Rękas: Polityczne implikacje kultu Żołnierzy Wyklętych

Cześć dla uczestników (zwłaszcza poległych) antykomunistycznego powstania zbrojnego i wszystkich, którzy za takich członków są obecnie uważani – już dawno przestała być tylko przywracaniem publicznej pamięci tego elementu dziejów narodu, przeszła etap zwykłego szacunku dla bohaterów, a obecnie przybrała kształt oficjalnej ideologii państwowej. A taka ideologia – podlega prawidłom oceny politologicznej, wolnej od elementu emocji, nieodmiennie przy takich tematach powracającego.

 

Nie chodzi (tylko) o historię

Nie chodzi bowiem, rzecz jasna, o setne wznowienie dyskusji o sensie/bezsensie podziemia antykomunistycznego – tylko o dostrzeżenie współczesnych i przyszłych implikacji odrębnego od historii faktu politycznego, jakim jest tytułowy kult ŻW. Właśnie konieczność takiego rozdzielania znaczeń – sprawia wyraźną trudność różnym szczerym pasjonatom, upierającym się, by nie dostrzegać jak, do czego i przez kogo pamięć o ich idolach jest wykorzystywana.

W dyskusjach (nie tylko internetowych) na takie tematy zwraca więc uwagę nagromadzenie emocji, przy jednoczesnym niedoborze obserwacji i analizy jej wyników. Nie dość więc, że np. Żołnierze Wyklęci już nie są „Wyklęci” (bo teraz się woła na nich jakoś inaczej), to jeszcze kult nie jest „kultem” – bo to „normalny szacunek dla bohaterów, którym wy/oni/nikt nie dorasta do pięt, na których miejscu nie jesteśmy i nie wiemy co byśmy zrobili i których tylko wnuki ubeków nie szanują…” itd. Czyli – całe towarzystwo adoracyjne nie ma problemu z racjonalnym opisem rzeczywistości, nie jest przyczynkarskie i nie obraża się za naruszenie godności bóstw nie dość pełnym uwielbienia słowem… Tymczasem pokłócić się i zwyzywać od „zdrajców sprawy narodowej” nie sztuka, ani to jednak faktów nie zmieni (a upaństwowienie kultu ŻW jest po prostu faktem), ani nie zwolni nas od obowiązku ich racjonalnej interpretacji. Nie mówimy o szacunku lub jego braku do tych walczących i poległych, tylko o politycznym tego szacunku wykorzystywaniu. To po prostu inny temat.

 

Do czego służy kult

Pytanie o kult ŻW ma bowiem swoje aktualne i poważne uzasadnienie. Pamiętajmy:

Kult powstania styczniowego doprowadził m.in. do akcji Piłsudskiego w 1914 r. która o mało nie pogrzebała szans na niepodległość Polski.

Kult „Czynu Legionowego” doprowadził m.in. do tragedii powstania warszawskiego, unicestwiającego polską stolicę.

A kult wszystkich wymienionych – dał siłę ruchowi solidarnościowemu, który doprowadził do utraty przez Polskę niepodległości na rzecz Zachodu i dewastacji społecznej i tożsamościowej polskości.

Stąd troska jak skończy się i do jakiej tragedii doprowadzi kolejna pseudo-historyczna ideologia – jest dziś bardziej niż uzasadniona.

Oczywiście, można też zauważyć, że spośród wymienionych taki kult Piłsudskiego, mimo swej historycznej szkodliwości – teoretycznie może być wykorzystywany, np. do umacniania autorytetu władzy i państwa (powtórzmy, abstrahując od faktów). Kult ŻW mógłby analogicznie służyć wzmacnianiu trendu do odzyskania przez współczesną Polskę niepodległości – tyle, że… jakoś nie służy. A najwięksi orędownicy nieoglądającej się na okoliczności walki o suwerenność narodową przeciw największym choćby światowym potęgom – widocznie akceptują stan, w którym Polskę na baczność stawia obcy ambasador, a żołnierze stacjonującej w Polsce obcej armii biją Polaków. To po co komu taki kult, po co on właściwie Polakom? Żeby się wykrzyczeli, wyskładali kwiatki i nawystawiali pomników, zadowalając pustą formą kultu, jednak bez choćby zbliżania się do wiązanych z nim wartości?

Jestem dziedzicem Wyklętych/Niezłomnych, bo mówię, że jestem przeciw imigrantom, głośno krzyczę PRECZ Z KOMUNĄ, a poza tym obiektywnie pomagam siłom politycznym konserwującym i korzystającym z patologicznego post-komunistycznego systemu gospodarczo-politycznego w Polsce, sprowadzającym po cichu imigrantów i oddającym niepodległość naszej ojczyzny obcym” – tak, niestety mogłaby się przedstawić znaczna część szczerych zwolenników kultu ŻW, gdyby była zdolna spojrzeć na swe deklaracje i działania z boku, bez autouwielbienia i zasłaniania się mega-patriotycznymi dekoracjami. Oczywiście, większość tego nie zrobi, zadowalając się egzegezą historii najnowszej Polski sprowadzającą się do przekonania, że Stalin rządził w naszym kraju co najmniej do 1989 r., Beria wybory przegrał dopiero w roku 2015, ostatni leśni z lasów wyszli dopiero na wezwanie premier Szydło i w ogóle komuny nikt nie przeżył (poza sowieckimi pachołkami), zaś dzisiejsze patriotyczne formy życia wyewoluowały sobie z patriotycznego tchnienia przodków. Przyznajmy, że taka wizja świata zdecydowanie ułatwia wykorzystywanie także kultu ŻW do bieżących celów politycznych, niekoniecznie jednak zgodnych z polskimi interesami narodowymi

Porozmawiajmy dla odmiany jak dorośli

Ostatnia (czyli mająca ledwie może dekadę) fala kultu ŻW nie była przecież bynajmniej spontaniczna (mimo względnie licznych, oddolnych przykładów). Po prostu, grupa skądinąd sympatycznych osób uznała w pewnym momencie, że legenda ta może być użyteczna do budowy ruchu politycznego (zanim on sam wypracuje jakiś własny mit, nad którym zresztą też pracowano). Ostrzegaliśmy wówczas tych uroczych ludzi, że uruchamiają treści, nad którymi nie zapanują – bo w takie klocki są lepsi macherzy. Zwłaszcza, że już raz (w latach 90-tych) ŻW jako projekt ideologiczno-propagandowy próbowała dla Porozumienia Centrum wykreować Liga Republikańska, również w intencji, by immanentną  dla PC realną akceptację, afirmację i korzystanie z systemu post-komunistycznego – pokryć deklaratywną anty-komunistyczną pryncypialnością. Maszerujący jednak nie słuchali, szybko więc zostali wyautowani, a podpromowany już kult ŻW – stał się upaństwowioną następnie ideologią PiS.

Na razie wiemy tylko, że znowu – służy uwiarygodnianiu fałszywego patriotyzmu tej partii, jak również ma stanowić usprawiedliwienie dla realizowanej przez nią polityki podporządkowania całego kraju czynnikom zagranicznym. Czy kult ten może jednak posłużyć jeszcze czemuś gorszemu? Mając polskie doświadczenia historyczne pewnym można być właściwie jednego: jeśli może, to zapewne posłuży.

Konrad Rękas

[Głosów:18    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *