Motas: Czy Polska jest jeszcze bezpieczna?

Widoczni są szczególnie w dużych miastach na czele z Warszawą, w większości są to młodzi, dobrze ubrani i odżywieni mężczyźni o ciemnej karnacji i arabskich rysach, chodzą najczęściej w kilkuosobowych grupach. O ich obecności w Europie zachodniej zdążyliśmy się już przekonać, czy jednak i w Polsce, pomimo wojowniczych deklaracji rządu, istnieje już problem „uchodźców”?

Obserwując Warszawę, śmiem twierdzić, że tak. Oczywiście nie na taką skalę jak w państwach starej UE, ale jest on już zauważalny. Dlaczego, pomimo deklaratywnego sprzeciwu obecnych władz, docierają oni do Polski? Czy polskie władze posiadają wiedzę na temat ich ilości i rozmieszczenia? Czy też czeka nas los Niemiec, w których władze dawno już straciły kontrolę nad ich napływem? Czy Polska w planach Zachodu ma w końcu podzielić jego los, stać się państwem obfitującym w rzekome „bogactwo” kulturowej różnorodności, które na co dzień przeciętnemu obywatelowi UE wychodzi przysłowiowym bokiem.

Wszystkie te pytania stanowią dziś palącą kwestię. Realny problem stanowi przede wszystkim przepływ ludności pomiędzy poszczególnymi państwami UE. Podejrzewam, że większość owych przybyszów dotarła do Polski przez tak zwany szlak bałkański. Czy nie byłoby zatem celowe przywrócenie także wewnątrz UE kontroli osób przekraczających granicę, czyli mówiąc wprost zniesienie strefy Schengen? Czy Polska nie może zwiększyć kontroli własnego terytorium poprzez uszczelnienie granic nie tylko na styku z obwodem kaliningradzkim? Rząd i przeważająca część społeczeństwa mówią w tej sprawie wyjątkowo jednym głosem.

Przeciętny Kowalski uchodźców i „uchodźców” w Polsce nie chce i na nic się tu nie zdadzą coraz cichsze na szczęście nawoływania hierarchów Kościoła do „otwartości”. Nomen omen, nie pierwszy to raz na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza Kościół katolicki jawnie staje wbrew polskiemu interesowi narodowemu (na czele z poparciem akcesji do UE).

Kluczowe z tego punktu widzenia jest, aby rząd odczuwał w tej sprawie stałą presję społeczną i nie próbował na przysłowiowym „boku” upchnąć do Polski nawet niewielkiej liczby niechcianych przybyszów. Polskie władze w swoich relacjach z Unią zabrnęły już niemal pod ścianę. Na tym polu nie mają zatem już i tak zbyt wiele do stracenia. Rząd winien w tej sprawie wykazywać się zdecydowaniem, także po to, aby narastająca frustracja społeczna w tej materii nie prowadziła do działań niekontrolowanych. Mówiąc wprost, siły państwa powinny problem ten rozwiązywać na tyle skutecznie (nieprzyjmowanie, co do obecnych zaś deportacja), aby ulica w pewnym momencie nie wzięła spraw w swoje ręce.

Maciej Motas

za: http://www.mysl-polska.pl/

[Głosów:6    Średnia:4.3/5]

Facebook

3 thoughts on “Motas: Czy Polska jest jeszcze bezpieczna?”

  1. Ciekawe jak ma uszczelnić granicę rząd, który nie potrafi “upilnować” jednego Saakaszwilego… mało tego ma pretensję, że Ukraińcy powstrzymali pociąg przed wjechaniem na teren opanowany przez AZOW… czy oni naprawdę nie wyobrażają sobie czym mogło się to skończyć?

  2. No, ale przecież plan jest taki, że ulica ma wziąć sprawy w swoje ręce… Zostało to już opisane, a nawet obecnie już głoszone wprost o likwidacji państw narodowych i zarządzaniu motłochem o odcieniu oliwkowym. Ale do tego potrzebne są niepokoje społeczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *