Rękas: Ukraińskie marynarzyki a sprawa polska

Po incydencie w Cieśninie Kerczeńskiej najbardziej nieszczęśliwy musi być PAD. Przecież gdyby mu pozwolili kupić ten australijski pływający złom – to już by go mógł wysyłać na Morze Azowskie!

Wszystkim spieszącym się do postrzelania – należy jednak przypomnieć, że nawet Ukraina nie prowadzi obecnie wojny z Rosją. Więc niby czemu miałaby to robić Polska? Zauważmy przy tym, że niegdyś robiono międzynarodowe sceny, gdy jakiś rząd nie organizował wyborów i wprowadzał stan wojenny. Teraz właśnie za stan wojenny powszechnie pochwalono Ukrainę, a za wolne wybory surowo potępiono Donbas. Czy to real politik? W pewnym sensie – po prostu już wiadomo, że tak zwana demokratyczna opinia publiczna i tak nic z tego nie rozumie i reagować na zmienny przekaz nie ma zamiaru.

I śmieszno, i straszno…

Szczególnie ogłupiana – a przez to bezwolna pozostaje tak zwana opinia w Polsce, choć i to wydaje się nadmiernym wysiłkiem propagandzistów. Ci jednak wydają się dalej ćwiczyć, pewnie już tylko, żeby nie wyjść z wprawy, przeto nadal nad Wisłą znakomicie sprzedają się „wyjaśnienia” i „analizy” w typie, „to Putin wywołał rozruchy w Paryżu, żeby zabrać Ukraińcom okręty!”. Cóż, skoro tak, to rozpatrzeć należy także inne uwarunkowania jakże oczywistej rosyjskiej agresji. W sumie czas to powiedzieć wprost: Rosja napadnie na Polskę po prostu z zazdrości. Bo mamy fajniejszego prezydenta niż Rosjanie!

Idąc tym tropem rozumowania można by z drugiej strony zauważyć, że największą niedogodnością przeprowadzenia III wojny światowej jako wojny morskiej byłoby to, że komitet wyzwolenia musiałby powstać w Elblągu, a nie w Chełmie, a rząd w Gdańsku, nie w Lublinie… Rzecz jasna jednak tu nawet nie ma miejsca na sarkazm i redukcję do absurdu, bo jakiego głupiego żartu by nie wymyślono – zawsze znajdzie się ktoś, kto nie tylko potraktuje go poważnie, wpisze do programu rządu, pokaże w telewizji, ale i zrobi w tej sprawie śmiertelnie poważną pikietę!

Rząd Razem z „opozycją”

W takich sprawach zawsze przecież w Polsce można liczyć na dyżurnych banderofili – jak nie pro-, to niby anty-rządowych i „demokratycznych”. Chociaż więc sam Kijów z Rosją wojować się boi – to już pod ambasady i konsulaty ruszyły dyżurne fundacje i stowarzyszenia (opłacane równo z budżetu państwa, które z braku lepszej nazwy trzeba nazywać polskim) zawsze gotowe do ogłaszania mobilizacji poparcia dla chwiejącego się reżimu Poroszenki. I tylko dwie obserwacje warto przy tym poczynić – po pierwsze, że ci tak zatroskani o wojny, zbrodnie wojenne, prawo międzynarodowe i historyczną prawdomówność ani razu jakoś nie pofatygowali się pod ukraińskie placówki dyplomatyczne, np. gdy Kresowianie modlili się za pomordowanych podczas Rzezi Wołyńskiej. A po drugie, że nie sposób nie docenić dialektyki takiego choćby Razem, które sensem swojej tożsamości historycznej uczyniło m.in. sprzeciw wobec stanu wojennego w Polsce – a teraz organizuje wiec poparcia dla… stanu wojennego na Ukrainie.

Tak zwana „opozycja demokratyczna”, której opozycyjność nie przeszkadza zresztą w przyjmowaniu dotacji od rządu PiS – ma zresztą utrwaloną skłonność do ukraińskiego nazizmu, tak historycznego, jak zwłaszcza współczesnego, co tylko potwierdza spostrzeżenie, że przepychanki rządowo-demokratyczne to po prostu teatr, dwoma sznurkami sterowany przez te same ośrodki, które stoją za reżimem w Kijowie. Czym innym można bowiem tłumaczyć przypadek niejakiego Igora Isajewa, lidera Obywateli RP, niby to zadeklarowanego „opozycjonisty”, jednocześnie jednak… dotowanego przez obecne władze za działalność właśnie na odcinku ukraińskim. Myliłby się bowiem ktoś sądząc, że polskie wsparcie ma na celu wspieranie postaw pro-polskich wśród Ukraińców czy uczenie ich prawdziwej historii. Co to to nie! Rzeczony Isajew i jego organizacja najpierw próbowali np. przyłączyć się do oskarżenia AK i BCh o „ludobójstwo na Ukraińcach”, czyli głośnego ataku prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, Grzegorza Kuprianowicza mającego stworzyć choćby namiastkę „odwróconej Rzezi Wołyńskiej”. Gdy zaś ta prowokacja się nie powiodła – Obywatele RP zażądali od samorządów Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego przemianowania ulic AK-owca, kapitana Zenona Jachymka, “Wiktora” i BCh-owca, majora Stanisława Basaja, “Rysia” (nb, stryjecznego dziadka autora), zarzucając im “zbrodnie wojenne przeciw ludności ukraińskiej” – czyli, mówiąc po polsku, walkę z UPA i ukraińską kolaboracyjną policją. W zasadzie nic w stanowisku podpisanym przez p. Isajewa nie powinno już dziwić (no, może określaniem się przez to środowisko banderowców jako Obywatele RP, a nie Піддані Самостійній…), podobnie jak i zaskoczeniem nie jest dmuchanie w tę samą trąbkę przez niby to rządzących i rzekomo opozycyjnych w Polsce.

To nie są polskie sprawy!

Tak PiS, jak i „opozycja” mydlą oczy Polakom swoimi udawanymi, czysto personalnymi sporami – w istocie zaś rywalizują o jedno: kto wykaże się większą usłużnością wobec zagranicznych ośrodków prawdziwej władzy, np. wykazując się większą gorliwością w bezkrytycznym popieraniu banderowsko-oligarchicznego awanturnictwa na Ukrainie. W tej sytuacji pewnym optymizmem mogą napawać coraz widoczniejsze reakcje zwykłych Polaków, komentujących ostatnie wydarzenia i prowokacje ukraińskie wyraźnym: NIE MIESZAJMY SIĘ W NIE NASZE SPRAWY!

Współczesna Ukraina nie jest i nie zanosi się, żeby została przyjacielem Polski, interesować więc nas powinna jako dłużnik, jako miejsce zamieszkanie blisko miliona Polaków, jako zarządca (złodziejski i fatalny) majątków należących do Polaków – i jako źródło coraz oczywistszych problemów, także tych związanych z obecnością co najmniej około 1,5 miliona Ukraińców w Polsce. I to powinny być problemy dla prawdziwie polskiego rządu, o sposoby ich rozwiązania powinna pytać prawdziwie polska opozycja. Kto zamiast na interesach polskich skupia się na przygodach ukraińskich marynarzyków – działa wbrew racji stanu Rzeczypospolitej.

Konrad Rękas

[Głosów:39    Średnia:4.3/5]
Facebook

2 thoughts on “Rękas: Ukraińskie marynarzyki a sprawa polska”

  1. Od 1989 roku rządy w Polsce prowadzą niekorzystną dla narodu polskiego politykę zagraniczną, zwłaszcza odnośnie tzw. Wschodu.

    Skończy się to tym, że młodzi Polacy będą musieli iść na wojnę z Rosją w obronie neobanderowskiej Ukrainy i za nią ginąć.

    https://narodowymokiem.blogspot.com/2018/11/niebezpieczna-polityka-wschodnia-rzadow.html?m=1

    Dziwię się, naprawdę się dziwię jak Polacy mogli dać się tak mocno zindoktrynować żydoameryce i unii? Nie rozumieją, że Ukraina to wróg. To jest straszne.

  2. Panie Konradzie, co Pan radzi młodym Polakom, których nasz obłąkany rząd może wysłać na sprowokowaną przez siebie wojnę z Rosją? Wojna ta będzie toczona nawet nie w interesie Ukrainy, bo pewnie już jej wkrótce nie będzie, ale USA. To szaleństwo może przebić wszystkie polskie idiotyczne wyskoki, od konfederacji barskiej po powstanie warszawskie. Czy w tym wypadku mimo wszystko trzymać się należy zasady bezwzględnego żołnierskiego posłuszeństwa? Czy też może uciekać od poboru po to, aby po przejściu przez nasz kraj rosyjskiej armii miał kto to państwo odbudować i nim rządzić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *