Matuszewski: O karze śmierci (po ogłoszeniu Kanonu 2267 KKK)

Ożywiona dyskusja nad zmianą brzmienia kanonu 2267 KKK, której dokonał niedawno Ojciec Święty Franciszek, pierwszy tego imienia, rozpoczęła się niemal od razu. I słusznie, dotyczy bowiem tematu ważnego. Nie tylko z powodu implikacji czysto praktycznych, ale również dlatego, że debata w sprawie kary głównej odzwierciedla zmiany zachodzące w rozumieniu pryncypiów prawa, etyki oraz zależności na linii jednostka – społeczeństwo – władza.

Moja ocena przywołanej przed chwilą zmiany jest oczywiście negatywna. Poniżej pozwalam sobie wytłumaczyć dlaczego. Zatem po kolei.

1.

Zgodnie z nowym brzmieniem Kanonu 2267

Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie.

Mamy tu trzy potężnej wagi błędy w jednym zdaniu.

Błąd pierwszy: opinia, że Ewangelia nie dopuszcza kary śmierci lub jej zabrania, jest niezgodna ze stanem faktycznym. O. Jacek Woroniecki OP tak pisał na ten temat:

Kto więc nie wyrywa z Pisma świętego pojedynczych zdań, ale czyta je w związku z całością, ten nie będzie widział wyjątku od przykazania „nie zabijaj” w karze śmierci i wojnie, bo odnosi się ono tylko do samowolnego zadawania śmierci w porachunkach osobistych, za co zresztą winny ma być karany śmiercią. Prawodawstwo Chrystusowe nie zniosło kary śmierci, a tylko zniosło prawo odwetu, w myśl którego karę za przestępstwo miał wymierzać sam poszkodowany, albo w razie jego zabójstwa najbliżsi jego krewni. W prymitywnej organizacji społeczeństwa za czasów Mojżesza istnienie tego prawa było konieczne, aby zapobiec bezkarności i szerzeniu się zbrodni. Za czasów Chrystusa władza państwowa była już dość zorganizowana, aby móc zapobiec bezkarności, a interpretacja, jaką uczeni zakonni i faryzeusze dawali prawu odwetu, pozwalała na nienawiść i zemstę. To były racje, dla których Chrystus w Kazaniu na górze zabronił samowolnego wymierzania sobie sprawiedliwości, dozwolonego w prawie Mojżeszowym; do kary śmierci, wymierzanej przez państwo, i do wojny te słowa Chrystusa wcale się nie odnoszą[1].

Śp. kardynał Avery Dulles podkreślił, że zarówno Stary, jak i Nowy Testament wspierają karę śmierci. Pisał:

W Starym Testamencie Prawo Mojżeszowe określa co najmniej trzydzieści sześć wykroczeń zagrożonych karą śmierci. (…) Kara śmierci była uważana za szczególnie stosowną karę za morderstwo, gdyż w swoim przymierzu z Noem Bóg ustalił zasadę: Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego (Rdz 9:6).[2]

I tak w 21 rozdziale Księgi Wyjścia znaleźć można postulat ukarania śmiercią sprawców zabójstw lub pobić ze skutkiem śmiertelnym, osób dopuszczających się przemocy w stosunku do rodziców, a także handlarzy niewolników. W rozdziale 22 tej samej księgi czytamy: „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. Księga Kapłańska w rozdziale 20 powtarza nakaz karania śmiercią tych, którzy złorzeczą rodzicom, zaleca również egzekucję niewiernych małżonków i ich kochanków, kazirodców, a także homoseksualistów i winnych zoofilii. W rozdziale 24 sam Bóg nakazał Mojżeszowi, by mordercy i bluźniercy karani byli śmiercią:

Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będzie ukarany śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu. Ktokolwiek zabije człowieka, będzie ukarany śmiercią.

W 19 rozdziale Księgi Potworzonego Prawa nakazano karanie śmiercią za morderstwo. W tej samej księdze, w rozdziale 21, nakazano karać śmiercią handlarzy żywym towarem.

A Nowy Testament? Problem w tym, że Jezus nie mówi o karze śmierci wprost, co stwarza pole do nadużyć i interpretacji zgodnej raczej z poglądami wypowiadającego opinię, a nie literą Pisma. Tymczasem zauważmy, że Pan nasz nigdy nie zakwestionował prawa organów państwa do szafowania tego typu wyrokami. W trakcie sporu z faryzeuszami cytuje on z aprobatą surowe przykazanie, zaczerpnięte ze Starego Testamentu: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie” (Mt 15:4; Mk 7:10, nawiązanie do Wj 21:17; por. Kpł 20:9). Kiedy Piłat powołuje się na posiadaną przez siebie władzę skazania Go na ukrzyżowanie, Jezus wskazuje, że władza Piłata pochodzi z góry – to znaczy od Boga (J 19:11). Już na krzyżu Jezus chwali dobrego łotra, który przyznaje, że on i drugi przestępca otrzymują należną im odpłatę za swoje uczynki (Łk 23:41).[3]

Święty Paweł w 13 rozdziale Listu do Rzymian stwierdzał że państwo ma prawo karać śmiercią.

Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.

W liście do Koryntian bez żadnych niedomówień zaleca, by grzesznika wydali: na „zatracenie ciała, aby duch był zbawiony w dzień Pański” (1 Kor 5:5).

O karze śmierci niejednokrotnie wypowiadali się Ojcowie Kościoła. Karę śmierci przewidywał w swoim nauczaniu Klemens Aleksandryjski w „Kobiercach”. Niechętni karze śmierci (z powodu stosowania jej w prześladowaniach chrześcijan) Tertulian, Orygenes i św. Cyprian uznawali jednak prawo władzy do jej stosowania. Zaprzestanie prześladowań chrześcijan doprowadziło do pełnego uznania kary śmierci w Kościele. Laktancjusz wypowiadał się za karą śmierci. Święty Augustyn dopuszczał wojny sprawiedliwe i karę śmierci. Państwu prawo do karania śmiercią przyznawali papieże Mikołaj I i Innocenty III. Ostatni z wymienionych pisał:

Jeśli chodzi o władzą świecką, oświadczamy, że bez grzechu śmiertelnego możliwe jest wykonywanie kary śmierci, dopóki karę tę wykonuje się nie z nienawiści, ale na mocy wyroku, nie nierozważnie, ale z rozmysłem.

Za karą śmierci opowiadał się święty Dominik. Duns Szkot postulował, by karać śmiercią za bluźnierstwo i morderstwo. Św.  Alfons Liguori w swej „Teologi Moralnej” przyznawał państwu prawo do karania śmiercią.

Klasycznym przykładem wykładni dopuszczającej karę śmierci zgodnie z nauką Kościoła, jest Św. Tomasz z Akwinu. Na kartach swojej Summy Teologicznej pisze on:

Tego rodzaju grzeszników, od których raczej szkody spodziewać się można dla innych aniżeli poprawy, zarówno prawo boskie jak i ludzkie nakazuje skazywać na śmierć. Czyniąc to, sędzia kieruje się nie nienawiścią, lecz miłością, dla dobra społeczeństwa, które ma większą wartość niż życie jednostki. Co więcej, śmierć wymierzona przez sędziego przynosi pożytek grzesznikowi: jest ekspiacją za winy, jeśli się nawróci, a kładzie kres winie, jeśli się nie nawróci, ponieważ odbiera się mu możność dalszego dokonywania występków[4].

Papież Leon XIII w „Pastoralis officii” z 1891 roku przyznawał państwu monopol na zabijanie. Pius XI w „Casti Conubii” popierał stosowanie kary śmierci. Pius XII w przemówieniu z 13 marca 1943 roku, wygłoszonym do proboszczów Rzymu, bronił doktryny dotyczącej kary śmierci. Mówił:

Bóg (…) źródło sprawiedliwości zachował dla siebie prawo władzy nad życiem i śmiercią. (…) Życie ludzkie jest nietykalne, z wyjątkiem uzasadnionej obrony własnej, wojny sprawiedliwej prowadzonej sprawiedliwymi metodami oraz kary śmierci, wymierzonej przez władze publiczne za wyjątkowo poważne i bardzo konkretne oraz dowiedzione przestępstwa[5].

Opinię tę potwierdzał również później. W roku 1952 (wypowiedź z 13.09.1952) stwierdził, że morderca sam ponosi winę za swoją śmierć. Opinię tę Ojciec Święty powtórzył również 5.12.1954.

Drugi sobór watykański nie potępił kary śmierci, z kolei Jan Paweł II w swej encyklice „Evangelium Vitae” pisał że

Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem.

Kościół nie tylko nie sprzeciwiał się karze główniej, ale także traktował ją jako szansę na odkupienie winnego poprzez śmierć. Profesor Romano Amerio w książce Iota Unum podaje przykład Bractwa Św. Jana Chrzciciela Ściętego, którego celem było towarzyszenie skazanym do miejsca egzekucji, przy tym członkowie tego Bractwa starali się wzbudzić w nich prawdziwą skruchę oraz akceptację dla kary śmierci, obiecując im obfitą łaskę Bożą[6].

I tak dalej. Proszę wybaczyć ilość cytatów, ale uznałem, że nie ma sensu pozostawiać Czytelnika z pustymi stwierdzeniami, nie opartymi na konkretnych zapisach i wypowiedziach. Przykłady, które przytoczyłem, wskazują przy tym bez żadnych niedomówień na to, że wbrew stwierdzeniu papieża Ewangelia nie potępia kary śmierci, a liczące sobie 2000 lat Magisterium uznawało ją za konieczny element porządku prawnego.

Trzeci z błędów w zapisie kanonu dotyczy godności osoby ludzkiej, którą kara główna jakoby narusza. Nic bardziej mylnego. To kara główna jest stosowana – ni mniej ni więcej – jako konsekwencja najwyższego naruszenia godności istoty ludzkiej oraz świętości życia, nigdy odwrotnie. To, że uznano ją za środek niezbędny w danym przypadku, jest dowodem na powagę przestępstwa: czy bowiem zabójstwo lub gwałt ze szczególnym okrucieństwem nie są skrajnym naruszeniem praw i godności człowieka? W przypadku zaistnienia takiej zbrodni, jeżeli – jak uczy św. Tomasz – nie ma widoków na poprawę sprawcy przestępstwa, należy dokonać na nim egzekucji chroniąc resztę społeczeństwa – a zatem świętość ludzkiego życia i godność osób, które zbrodniarz mógłby tychże własności pozbawić. Dalej: jeżeli splamiony grzechem śmiertelnym zbrodniarz wykaże skruchę i poprzez pokorne przyjęcie orzeczonej dlań śmierci zechce odkupić swoją winę – ocali własną godność i duszę. Kościół mówi o tym ekspiacyjnym charakterze kary śmierci bardzo wyraźnie. U św. Tomasza, W Indeksie Sumy Teologicznej pod nazwą mors („śmierć”), znajduje się następujące wyjaśnienie:

Mors illata etiam pro criminibus aufert totam poenam pro criminibus debitam in illa vita, vel partem poenae secundum quantitatem culpae, patientiae et contritionis, non autem mors naturalis.

(śmierć nałożona za winy usuwa całą należną karę za winy w tamtym życiu, albo część kary według ilości winy, cierpliwości i skruchy – nie zaś śmierć naturalna)[7].

2.

Trzy błędy wyrażone w przytoczonym wyżej cytacie z Kanonu 2267 nie stanowią niestety pełnej listy problemów, jakich nastręcza interpretacja narzucona przez Ojca Świętego Franciszka. Nie mniej poważne, a może i groźniejsze co do zasady, jest powołanie się na konieczność wprowadzenia omawianego zapisu z uwagi na  „postęp świadomości etycznej” społeczeństw oraz zmianę w postrzeganiu winowajcy („Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw”). Co ważne: zawarty w nowym brzmieniu kanonu cytat pochodzi z przemówienia papieża, jakie wygłosił on 11.11.2017 roku do uczestników spotkania zorganizowanego przez Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Jest to chyba pierwszy przypadek, gdzie prywatna opinia papieża staje się elementem Katechizmu.

Nie o tym jednak: ów postęp świadomości etycznej, który przywołuje nowe brzmienie kanonu 2267, wpisuje się w coraz szerzej stosowane uzasadnianie rewolucji w Kościele nie rzeczowym argumentem doktrynalnym, ale koniecznością uchwycenia ducha zmian, działaniem ducha soboru lub słuchaniem innych, bliżej nieokreślonych, duchów czasu. Zmienia się duch czasu, wrażliwość społeczna, a zatem Kościół musi zmienić niezmienne Magisterium. To mniej więcej ma na uwadze kardynał Luis Ladaria, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który w datowanym na 01.08.2018 liście do biskupów, referującym ostatnią zmianę w KKK, mówi o autentycznym rozwoju doktryny.

Sposób myślenia papieża i jego współpracowników budzi daleko idący niepokój. Nietrudno zauważyć, że jest to w istocie wytrych pozwalający na wprowadzenie do Magisterium każdej zmiany. Co więcej: tego typu argumentację poprzednicy Franciszka potępili już dawno.

Pius X pisał:

Taką jest, Czcigodni Bracia, teoria jaką jest praktyka modernistów; i jedna i druga głosi, że nie  ma w Kościele nic trwałego, nic co by było niezmiennym.

Pius IX na kartach Syllabusa potępia następujące stwierdzenie:

Objawienie Boże jest niedoskonałe i stąd podlega nieustannemu i  nieskończonemu rozwojowi, który odpowiada rozwojowi rozumu ludzkiego.

Przywołany wyżej kard. Dulles ostrzegał:

Argumentację z postępu świadomości etycznej stosuje się, by propagować pewną liczbę rzekomych praw ludzkich, które Kościół katolicki konsekwentnie odrzuca w imię Pisma Świętego i Tradycji. Magisterium odwołuje się do tych autorytetów jako podstaw do odrzucenia rozwodu, aborcji, relacji homoseksualnych i wyświęcania kobiet do kapłaństwa. Jeśli Kościół czuje się związany Pismem Świętym i Tradycją w tych obszarach, to wydaje się, że brakiem konsekwencji byłoby, gdyby katolicy głosili rewolucję moralną w kwestiach kary śmierci.[8]

3.

Nie da się ukryć, że w dyskusji o karze śmierci strona jej przeciwna nie bierze pod uwagę (nieświadomie czy też celowo – to rzecz inna) podstawowych w tym przypadku pryncypiów, które najwyraźniej umknęły również Ojcu Świętemu Franciszkowi. Uderzają one w samą podstawę stosowania prawa.

Słowo klucz – to w tym przypadku odpowiedzialność. Kara śmierci nigdy nie jest stosowana w przypadku osoby niepoczytalnej. Oznacza to, że ten, kto decyduje się na popełnienie zbrodni zabójstwa lub tym podobnej, rozumie znaczenie swojego czynu, zło, jakie wyrządza, wreszcie pozostaje świadom konsekwencji, które popełniony przez niego czyn może nań sprowadzić. Jeżeli zatem jednostka, rozumiejąc, że za daną zbrodnię grozi kara śmierci, popełnia ją mimo wszystko – godzi się ukarać ją tak, jak zostało to przewidziane prawem. Popełniając zbrodnię, zbrodniarz niejako godzi się na to, co w przypadku schwytania grozi za jego czyn. To on sam bierze na siebie odpowiedzialność za karę, jaką poniesie.

Pius XII tak o tym mówił:

Prawo (…) zakłada (…) że winny wykroczenia jest przyczyną naruszenia porządku prawnego. (…) W chwili popełnienia przestępstwa winny wykroczenia ma przed swoimi oczami zakaz narzucony przez porządek prawny: jest jego świadom i obowiązku, jaki on nakłada; jednak tym niemniej to on decyduje wbrew swojemu sumieniu i aby zrealizować swoją decyzję popełnia zewnętrzne przestępstwo.

I dalej:

Istotą zawinionego czynu jest dobrowolnie podjęta decyzja przeciwstawienia się prawu uznawanego za obowiązujące; jest to zerwanie i celowe naruszenie sprawiedliwego porządku. Kiedy się dokona, nie ma możliwości odwrotu.

Konsekwentne stosowanie kary śmierci wyraża wobec tego stosunek państwa i społeczeństwa nie tylko do przestępcy, ale także do samej zbrodni. Prof. Bogusław Wolniewicz pisał:

Kara śmierci jest karą absolutną i nieodwołalną – i taka ma być. Przez tę jej absolutną nieodwołalność – i tylko przez nią! – wyraża się nasze absolutne i nieodwołalne potępienie zagrożonych nią czynów. I wyraża się w sposób zrozumiały i przekonujący dla każdego. Gdzie tej kary nie ma, tam nie ma absolutnego potępienia.

O. Jacek Woroniecki notował:

Nieraz można się spotkać z zadziwieniem, że etyka chrześcijańska nie zakazuje kary śmierci i że ją godzi z piątym przykazaniem, w szczególności, że państwa katolickie nie idą z postępem czasu w tej sprawie, wtedy, gdy wiele państw protestanckich albo areligijnych, karę śmierci u siebie zniosło. Szczególnie trudnym się wydaje pogodzenie tej najcięższej kary z pretensją do tego, aby kara miała zawsze na pierwszym względzie poprawę przestępcy, aby go najpierw leczyła. Na uprzedzenie do kary śmierci składa się cały splot zapatrywań wchodzących w skład umysłowości nowożytnej, a więc sentymentalne pojęcie miłości bliźniego, indywidualizm w ocenianiu stosunku jednostki do społeczeństwa, szczególnie zaś zupełna dezorientacja, gdy idzie o szeregowanie wartości tego wszystkiego, co ludzie uważają za swoje dobro. Gdzie nie ma wiary w życie pozagrobowe i dobra wieczne, tam z konieczności śmierć musi być uważana za największe zło, a życie za największe i jedyne dobro, którego nikogo nie wolno pozbawiać, skoro poza nim nie ma nic, albo przynajmniej nie ma nic pewnego.

Etyka chrześcijańska, w której wiara w życie pozagrobowe jest jednym z kamieni węgielnych, a miłość bliźniego wznosi się ponad sentymentalizm, zupełnie inaczej ustosunkowuje się do kary śmierci, godząc w niej doskonale wzgląd na dobro społeczne ze względem na prawdziwe, nadprzyrodzone dobro jednostki. Piąte przykazanie tak jak zawsze było rozumiane zarówno w prawodawstwie mojżeszowym jak i w etyce chrześcijańskiej, zawiera zakaz dla pojedynczego człowieka zabijania bliźniego własną powagą, nie odnosi się jednak bynajmniej do takich konieczności życia społecznego, jakimi są: sprawiedliwa wojna, karanie śmiercią za najcięższe przestępstwa, a nawet i obrona własna, gdy innego sposobu ratunku nie ma[9].

A czy kara śmierci istotnie może doprowadzić do pojednania grzesznika z Bogiem? Może. Kościół zna wiele takich przykładów: od św. Dyzmy po tych, którzy umierali w obecności św. Józefa Cafasso czy św. Katarzyny ze Sieny. Współczesnym przykładem może być Jacques Fesch, który zginął ścięty na gilotynie w 1957 r.; jego pisma więzienne są wzruszającym świadectwem duchowej doskonałości skazańca[10].

Mariusz Matuszewski

za: http://myslkonserwatywna.pl/


[1] Jacek Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, tom II/2, Lublin 1986, s. 157.

[2] https://www.pch24.pl/czy-kara-smierci-jest-sprzeczna-z-ewangelia-,55614,i.html

[3] Ibidem.

[4] https://rzymski-katolik.blogspot.com/2014/11/zapomniane-prawdy-cd-swiety-tomasz-o.html

[5] http://www.bibula.com/?p=47526

[6] https://rzymski-katolik.blogspot.com/2014/11/zapomniane-prawdy-cd-swiety-tomasz-o.html

[7] Ibidem.

[8] https://www.pch24.pl/czy-kara-smierci-jest-sprzeczna-z-ewangelia-,55614,i.html

[9] Jacek Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, tom I, Kraków 1948, ss. 240–241.

[10] „Zawsze Wierni” 27(1999), s. 127.

Click to rate this post!
[Total: 10 Average: 4.4]
Facebook

17 thoughts on “Matuszewski: O karze śmierci (po ogłoszeniu Kanonu 2267 KKK)”

  1. Ci co powołują się na Jezusa wezmą pod uwagę, że został uznany jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, za terrorystę.

  2. (…)Kara śmierci jest karą absolutną i nieodwołalną – i taka ma być. Przez tę jej absolutną nieodwołalność – i tylko przez nią! – wyraża się nasze absolutne i nieodwołalne potępienie zagrożonych nią czynów. I wyraża się w sposób zrozumiały i przekonujący dla każdego. Gdzie tej kary nie ma, tam nie ma absolutnego potępienia.(…)
    I tu się pojawia się taki problem, że czasami, niestety trafia się też po egzekucji, okazuje że wina nie udowodniona… absolutnie. Np. Wiliam Marion został powieszony za zbrodnię do, której w ogóle nie doszło, gdyż domniemany zamordowany, Jack Cameron, powrócił żywy do swojego przyjaciela… 4 lata po egzekucji.

        1. To nie jest żadna skrajność, tylko elementarz metodologii. Albo rozmawiajmy o zasadach/regułach, albo nie rozmawiajmy w ogóle, bo w etyce i prawie nie ma miejsca na dyskusje o wydumanych pojedynczych sytuacjach tylko o zasadach na podstawie których oceniamy dany czyn. Omyłka jest wpisana w ludzką naturę, więc mamy dwa wyjścia – jedno, zupełnie bez sensu – nie róbmy nic, bo przecież możemy się pomylić i ktoś ucierpi. Drugie – jedyne sensowne – świadomi swojej niedoskonałości budujemy np. system prawny abyśmy mogli sprawnie i w miarę możliwości jak najbardziej sprawiedliwie funkcjonować. Podpowiem tylko, że dzięki temu drugiemu podejściu jest Pan/Pani w stanie np. pisać tutaj na forum.

          1. (…)Drugie – jedyne sensowne – świadomi swojej niedoskonałości budujemy np. system prawny abyśmy mogli sprawnie i w miarę możliwości jak najbardziej sprawiedliwie funkcjonować.(…)
            Dlatego wynaleziono dożywocie, które daje zwykle kilkadziesiąt lat na ew. zwolnienie niesłusznie skazanego.

            1. No tak, bo wypuszczenie po kilkudziesięciu latach niesłusznie skazanego ze złamanym życiorysem i psychiką to świetne rozwiązanie. Generalnie nie ma to większego znaczenia, bo w karze chodzi o sprawiedliwość i dożywotnie pozbawienie wolności jest zwyczajnie nieadekwatną karą za morderstwo.

              Zresztą eksperyment myślowy – czy jeśli morderca podrzyna gardło ofierze w świetle jupiterów policyjnych podczas obławy, to również jest Pan/Pani przeciwko karze śmierci? Jeśli tak, to paradygmat abolicji stawia Pan/Pani ponad rzeczywistość, co jest kuriozalne, ale typowe dla abolicjonistów.

                1. W momencie, gdy napastnik nie jest w stanie nikomu więcej zagrozić a swoją ofiarę, która była dla niego narzędziem terroryzowania zamordowała to strzał snajperski jest podobny do kary śmierci. Pokrótce – nie jest Pan/Pani przeciwnikiem kary śmierci tak naprawdę. Niemniej wracamy do sedna – uznanie śmierci jako kary dla mordercy jest jak najbardziej sprawiedliwe więc pomyłka sądowa nie może być argumentem przeciwko karze śmierci, bo nie podważa jej sprawiedliwości a dotyczy po prostu całej ludzkiej działalności.

                    1. To nie jest erystyka ani sofistyczne sztuczki tylko logiczna konsekwencja tego, co Pan/Pani napisał(a).

                    2. Tia… najpierw łapiesz mnie, na konkretną sytuację, a póżniej mój pogląd rozciągasz na post factum.

                    3. Bo zasady mają to do siebie, że stosuje się je do konkretnych przypadków. Jeśli Pan/Pani tego nie wie, to szczerze mówiąc zupełnie nie rozumiem próby podejmowania dyskusji bez odpowiedniego warsztatu. Błędnie utarło się sądzić, że jeśli w filozofii/etyce itp. naukach nie ma wzorów jak w fizyce to każdy może się wartościowo wypowiedzieć. Szczęśliwie tak nie jest, bo metodologia obowiązuje również w przypadku tychże dyscyplin.

  3. Błędy zdarzają się i będą się zdarzać. Kto nic nie robi, ten się nie myli.

    Pan Jezus terrorystą. Ile bąb odpalił aby siać terror?

    1. Myślę, że ówcześnie byłby on raczej uznany za radykała niż za terrorystę. Też jestem ciekawy, ile „bąb” on odpalił 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *