Luma: Wizualna strona prezydentury

Ostatnio na fb jeden z moich znajomych, zwolennik jednego z plemion politycznych (opozycja), zamieścił post o tym, że Prezydent A. Duda czytał z kartki po angielsku. Wyszło na to, że mamy ,,obciachowego” przywódcę. O ile pamiętam, to nasi byli prezydenci jak coś powiedzieli, bez suflera albo bez kartki, to trza było tracić na jakiś czas wzrok i słuch, bo wstyd rozchodził się jak dym w powietrzu. Mieli problem z przekazaniem czegoś sensownego w naszym, ojczystym, języku. Zachęcam do poszukania w internecie wpadek Wałęsy, Komorowskiego czy Kwaśniewskiego. No, może ten ostatni mówił sprawnie ale takie tam  ogólne i mdłe zdania w rodzaju: kochajmy się. Porównując do nich Prezydenta Andrzeja Dudę, to stwierdzam, że nie mają z nim szans, biorąc pod uwagę jakość przemówień publicznych. Mówi gładko, płynnie, także w obcym języku. Lubi publikę. Wie jak się zachować w danej społeczności, kraju czy środowisku. Razem z małżonką p. Agatą prezentują się dobrze. Rzadko ma przed sobą tekst pisany, a jego przemówienia trwają nieraz prawie godzinę. To są akurat te cechy, które są mocną stroną Prezydenta. To o cóż więc chodzi? Doszedłem więc do wniosku, że celem tej internetowej ,,wrzutki” była raczej walka plemienna opozycji z obecnym prezydentem (wojna polsko-polska), a że jest kampania wyborcza, to termin nie jest tutaj przypadkowy. Jeżeli dla mojego fejsbukowego Kolegi ma to być argument przeciwko wybraniu na drugą kadencję obecnego prezydenta, to wyraźnie przestrzelił. Widać, że nie jest człowiekiem prawicy, bo gdyby był, to wiedziałby wtedy, że inaczej ocenia się pana młodego na weselu, a inaczej przywódcę państwa. Nie neguję tego jednak, że prezencja, ogłada i styl mają swoje znaczenie w dzisiejszej polityce, w dobie mediów elektronicznych. Jest to jednak raczej cecha drugo- albo i trzeciorzędna.

Prezydent Andrzej Duda powinien być oceniany za to, co robi i w jakim kierunku zmierza Polska. Krótko mówiąc, a raczej pisząc: czy nasz interes narodowy jest dostatecznie zabezpieczony. I tutaj można mieć wątpliwości, chociażby w kwestii popierania przez PAD budowy tzw. państwa dobrobytu, a de facto wprowadzania na modłę szwedzką ,,raju” socjaldemokratycznego, czyniącego z Polski kraj równomiernie się rozwijający ale w dość wolnym tempie. Można też ze względu na cel, jaki postawiła sobie ekipa rządząca, nazwać Polskę systemem stacjonarnym, a przy naszym zapóźnieniu gospodarczym, powinniśmy stać się raczej systemem dynamicznym. Wszystkie te reformy, popierane przez Prezydenta, zniechęcają wielu Polaków do aktywności gospodarczej, do inwestowania i rozwoju, bo niektórzy kalkulują, że wystarczy trochę pomyśleć i można bez bólu głowy z powodu prowadzenia własnej firmy, dość przyzwoicie żyć.

 Inna sprawa, że nasz rozwój jest także w poważnym stopniu ograniczany naszym członkostwem w Unii Europejskiej, bo po to istnieje przecież tzw. prawo unijne, by regulować, reglamentować i uzależniać ,,słabsze” państwa od Niemiec i Francji. To taka smycz, za którą czasami się pociąga, by przywołać dany kraj do porządku. A te mityczne miliardy euro, które płyną szerokimi strumieniami do Polski, w poważnym stopniu zaburzają nasz rynek wewnętrzny, bo trudno konkurować przedsiębiorcy z jego kolegą z branży, który akurat dostał unijny ,,zastrzyk” finansowy. Tworzą się takie nowe, ,,fałszywe” elity, które dołożą wszelkich starań, by nas w Unii zatrzymać. I kolejny aspekt: do naszej rodzimej biurokracji dołożono jeszcze tę unijną i w rezultacie Polacy spory czas spędzają na wypełnianiu dokumentów, pisaniu projektów, na raportowaniu. I to, co też jest faktem ogólnie znanym: wzrosły koszty inwestycji, bo skoro jest dofinansowanie, to szkoda z tego nie skorzystać. A co ma z tym wspólnego p. Prezydent? W swoich wystąpieniach z reguły słusznie broni naszej suwerenności, walczy jak lew z różnymi komisjami, instytucjami unijnymi ale jeszcze nigdy nie wziął pod uwagę polexitu. Chciałby zjeść ciasto i mieć ciastko. Chciałby  suwerenności państwa polskiego i naszego członkostwa w strukturach unijnych. Tak się chyba nie da.

Kolejnym zarzutem, skierowanym do naszego Prezydenta, jest wybranie, razem z Prawem i Sprawiedliwością, opcji proamerykańskiej i proizraelskiej w polityce międzynarodowej. Niby to rzecz normalna, bo jakiś kierunek przecież kraj średniej wielkości musi obrać. Nie jest dobrze jednak jeżeli jest to bezrefleksyjne (a może po wieloletnim przygotowaniu?) i bezwarunkowe oparcie się na sojuszniku, który jest daleko (USA), który też nam czasami chce meblować nasz polski dom (ograniczanie suwerenności) i który w dużym stopniu realizuje izraelską (czy żydowską) politykę. Szczególnie ta ostatnia kwestia jest niebezpieczna, bo jakoś tak się toczy polityka historyczna, że Polska będąc chyba najbardziej poszkodowanym krajem w  ostatniej wojnie, staje się powoli głównym wykonawcą ludobójstwa na niektórych narodach. Oczywiście nie jest to prawdą ale jest to doskonały pretekst, by wymusić na Polsce gigantyczne odszkodowania. Jest to więc ryzykowny sojusz, bo stajemy się forpocztą, pierwszą linią w ewentualnym starciu z Rosją i dodatkowo możemy stracić jeszcze kilkaset miliardów dolarów. Powinniśmy raczej, podobnie jak z dostawami gazu do Polski, postąpić podobnie w polityce zagranicznej. Jakaś dywersyfikacja by się przydała.

Obserwując obecną kampanię wyborczą, wypowiedzi różnych kandydatów i przekazy telewizyjne, stwierdzam, że najbardziej byłbym zadowolony z sytuacji, gdyby w II turze starli się ze sobą Krzysztof Bosak i Andrzej Duda. Powód jest prosty: byłaby to trochę rywalizacja, przypominająca starcie przedwojennych ,,gigantów” sceny politycznej czyli endecji i sanacji. Jak wiemy nigdy do tego nie doszło, bo w sanacyjnym systemie autorytarnym nie było to możliwe. Ktoś powie, że p. Bosak to nie Dmowski, a p. Duda (raczej Kaczyński) nie jest Piłsudskim. Racja ale chodzi tu o to do czego ci kandydaci się odwołują i jaką wizję przyszłej Polski prezentują. PAD to państwo lekko konserwatywne, socjalne, ze sporym etatyzmem i wysokimi podatkami, a p. Bosak to – jak wiadomo – członek ruchu narodowego, zwolennik państwa konserwatywnego i suwerennego, z ograniczoną biurokracją i z gospodarką wolnorynkową. Dla prawicy byłby to olbrzymi sukces, bo program prawicowy w końcu by zaistniał w świadomości społecznej, a jeżeli nawet p. Bosak poległby w tej walce wyborczej, to jego wynik byłby doskonałym zaczynem do budowy większego obozu, który w przyszłych wyborach parlamentarnych odniósłby spory sukces. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że w polityce działa się trochę tak jak w gospodarce leśnej: trzeba cierpliwie czekać.

Najbardziej obawiam się jednak zwycięstwa któregoś z kandydatów opozycyjnych, bo to, co widzimy dzisiaj w mediach, na ulicach, w parlamencie, jest poważnym podziałem społecznym. Zwycięstwo p. Kidawy Błońskiej, p. Biedronia czy Kosiniaka Kamysza spowodowałoby poważne osłabienie państwa, a być może nawet starcia między różnymi grupami na ulicach naszych miast. Wolę żeby PIS spokojnie dokończył swoje ,,reformy” i dał czas prawicy na zorganizowanie się w poważny ruch polityczny. Dlatego potrzebna jest druga tura, a w niej K. Bosak vs. A. Duda. A p. Bosak dość dobrze sobie radzi w medialnych starciach. Merytorycznie na pewno jest lepiej przygotowany niż pozostali kandydaci opozycyjni.

I tak zaczęło się od zwykłego, fejsbukowego wpisu pewnego mojego kolegi, a skończyło się na analizie sytuacji politycznej przed wyborami prezydenckim. Nadal uważam, że najważniejszy jest interes narodowy, reprezentowany przez mądrego polityka, a uśmiech, krój garnituru czy czytanie z kartki… Mój Boże, gdybyśmy mieli tylko takie problemy…

[Głosów: 7   Average: 2.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *