Realistycznie z Niemcami

Przez lata żyliśmy dziedzictwem poznańskiego Instytutu Zachodniego, którego analiza naszych relacji z zachodnim sąsiadem Polski tworzyła zręby myślenia o polskiej geopolityce i bezpieczeństwie narodowym. Profesor Zygmunt Wojciechowski i jego współpracownicy przekonali nas do tego, że najistotniejszym, historycznie udowodnionym zagrożeniem dla państwowości polskiej są Niemcy, że w ich naturze leży dążenie do osławionego Drang nach Osten. Dorobek Instytutu – w szczególności ten sprzed 1990 roku – stanowi jeden z najistotniejszych elementów myślenia o naszym kraju w kategoriach geopolitycznych. Historyczne, politologiczne, socjologiczne i kulturologiczne rozważania znakomitej, wykształconej przez tą placówkę szkoły myślenia – którą nazwiemy geopolityką piastowską – do dziś stanowią inspirację intelektualną dla wielu z nas. Nie zmienia to faktu, że w ramach rzeczowej, uargumentowanej dyskusji możemy i powinniśmy jej cenny dorobek reinterpretować i uzupełniać o nowe uwagi. Wymaga od nas tego współczesność.

Przy okazji dzisiejszej debaty geopolitycznej z Manuelem Ochsenreiterem, niemieckim dziennikarzem i politologiem, redaktorem naczelnym miesięcznika „Zuerst!”, warto zastanowić się nad relacjami polsko-niemieckimi w zupełnie nowej rzeczywistości geopolitycznej, jakże odmiennej od tej, z którą mieliśmy do czynienia w okresie Polski Ludowej. Kilka słów o moim dzisiejszym oponencie w warszawskiej debacie – Manuel jest przedstawicielem niemieckiej Nowej Prawicy, człowiekiem, którego poglądy są w wielu miejscach dla nas kontrowersyjne, czasem obrazoburcze. Wbrew histerii wszelkiej maści liberalnych totalitarystów i cenzorów, właśnie dyskusja z takimi ludźmi jest intelektualnie intrygująca. Rozmowa jankeskich najmitów w rodzaju byłych ministrów Sikorskiego i Westerwelle nie wychodzi bowiem poza ściśle określone ramy wyznaczonych przez waszyngtońskich kuratorów instrukcji. Manuel Ochsenreiter reprezentuje pogląd niemiecki na cały szereg spraw przemilczanych i kontrowersyjnych. To człowiek, który twardo stoi na gruncie dalekiego od poprawności politycznej pojmowania roli Berlina we współczesnym świecie. Jego język i sformułowania dla każdego Polaka stojącego na gruncie obrony polskich interesów narodowych są trudne do przyjęcia. Ale to właśnie język większości współczesnych Niemców, którzy pod cienką warstwą mimikry nadal przekonani są o istnieniu określonych założeń, które kierować powinny niemiecką polityką, w tym zagraniczną. W przeciwieństwie bowiem do oficjalnej, opartej na paradygmacie liberalnym retoryki Berlina, dzisiejsi obywatele tego kraju w rozmowach prywatnych i na wszelkich zapewniających anonimowość forach mówią otwarcie o niemieckiej racji stanu. To swoisty paradoks, biorąc pod uwagę fakt, że oficjalny dyskurs oparty jest na założeniu, że niektóre pojęcia i terminy, a także najmniejsze nawet przejawy patriotyzmu, równoznaczne są obronie III Rzeszy, i tym samym wyjęte poza nawias nie tylko polityczny, ale też prawny. Niemcy żyją w dwóch równoległych światach. Ochsenreiter stara się ten świat rzeczywistych wyobrażeń i świadomości przekazywać w budzącym rozliczne kontrowersje, redagowanym przez niego „Zuerst!”.

Rozmawiamy zatem z Manuelem o rzeczywistości, a nie świecie mimikry. Zdecydowanie wolę rozmowę z kimś, kto tą rzeczywistość jest w stanie opisać i wyartykułować. Tylko wtedy jesteśmy w stanie nakreślić płaszczyznę rozbieżnych interesów, ale też potencjalnych obszarów współpracy. Rzeczywistość relacji polsko-niemieckich streścić można w moim przekonaniu w kilku punktach:

1) Niemcy doprowadziły do fenomenalnie skutecznej reinterpretacji historii najnowszej i swojego wizerunku we współczesnej Polsce. Według kolejnych badań CBOS, około 40% ankietowanych Polaków wyraża wobec nich sympatię. Inne badania wskazują, że nasz zachodni sąsiad kojarzy nam się przede wszystkim z dynamiczną gospodarką, postępem technologicznym, a także takimi cechami jak solidność i praworządność. Na ten wizerunek pracowały działające zazwyczaj przy partiach politycznych i realizujące niemiecką politykę miękkiej siły fundacje, bardzo aktywne w Warszawie i nie szczędzące środków od początku lat dziewięćdziesiątych;

2) Polska znajduje się w obszarze stworzonej przez Berlin gospodarki wielkiego obszaru (Großraumwirtchaft), obejmującej większość państw Europy Środkowej i regionu bałtyckiego. W 2014 roku nasze obroty handlowe wyniosły 87,4 mld euro, przy czym Polska zachowuje dodatni bilans handlowy, przy naszym eksporcie sięgającym wartości 47,6 mld euro. Jesteśmy dla Niemiec ósmym co do wielkości partnerem handlowym, wyprzedzając m.in. Rosję. Niemcy są niezmiennie największym odbiorcą polskiej produkcji – przypadło na nie w 2014 roku 26% polskiego eksportu. Polsko-niemiecka współpraca gospodarcza ma charakter asymetryczny; nasz kraj stanowi przemysłowo-usługowe zaplecze niemieckich partnerów, a udział podmiotów z kapitałem polskim we wspomnianym eksporcie jest mało znaczący. Oznacza to, że w sensie gospodarczym znajdujemy się z Republiką Federalną Niemiec w obrębie jednej przestrzeni;

3) Warszawa wykazuje dysonans wynikający ze sprzeczności pomiędzy ekonomicznymi wpływami Berlina a politycznymi Waszyngtonu. Każda próba prowadzenia przez Niemcy polityki niezależnej i proeuropejskiej oznacza automatycznie konflikt z nadwiślańskimi elitami nastawionymi na podległość Białemu Domowi. Niemcy są jednak przy tym krajem okupowanym przez Stany Zjednoczone, wobec czego ów opór ma charakter ograniczony;

4) Polska stanowi z punktu widzenia interesów niemieckich kół gospodarczych i przemysłowych stałą przeszkodę w budowaniu pragmatycznych relacji z Federacją Rosyjską, pełni rolę prowokatora szkodliwych konfliktów na obszarze poradzieckim, co zresztą wynika z jej zależności wspomnianych w punkcie poprzednim.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki kształtujące naszą rzeczywistość, wizja relacji polsko-niemieckich powinna się w moim przekonaniu opierać przede wszystkim na następujących działaniach:

1) dążeniu do zrównania praw socjalnych i ekonomicznych na obszarze gospodarki wielkiego obszaru, by Polska nie stanowiła rezerwuaru taniej siły roboczej, a niemieccy inwestorzy w większym stopniu transferowali na nasz teren technologie i podwyższali kwalifikacje polskich pracowników;

2) dywersyfikacji handlu zagranicznego, do której nie może dojść bez otwarcia nowego rozdziału w polskiej polityce wschodniej, aby Warszawa uzyskała potencjał szantażu i suwerenności w relacjach z Berlinem, nie będąc od niego w tak wielkim stopniu zależna. Cel ten można osiągnąć wyłącznie poprzez opracowanie i wdrożenie długofalowego planu przywracającego Polskę na rynki wschodnie;

3) zerwania przez Polskę z awanturniczą polityką na wschodzie i wykazania większej otwartości na dialog z Moskwą niż ta, na którą może pozwolić sobie Berlin, by nie dochodziło do budzących w Polsce słuszny poniekąd niepokój przypadków komunikacji Berlin – Moskwa z pominięciem opinii Warszawy.

Wspólny cel, który może przyświecać Polakom i Niemcom w perspektywie najbliższych lat, polega na próbie emancypacji Europy spod wpływów USA. Jeśli tak zdefiniowany cel udałoby się osiągnąć najpierw w Berlinie, niemieckie władze powinny podjąć cały szereg nacisków na proamerykańskie elity w Warszawie, by przywrócić Polsce polityczne miejsce w Europie. Tym sposobem – paradoksalnie – wyzwolenie spod obcej dominacji zaoceanicznego imperium przyjść może spod Bramy Brandenburskiej. Niemcy w tym scenariuszu mogą okazać się dla Polski taktycznym sojusznikiem, choć jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę, że najpierw same musiałyby pozbyć się atlantyckich elit kształtujących ich politykę w warunkach okupacji od 1945 roku.

Mateusz Piskorski

http://mateuszpiskorski.blog.onet.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *