Rękas: Warszawski zlot partii amerykańskich

Czy organizując w Warszawie zlot liderów formacji uznawanych zgodnie, acz niekoniecznie słusznie za ze zdecydowanie prawicowe – Jarosław Kaczyński naprawdę byłby gotów dopuścić szukania alternatywy dla integracji europejskiej we współpracy z Rosją? Oczywiście, że nie. Mieliśmy do czynienia jedynie ze spotkaniem sierot po Trumpie, z których niektóre z czasów, gdy naprawdę były jeszcze niezależnie i pozasystemowe – pozostawiły sobie prawo do odrębnego zdania w sprawie dominującej na Zachodzie frazeologii antyrosyjskiej. Warto jednak pamiętać, że prawdziwie pozbawiony uprzedzeń wobec Rosji jest ten, kto robi z nią obustronnie korzystne interesy, nie zaś ten, kto zajada się blinami, słucha bałałajki i zarzeka się, że świata poza Tołstojem, Puszkinem i… Putinem nie widzi.

Wojna czy pokój?

Jarosław Kaczyński zaś jak zwykle mówiąc i czyniąc – wykonuje jedynie zlecenia amerykańskie, a nawet próbuje je wyprzedzać. Z Rosją nie ma to dokładnie niczego wspólnego a raczej ma à rebours, bo to niemiecka Europa (niezależnie od tego kto akurat rządzi w Berlinie) prędzej czy później będzie musiała ułożyć się z Moskwą. A Amerykanie starają się w tym przeszkadzać. Bo jest tylko jedna siła zainteresowane spowolnieniem i osłabieniem Europy. Nie Rosja bynajmniej i nie Chiny – tylko Stany Zjednoczone. Oczywiście, można by warszawską konferencję odbierać optymistycznie – jako próbę zaoferowania przez Amerykę współpracy Rosji przeciw obecnemu kształtowi Europy. Ot, tak nowa polityka pingpongowa i to bez zobowiązań, bo w razie czego Waszyngton ma rączki na kołderce, a to wszystko ci europejscy ekstremiści sami z siebie wymyślają! Faktycznie jednak równolegle przecież Polska, kraje bałtyckiej i Rumunia słyszą z USA i to z kręgów obecnej administracji zachęty do zacieśniania związków przede wszystkim z Wielką Brytanią (już przecież poza UE) i tworzenia sojuszu jednoznacznie antyrosyjskiego, ukierunkowanego na każdą konfrontację z Moskwą i Mińskiem, militarnej nie wykluczając. Którzy Kaczyński i Morawiecki są zatem prawdziwsi: ci udający, że nie słyszą zastrzeżeń Marine Le Pen o rosyjskości Krymu i Ukrainie w rosyjskiej strefie interesów – czy ci z Johnsonem i Wallacem szykujący wprowadzenie wojsk NATO na tęże Ukrainę?

Wolimy gender waszyngtoński od brukselskiego?

Nie mamy więc do czynienia ani z ofertą atlantycką dla Rosji, ani nawet z prawdziwą wizją organizacji Europy bez całego biurokratyczno-liberalno-postępowo-klimatycznego bagażu Komisji Europejskiej. Gdyby nasz kontynent faktycznie miał dokonać zwrotu w kierunku własnej tożsamości i własnych interesów, tak cywilizacyjnych, jak i gospodarczych – wówczas nie mógłby tego przecież czynić w antagonizmie wobec własnego oczywistego zaplecza, czyli reszty Eurazji. Nikt, kto podpowiada Polakom, Węgrom, Bałtom, Hiszpanom czy komukolwiek innemu, że ich największymi wrogami są dziś Rosjanie, Białorusini czy Chińczycy – nie jest prawdziwym przyjacielem, ani nie ma dobrych intencji, czegokolwiek by nie obiecywał. Czy jednak samo wyzwolenie się spod ideologicznego dyktatu KE, a także ekonomicznej dominacji Niemiec – nie byłyby dla Polski wystarczającymi korzyściami, by z oferty Anglosaskiej korzystać w ciemno?

Z tym też lepiej bądźmy ostrożni. Jeśli chodzi o doktrynalne zacietrzewienie – zwróćmy uwagę, że agenda amerykańska nie różni się w żadnym szczególnym punkcie od unijnej. Nawet za czasów Trumpa mieliśmy do czynienia z takim samym nachalnym lansowaniem choćby genderyzmu. Niewzruszonym fundamentem anglosaskiego świata pozostaje też globalny kapitalizm, w każdym razie dopóki służy interesom angloamerykańskiego kapitału. Nawet pod względem zaangażowania w klimatyzm obecna administracja waszyngtońska nie różni się od brukselskiej. Co więc niby byśmy ugrali opowiadając się w biznesowo-geopolitycznych rozgrywkach naszych hegemonów tym akurat, którzy są kosztowniejsi, za to jeszcze słabiej zainteresowani jakimikolwiek uzyskami Polaków?

Z niemieckiego deszczu pod amerykańską rynnę

Bo że jesteśmy poddani niemieckiej dominacji ekonomicznej – to zupełna oczywistość. I Jarosław Kaczyński rzeczywiście wie o tym najlepiej, jako pierwszy człowiek zaufania Berlina w III RP. To CDU (poprzez Fundację Adenauera) współfinansowała Kaczyńskiemu założenie Porozumienia Centrum, dumnie pozycjonującą się jako niemiecka partia w Polsce (na złość uchodzących za „francuskich” kolegów z Unii Demokratycznej). Ostatecznie jednak Niemcy postawiły w Polsce na liberałów z KLD, zaś Kaczyński musiał dopraszać się sponsoringu z innego kierunku. I nie był to bynajmniej nigdy kierunek wschodni. I nigdy nie będzie. Choćby ostatnimi państwami na świecie zainteresowanymi jeszcze litościwie współpracą z Polską pozostały Rosja i Chiny – Kaczyński prędzej wysadziłby kraj niż poszedł na taki układ. Rzekomy pragmatyzm lidera PiS jest bowiem tak samo fałszywy, jak jego fasadowy patriotyzm.

Również i deklaratywny antyniemiecki zwrot we frazeologii obozu rządzącego III RP niewiele ma wspólnego z prawdziwym zrozumieniem naszego interesu narodowego. Polska nie zwraca się przeciw Berlinowi, bo po przeszło 30 latach chce odzyskać kontrolę nad własną gospodarką – tylko przekazać ją bezpośrednio w zarząd amerykański. Mamy zatem do czynienia z demokratycznym tańcem chochołów – jednego proamerykańskiego poprzez swą proniemieckość, drugiego niby to antyniemieckiego w związku ze swoją proamerykańskością. I znowu – z polską racją stanu nie ma to niczego wspólnego.

Prawdziwa suwerenność byłaby szokiem

Oczywiście też, bicie w germanofobiczny bębenek, jak to u Kaczyńskiego – nieodmiennie służyć ma polityce wewnętrznej, czyli rywalizacji z Donaldem Tuskiem o posadę głównego wyrobnika Zachodu w Polsce. W kampaniach takich jak przeprowadzona przy okazji warszawskiej konferencji – ignoruje się więc zwykle koszty. A szczerze popierając i POLEXIT, i oderwanie Polski od gospodarczych Wielkich Niemiec trzeba przyznać, że w krótkiej perspektywie wstrząs społeczno-ekonomiczny wywołany hipotetycznym przecięciem więzi z Berlinem i Brukselą – byłby dotkliwszy nawet od tego spowodowanego upadkiem Bloku Wschodniego. Taki zabieg wymagałby kolosalnych przygotowań, akumulacji kapitału narodowego, ustabilizowania walutowego – i znaczących zabiegów wychowawczo-propagandowych, czyli tego wszystkiego, czego nie zastąpią śpiewogry TVPiS i kanapki ORLENu.

Polska powinna opuścić Unię Europejską odbudowując samodzielną pozycję międzynarodową. Powinna odtworzyć własną siłę ekonomiczną, zostając dla Niemiec partnerem gospodarczym (nawet jeśli znacznie słabszym), a nie podrzędnym podwykonawcą. Powinna wreszcie być pionierem i liderem integracji eurazjatyckiej, w formule dostosowanej dla całego makroregionu. Do żadnego z tych punktów jednak nie zbliży nas nawet bieganie na posyłki z amerykańskimi zleceniami – nawet otrzymywanymi w sympatycznym towarzystwie. A, i żadnego z punktów programu naprawdę służącego Polsce i Polakom – nie zrealizują Kaczyński z PiS-em.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 20 Average: 4.8]
Facebook

6 thoughts on “Rękas: Warszawski zlot partii amerykańskich”

  1. ja się 'w przedmiocie sprawy’ >CHUTZPACH albo hochsztaplerstwo Kaczora+Moravera wypowiedziałem pod artykułem p. Engelgarda>
    .https://konserwatyzm.pl/engelgard-szczyt-warszawski-z-putinem-w-tle/
    i to co Pan Rękas pisze>>>BB SŁUSZNIE >>potwierdza moje opinie
    i zdanie>
    'Rzekomy pragmatyzm lidera PiS jest bowiem tak samo fałszywy, jak jego fasadowy patriotyzm. „>>
    to jest właśnie CHUTZPAH
    (dla żydów to ma konotację pozytywną, podczas gdy dla nas, gojów, negatywną.)> i te gostki 'pis’ aka 'patrioci’ jadą na tym koniku i nic nie zmieni opinii Winstona Churchulla o Polakach (przed WWII):
    'Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych.’
    i dotyczy to zarówno Kaczora, Moravera, dudę, Gowina, ale i Tuska, Kwacha, ……’elyt’ post1989.

  2. Tragikomicznym jest fakt,ze Polska polozona miedzy Rosja i Niemcami obsluguje jednoczesnie
    wbrew swoim interesom ruso-i germanofobie.Ktorys z geopolitykow stworzyl kiedys pojecie tzw.
    szpady kontynentalnej.Polska jest chyba taka kontynentalna szpada Anglosasow.

  3. „To CDU (poprzez Fundację Adenauera) współfinansowała Kaczyńskiemu założenie Porozumienia Centrum, dumnie pozycjonującą się jako niemiecka partia w Polsce (na złość uchodzących za „francuskich” kolegów z Unii Demokratycznej)” – nie znałem tego faktu. Można prosić o jakieś rzetelne źródła, żeby zapoznać się ze szczegółami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.