Sanocki: Jaki Piebiak, taka reforma

Wiceminister sprawiedliwości – sędzia Łukasz Piebiak został zmuszony do złożenia dymisji po  tym jak onet ujawnił, że ów dzielny prawnik, będący ostoją reformy w sądownictwie,  stał za akcją internetowego szkalowania sędziów, którzy byli przeciwni zmianom wprowadzanym przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Piebiak miał organizować rozsyłanie wiadomości szkalujących sędziów, odwołujących się do ich życia osobistego, a pomagać mu miała współpracownica o imieniu Emilia.

Tym razem to szlachetne imię, kojarzące się z dziewicą-bohater Emilią Plater, bynajmniej odległe jest od swego romantycznego pierwowzoru. Jak wszystko bowiem na to wskazuje, to właśnie tajemnicza Emilia podkablowała Piebiaka do onetu. Taka Platerówna III RP.

I tak oto wiceminister został poświęcony na ołtarzu przedwyborczych manewrów, podobnie jak niespełna miesiąc wcześniej „latający” Marszałek Sejmu – Kuchciński. No cóż, nie wszystko jest jeszcze doskonałe, nie wszystkie portale zostały poddane świadomej dyscyplinie i nie wszystkie wiedzą kogo i czego nie należy ruszać.

I tak oto mamy kolejnego polityka rządzącej Polską ekipy – który musi w niesławie odchodzić z zajmowanego stanowiska. Kuchcińskiemu partia-matka wynagrodziła upokorzenie „jedynką” na sejmowej liście kandydatów, co daje mu pewne miejsce w Sejmie i kto wie czy nie oznacza po wyborach triumfalnego powrotu – jeśli tylko PiS zdobędzie większość, a przecież na to się zanosi. A wtedy kiedy większość kolegów zasiądzie w ławach poselskich, to kto im zabroni wybrać znów Kuchcińskiego  na marszałka?

Ciekaw wszakże jestem co na osłodę dostanie sędzia Piebiak za swoje poświęcenie. Tak, tak poświęcenie. Bo przecież nikt przytomny, kto zna dyscyplinę panującą w resorcie supermena Ziobry, gdzie żaden podwładny nie ośmieli się nawet mruknąć na własną nutę, nie będzie przypuszczał, że nieszczęsny Piebiak tak sobie z własnej woli szkalował sędziów w internecie na własną rękę. Bez wiedzy i aprobaty swojego szefa supermena Zbigniewa Z. Taką wersję możemy włożyć między bajki.

Jest oczywiste, że takich akcji nie robi się na własną rękę, bo ich konsekwencje wtedy byłyby dla jakiegoś Piebiaka fatalne. Nie tylko zostałby zdymisjonowany, jakby się co wydało, ale zostałby skończony zawodowo. Co w przypadku sędziego dopuszczającego się takich świństw byłoby bajecznie łatwe.  O taką głupotę, żeby ryzykować na własna rękę podejrzewać Piebiaka nie sposób – absolwent trzech uniwersytetów tak głupi być nie może.

Jest za to bardziej niż prawdopodobne, że Piebiak podjął swą akcję za zgodą i wiedzą Ziobry (stawiam taką tezę) co gwarantowało mu z góry bezpieczeństwo. Kiedy się sprawa rypła Piebiak bierze wszystko na siebie, osłania Ziobrę i wie dobrze, że chłopcy z ferajny nie dadzą mu zginąć. Owszem teraz przed wyborami go na chwile odpalą, żeby się publika nie czepiała, ale za chwilę dostanie jakieś konfitury no bo jakże to tak? Bez konfitur? A gwarancją dla niego jest oczywiście wiedza, że Zbyszek wiedział. To jest as w rękawie.

W całej tej żenującej sytuacji odbija się obraz tzw. reformy sądownictwa, którą rzekomo przeprowadziła czy próbowała przeprowadzić Dobra Zmiana i którą firmował Ziobro – przy pomocy wydatnej nieszczęśnika Piebiaka.

Otóż od początku, każdemu kto obserwował awantury wokół sądownictwa rzucało się w oczy, że minister Ziobro żadnych zmian ustrojowych w sądach nie proponuje. Jego celem – nawet nie ukrywanym – była zamiana sędziów, którzy popierali Platformę, na sędziów którzy dawali gwarancję, że będą słuchać się ślepo Ziobry.

Platforma ułatwiała ten manewr broniąc  sądów przed jakąkolwiek zmianą i utrzymując, że wszystko w „wymiarze niesprawiedliwości” jest po prostu idealnie. W efekcie Ziobro powsadzał, tam gdzie tylko było to możliwe, swoich Piebiaków i nazwał to „reformą”.

Teraz na jednostkowym, ale nie izolowanym przykładzie – widzimy jakiej próby są to ludzie i jaki poziom mają wprowadzone przez superministra zmiany. Cóż, jaki Piebiak, taka reforma.

Janusz Sanocki

[Głosów:9    Średnia:5/5]
Facebook

16 thoughts on “Sanocki: Jaki Piebiak, taka reforma”

  1. Wystawić osła ofiarnego, resztę pozamiatać pod dywan i po krzyku.

    Mnie się wydaje, że porządnej reformy nie zrobi ani PiS ani PO. Ani żadna inna banda. Uważam, że, prawdziwy trójpodział władz gdzie każda z trzech władz jest niezależna od dwóch pozostałych, jest niemożliwy w tej pozornej demokracji.

    1. W żadnej nie jest możliwy. Zależności między monteskiuszowymi “trzema władzami” zawsze będą, różnica może być co najwyżej w rozłożeniu zależności. Obecnie sądownictwo to jest zamknięta kasta, samorządząca się i trzęsąca resztą państwa. Taka patologiczna sytuacja wytworzyła się wskutek puszczenia ich samopas po zmianie ustroju, bo to miał być wyznacznik demokratyczności. Stąd taki opór “układu”, który nie podda się jakimkolwiek próbom ograniczenia ich wszechwładzy, w ramach której funkcjonują indywiduua takie jak sędzia Tuleya i jemu podobni, których miejsce jest w więzieniu za działalność antypaństwową: oni nie działają przeciw władzy PiSu, tylko przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej jako takiej, negując legalnie uchwalone prawo i wydając wyroki wedle własnego widzimisię. PiS zresztą nawet nie chciał ruszyć tej bandy, tylko wprowadzić nieco swoich ludzi aby też się nachapały, ale przysłowiowe świnie przy korycie jak raz się usadowią to już nie dopuszczą. Jedyną reformą która miałby rację bytu, byłaby całkowita likwidacja wszelkiego wymiaru sprawiedliwości, wszystkich sędziów i prawników, oraz profesorów prawa zagonić do sprzątania rowów, na okres przejściowy 5 lat utworzyć trybunały ludowe do sądzenia przestępstw kryminalnych, wziąć z ulicy kilkudziesięciu licealistów, dokładnie zweryfikowanych pod punktem powiązań rodzinnych i towarzyskich z kastą sędziowską i jej rodzinami do siódmego pokolenia, przez rok kazać im się uczyć prawa, zrobić z nich profesorów, po czym niech uczą kolejnych tak zweryfikowanych, pilnując aby żaden nie kontaktował się z żadnym byłym sędzią, prawnikiem, ich rodzinami i znajomymi, pod groźbą wyrzucenia i ciężkich robót. Niestety, wizja utopijna ale przy obecnej degeneracji z układem można postąpić jedynie jak Rzymianie z miastem Kartaginą: zburzyć, gruzy wywieźć, ziemię zaorać i posypać solą

      1. Czyli anonim chce powrotu do przeszłości ?
        „Centralna Szkoła Prawnicza im. Teodora Duracza w Warszawie (CSP, pot. Duraczówka) – stalinowska szkoła prawnicza funkcjonująca w latach 1948–1953, utworzona zarządzeniem ministra sprawiedliwości z dnia 14 maja 1948 roku.

        Placówka ta zapewniała dalszą edukację absolwentom tzw. średnich szkół prawniczych, które przyuczały do wykonywania zawodów prawniczych osoby cieszące się zaufaniem ówczesnych władz. CSP oraz tzw. średnie szkoły prawnicze miały w szybkim tempie wykształcić nowe kadry dla wymiaru sprawiedliwości.

        Uczniami Centralnej Szkoły Prawniczej mogły być osoby skierowane przez zarządy centralne partii politycznych, związków zawodowych lub organizacji społecznych w wieku od 21 do 40 lat, posiadające co najmniej wykształcenie licealne. Od tego ostatniego wymogu kandydatów mógł zwolnić minister sprawiedliwości. W ciągu dwuletniego cyklu nauczania uczniowie, jak stanowił statut szkoły, mieli zdobyć wykształcenie teoretyczne i praktyczne umożliwiające im pełnienie stanowisk sędziowskich i prokuratorskich.”

        W latach 1948–1953 dyrektorem Centralnej Szkoły Prawniczej im. T. Duracza w Warszawie był Igor Andrejew.

    2. Niektórzy sędziowie obniżają rangę zawodu opowiadając się za uprawnieniami Brukseli do kontrolowania praworządności w Polsce. Do tego służy polski TK. Jeżeli europejski Trybunał Sprawiedliwości (TSUE) nabyłby prawa do kontrolowania polskich ustaw to stałby się europejskim TK, a to oznaczałoby likwidację państw narodowych w tym Polski. Suwerenność polega bowiem na prawnej niezależności od jakichkolwiek czynników i organów zewnętrznych. Nawet jeżeli TK składa się częściowo z nielegalnie wybranych sędziów (czego nie przesądzam) to jest to wewnętrzna sprawa Polski. Podobnie badanie tzw. łamania konstytucji leży w kompetencji polskiego TK a nie sądu unijnego, który orzeka tylko w zakresie naruszeń prawa unijnego. Jeżeli sędzia tego nie wie to jest niedouczony lub celowo angażuje się w spór polityczny chociaż ma wiedzę. Dodam, że nie jestem zwolennikiem PIS, ale bronię suwerenności Polski.

      1. Z tym całym łamaniem konstytucji, to za 4 lata nikt nie powiedział, który artykuł i w którym miejscu został złamany… Konstytucja RP mówi jasno, wybór sędziów TK określa ustawa, a zmiany w ustawie zaczęła PO aby wprowadzić do Trybunału swoich ludzi przed końcem kadencji Sejmu. Później to się tylko potoczyło, ale dalej legalnie: nigdzie nie jest zapisane że ustawy o TK nie można zmienić. Ale nie to jest problemem, problemem jest wszechwładna kasta prawników wraz ze swoimi pożytecznymi idiotami spod znaku PO i reszty, z drugiej strony PiS któremu odpowiada obecny układ, ale chciałby wprowadzić do kasty swoich ludzi. A gdzieś tam, z boku jest sobie naród, który musi znosić wyroki wydawane z czapki przez dyletantów zajmujących się polityką zamiast sądzeniem

      2. (…)Nawet jeżeli TK składa się częściowo z nielegalnie wybranych sędziów (czego nie przesądzam) to jest to wewnętrzna sprawa Polski. Podobnie badanie tzw. łamania konstytucji leży w kompetencji polskiego TK a nie sądu unijnego, który orzeka tylko w zakresie naruszeń prawa unijnego. Jeżeli sędzia tego nie wie to jest niedouczony lub celowo angażuje się w spór polityczny chociaż ma wiedzę. Dodam, że nie jestem zwolennikiem PIS, ale bronię suwerenności Polski.(…)
        Nawet jeśli ustawy norymberskie są niezgodne z Konwencjami Genewskimi (czego nie przesądzam) to jest wewnętrzna sprawa III Rzeszy. Podobnie badanie tzw. łamania konstytucji leży w kompetencji ichniego odpowiednika TK a nie alianckiego trybunału, który orzeka tylko w zakresie naruszeń konwencji genewskich. Jeżeli sędzia tego nie wie to jest niedouczony lub celowo angażuje się w spór polityczny chociaż ma wiedzę. Dodam, że nie jestem zwolennikiem NSDAP, ale bronię suwerenności III Rzeszy.

        1. Reductio ad Hitlerum. Porównywanie masowych mordów do politycznych rozgrywek postokrągłostołowych partyjek naprawdę nie jest na miejscu. Sugerowanie, że komuś w tym całym sporze chodzi o Konstytucję RP i jej łamanie(które nie nastąpiło, bo zgodnie z Konstytucją Trybunał Konstytucyjny istnieje i orzeka o zgodności ustaw z Konstytucją, a o całej reszcie stanowi zwyczajna ustawa). P.S: procesy norymberskie to była zwyczajna farsa propagandowa, utworzono sobie z czapki przepisy i powieszono nic nie znaczące pionki, bo prawdziwi winowajcy zabili się sami. Z prawnego punktu widzenia można było ich poskazywać z paragrafów kryminalnych niemieckiego kodeksu karnego, zresztą podobnie skazywano komendantów obozów i inne kanalie. Tak, to nie tylko ukarano zbrodnie, ale utworzyły sobie mocarstwa bat na siebie nawzajem, dający możliwość po każdej kolejnej wojnie zemsty na przegranych w majestacie prawa. I żeby nie było to odebrane jako bagatelizowanie zbrodni hitlerowskich, bo nim nie jest. Po prostu trzeba pamiętać, że wtedy nikomu nie chodziło o sprawiedliwość, tak samo jak instytucje unijne miałyby w poważaniu wszelakie przepychanki prawne w Polsce gdyby rządziło PO. Takie jest życie, cytując klasyka: “Demokracja jest wtedy kiedy jest tak jak my chcemy”

          1. (…)które nie nastąpiło, bo zgodnie z Konstytucją Trybunał Konstytucyjny istnieje i orzeka o zgodności ustaw z Konstytucją, a o całej reszcie stanowi zwyczajna ustawa(…)
            Jest pewien problem… Dobra zmian twierdzi, że kazda ustawa (mój dopisek, NAWET ZNOSZĄCĄ TK) jest konstytucyjna do momentu stwierdzenie przez TK, że nie jest. Tu Patryk Jaki dodaje: Szachy mat!

      3. Artykuł 194 konstytucji:
        „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat…”
        Nie ma nigdzie, że wybór określa ustawa. Jeśli na 9 lat, to kadencja sędziego mija dokładnie w dniu kiedy kończy się 9 lat od dnia jego wyboru. W dniu następnym po skończeniu kadencji musi zostać dokonany wybór następnego sędziego. PO dokonała prawidłowego wyboru 3 sędziów, a 2 nieprawidłowo, co potwierdził w orzeczeniu TK. PiS dokonał złamania konstytucji odwołując ustawą 3 prawidłowo wybranych sędziów. Konstytucja jest instancją prawną wyższą niż uchwały sejmu i nie można ustawą zaprzeczać zasadom ujętym w konstytucji. Gdyby taki proceder byłby możliwy prawnie to sejm mógłby ustawą np. odwołać prezydenta z funkcji.
        Zasada precyzyjnego określenia daty wyboru sędziego TK, to jest po zakończeniu kadencji jego poprzednika jest logiczna, bo nie może być okresu wakatu na tym stanowisku i mądra bo rozłożono czas wyboru tak, aby partia, która wygrywa wybory nie mogła zdobyć przewagi w TK i wprowadzać w życie ustaw, które mogłyby być groźne dla struktury państwa. Ta zasada dokładnie potwierdziła się w wypadku PISu, który łamiąc konstytucję zdobył przewagę w TK i wprowadził szereg ustaw, które łamią konstytucję, jak choćby ustawa dezubekizacyjna, która stosuje odpowiedzialność zbiorową oraz ustawa o KRS, która niszczy trójpodział władzy zapisany w konstytucji bez żadnej reakcji ze strony TK.

  2. To przemożne poczucie, że świat jest złożony wyłącznie z bandytów, którzy tylko czekają, aby wszystkich wykiwać i zagarnąć co się da dla siebie jest opisywaną w psychologii projekcją własnej osobowości na świat zewnętrzny. Skąd natomiast bierze się taka osobowość i dlaczego ten jej typ jest szczegolnie nadreprezentatywny na tym portalu to wyjaśnia odrębny dział psychologii, który zajmuje się osobowością autorytarną i jej wyraźną korelacją z tradycjonalistycznym i prawicowymi predykatami osobowości.
    Pytanie podstawowe, które polega na tym czy w czasach PO sędziowie byli, czy to skorumpowani, czy upolitycznieni określa strukturę kształtowania środowiska sędziowskiego jako osobnej władzy, niezależnej od nikogo tylko od własnego środowiska. Na tym bowiem, w rzeczywistości polega niezależność trzeciej władzy. Zarówno ingerencja polityków w wybór jakiegokolwiek elementu tej władzy jak ingerencja w jej bezpośredni wybór społeczeństwa pozbawiłby w rzeczywistości niezależności tego środowisko. Dlatego we wszystkich cywilizowanych demokracjach zarządzanie sferą sędziowską pozostawia się samym sędziom, z ewentualną kontrolą reprezentantów innych władz. Oprócz samej praktyki często takie poglądy wyrażane są w publikacjach politologicznych. Uważa się bowiem, że środowisko sędziowskie złożone jest z ludzi najlepiej wykształconych, których kariera przebiega kilkanaście lat ciągłego pogłębiana wiedzy, jest obarczona koniecznością częstego weryfikowania umiejętności i co bardzo istotne, dość wysokiego, stałego uposażenia oraz, co najważniejsze, ochroną przed ingerencją zewnętrzną, co daje upragnioną niezależność. Taka struktura tej grupy ludzi była również zachowana za czasów rządów PO, co wyraźnie wyznaczała konstytucja. KRS był wybierany przez środowiska sędziowskie z obecnością przedstawicieli sejmu, senatu i prezydenta i politycy nie mieli żadnego narzędzia, aby ingerować w niezależność sędziowską. Zreszta tego nawet nie próbowali robić. Propaganda PIS-owsika przywołująca wypadek ustawiania terminu rozprawy dla Tuska nie ma nic wspólnego z zależnością, czy niezależnością sędziowską. Dogodny termin, w usprawiedliwionych przypadkach, np. choroby może ustalić z sędzią również przeciętny obywatel, a cóż dopiero premier, który ma obowiązki państwowe.
    Jeśli chodzi o poziom moralny tego środowiska, to jest on odzwierciedleniem całego społeczeństwa, w którym sprytnie potrafią ukryć się różne degenerację osobowe. Dlatego istotna jest samokontrola tego środowiska. Do tej pory, moim zdaniem, to się udawało. Długi proces pięcia się po szczeblach kariery z wyraźną weryfikacją moralną kandydatów przyniósł tak doskonałe skutki, że plejada sędziów operujących na najwyższych stanowiskach sądu najwyższego, KRS czy TK wyznaczała poziom, który akceptowany był przez najwyższe gremia międzynarodowe, włączając tych sędziów, po skończeniu kariery w polskich instytucjach, do instytucji międzynarodowych: jak TSUE (Safian), czy wyraźna akceptacja ich poczynań – przypominam nagrodę papieską dla prof Rzeplińskiego, który, nota bene, został zaakceptowany przez Lecha Kaczyńskiego. Zresztą warto przypomnieć tak niezależnych i autorytatywnych sędziów jak Zoll czy sędziwy, ale wielce zasłużony prof Adam Strzembosz. Jak w każdym środowisku znajdują się osoby niegodne, ale te w poprzednim układzie jakoś, dziwnym trafem, nie robiły wybitnej kariery. Dopiero po nowym rozdaniu politycznym i tzw „reformie” ich kariera jakoś przyspieszyła i zamiast długo, mozolnie piąć się po jej szczeblach awansowali z „kosmiczną” szybkością w ciągu kilku miesięcy, przemieszczając się z pozycji podrzędnego sędziego, z kilkoma dyscyplinarkami i niewielką procentowo skutecznością w orzekaniu, na pozycję przezesa sądu rejonowego, a następnie na eksponowane stanowisku w KRS lub Sądzie Najwyższym. To typowy przykład budowania nowych elit w dyktatorskim systemie zarządzania państwem znany od czasów dynastii chińskich. Schemat jest prosty. Znajdujemy wszelkiej maści nieudaczników lub ludzi o niskiej moralności, takich którzy nie są w stanie w warunkach pozytywnej konkurencji zrobić kariery i wynosimy ich do godności, których bez nas nie byli by w stanie uzyskać. Tacy ludzie będą dozgonnie wdzięczni i wykonają każde świństwo jakie im zlecimy. Tak się buduje dyktatury.
    Jeśli chodzi natomiast o ingerencję Unii Europejskiej w sprawy sądownicze w Polsce to szanowni poprzednicy zapominają chyba, że Polska podpisała traktaty akcesyjne do UE, które zobowiązują Polskę do przestrzegania prawa unijnego, a to, właśnie w tych traktatach, zastrzega sobie wyższość nad prawem polskim. Dzieje się tak dlatego w sferze prawnej ponieważ system prawny polski staje się od tej pory częścią sytemu prawnego UE. Sędzia polski nie jest już tylko sędzią polskim, ale również staje się sędzią UE i w związku z tym podlega prawodawstwu unijnemu. Jeśli taki sędzia wykazuje, nieakceptowany przez UE brak niezależności to nie może orzekać jako sędzia UE i instytucje unijne mogą ingerować w taką sytuację. Dzieje się to dlatego, że orzekaniu takiego sędziego mogą podlegać również obywatele innych państw unijnych, którzy na terenie Polski, w ramach wspólnego rynku, mogą robić interesy lub wręcz mieszkać. Dlatego UE musi dbać o to, aby byli objęci nienależytym, sprawiedliwym sądownictwem.

    1. To jest polityczna argumentacja. Prawo ma swoja wewnętrzną logikę, która nas tu interesuje. Polskie prawo podlega unijnemu tylko w zakresie uregulowanym przez traktaty i prawo pochodne. Reszta to sfera zastrzeżona państw członkowskich. Suweren czy władze państwowe mogą łamać konstytucję, ponieważ mają takie suwerenne uprawnienia. W pewnych państwach władze nie muszą nawet automatycznie kierować się wyrokami swoich trybunałów konstytucyjnych. Spór o łamanie polskiej konstytucji jest sporem wewnątrzpaństwowym a nie międzynarodowym. Praworządność została wyciągnięta przez włodarzy UE jako bat na PIS, a w rzeczywistości jest to domena polskiego TK. UE sama podkopuje swoją legitymację ingerując bezprawnie w kompetencje państw członkowskich.

      1. Przypominam co zrobił suweren na Ukrainie. Legalnego prezydenta Janukowycza odsunięto od władzy w sposób pozakonstytucyjny, tzn. bez procedury impeachmentu. Jednak to wewnętrzna sprawa Ukrainy a UE nic do tego, ponieważ prawo międzynarodowe nie ingeruje w takie sprawy. To polityczna doktryna amerykańska nadała władzom USA prawo do badania legalności władz państw.

      2. (…)Suweren czy władze państwowe mogą łamać konstytucję, ponieważ mają takie suwerenne uprawnienia.(…)
        To cholerę nam Konstytucją?

  3. Jak już tłumaczyłem praworządność jest problemem ogólnounijnym ponieważ dotyczy wszystkich obywateli UE, których ten problem może dotykać bezpośrednio. Tu nie chodzi tylko o Polskę. Każdy obywatel czy to Niemiec, czy Francji, czy Włoch może dowolnie przemieszczać się w obrębie UE i robić co mu się żywnie podoba w zakresie prawa: robić interesy, mieszkać, wchodzić w związki małżeńskie, wchodzić w posiadanie nieruchomości. Jeśli w jednym z krajów tej wspólnotowej przestrzeni sędziowie będą skorumpowani i podporządkowani decyzjom politycznym to stan taki nie gwarantuje, że obywatel tych krajów unijnych, który będzie miał spor prawny z państwem polskim będzie podlegać uczciwym sądom. Dotyczy to również obywateli polskich. Cały czas nie dopuszczacie państwo do umysłu faktu, że Polska podpisała traktaty akcesyjne do UE i obywatel polski zgodnie z nimi stał się również obywatelem UE. Dlatego właśnie UE broni swoich obywateli, również Polaków, przed autorytarnymi zakusami polskich polityków. Rozumiem, że to się może nie podobać tej części społeczeństwa, która ze swoją autorytarną osobowością uważa za właściwe zagarnąć całą władze dla siebie. Dla autorytarysty społeczeństwo jest jak dżungla, w której ten kto wygrywa bierze wszystko i ma prawo podporządkować sobie innych. Ten popędowy schemat myślenia bardziej przypomina zwierzęta, a nie ludzi, którzy uruchamiają racjonalne, altruistyczne czy empatyczne mechanizmy osobowości. Demokracja liberalna, która jest niewątpliwie osiągnięciem ewolucji umysłowości społeczeństw zachodnich nauczyła się rozstrzygać konflikty interesów, jakie istnieją w każdej społeczności, na zasadach konsensusu, a nie autorytarnego, popędowego zawłaszczania. Dlatego ten typ demokracji nazywamy demokracją deliberatywną.
    Rozumiem, że z tą konstatacją się nie zgadzacie, bo ten egalitarny sposób traktowania innych nie mieści się w głowach ludzi, których osobowość wygenerowana została przez hierarchiczny, siłowy, dogmatyczny i pozaracjonalny sposób wychowania jaki dominuje w tradycjonalistycznym patriarchalizmie, który panuje od czasów feudalizmu.

  4. Rafal Jablonski pisze “[…]środowisko sędziowskie złożone jest z ludzi najlepiej wykształconych, których kariera przebiega kilkanaście lat[…]”.
    Byłem na studiach w bezpośrednim kontakcie z ludźmi studiującymi prawo. Dopiero pod koniec orientowaliśmy się kto jest kim i dlaczego obiera taką a nie inną karierę. Dzieci adwokatów szły zazwyczaj na aplikację adwokacką, podobnie dzieci sędziów, ci z ludu szli na radców prawnych lub prokuratorów. Wykształcenie i zdolności nie miały pierwszorzędnego znaczenia, ale geny. Ponadto w normalnych krajach można zostać sędzią po wielu latach kariery prawniczej, a u nas może orzekać młokos przed trzydziestką, ale z rodowodem. To co napisałem dotyczy wszystkich orientacji politycznych, taki mamy kraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *