Rozmowy małżeńskie Wielomskich 42: „Polonia”

Magdalena Ziętek-Wielomska: Ostatnio wpadło mi w oko ogłoszenie o Europejskim Kongresie Młodej Polonii, który ma się odbyć w dniach 3-5 października w Bonn. Hasłem przewodnim imprezy jest wezwanie: „Dać głos młodzieży europejskiej! Młodzi Polacy i Polki w służbie procesów integracyjnych w Unii Europejskiej”. Organizatorem Kongresu jest Konwent Organizacji Polskich w Niemczech we współpracy i dofinansowaniu przez Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów oraz Ministerstwo ds. Dzieci, Rodziny, Migrantów i Integracji Kraju Nadrenii-Północnej Westfalii. Jak czytamy na portalu polonijnym (https://poloniaviva.eu): „Ten kongres jest szczególny, według organizatorów, ma przynieść nowe zupełnie rozwiązania oraz znaleźć nowych liderów polonijnego środowiska. Organizatorzy chcą zaktywizować młode polonijne środowisko w Niemczech, zarówno tych, którzy się tutaj urodzili, jak i przedstawicieli najnowszej emigracji. Chcą zainteresować działalnością społeczeństwa obywatelskiego dla interesu Polski, Niemiec oraz całej Unii Europejskiej. Przede wszystkim jednak chodzi o zmotywowanie młodych ludzi polskiego pochodzenia do działalności na rzecz europejskiej integracji w kraju swojego zamieszkania”. Cóż można powiedzieć… Przede wszystkim należy zadać pytanie: czy to rzeczywiście jest jeszcze Polonia? Już na podstawie tego ogłoszenia możemy stwierdzić, że rzekomy kongres młodej Polonii jest imprezą nie tylko finansowaną, ale po prostu organizowaną przez i w interesie państwa niemieckiego. Już nie chodzi o reprezentowanie interesów Polaków w Niemczech – przecież jak wszyscy wiemy, Polacy i Niemcy nie mają żadnych przeciwstawnych interesów, lecz jeden wspólny cel: budowanie społeczeństwa obywatelskiego Unii Europejskiej. Jednym słowem: państwo niemieckie kwestię poczucia narodowego Polaków mieszkających w Niemczech ostatecznie rozwiązało.

Adam Wielomski: Kłania się tutaj problem, który wielokrotnie już opisywaliśmy w naszych książkach, a także i publicystyce. Niemcy nie rozumieją idei suwerennego państwa narodowego, dlatego są tej idei skrajnie wrodzy. Potrafią myśleć albo w kategoriach małych ojczyzn (Heimatów), ale imperialnie, europejsko, bowiem kategorie narodowe są im zupełnie obce. Państwo narodowe nigdy nie urządziłoby kongresu dla imigrantów, dzieci imigrantów i cudzoziemców pod hasłem integracji europejskiej. Przeciwnie, prowadziłoby politykę asymilacyjną, chcąc ich zasymilować, a nie zeuropeizować. Nikt myślący narodowo nie popiera kosmopolityzmu na swoim terenie, traktując tę ideę jako zmyślną dywersję na tyłach wroga. Niemcy jednakże myślą w kategoriach Imperium Europejskiego, co w Polsce zupełnie nie jest rozumiane, oczywiście za wyjątkiem Tomasza Gabisia, który te cudaczne pomysły popiera. Kosmopolityzm niemiecki to w sumie powinien być problem naszych sąsiadów zza Odry. Nasz polski problem to nieprawdopodobne kompleksy niższości w stosunku do Zachodu, dlatego bezmyślnie papugujemy przychodzący z Zachodu kosmopolityzm, nazywając go mianem „europejskości” czy „globalizacji”. Trudno tego nie zauważyć u Polakach studiujących, uczących się, mieszkających czy przebywających na zagranicznych stypendiach. Wielu z nich, a piszę to z bólem, uważa, że lepiej wypadną w oczach goszczących ich, jeśli będą ostentacyjnie pokazywać swoją europejskość, wyrzekać się polskości. Wielu publicznie ją opluwa, aby stać się „postępowymi” w oczach gospodarzy. Problem to nie tylko etyczny i estetyczny, lecz też i taki, że kosmopolityzm wyraża interesy krajów bogatych, eksportujących kapitał, o sprawnych służbach specjalnych, które uzależniają kraje słabsze, przy okazji sprzedając im swoją propagandę, że ojczyzna i państwo narodowe to przeżytek. Polska jest słaba i nie jest ekspansywna. Linia obronna winna być na linii polskości, a nie w oparciu o mrzonki o kosmopolitycznej Europie.

[Głosów:9    Średnia:3.7/5]
Facebook

2 thoughts on “Rozmowy małżeńskie Wielomskich 42: „Polonia””

  1. Przecież ta cała elita polska, to są dzieci komuchów, którzy w PRLu mieli na wszystkie sposoby powyłamywane kręgosłupy i powyrywane serca. To, że ich dzieci nie są odporne na zachodnią demoralizację, to konsekwencja tego, że sprzedali duszę bolszewizmowi.

    Ten portal ma często naiwną wizję elity PRL-owskiej, jako naturalnych konserwatystów, co jest bzdurą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *