Rękas: Ukraiński atak na Polskę we wrześniu ‘39

Niemcy, Sowieci, nawet Słowacy – niemal wszystkie kierunki najazdu na Polskę we wrześniu 1939 r. zostały szeroko opisane w literaturze, upamiętnione, a w pewnej mierze także rozliczone politycznie i prawnie. Nadal jednak pozostaje jeden agresor, jeden front kampanii wrześniowej, który jest ukrywany i chroniony przed sprawiedliwą oceną. A przecież zbrodnie ukraińskich nacjonalistów przeciw narodowi polskiemu nie zaczęły się wcale w 1943 r. wraz z Rzezią Wołyńską. Przeciwnie, krwawy bunt ukraiński przeciw polskości trwał już wówczas czwarty rok, a pierwsze zbrojne bandy OUN zbierały się w lasach już w sierpniu 1939 r., by nie czekając nawet na swych nazistowskich sojuszników rzucić się na Polaków w zamęcie pierwszych tygodni rozpoczynającej się wojny. Jeszcze skrzętniej skrywaną tajemnicą jest jednak fakt kolaboracji Ukraińców nie tylko z agresorem niemieckim. Ci sami ukraińscy sąsiedzi stawiali bramy ku czci wkraczającego Wehrmachtu, by po zorientowaniu się w zmianie sytuacji geopolitycznej równie entuzjastycznie witać Armię Czerwoną. Byle tylko nowi panowie/”towarzysze” nie mieli niczego przeciwko grabieniu i mordowaniu Polaków.

Raz bandyta – zawsze bandyta

To straszne, że właśnie ten element jest dziś ważniejszy od jawnej zdrady i kolaboracji z Niemcami, ale skoro sami ukraińscy szowiniści tak się tego wstydzą – to tym silniej przypominajmy. Jak wiemy z uznanej publikacji Ryszarda Szawłowskiego na temat agresji sowieckiej – w Pleszowicach, gmina Popowice, powiat przemyski, miejscowi Ukraińcy najpierw wystawili bramę powitalną na cześć nazistów. Gdy jednak wkraczający niemieccy żołnierze wpadli wprost na scenę rabowania taborów z rannymi polskimi jeńcami – kazali ich Ukraińcom natychmiast zostawić w spokoju i nawet oddać ukradzione konie. Jednak Niemcy cofnęli się wykonując zapisy protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, a wówczas ci sami Ukraińcy równie frenetycznie witali Sowietów. I z bronią w ręku rozpoczęli wyłapywanie próbujących się przekradać w stronę Węgier i Rumunii polskich oficerów, mordując ich i wydając NKWD[i]. W Horyńcu było podobnie – najpierw czarnobrewy w strojach ludowych wręczały kwiaty wehrmachtowcom pędzącym polskich jeńców, by potem równie chętnie udostępniać się czerwonoarmistom[ii].

Podobnie zapamiętali to moi dziadkowie, z dziada pradziada gospodarujący na Zamojszczyźnie. Mało kto pamięta, ale po 17 września, witani triumfalnie przez miejscowych Żydów i Ukraińców, Sowieci na okres tygodnia wkroczyli do Zamościa. Synowie bogatych miejscowych Żydów, od setek lat korzystających z gościnności Rzeczypospolitej oraz tłumek wałęsających się przydziału ukraińskich urków – ochoczo sformowali wówczas oddział „Milicji Robotniczej”, który podjął się bohaterskiej akcji rewolucyjno-wyzwoleńczej wyrzucając (także przez okna) z polowego szpitala bezbronnych, rannych polskich żołnierzy. Ponieważ nie wszyscy jednak zdali broń, tej samej jeszcze nocy ktoś wrzucił milicjantom granaty przez okno posterunku i dzielny oddziałek jeszcze szybciej się rozformował. Następnie Sowieci odeszli, a z nim część Żydów. Skoro zaś Niemcy nie spieszyli się z obejmowaniem terenu – Ukraińcy wrócili do zaczętego już w połowie września procederu mordowania wracających do domów Polaków. Na marginesie wtrącę, wśród wracających, którzy przeżyli, był kapral 2 Pułku Strzelców Konnych, Stanisław Basaj, brat cioteczny mojego dziadka. Gdy na Ziemi Zamojskiej powstanie najpierw Chłopska Straż, a potem Bataliony Chłopskie – stał się znany jako major „Ryś”, co jednak opisałem w innych wspomnieniach.

Nazistowsko-sowiecki kolaborant Melnyk

Oczywiście też głównym sojusznikiem obu frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów pozostawały hitlerowskie Niemcy. Faktem też jest, że poniekąd w ramach tego sojuszu, w okresie współpracy Rzeszy z ZSSR, grupa Andrija Melnyka (bo były to czasy przyjaźni melnykowsko-niemieckiej, nie to co teraz…) przekazywała NKWD przygotowywane przed wojną listy proskrypcyjne polskich żołnierzy zawodowych, policjantów, członków Związku Strzeleckiego, nauczycieli, urzędników, inteligencji. Stały się one podstawą wywózek i bolszewickich mordów na Polakach, co potwierdzają badania tak znakomitej znawczyni tematu, jak dr Lucyna Kulińska[iii]. Bo ukraiński szowinizm jest od strony metody czysto pragmatyczny i wszystko mu jedno kto mu pomoże pozbyć się znienawidzonych Lachów. Powinni o tym pamiętać wszyscy otwierający się na ukraińską akcję osiedleńczą w Polsce, w duchu „jacy by nie byli, ale chociaż Ruskich/komuchów nienawidzą”. Nie, 17. września jakoś woleli i komuchów, i Ruskich, i oczywiście Niemców – KAŻDEGO, byle pozwolił/pomagał mordować Polaków.

A nawet bez tego radzili sobie świetnie. Innym błędem jest bowiem postrzeganie ukraińskich wystąpień we wrześniu 1939 r. jako spontanicznych, oddolnych, niejako sprowokowanych jakimiś „polskimi represjami”. Tymczasem mieliśmy do czynienia ze zorganizowaną akcją dywersyjno-zbrojną, mającą na celu wsparcie armii nacierających na Polskę. Tak zresztą z dumą przedstawia to historiografia ukraińska. Zwłaszcza przed 23 sierpnia 1939 r. pomysł wykorzystania wystąpień „powstańczych” OUN jako pretekstu do akcji niemieckiej przeciw Polsce był jedną z opcji składanych na biurku Hitlera przez Abwehrę, pilotującą wówczas ukraiński nacjonalizm. Do tego celu miał przecież służyć Legion Ukraiński Romana Suszki (zresztą starego petlurowca). Faktycznie został on w końcu wykorzystany, a jego kilkuset bojców doszło nawet do Stryja, jednak na rozkaz niemiecki musieli się oni wycofać przed Armią Czerwoną.

Orgia ludobójstwa

Jak przypomniał to dr Grzegorz Motyka, recenzując pracę Wasyla Szpicera i Wołodymra Moroza na temat krajowego Prowidnyka OUN Wołodymyra Tymczija[iv], między 10 a 13 września 1939 r. bojówki ukraińskie przeprowadzały dywersje, ataki na władze cywilne a nawet na wycofujące się jednostki polskie m.in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w pobliżu Mikołajewa i Żydaczowa. Co ciekawe, ogłaszający „przejęcie władzy w imieniu Samoistinnej Ukrainy” bojcy równie chętnie oddawali ową władzę zarówno w ręce wkraczających wojsk niemieckich, jak i sowieckich. Byle tylko nikt nie przeszkadzał w takich mordach, jak w Kolonii Jakubowce (57 spalonych zagród, ponad 20 Polaków zamordowanych) czy w Sławetynie (85 zamęczonych na śmierć). W Smeredynie bojówka ukraińska wyprowadziła do lasu i zatłukła małżeństwo ponad 80-letnich staruszków, pięciu chłopców w wieku 10 – 14 lat, czworo dzieci w wielu przedszkolnym, dziewięć kobiet w wieku 20 – 35 lat i dwie dziewczynki, lat 11 i 13[v]. Te dwie, podobnie jak wszystkie kobiety, przed zabiciem zgwałcono. W Dryszczowie, 17. września ukraińscy sąsiedzi wybili 32 Polaków, w tym głównie dzieci[vi]. Łącznie tylko w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu we wrześniu 1939 r. zginęło co najmniej 3,5 tysiąca polskich mieszkańców. Wg raportów samej OUN 3610 Polaków „wzięto do niewoli”, przekazując bądź to Gestapo, bądź NKWD, ktokolwiek był pod ręką dostatecznie zainteresowany. Łącznie antypolskie wystąpienia przeprowadzono w 183 miejscowościach, mordując co najmniej 796 osób. Osobnym, jednorazowym i przerażającym aktem ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów było wymordowanie 500 żołnierzy polskich we wsiach Stawyżany i Obroczyn, w nocy z 11. na 12 września. Części napadów dokonywali ukraińscy dezerterzy – żołnierze Wojska Polskiego, uciekający z bronią i dołączający do band, prowadzonych następnie przeciw polskim wsiom i wycofującym się oddziałom WP[vii].

Fakty są bezwzględne, co musiał przyznać nawet Instytut Pamięci Narodowej. Ukraińcy zabili we wrześniu 1939 r. więcej Polaków niż wkraczający Sowieci.

Konrad Rękas

[i] R. Szawłowski, Wojna polsko-sowiecka 1939. Tło polityczne, prawnomiędzynarodowe i psychologiczne. Agresja sowiecka i polska obrona. Sowieckie zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości oraz zbrodnie ukraińskie i białoruskie. Tom 1. Monografia. Warszawa, 1997, str. 408-49.

[ii] Z. Daraż, Zawierucha nad Sanem, Rzeszów, 2006, str. 21-22.

[iii] L. Kulińska, Terroryzm w II RP- Ukraińska Wojskowa Organizacja i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów,  „Bezpieczeństwo. Teoria i Praktyka”, 2016, nr 2, str. 104.

[iv] G. Motyka, W. Szpicer, W. Moroz – Krajowyj Prowidnyk Wołodmyr Tymczij – „Łopatyńskij”, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 2006, nr 2(10), str. 357.

[v] E. Siemaszko i W. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa, 2000, str. 654

[vi]  L. Kulińska i A. Roliński (red.) Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944, Kraków 2003, str. 12 – 14.

[vii] S. Nowakowski i M. Klempert (red.), Okruchy pamięci Wspomnienia i relacje byłych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, Olsztyn, 2015, str. 210.

Click to rate this post!
[Total: 33 Average: 4.7]
Facebook

15 thoughts on “Rękas: Ukraiński atak na Polskę we wrześniu ‘39”

  1. Ostatnio pojawiły się głosy, że Rosja nie poniosła odpowiedzialności za agresję z 1939 r. Jest to śliska sprawa, ponieważ Ukraina należy do beneficjentów tej agresji. Zgodnie z prawem międzynarodowym skład etniczny terytorium nie ma wpływu na jego status. Zatem agresja ZSRR nie może być uzasadniana stosunkami etnicznymi. Ponadto terytorium można kupić lub zamienić się terytoriami. Nie ma instytucji prawnej bezpłatnego zrzeczenia się terytorium. Zatem nawet jeżeli Polska potwierdziła swoją zgodę na utratę kresów wschodnich to pozostaje kwestia zapłaty za te terytoria. Komunistyczna Polska była podobno niesuwerenna a zatem traktat graniczny z ZSRR uznający nowe granice na wschodzie jest nieważny. Dodam od razu, że ja nie chcę Lwowa, po prostu logicznie rozumuję i wyciągam wnioski z faktów.

      1. Według prawa zwyczajowego po przegranej wojnie agresor mógł zostać ukarany zmniejszeniem terytorium. W takiej sytuacji można było wymusić na nim traktatowe zrzeczenie się terytorium. W innych przypadkach siłowe wymuszanie oddania terytorium w drodze traktatowej nie wywołuje skutków prawnych. Gdańsk mógł zatem zostać przyznany Polsce wbrew woli Niemiec jako kara za agresję. Prawa człowieka nie obowiązywały w tamtym czasie a zatem nie można powoływać się na prawo Niemców do zamieszkania tam. Generalnie rzecz biorąc Wielka Trójka uzurpowała sobie prawo do dowolnego kształtowania granic, co nie było dozwolone w 1945 r. Środki przymusowe można było stosować tylko w stosunku do agresora.

      2. Natomiast jeżeli uznamy, że istniało Wolne Miasto Gdańsk po zakończeniu wojny w 1945 r. to trzeba stwierdzić, że nie było to państwo, ale międzynarodowy sztuczny twór, który mocarstwa stworzyły a następnie zlikwidowały. Według terminologii współczesnej można by stwierdzić, że było to terytorium powiernicze pod nadzorem społeczności międzynarodowej. Podobne problemy ma doktryna prawa międzynarodowego z Niemcami a szczególnie Berlinem, co potencjalnie może prowadzić do prób unieważnienia traktatów granicznych z Polską. Chodzi np. o to czy Niemcy przetrwały II wojnę światową i czy RFN miała prawo do zawierania traktatów granicznych w imieniu całych Niemiec.

          1. W prawie międzynarodowym inaczej rozumie się legalność niż w prawie wewnętrznym. Stan efektywny jest często stanem legalnym, ponieważ brakuje nadrzędnego organu mogącego wymusić przywrócenie stanu poprzedniego (załóżmy, że legalnego). Dlatego rządem legalnym w Polsce po 1945 r. nie był „prawowity” rząd londyński, ale narzucony rząd komunistyczny. W przypadku złamania zasad sukcesji prawowitym królem jest ten, który realnie sprawuje władzę. Odnosząc to do Gdańska, ta jednostka przestała istnieć w praktyce i nie ma nawet populacji, która miałaby ja odtworzyć. Podobnie ZSRR zlikwidował bezprawnie Tannu Tuvę w Azji środkowej. Zatem „legalistyczne” myślenie prowadziłoby do wniosku, że to państwo nadal istnieje. Zresztą bolszewicka Rosja zaanektowała więcej takich państw, które zostały utworzone po rozpadzie carskiej Rosji. Następnym problemem jest konieczność anulowania wszystkich aktów prawnych „nielegalnej” władzy. Czyli „nielegalna” polska okupacja Gdańska powodowałaby, że jej prawo należałoby anulować w granicach przedwojennego Wolnego Miasta Gdańska a w wielu innych miejscach świata byłoby podobnie. To prowadziłoby do absurdalnej sytuacji, w której doszłoby do całkowitej anarchii prawnej. Federacja Rosyjska powinna odpowiadać za agresję i anektowanie Tannu Tuvy jako sukcesor ZSRR.

              1. Taka jest praktyka międzynarodowa a nie moje poglądy. Oczywiście początkowo można stać na gruncie „legalności”, ale z czasem nie ma wyjścia i trzeba zaakceptować nową sytuację faktyczną. Uznanie takiej sytuacji może zająć kilka dekad, ale to jest nieuniknione. Ponadto powstaje problem pewności obrotu prawnego. Nie można unieważnić traktatów zawartych przez Polskie rządy marionetkowe po 1945 r., ponieważ to prowadziłoby do szkód dla samych Polaków.

                1. Niby kto i kiedy decyduje, że trzeba zaakceptować sytuację faktyczną? Gdyby hitlerowcy wygrali wojnę i zostawiliby GG to byś twierdził, że jest to legalne państwo? A czy aneksja Krymu była legalna?

                  1. Chodzi o to, że państwo poszkodowane może w nieskończoność nie uznawać aneksji i cyklicznie przypominać swoje prawa do utraconego terytorium. Natomiast uznanie aneksji przez państwa trzecie nie wywołuje skutków prawnych, czyli nie legalizuje aneksji. Tylko sama Ukraina może zadecydować w sensie prawnym o losach Krymu, który w sensie prawnym stanowi nadal część jej terytorium pod obcą okupacją. Żadne rosyjskie referenda nie legalizują aneksji, jak tego chce Kreml. Natomiast w przypadku siłowej likwidacji jakiegoś państwa ono nadal w sensie prawnym istnieje pod warunkiem, że działa rząd emigracyjny, który toczy walkę o wyzwolenie. Czyli Polska nie przestała istnieć w 1939 r. a Wolne Miasto Gdańsk nie istnieje już prawnie, ponieważ brakowało rządu emigracyjnego dążącego do jego odbudowy. I to nie są moje poglądy tylko praktyka międzynarodowa poparta poglądami doktryny prawa międzynarodowego.

          2. Przy okazji dzisiejszy plebiscyt w sprawie włączenia do federacji Rosyjskiej dwóch ukraińskich regionów jest nieważny na gruncie prawa międzynarodowego. Cesja plebiscytarna nie jest legalnym sposobem nabycia terytorium. Czyli Krym oraz regiony ługański i Doniecki nadal pozostaną po referendach w sensie prawnym częścią Ukrainy. Jednak to samo dotyczy referendów na polskich kresach wschodnich po agresji ZSRR z 17 września 1939 r.

            1. Ile lat musi minąć żebyś uznał, że to jest jednak legalne? Władza Rosji nad tymi terenami byłaby tak samo „legalna” jak polska nad WMG. Prawo siły i nic więcej.

  2. W przypadku Ukrainy robił to wprost naród i sprawy nie ma. W przypadku Rosji Rosjanie nieraz byli pierwszymi ofiarami osobników przy władzy innych nacji i cały czas Rosjanie źli. Przy czym wyplątywanie Ukrainy z komunizmu jest śmieszne, bo całe jej istnienie wynika tylko i wyłącznie z komunizmu. Na zachodniej Ukrainie było ponoć więcej w partii niż na wschodniej. Farion główna nacjonalistka zapisała sie w młodości pod koniec komuny do organizacji socjalistycznej gdy nikt już się nie zapisywał.

    I my tego czynnika, że jest to dla Ukrainy Białorusi charakterystyczne miotanie się między wschodem i zachodem jak wańka wstańka, nie bierzemy pod uwagę. A powinniśmy bo Polacy przy tym giną. Jest jasne że zachód nie będzie dla nich żadnym impulsem gospodarczym. Że walczą tylko po to żeby spłacić Amerykanom pieniądze za bron. I czekam aż ich gniew przeciwko nam się obróci, choć sądzę że już to się dzieje jak na granicy.

  3. Opowiadała mi kiedyś śp. nieodżałowana Pani Krystyna Brzewska – Mastalska o tym, jak ze swoją Mamą i braćmi uciekli na początku września 1939 r. z Krakowa do rodziny w Zosinie k. Horodła i jak jeszcze szybciej stamtąd uciekali przed ukraińską V kolumną z powrotem do Krakowa. Moja Mama natomiast jako już osoba pełnoletnia (studentka przebywająca u swoich Rodziców na wakacjach na wsi) podjęła się przewieżć na początku września 1939 na Wołyń notariusza Zygmunta Pomarańskiego z Zamościa (późniejszego organizatora konspiracji, a później więźnia Auschwitz, gdzie został zamordowany) i jeszcze kilku ochotników – pod nieobecność braci, którzy poszli na wojnę. Za Bugiem ostrzegali ich przed Ukraińcami prawosławni duchowni. Po wielu perypetiach udało im się jakoś wrócić, ale już bez koni.

  4. Jedyną istniejącą Ukrainą we wrześniu 1939 roku była Ukraińska SSR w składzie ZSRR. I jako taka zaatakowała Polskę 17 września. I w związku z tym odpowiada częściowo za zbrodnie radzieckie. Natomiast lokalne rebelie we wrześniu 1939 roku wszczynali obywatele II RP, czyli zgodnie z ówczesnym porządkiem prawnym – Polacy. Z jakichkolwiek powodów (poglądów komunistycznych, nacjonalistycznych, etnicznych, etc) by tej zdrady się nie dopuścili, nie zmienia to samego faktu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.