Ziętek-Wielomska: Polski Episkopat wobec nacjonalizmu

28 kwietnia b.r. odbyła się oficjalna prezentacja dokumentu Konferencji Episkopatu Polski przygotowanego przez Radę ds. Społecznych pt. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Główną tezą, czy też przesłaniem tegoż dokumentu jest promowanie wśród Polaków patriotyzmu i jednocześnie zwalczanie nacjonalizmu.

Ogólna wymowa stanowiska zajętego przez polskich biskupów jest taka: patriotyzm jest dobry, nacjonalizm należy potępić. Jak czytamy w dokumencie: „Kościół w swoim nauczaniu zdecydowanie rozróżnia szlachetny i godny propagowania patriotyzm oraz będący formą egoizmu nacjonalizm”.
Dokument ten oczywiście nie wziął się znikąd, jest on bowiem przejawem ogólnej kondycji naszego rodzimego Kościoła. Można by ją w skrócie opisać w następujący sposób: zupełna zapaść intelektualna połączona z wpisaniem się w układ postsolidarnościowy PO-PiSu oraz z silnym uzależnieniem się od dotacji unijnych. Kształt omawianego tutaj dokumentu jest pochodną właśnie tych trzech czynników.

Zacznijmy od kwestii zapaści intelektualnej. Cała argumentacja na rzecz tego, że nacjonalizm jest czymś złym, opiera się na jednym cytacie: „Święty Jan Paweł II na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 r. podkreślał, iż “należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak się to niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu»”. Na tym teologiczna, filozoficzna oraz historyczna argumentacja się kończy.

Zamiast tego pojawiają się różne – w gruncie rzeczy banały – które tylko udają rzeczową argumentacją, ale zdecydowanie nią nie są. Czytamy więc o tym, że patriotyzm różni się od ideologii nacjonalizmu, „która ponad żywe, codzienne relacje z konkretnymi ludźmi, w rodzinie, w szkole, w pracy czy miejscu zamieszkania, przedkłada, często nacechowane niechęcią wobec obcych, sztywne diagnozy i programy polityczne. Różnorodność zaś kulturową, regionalną czy polityczną usiłuje zmieścić w jednolitym i uproszczonym schemacie ideologicznym”. I tak dalej, i tak dalej.

Kościół – świadomie lub nieświadomie – wpisał się więc w czysto progresywistyczną narrację, która – zupełnie świadomie – sprowadza nacjonalizm do szowinizmu i przeciwstawia go „zdrowemu” patriotyzmowi. W naukowej dyskusji dotyczącej nacjonalizmu podkreśla się natomiast, że sprowadzenie nacjonalizmu tylko i wyłącznie do szowinizmu jest zabiegiem zupełnie nieuprawnionym. Większość naukowców, którzy takiego zabiegu dokonują, wywodzi się z tradycji kosmopolityzmu marksistowskiego albo liberalnego i nie ukrywają, że chodzi im o zwalczanie idei narodu jako takiego. Istnienie różnych narodów stanowi dla nich przeszkodę na drodze do stworzenia nowego, globalnego porządku, w którym rzekomo nie będzie wojen, przemocy, nienawiści itd.

Prawdopodobnie żaden z biskupów piszących ten dokument nigdy nie słyszał o takich postaciach jak Eric Hobsbawm, Isaiah Berlin czy Hans Kohn, którzy to właśnie stworzyli narrację o dobrym, zachodnio-europejskim patriotyzmie i złym, wschodnio-europejskim etnicznym nacjonalizmie. Jest to stereotyp konsekwentnie promowany przez polskie ośrodki agendy progresywistycznej, takie jak Gazeta Wyborcza, Krytyka Polityczna czy Nigdy Więcej. Kościół o tej dyskusji zapewne nigdy nie słyszał i nie rozumie, że kryje się za tym dobrze przemyślana strategia do niszczenia narodów i zastępowania ich multikulturowym społeczeństwem, które spajać będzie „patriotyzm konstytucyjny”, a przede wszystkim te części konstytucji, które poświęcone są prawom człowieka. W takim nowym globalnym porządku świata nie ma miejsca na nacjonalizm rozumiany po prostu jako miłość do własnego narodu, a nie konstytucji.

W narrację ośrodków progresywistycznych Kościół wpisał się nie tylko przyjętym założeniem o dobrym, otwartym patriotyzmie i złym, etnicznym i szowinistycznym nacjonalizmie, ale także językiem, którego używa. Centralną figurą retoryczną jest tutaj właśnie „postawa otwarta”: „Jest nią także egoizm narodowy, nacjonalizm, kultywujący poczucie własnej wyższości, zamykający się na inne wspólnoty narodowe oraz na wspólnotę ogólnoludzką. Patriotyzm bowiem zawsze musi być postawą otwartą. Jak słusznie pisał nasz wielki rodak Henryk Sienkiewicz: „hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez ojczyznę do ludzkości”. Użycie przez Episkopat określenia „postawa otwarta” jest czymś tragikomicznym. Kościół zdaje się nie zauważać, że jest to ulubione pojęcie całej agendy progresywistycznej. Bazuje ono oczywiście na słynnej pracy Karla Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”. Nie bez powodu w nazwie fundacji Sorosa pojawia się zwrot „społeczeństwo otwarte”, podobnie jak w wielu pracach czy projektach realizowanych przez środowiska progresywistyczne. W Polsce mamy w końcu także inicjatywę o nazwie „Otwarta Rzeczpospolita”, która na pewno pod dokumentem Episkopatu w pełni by się podpisała.

Jeśli chodzi o środki stylistyczne używane w omawianym dokumencie, to niczym one się nie różnią od tych używanych przez środowiska progresywistyczne. Przykładowo, ten oto fragment z powodzeniem mógłby pochodzić z publicystyki Krytyki Politycznej: „Dlatego też za niedopuszczalne i bałwochwalcze uznać należy wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu, czy też szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni. Miłość do własnej ojczyzny nigdy bowiem nie może być usprawiedliwieniem dla pogardy, agresji oraz przemocy”. W dokumencie dostaje się także środowiskom kibiców: „Dostrzegając i doceniając to wszystko, trudno zarazem nie zauważyć, że stadiony sportowe bywają niekiedy miejscem niepokojów i agresji, także o podłożu etnicznym. Zdarza się niestety, że kibice, wyrażając swoje emocje i przywiązanie do własnej drużyny, obrażają innych. Chcemy zatem powtórzyć, że także w tym, tak ważnym zwłaszcza dla młodego pokolenia wymiarze życia publicznego, narodowy czy też lokalny patriotyzm nie może być nigdy uzasadnieniem dla wrogości, pogardy i agresji”.

Tak jak już powiedziałam, Kościół zupełnie ignoruje fakt, że wpisując się w narrację, która programowo skierowana jest przeciwko idei narodowej, podcina gałąź na której sam siedzi. Podsumowując tę część analizy należy stwierdzić, że skutkiem zapaści intelektualnej Kościoła będzie pogłębianie się chaosu światopoglądowego wśród katolików, z których większość nie odróżnia już Dekalogu od praw człowieka. Bo na gruncie rzeczywistej nauki Kościoła głównym zarzutem przeciwko autentycznemu szowinizmowi narodowemu jest właśnie to, że łamie on Dekalog. W omawianym dokumencie słowo Dekalog natomiast nie pojawia się ani razu.

Pójdźmy dalej: Kościół a układ post-solidarnościowy. Celem istnienia układu PO-PiS jest niedopuszczenie do tego, by na prawo od PiS odrodziła się tradycja narodowa, odwołująca się przede wszystkim do przedwojennej endecji. To jest sprawa oczywista i przez obydwie partie w żaden sposób nie ukrywana. Omawiany dokument sprawia wrażenie, jakby został napisany na zlecenie układu PO-PiS. Jego przesłanie, czyli potępienie nacjonalizmu, kryje w sobie implicite potępienie tradycji narodowej demokracji. Sygnał jest więc jasny: katolik od takich środowisk powinien trzymać się z daleka, bo jest to rzekomo niezgodne z nauczaniem Kościoła. Nie twierdzę oczywiście, że mamy tutaj do czynienia ze świadomie zawartym porozumieniem Kościoła z politykami, za które Kościół zostanie w odpowiedni sposób wynagrodzony. Niemniej jednak, politycy obydwu partii na pewno zacierają ręce z radości. Podobnie jak Adam Michnik i publicyści Krytyki Politycznej, którzy robią wszystko, żeby w Polsce nie odrodziła się żadna siła polityczna, która odwoływałaby się do tradycji endeckiej. Z omawianego dokumentu dumny byłby też mason Jan Józef Lipski, który lubił straszyć Polaków widmem endeckiego „faszyzmu”.

Przejdźmy do ostatniej kwestii: dotacje unijne. Tajemnicą poliszynela jest to, że Kościół czerpie masowe finansowe korzyści z naszego członkostwa w UE i będzie robił wszystko, żeby nie dopuścić do powstania w Polsce żadnej silnej eurosceptycznej siły politycznej. Stąd musi trzymać naród w ryzach, żeby ten nie zaczął być za bardzo na bakier z „wartościami europejskimi”. Dokument Episkopatu z tymi wartościami jest w 100% zgodny – myślę, że podobałby się on nawet Martinowi Schulzowi.

Podsumowując wszystko, co zostało powiedziane, należy stwierdzić, że Kościół konsekwentnie podcina gałąź, na której siedzi. W chwili, kiedy Polacy uznają, że nauczanie Kościoła – poza kwestią aborcji i związków partnerskich – niczym się nie różni od agendy progresywistycznej, to wyciągną logiczny wniosek i zadają sobie pytanie: to po co nam Kościół? I szczerze powiedziawszy nie bardzo wiem, jak by Kościół miał na to pytanie odpowiedzieć. Zgodnie z linią propagandową Kościoła po II SW wiele dróg w końcu wiedzie do zbawienia. Wyznawanie agendy progresywistycznej wydaje się być drogą bardziej atrakcyjną niż to, co ma współczesnemu człowiekowi do zaoferowania Kościół katolicki.

Magdalena Ziętek-Wielomska
fot. https://pl.wikipedia.org/wiki/Episkopat_Polski
Myśl Polska, nr 23-24 (4-11.06.2017)

Facebook
[Głosów:10    Średnia:4.9/5]

1 thought on “Ziętek-Wielomska: Polski Episkopat wobec nacjonalizmu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *