Rękas: Hackerzy kontra Cerkiew

W sobotę wieczorem przestała działać strona internetowa prawosławnej diecezji lubelsko-chełmskiej. Padła ofiarą ataku hackerskiego, podobnie jak kilka innych serwisów informacyjnych i portali religijnych wschodniego chrześcijaństwa w Polsce. Sprawę badają organy ścigania, na razie jednak nie można wykluczyć żadnego scenariusza – od głupiego żartu po ideologicznie czy politycznie motywowany cyber-terroryzm.

Fałszywe tropy

O ile główny serwis polskiego prawosławia cerkiew.pl stosunkowo szybko udało się uruchomić korzystając z ustaleń tymczasowych, o tyle uszkodzenia okazały się poważniejsze w przypadku diecezjalnej strony lublin.cerkiew.pl. Jak się dowiedzieliśmy – był to już kolejny atak tego typu na portale poszczególnych świątyń, zgromadzeń, czy społeczności prawosławnych, a zatem można wręcz mówić o zorganizowanej akcji. Pojawiająca się na ekranach komputerów plansza z napisem „Hacked by Mohamed CAPO (…) We are sleep but not dead” wskazywać by mogła na trop muzułmański – albo przeciwnie, być tylko odwracaniem uwagi od właściwych motywów działania sprawców. Równie dobrze można by ich bowiem szukać w kręgach nastawionych negatywnie do wszelkich mniejszości, także religijnych (a przy okazji słabo poinformowanych i uświadomionych, że zwłaszcza na wschodzie obecnej Polski – prawosławie jest w istocie wyznaniem pierwotnym). Trafniej można chyba jednak upatrywać przyczyn w rosnących podziałach, coraz silniejszych także wśród stanowiących znaczną część wyznawców prawosławia w Polsce Ukraińców, w tym rosnącej liczbie nowych przybyszy zza wschodniej granicy. Na Ukrainie narasta bowiem konflikt między większościową, kanoniczną Cerkwią prawosławną, uznającą formalne zwierzchnictwo Patriarchatu Moskiewskiego, a radykalną mniejszością, która pod wpływem tamtejszych organizacji szowinistycznych oderwała się, powołując własną, nieuznawaną przez inne Kościoły wspólnotę i coraz ostrzej, także czynnie atakuje pozostałych wiernych.

Fałszywe analogie

Co ciekawe, tendencje te zyskują również poparcie niektórych zaślepionych kręgów w Polsce, które wprawdzie mają zapewne gdzieś kwestie wiary i wewnętrznej organizacji Kościoła Wschodniego – ale kiedy tylko coś im się sprowadza do „oddzielenia od Moskwy”, to co by to nie znaczyło – gotowi by skakać na główki i popierać w ciemno. Wystarczyło niedawno przejrzeć najdalsze dotąd od zainteresowania prawosławiem portale polityczne – by odnaleźć charakterystycznie zmanipulowane i przycięte fragmenty wywiadu z abp. Hiobem, z którego wydestylowano warunkowe poparcie dla autokefalii ukraińskiego prawosławia, podparte odwołaniem m.in. do bajęd o Międzymorzu, czy tradycji I Rzeczypospolitej, co jest anachronizmem, bowiem akurat ówczesne państwo polsko-litewskie świadomie, celowo i… samobójczo zrezygnowało z wspierania rywalizacji należącego wówczas do nas Kijowa o prymat cerkiewny z młodą wówczas stolicą moskiewską. Podobnie kulawe, tak historycznie, jak i przede wszystkim teologicznie – jest odwołanie się do mającej już 82 lata niezależności Cerkwi w Polsce. Nie wdając się w szersze analizy – autokefalia musi bowiem być powszechnie uznana przez siostrzane Kościoły, nie zaś przez jeden z nich, choćby najszacowniejszy. Przede wszystkim zaś – obowiązuje zasada jednej Cerkwi w jednym kraju, które to zjawisko na Ukrainie nie zachodzi i z pewnością nie zajdzie w dającej się przewidzieć przyszłości (dla porównania dość spojrzeć na sytuację niekanonicznej, chociaż większościowej Cerkwi macedońskiej, która nie może liczyć na powszechnie uznaną autokefalię dopóki działa wierne Patriarchatowi w Peczu arcybiskupstwo ochrydzkie).

Fałszywe alternatywy

Podziały i konflikty przenoszą się, niestety, ze społeczeństwa ukraińskiego – na diasporę, także tę polską i lubelską. Nie jest tajemnicą, że np. podczas ostatniej wizyty Nadii Sawczenko w Lublinie, gdzie odbierała Nagrodę im Karskiego – to współorganizujące to wydarzenie miejscowe Towarzystwo Ukraińskie (znane m.in. z prób „równoważenia” pamięci Rzezi Wołyńskiej rozdętym i rozhisteryzowanym przypominaniem rzekomych ofiar Operacji „Wisła”) skutecznie zaprotestowało przeciw obecności przedstawicieli lubelsko-chełmskiej diecezji prawosławnej podczas imprezy. Hierarchowie, duchowni i posłuszni wierni Cerkwi wydają się być spychani na dalszy plan, a coraz silniej inwigilują Polskę (w tym polskie prawosławie) radykałowie z rozłamowej „Cerkwi patriarchatu kijowskiego”. Takie samo zjawisko, tylko na jeszcze większą skalę od lat zachodziło już w ramach greko-katolicyzmu, doprowadzając do niemal całkowitego przejęcia uniatyzmu przez szowinistów, przy zupełnej, niestety, bierności rzymsko-katolickiego episkopatu. Podobnie niską wrażliwością wykazał się on także podczas pamiętnego epizodu z deklaracją abp. Michalik – patriarcha Cyryl, uzgodnionej i podpisanej tak, jakby Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny w ogóle nie istniał i nie miał do odegrania swojej roli w dialogu ze Wschodem, co było prostym powtórzeniem błędów z okresu I i II Rzeczypospolitej.

Ten ciąg pozornych detali – jakieś wydawałoby się niedopatrzenie, potem dyplomatyczne faux-pas, teraz może tylko dziecinny wybryk – mogą składać się na zjawisko coraz bardziej niepokojącej. Zaczyna się bowiem często od nieumiejętności spotkania w jednej sali, od ignorowania głupoty posuniętej do pochwały, potem gubi się zdolność, a z czasem i możliwość spokojnego dialogu, następnie dochodzi do wojny w sieci – a skończyć się może pełnowymiarowym konfliktem, jaki widzimy obecnie na Wschodzie – i który oby do nas nie dotarł.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *