Jacka Bartyzela, ukazujących się na portalu KONSERWATYZM.PL.

Rzecz dotyczy restytucji monarchii w Polsce. Dość obszerna jest tam analiza obecnych problemów monarchistów i ich organizacji, spora i rzeczowa krytyka polskiej hierarchii kościelnej, opis braku realizmu dawnej Unii Polityki Realnej oraz propozycja uaktywnienia w armii polskiej idei monarchizmu. Jest jeszcze wiele słusznych poglądów w treści tych artykułów, ale zainteresowani i tak pewnie to już przeczytali.

Zacznę od wojska. Obecnie stawianie na ideowość w armii to utopia. Kadra oficerska jest bez kręgosłupa moralnego. To albo są generałowie kształceni jeszcze w PRL-u, albo młodsi, ale szkoleni wg tamtych standardów. Byli przywiązani do socjalizmu, a następnie po 1989 roku, gdy zaszły zmiany, to stali się automatycznie zwolennikami demokracji. Tu taka mała dygresja. Otóż więcej  oficerów wyższego stopnia gotowych podjąć jakiekolwiek ryzyko było w l. 80 – tych, pod rozkazami gen. Jaruzelskiego, niż obecnie. Intelektualnie armia polska to raczej wiele sobą nie reprezentuje, ale pewnie niejeden w tym miejscu mnie zgani, bo armia nie jest od filozofowania, ale do wykonywania rozkazów. To prawda, ale są chwile dziejowe, gdzie generał musi przeanalizować sytuacją, podjąć ryzyko i opowiedzieć się po słusznej stronie. Zrobił tak przecież gen. Franco w Hiszpanii w 1936 roku, obawiając się ,,instalacji” komunizmu w jego ojczyźnie. Obecna armia polska to, niestety, instytucja posiadająca ,,ducha demokracji”, to pozostałość po kilku weryfikacjach i dekomunizacjach, to ludzie, dla których liczy się szybka i pokaźna emerytura. Jeżeli będą mieć wybór, to raczej poprą demoliberałów z PO i .N, bo za nimi stoją Niemcy i w ogóle opinia publiczna świata. Wie o tym min. Macierewicz i dlatego tworzy Obronę Terytorialną oraz pospiesznie robi ,,czystki” w armii, stawiając na patriotyzm i lojalność. Może nam się to nie podobać, ale to chyba jedyne jakieś kierunkowe działanie w wojsku polskim po 1989 roku. Jedyne nie znaczy, że słuszne, ale może dać w przyszłości ideową kadrę, z której monarchiści ,,wyłowią”, nieco mitycznego obecnie, gen. Moncka.

Czasy realnego socjalizmu przyniosły ogromne ubytki elit także w wojsku. Proszę przypomnieć sobie Polskę 1918 roku. Ponad 100 lat zaborów, trzy kraje okupacyjne, wykrwawianie się żołnierza polskiego w trzech armiach zaborczych i… mamy kadrę oficerską, stojącą na wysokim poziomie. Mamy część generalicji, którą Piłsudski wykorzystał do przewrotu. Zebralibyśmy jednak spory korpus oficerski, który poparłby przewrót endecki. A i pewnie monarchiści by kogoś znaleźli. Armie państw zaborczych nie łamały jednak kręgosłupów moralnych i politycznych swoich żołnierzy, mimo że byli Polakami. Taka sytuacja dokonała się jednak w PRL-u i w III RP.

Co zatem robić, skoro do polskiego Moncka daleko, a hierarchia katolicka ,,rozmiękczona” modernizmem i ani myśli o powrocie króla do Polski? Propozycje działania podane przez p. prof. Bartyzela oceniam pozytywnie, ale nazwałbym je, zgodnie z terminologią unijną, poddziałaniami (2.1, 2.2, 2.3). To jest praca, którą warto wykonywać, ale można ją porównać do kropli wody, drążącej skałę. Trzeba czasu. W międzyczasie rząd Prawa i Sprawiedliwości upadnie, dojdzie do władzy koalicja typowo demoliberalna Platformy i Nowoczesnej. Dokończą to, co zaczęli i co Europa im zleca. Horror. Być może będzie jakaś reakcja społeczna, jakiś bunt, skanalizowany przez wielki biznes i obce wywiady. Wątpię, żeby tolerowano pracę ideową monarchistów w wojsku. Żadna idea nie znosi konkurencji, nawet ta liberalna. Zamiast gen. Moncka, to szukajmy raczej polityka, który jest w stanie stanąć na czele wielkiego obozu katolickiego (Działanie 2.0), który zaakceptuje i monarchistów, i konserwatystów, i kukizowców, i pozostałych po ewentualnym rozpadzie PIS-u, a będzie nienawidził państwa demoliberalnego, z całym tym brakiem poszanowania dla tradycji, religii i prawdy. Nie może to być polityk silnie kojarzony z jakąś partią bądź kierunkiem politycznym. Na starcie odpada np. p. Prezes Janusz Korwin Mikke. Stworzenie takiego obozu nie wymaga wysiłku, bo stawiany jest tylko jeden warunek: wartości katolickie. Niestety, panie Profesorze,trzeba zaakceptować demokrację. Na pewien czas przynajmniej. Chyba nie wyobraża sobie Pan w tak mało korzystnym europejskim otoczeniu wskrzeszenie monarchii i to nieparlamentarnej i niekonstytucyjnej? Mało znaczące działania PIS-u wywołują szok w europejskich elitach. Wielkie interesy zostałyby naruszone.

Po ewentualnych wygranych wyborach (działanie 2.0) można zabezpieczyć nienaruszalność własności, życia ludzkiego, zmienić konstytucję, etc. Droga jest otwarta. Być może kiedyś monarchia, może najpierw na wzór belgijski, brytyjski, a potem ,,z Bożej łaski”? Zobaczymy.

I na koniec cytat z ,,Bartyzel: Feniks na zgliszczach lll. Ołtarz i Tron”:

,, […] Kościół uznaje wszystkie formy rządu, byleby nie sprzeciwiały się one prawu Bożemu i sprawiedliwości. Tak, uznaje, to oczywiste: wystarczy przeczytać encyklikę „Immortale Dei” Leona XIII.”Pan Bóg ,,rzucił” nas w czasy demokracji i musimy jakieś wnioski z tego wyciągnąć, a idea monarchii jest piękna, jest jak marzenie, jak plan do realizacji, jest realistyczna ale cierpliwie poczekajmy. Contra spemspero.

Jarosław Luma

[Głosów:6    Średnia:4.3/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *