Najważniejsze książki, jakie przeczytałem w roku 2012

Książki nie są ponumerowane podług ich ważności, lecz raczej kolejności lektury. Doprawdy trudno zdecydować mi się na wybór jednej, ponieważ wobec złożoności świata każda zaznacza swój trwały ślad w zupełnie innym miejscu.

1. Polska i polskość są brakiem, co szczegółowo na stronach książki Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą wykłada Jan Sowa. Intelektualna bomba roku. Brak rozumie się tu w sensie strukturalnym. Polacy sami uważają siebie za wybrakowanych, nieustannie porównując się do Zachodu i jego osiągnięć. Polskość jest syndromem, do którego wyjaśniania najlepiej pasuje psychoanaliza. Zacytujmy parę zdań:  „Nie ma nawet cienia wątpliwości, że Rzeczpospolita była kobietą. Myślała tak sama szlachta, która nazywała króla «jej mężem». Przyrównania ojczyzny/Polski do matki również nie można uznać za produkt samej tylko psychoanalitycznej narracji. To powszechne przekonanie, które wpaja się dzieciom od małego na szkolnych akademiach. Z psychoanalitycznego punktu widzenia fantomowe ciało króla to inna nazwa na założycielski mord, w którym szlachta pozbyła się króla/ojca, aby mieć swobodny dostęp do Rzeczypospolitej/matki. Demokracja szlachecka była więc kazirodczym sposobem organizacji rozkoszy występującej pod postacią pełnej immanencji władzy w szlacheckim ciele”. Polski elekcyjny król posiadał ciało tylko fizycznie, nie politycznie – nad Rzecząpospolitą nie panowała żadna umetafizyczniona instytucja Korony; zawsze pozostawała ona tylko sumą swych materialnych członków. Nigdy nie była nowożytnym państwem z prawdziwego zdarzenia. I chociaż wiele z intuicji Sowy uznaję jednak za mocno nietrafione (wątek postkolonialny, metodologiczne założenie o kluczowej roli „dziedzictwa rzymskiego”), to w warstwie krytycznej wobec wiodących, wielbiących sarmatyzm, romantyzm itd. narracji o polskości jego dzieło nie ma sobie równych i otwiera zupełnie nowy rozdział w dyskusjach nad polską historią i tożsamością.

 

2. Papieżyca postkonserwatyzmu, święta Agata od niewiernego Cezarego czy, jak na łamach „44 / Czterdzieści i Cztery” ostatnio określił ją Michał Łuczewski, przywódczyni mesjańskiego buntu – niezrównana Agata Bielik-Robson regularnie obdarza nas kolejnymi dziełami. „Na pustyni”. Kryptoteologie późnej nowoczesności to kolejny etap wznoszenia przez nią dość systematycznego gmachu własnej myśli. Tym razem uwrażliwia nas na obecność gnostycznych wątków w psychoanalizie oraz, poważnie podchodząc do zagadnienia postsekularyzmu, wskazuje na istnienie różnych kryptoteologicznych trendów trwale obecnych w emancypacyjnych projektach nowoczesności. Wybija czytelnikom z głów przekonanie jakoby epoka porewolucyjna mogła poradzić sobie bez Boga, metafizyki, świata idei. Uznawanie sekularyzacji za skuteczny proces zaniku kwestii teologicznych było ułudą, w rzeczywistości uległy one „tylko” przesunięciu, ukryciu (odsyłam do sławetnej anegdoty Waltera Benjamina). Chociaż Autorka zdecydowanie nie przynależy do metapolitycznego horyzontu tzw. „konserwatyzmu”, to w swojej książce daje istotne wskazówki na zachowanie przez homo religiosus pełni swojego bytu w aktualnym świecie. Według Filozofki jedyną prawdziwą religią jest wprawdzie – jakkolwiek subiektywnie i woluntarystycznie pojęty – judaizm, można jej to jednak wybaczyć; albowiem, jak wiemy, zaprogramowany z góry morfologiczny cykl życia judaizmu musi prowadzić do chrześcijaństwa. Książka ta jest dobrą refleksją na temat natury czy oblicza naszych czasów; w gruncie rzeczy – stwierdza ich identyczność z każdymi poprzednimi czasami. Pustynia, otchłań, exodus czy emancypacja to problemy stale towarzyszące ludzkiemu duchowi, a każdy ukazywany jako radykalnie nowy sposób ich rozwiązania zawsze jest tylko mirażem świadomości przygniecionej, ale i połechtanej doświadczeniem. Całkiem ostatnio zaś nasza Papieżyca zdążyła wydać jeszcze Erros. Mesjański witalizm i filozofia.

 

3. Począwszy od Wiecznego Grunwaldu i Tak jest dobrze polskojęzyczny śląski pisarz Szczepan Twardoch doskonale radzi sobie z epatowaniem pipi-prawicowego burżuja. Morfina to powieść, która w Empiku przykuje naszą uwagę przede wszystkim okładką. Jej interpretacja to dobre zadanie na czas lektury. Jak zwykle u Twardocha, dostajemy historię prawdziwego Człowieka, jednostki umykającej zachłannym roszczeniom maszyn tożsamości. Znowu włóczymy się, mniej lub bardziej szaleńczo, na ziemi niczyjej między światami Niemców i Polaków. Wyniosłe nacjonalizmy i patriotyzmy (trudno mi orzec, która z tych przypadłości jest bardziej złowroga) skłóconych plemion okazują się być przede wszystkim zestawami tików, doraźnych form mających ułatwić funkcjonowanie atawistycznym stadom. Nic ponad przetrwanie. Mimo górnolotności podnoszonych sloganów stada te stale znajdują się na skraju rozpadu. Jak z mokrym i cuchnącym realizmem pokazuje nam Twardoch, naturalną kondycją ludzkiego zwierzęcia jest eksces – orgiastyczny, narkotyczny, polityczny czy jakikolwiek inny. Życie to teatr, któremu patronuje Śmierć. Fizjologiczny witalizm Twardocha jest błyskawicą, którą dojrzeć można jedynie na tle mrocznego gmachu tanatokracji.

 

Ponadto nie mogę nie wspomnieć o Pierre’a Legendre’a książce Zbrodnia kaprala Lortiego. Traktat o Ojcu, w której z psychoanalizy czyni się rewelacyjny choć zarazem bałamutny i dwuznaczny użytek. Dzieło to, pierwsze tłumaczenie tego autora na język polski, wymaga szczegółowej konfrontacji z intuicjami René Girarda czy Giorgio Agambena, albowiem u wszystkich nich następuje kulturowe zdekodowanie przekazów religijnych i to często w tych samych kwestiach. Zdecydowanie godna polecenia jest również Filozofia aktualności. Za Nietzschem i Marksem autorstwa Michała Herera w której roztrząsa się właściwe filozofii nowoczesnej zmagania nie ze sprawami uznawanymi za wieczne, lecz z sensem mentalnie i materialnie namacalnej teraźniejszości. Bohaterami książki są Nietzsche, Jünger, Heidegger, Marks, Adorno, Foucault oraz Baudrillard. Niestety nie było mi jeszcze dane przeczytać Po ludobójstwie. Eseje o języku, polityce i kinie, tomu autorstwa Piera P. Pasoliniego ani Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne, neokomunistycznego manifestu Michaela Hardta i Antonio Negriego. Ponadto zapraszam oczywiście do ustawicznej lektury naszych wielkich, takich jak de Maistre, Dostojewski, Schmitt, wspomniany Jünger, Voegelin, Eliade, Cioran, Gómez Dávila czy, z żyjących, Dugin.

Tomasz Wiśniewski

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najważniejsze książki, jakie przeczytałem w roku 2012

Pozycja, ktόra przykuła moją uwagę w roku 2012 nie jest być może publikacją niezwykle istotną, jest niemniej jedną z tych, ktόre śmiało zaliczyć można do bardzo ważnych.

Jest to wydany już dawno, gdyż w 2003 roku, zeszyt numer 2546 z kolekcji Acta Universitatis Wratislaviensis.

Chodzi o Wprowadzenie do językoznawstwa niderlandzkiego Stanisława Prędoty,

Zasługą pracy jest jej autotematyczny wobec omawianej dziedziny naukowej charakter. Jest to bowiem broszura–przewodnik po wspόłczesnej niderlandystyce. Zdecydowanie zbyt mało jest dziś, zarόwno na polskim jak i na francuskim rynku wydawniczym, pozycji o charakterze poradnikόw.

Omawiany poradnik zawiera piętnaście rozdziałόw. Dwa pierwsze rozdziały poświęcone są głόwnym, aktualnie dostępnym, edycjom słownikowym języka niderlandzkiego , a także ( rodz. 2) dostępnym aktualnie bibliografiom niderlandystycznym. Kolejne rozdziały poświęcone są fonetyce, fonologii, morfologii, leksykologii i leksykografii, frazeologii oraz paremiologii, wreszcie zaś składni, stylistyce, teorii znakόw mowy i lingwistyce tekstu.

Dwa ostatnie rozdziały dokonują deskrypcji aspektόw psycho- i socjo-lingwistycznych  obecnych w dzisiejszej niderlandystyce, zaś całość publikacji wieńczy wyczerpująca bibliografia.

Inwentoryjny charakter opracowania nie limituje  go do funkcji deskryptywnej, gdyż struktura każdego rozdziału zaczyna się od wprowadzenia do istoty tematyki jaką eksploruje dany dział wspόłczesnego językoznawstwa niderlandzkiego i dopiero w drugiej części każdego rozdziału omόwione zostały głόwne prace z odpowiedniego zakresu.

Broszura stanowi dzięki temu compendium fundamentalnej wiedzy o teorii języka i  teorii literatury, dostarcza definicji podstawowej terminologii zaczerpniętej zarόwno z języka greckiego jak i łacińskiego i jej uważne studium będzie pożyteczne dla każdego, kto pragnie usystematyzować swόj zasόb wiedzy o podstawach językoznawstwa, nawet jeśli nie jest niderlandystą.

Lektura książki dostarcza zresztą czytającemu sporej przyjemności intelektualnej i może być uznana za rozrywkę umysłową ze względu na jasność oraz precyzyjność sformułowanych konceptόw. Jej zdecydowaną wadą jest natomiast nieobecność specyficznego rozdziału poświęconego dialektologii, co jest bardzo poważnym przeoczeniem w przypadku pracy omawiającej aktualny stan badań nad tym ewidentnie dialektalnym językiem germańskim, ktόrego bogactwem są właśnie rozliczne dialekty .

Stanisław Prędota, Wprowadzenie do językoznawstwa niderlandzkiego, WUW, Wrocław 2003; 112 stron; ISBN 83-229-2415-1

Dofinansowanie: Nederlandse Taalunie.

Antoine Ratnik

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najważniejsze książki, jakie przeczytałem w roku 2012

Miniony rok był dość owocny w literaturę, która mnie pochłonęła. Największe zainteresowanie wzbudziły we mnie dwie publikacje. Książka Rafała Chwedoruka „Ruchy i myśl polityczna syndykalizmu w Polsce” oraz Jorge Castanedy „Che Guevara”

Rafał Chwedoruk, „Ruchy i myśl polityczna syndykalizmu w Polce”

Praca Rafała Chwedoruka to pozycja, która w sposób przystępny i obszerny zapoznaje czytelnika z fascynującymi dziejami polskiej myśli syndykalistycznej. Autor przedstawił zawiłe losy doktryny , która w odróżnieniu od rodzimego nacjonalizmu, czy głównych nurtów polskiego socjalizmu pozostaje słabo zbadana (na co R. Chwedoruk zwraca wielokrotnie uwagę). Celem pracy było przedstawienie rozwoju oraz najważniejszych treści  polskiego syndykalizmu. Zarówno anarchosyndykalizmu, tworzonego na rodzimej i zagranicznej myśli anarchistycznej, jak i syndykalizmu opartego o idee Stanisława Brzozowskiego, czy Georgesa Sorela. Ramy czasowe poszczególnych rozdziałów książki pozwalają na dynamiczne i przejrzyste śledzenie rozwoju tej doktryny. Autor poprzez analizę ruchów społecznych, ukazał w jaki sposób syndykalistyczna idea i praktyka przenikały się wzajemnie. Odniósł się również do stosunku rodzimego syndykalizmu wobec polskiej lewicy, nacjonalizmu, prawicy i Kościoła.

Książka warta uwagi,  oparta jest o bardzo dużą ilość źródeł. Porusza temat doktryny słabo znanej, która jak się okazuje miała dość znaczny wpływ na polskie społeczeństwo oraz na inne ideologie głównie w czasach II RP. Po tym okresie odeszła w zapomnienie, mimo prób reaktywacji trwających do dzisiaj.

Jorge Castaneda „Che Guevara” 

Jorge Castaneda w swojej biografii Ernesta „Che” Guevary stara się w sposób obiektywny przedstawić życie i fenomen argentyńskiego rewolucjonisty. Zaletą książki jest odejście od standardowego, schematycznego przedstawienia tej postaci – zbrodniarz/romantyczny bohater. Liczne źródła, wywiady z  rodziną, przyjaciółmi pozwalają przyjrzeć się sylwetce „Che” z innej strony. Dowiadujemy się m.in. dlaczego dorosły Guevara popierał politykę Juana Perona, gardził homoseksualistami, miał niechętny stosunek do czarnoskórych towarzyszy broni oraz  skąd wzięła się fascynacja agresywnym komunizmem. Książka napisana jest bardzo przystępnie, dynamicznie. Autor stara się wytłumaczyć fenomen, który w świadomości ludzi żyje do dziś.       

Tomasz Kosiński

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najważniejsze książki, jakie przeczytałem w roku 2012

Koniec roku jest jak zawsze czasem remanentów w każdej niemal sferze naszej aktywności. Na naszym portalu po raz drugi z rzędu prosimy o opinie na temat książek, które z jakichś względów zajęły ważne miejsce w pamięci naszych Czytelników, jak również osób współtworzących portal.

Zajmując w tej sprawie głos pozwalam sobie wskazać tym razem nie jedną, a trzy publikacje.

1) Jeśli chodzi o beletrystykę, to bez żadnej konkurencji wygrywa Umberto Eco ze swoim „Cmentarzem praskim”. Książka – jak każda praca tego autora, wsparta jest na niezwykłej wiedzy i wyobraźni, wypełnia ją złożona, jakkolwiek łatwo dająca się prześledzić sieć wątków, stanowiących  razem całość będącą literackim zdjęciem epoki, w które to zdjęcie wpleciono charakterystyczne dla niej prądy absorbujące myśl każdego żyjącego wówczas umysłu. Jeżeli ktoś spodziewa się dzieła na miarę „Imienia róży” – to właśnie to otrzyma.

2) Wśród książek naukowych i popularnonaukowych chcę wskazać dwie.

Pierwsza – to omawiana na naszym portalu książka prof. Adama Wielomskiego: „Teokracja Papieska 1073 – 1378”. Dlaczego ta? Bo nikt jak dotąd nie omówił w polskiej literaturze naukowej myśli politycznej wieków średnich tak obszernie, zarazem zaś na tyle rzetelnie. Tego typu publikacji brakowało – nawet pomimo znanej i wielokrotnie wznawianej pracy prof. Baszkiewicza, mimo wszystko nieco zbyt ogólnej. „Teokracja…” dla każdego, kto w Polsce na serio myśli o zajęciu się kwestiami ideowymi w Europie XI-XV wieku, winna stać się jednym z dzieł podręcznikowych.

Berman H.J. - Prawo i rewolucja. Kształtowanie się zachodniej tradycji prawnej

I pozycja następna: „Prawo i rewolucja. Kształtowanie się zachodniej tradycji prawnej” H. J. Bermana. Rzecz dostępna w Polsce głównie w bibliotekach i antykwariatach – w Anglii natomiast wznawiana już wielokrotnie. Doskonałe opracowanie dziejów średniowiecznej myśli prawnej i czynników ją kształtujących. Tu uwaga techniczna: miałem okazję czytać tę pracę w języku angielskim, a zatem trudno mi komentować tłumaczenie polskie. Sama warstwa merytoryczna jest jednak wystarczającą rekomendacją, a zatem rzecz z pełną odpowiedzialnością polecam.

Mariusz Matuszewski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Najważniejsze książki, jakie przeczytałem w roku 2012”

  1. Istotnie, „Cmentarzem w Pradze” Eco zbliża się do formy z „Wahadła Foucaulta”, a przyznam, że mocno mnie zawiódł tak „Baudolino”, jak – zwłaszcza – „Wyspą dnia poprzedniego” (choć warto zauważyć, że mechanizm amnezji już był stosowany – ze znacznie mniejszym powodzeniem- w „Tajemniczym płomieniu…”).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.